FEJK MIESIĄCA: „Frontex to tylko urzędnicy i biurokraci”

frontex-polska-białorus-unia-europejska-granica-kuznica-UE-wasik-MSZ-jablonski-Kaminski-MSW

Funkcjonariusze służący w ramach misji Frontexu, źródło: Komisja Europejska (ec.europa.eu)

Tłumacząc to, dlaczego Polska nie chciała podczas największego nasilenia kryzysu na granicy z Białorusią skorzystać z pomocy Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej, członkowie polskiego rządu nazywali Frontex „biurokratyczną centralą” bądź „urzędem bez własnych sił”. Tyle, że to nieprawda, a funkcjonariusze Frontexu pomagali już na granicach Litwy czy Grecji.

 

 

Sytuacja na granicy białorusko-polskiej nieco się uspokoiła, ale wciąż daleka jest od normalności. Tylko dziś (30 listopada) Straż Graniczna poinformowała o 134 próbach przejścia tej granicy w nieprzeznaczonym do tego miejscu, a organizacje pomocowe codziennie odnajdują w lesie w pasie nadgranicznym zziębniętych i wyczerpanych obywateli państw bliskowschodnich bądź środkowoazjatyckich.

Ale w przypadającym na pierwszą połowę listopada szczycie kryzysu prób nieregularnego przekroczenia polskiej granicy od strony Białorusi było każdego dnia kilkakrotnie więcej niż obecnie, a polski rząd do wsparcia strażników granicznych skierował także policjantów oraz żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej oraz Wojska Polskiego.

Istniała jednak (i teoretycznie wciąż istnieje) możliwość skorzystania z jeszcze innego rodzaju wsparcia, jakie może zapewnić Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej, czyli Frontex. Przysłani przez unijną agencję funkcjonariusze mogliby wesprzeć polskich strażników granicznych.

Wsparcie takie Komisja Europejska deklarowała jeszcze we wrześniu, a komisarz ds. wewnętrznych Ylva Johansson była nawet w tej sprawie na krótko w Warszawie 30 września i rozmawiała z polskim ministrem spraw wewnętrznych i administracji Mariuszem Kamińskim.

Polskie władze o „biurokratycznej centrali”

Polskie władze jednak najpierw zwlekały z jasną odpowiedzią na ofertę Brukseli, a potem ją odrzuciły, przekonując, że polskie siły wystarczą do zabezpieczenia zewnętrznej unijnej granicy z Białorusią.

Jednocześnie przedstawiciele polskiego rządu przekonywali w mediach, że ewentualna pomoc Frontexu byłaby zbędna, bo unijna agencja nie ma ani ludzi, ani środków aby w realny sposób zmienić sytuację.

A ponadto nazywali Europejską Agencję Straży Granicznej i Przybrzeżnej „tak naprawdę biurokratyczną centralą” (Mariusz Kamiński w TVP Info), „urzędem, który nie ma własnych sił” (wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński w Radiu ZET) czy „słabą” (wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Wąsik w TVP Info).

Inny wiceszef polskiej dyplomacji Piotr Wawrzyk mówił zaś w rozmowie z Wirtualną Polską, że „Frontex, po pierwsze, nie ma swoich funkcjonariuszy, tylko to inne państwa przekazują funkcjonariuszy i sprzęt, a po drugie, jest zapraszany w sytuacji, gdy państwo nie radzi sobie z kontrolą swojej granicy”.

FEJK MIESIĄCA: Polski budżet finansuje budowę tunelu w Świnoujściu? Nie, to inwestycja głównie za środki unijne!

O tym jak rządzący milczą na temat unijnego dofinansowania dla ważnej inwestycji drogowej w Świnoujściu.

Polski rząd niczym Boris Johnson 30 lat temu

Tyle, że określanie Frontexu jako „biurokratycznej centrali” czy „słabego urzędu” mija się z prawdą, bo po przeprowadzeniu w 2016 r. reformy tej instytucji i przemianowaniu jej właśnie na Europejską Agencję Straży Granicznej i Przybrzeżnej, zyskała ona wiele możliwości do szybkiego działania, a także posiada już własny korpus funkcjonariuszy, który jest stale rozbudowywany.

Stosowanie określeń sugerujących wyłącznie „biurokratyczność” i „urzędniczość” unijnych instytucji czy agencji ma zresztą w Unii Europejskiej długą tradycję i często po taką metodę sięgają eurosceptyczni politycy.

Jednym z prekursorów tego stylu był zresztą obecny… premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, który zanim został jednym z ojców brexitu i szefem brytyjskiego rządu wyprowadzającym swój kraj z Unii Europejskiej, pracował w latach 1989-1994 jako korespondent konserwatywnego dziennika „Daily Telegraph” w Brukseli.

W swoich tekstach Johnson z lubością tropił, ale często po prostu przekręcał, wyolbrzymiał lub nawet zmyślał różne rzekome urzędnicze absurdy. To on bowiem pisał o tym, że eurokraci mieliby mierzyć krzywiznę bananów, zakazywać krewetkowych czipsów, ustalać maksymalną moc odkurzaczy czy rekwirować przestarzałe wibratory.

Johnson nie krył bowiem zarówno swojej dużej niechęci do ówczesnego szefa Komisji Europejskiej Jaquesa Delorsa, jak i zamiaru wyróżnienia się na tle innych brytyjskich korespondentów w Brukseli, którzy byli eurofilami. Stworzył jednak wiele pokutujących do dziś mitów, a także podłożył podwaliny pod budowanie obrazu Unii Europejskiej jako ciała urzędniczo-biurokratycznego.

FEJK MIESIĄCA – Lech Kaczyński nie zatwierdził Traktatu Lizbońskiego?

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz przekonywała, że prezydent Lech Kaczyński nie podpisał Traktatu Lizbońskiego – tylko że zrobili to Donald Tusk, Radosław Sikorski i Danuta Hübner.

Mit o „tylko urzędniczej UE”

Tymczasem ani nie było tak jak pisał na przełomie lat 80. i 90. XX w.  Johnson, ani nie jest tak, jak chcieliby widzieć UE współcześni eurosceptycy. Oczywiście biurokracja jest problemem unijnej administracji (jak i większości administracji państw członkowskich, nie wyłączając administracji polskiej), ale trend do jej upraszczania utrzymuje się już od wielu lat.

Z jednej strony upraszczane są procedury (np. wnioski o dopłaty rolne czy inne unijne dotacje), a z drugiej – unijne agencje dostają więcej możliwości szybkiego i własnego działania, o ile oczywiście państwa członkowskie się na to zgodzą.

Reforma Frontexu jest właśnie przykładem takich zmian, choć była ostatecznie płytsza niż to najpierw proponowano. Część państw (w tym m.in. Polska) zablokowało np. możliwość samodzielnego działania Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej, która obecnie może wesprzeć krajowe służby, ale jedynie na wyraźne zaproszenie danej stolicy.

Ale po kryzysie migracyjnym z 2015 r. Frontex (który swoją główną siedzibę ma w Warszawie) nie tylko ma zwiększony budżet – z 19 mln euro w 2006 r. do 460 mln euro w 2020 r. – ale także uzyskał wiele nowych uprawnień oraz zwiększył znacząco swój personel.

Nie jest więc już tylko agencją koordynującą współpracę między służbami granicznymi poszczególnych krajów członkowskich i w miarę możliwości im doradzającą (jak ustalono zadania Frontexu, gdy powstawał w 2004 r.), ale instytucją, która może wesprzeć państwa członkowskie w bardzo konkretnych zadaniach.

FEJK MIESIĄCA – Unia Europejska chce zniszczyć Białoruś

Aleksander Łukaszenka przekonuje, że UE „próbuje zniszczyć Białoruś”.

Jak może pomóc Frontex?

Funkcjonariusze Frontexu mogą bowiem skutecznie pomóc w identyfikacji osób, które chcą starać się o azyl, ponieważ często mają w tym spore doświadczenie, bo uczestniczyli w tego typu działaniach w różnych państwach członkowskich.

W przypadku odmów azylu, mogą z kolei wesprzeć realizację decyzji powrotowych, co jak pokazują dotychczasowe unijnej doświadczenia nie jest łatwym zadaniem. Dodatkowo Frontex dysponuje wiedzą i narzędziami analitycznymi, które mogą być bardzo pomocne w kreśleniu scenariuszy rozwoju sytuacji.

Ale przede wszystkim Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej tworzy własny korpus do działań operacyjnych, który co prawda ma być w pełni gotowy dopiero w 2027 r. i – za zgodą Parlamentu Europejskiego i państw członkowskich wyrażoną w 2019 r. – liczyć docelowo 10 tys. pracowników, z czego 3 tys. ma być funkcjonariuszami straży przybrzeżnej i granicznej lub specjalistami ds. realizacji powrotów osób, które nie mogą zostać w UE.

Będzie to pierwsza unijna służba mundurowa, a budżet Frontexu ma docelowo wzrosnąć w 2027 r. do nawet 900 mld euro rocznie. Tyle, że tworzenie korpusu nie odbywa się wyłącznie na papierze, ale unijna agencja już ma jego zaczątki stworzone z funkcjonariuszy oddelegowanych przez państwa członkowskie, ale nie odbywa się to jedynie ad hoc (jak sugerowali przedstawiciele polskiego rządu), bo owi funkcjonariusze ćwiczą i szkolą się już razem, a nawet uczestniczyli już w misjach w różnych państwach członkowskich.

Stało się tak np. w marcu 2020 r., gdy Turcja, chcąc wywrzeć nacisk zarówno na Grecję, jak i całą UE, przestała powstrzymywać uchodźców i migrantów przed próbami przejścia przez granicę turecko-grecką, a nawet – jak opowiadali świadkowie – aktywnie im w tym pomagała wspierając ich transportowo.

Frontex w ramach swojego mechanizmu szybkiego reagowania wysłał do Grecji 100 funkcjonariuszy służb granicznych, których po pewnym czasie rotował na kolejnych. W sumie – wg danych samego Frontexu – na granicy grecko-tureckiej pojawiło się łącznie 500 funkcjonariuszy z 22 państw członkowskich, którzy mieli do dyspozycji łącznie 11 okrętów  i łodzi oraz dwa samoloty rozpoznawcze.

Unijne "paszporty covidowe" uniemożliwią podróżowanie osobom niezaszczepionym na koronawirusa – FEJK MIESIĄCA

Narosło jednak wiele mitów wokół tego projektu, które sprawiają, że wiele osób bardzo ten pomysł krytykuje.

Frontex najczęściej działa na morzu

Była to już wówczas czwarta tego typu misja od 2016 r., a funkcjonariusze Frontexu wracali na granicę Grecji z Turcją także w bieżącym roku. W lipcu 2021 r. 100 funkcjonariuszy Frontexu pojawiło się natomiast na granicy litewsko-białoruskiej, mając do dyspozycji 30 pojazdów i dwa śmigłowce. Na Litwie przedstawiciele unijnej agencji również zajmowali się m.in. wspieraniem służb litewskich w nadzorze granicy.

Najczęściej jednak (bo w aż 80 proc.) Frontex działa na morzu. Od 2006 r. zorganizowanych zostało 11 morskich misji, głównie na Morzu Śródziemnym, ale także na północno-zachodnim Atlantyku oraz u wybrzeży Senegalu. Część z tych misji – m.in. realizowany we wschodniej części Morza Śródziemnego „Posejdon” czy mające miejsce w zachodniej części tego akwenu „Minerwa” i „Indalo” trwają do dziś.

W swojej ocenie z kwietnia 2021 r. Europejski Trybunał Obrachunkowy co prawda wytknął Frontexowi, że niewystarczającą skuteczność działań i opóźnienia w realizacji swoich uprawnień nadanych w 2016 i 2019 r.

Najmocniej dotyczy to jednak kwestii zwalczania transgranicznej przestępczości, a część winy stawia po stronie państw członkowskich, które nie są do końca zainteresowane zwiększaniem uprawnień i możliwości Frontexu. Są bowiem np. kłopoty z przekazywaniem mu danych.

Polski rząd postanowił z operacyjnego wsparcia Frontexu nie skorzystać, wskazując, że obecnie łączny personel unijnej agencji to 1,3 tys. osób, a cała polska Straż Graniczna zatrudnia 16 tys. ludzi.

Zajmujący się badaniem polityki migracyjnej w Europie dr hab. Maciej Duszczyk z Uniwersytetu Warszawskiego ocenił na Twitterze, że jeśli polski rząd zdecydowałby się na uruchomienie mechanizmu szybkiego reagowania Frontexu, to w ciągu zaledwie 48-72 godzin „na naszej granicy pojawiłoby się ok. 200-250 świetnie wyszkolonych funkcjonariuszy z doświadczeniem w zarządzaniu problemami na granicach.”

Możliwe jest jednak, że Warszawa zdecyduje się na pomoc Frontexu w kwestii odsyłania osób, które w Polsce pozostać nie będą mogły. Już w październiku mówił o tym wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Bartosz Grodecki, który wcześniej spotkał się z dyrektorem unijnej agencji Fabrice’em Leggerim, który wizytował również polsko-białoruską granicę.