Fejk Tygodnia: Koronawirus jest w UE w odwrocie, nie trzeba się go już bać

Premier Mateusz Morawiecki, fot. Kancelaria Premiera [Twitter]. Opracowanie: EURACTIV.pl

Premier Mateusz Morawiecki, fot. Kancelaria Premiera [Twitter]. Opracowanie: EURACTIV.pl

Premier Mateusz Morawiecki nie ma wątpliwości – koronawirusa SARS-CoV-2 udało się już pokonać. Podczas jednej z wizyt na Lubelszczyźnie stwierdził, że odpowiedzialnego za obecną pandemię patogenu „nie trzeba się już bać”. Tyle, że epidemiolodzy oraz Światowa Organizacja Zdrowia mają zupełnie inne zdanie.

 

Słowa Mateusza Morawieckiego padły podczas jego podróży po Lubelszczyźnie. Podczas gospodarskiego objazdu premier informował między innymi o przekazanych samorządom dotacjach Funduszu Inwestycji Samorządowych.

Ale w Tomaszowie Lubelskim i Kraśniku zachęcał też do oddawania głosów w II turze wyborów prezydenckich. W pierwszym z tych miast przekonywał też, że nie można zostać w najbliższą niedzielę (12 lipca) w domu ze strachu przed koronawirusem.

Oczywiście zgadzamy się, że udział w każdych wyborach jest ważny, a wysoka frekwencja wyborcza jest czymś, o co EURACTIV.pl także apeluje od lat. Ale w Tomaszowie Lubelskim premier przekonywał, że trzeba iść głosować, ponieważ – jak to ujął – „koronawirus jest już w odwrocie”.

„Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się go bać” – przekonywał szef polskiego rządu.

I o ile panika i nadmierny strach przed koronawirusem są zdecydowanie niewskazane, to jednak trudno stwierdzić, że jest on „w odwrocie”. Oczywiście jeśli spytać epidemiologów i ekspertów od zdrowia publicznego, a nie polityków.

Fejk Tygodnia: Andrzej Duda w rozmowach z Donaldem Trumpem reprezentuje nie tylko Polskę, ale też Europę

Dyrektor prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch stwierdził jeszcze przed wylotem Andrzeja Dudy do USA, że w Waszyngtonie w rozmowach z Donaldem Trumpem polski prezydent będzie „reprezentował nie tylko Polskę, ale i Europę”.

Europa wciąż walczy z wirusem

Niestety koronawirus wcale nie jest w Europie w odwrocie. Choć wydaje się, że wiele z państw europejskich ma już za sobą szczyt liczby zachorowań, wciąż istnieje ryzyko zaistnienia tzw. drugiej fali. Stąd dalsze utrzymywanie części przeciwepidemicznych obostrzeń, jak np. zakaz zgromadzeń, dużych imprez masowych czy nieotwarcie szkół przed wakacjami.

Kilka krajów europejskich, po dużym spadku tempa przyrostu zachorowań, wraz z poluzowaniem części obostrzeń, zanotowała bowiem ponowny wzrost ich dziennej liczby. Tak w Unii Europejskiej było np. w Chorwacji, Bułgarii, Portugalii czy Grecji.

W ostatnim z tych krajów dzienna liczba nowych wykrytych zakażeń w maju wynosiła raptem kilka dziennie, na przełomie maja i czerwca było to zaledwie nawet 1-3 przypadki dziennie. Dziś jest to już zwykle niemal 30, a zdarzały się niedawni takie dni, gdy było to ponad 50 przypadków. I to w Grecji, która dzięki bardzo szybko wprowadziła niezwykle restrykcyjny lockdown, dzięki czemu od początku pandemii odnotowano tam tylko nieco ponad 3,5 tys. zakażeń i mniej niż 200 zgonów.

Podobnie jest w przypadku Chorwacji, gdzie na przełomie maja i czerwca bywały dni, gdy nie notowano żadnych nowych zakażeń albo były to zaledwie 1-2 nowe przypadki dziennie. Od połowy czerwca widać jednak nowy bardzo wyraźny skok liczby zakażeń.

Zdarzało się, że było to nawet niemal 100 przypadków dziennie, czyli tyle samo ile w szczycie chorwackiej epidemii na początku kwietnia. 3 lipca wyrównany nawet został dzienny rekord liczby nowych zakażeń. Było ich 96, czyli tyle samo co w poprzedni rekordowy dzień – 1 kwietnia.

Bułgaria natomiast rekordy liczby nowych zakażeń (choć na przełomie maja i czerwca było ich najmniej w tym kraju od początku pandemii) notuje dopiero teraz – od 8 czerwca wykresy pokazują skokowy wzrost – dzienny rekord padł w ostatni piątek (3 lipca) – 182 nowe zakażenia.

Słowenia zaś – jako pierwsza w UE – ogłaszała już w połowie maja pokonanie koronawirusa i koniec epidemii. Zniosła też niemal wszystkie restrykcje i zakończyła przy okazji programy antykryzysowej pomocy dla przedsiębiorców.

W ostatnich dniach jednak słoweńskie władze zaczęły przywracać obostrzenia. Zakazano m.in. zgromadzeń i zniechęcają do wyjazdów do tych unijnych krajów, gdzie rośnie liczba nowych zakażeń, np. do sąsiedniej Chorwacji.

Choć do rekordu liczby zachorowań z końca marca (70 nowych przypadków 28 marca) wciąż jest w Słowenii daleko, to jednak po okresie, gdy pod koniec maja nie stwierdzano już żadnych nowych zakażeń przez kilka dni, obecnie jest to 20-30 nowych przypadków każdego dnia.

Fejk Tygodnia: Polska wynegocjowała już sobie pieniądze z przyszłego unijnego budżetu i z Funduszu Odbudowy UE

Fundusz Odbudowy ma postawić na nogi unijną gospodarkę uderzoną przez kryzys wywołany przez koronawirusa. Premier Mateusz Morawiecki chwali się więc „wynegocjowaniem miliardów dla Polski.” Kłopot w tym, że negocjacje na ten temat dopiero się zaczną…

 

Nowe Wieloletnie Ramy Finansowe na lata …

ECDC ostrożna w swoich ocenach

Oczywiście nie jest to jeszcze owa „druga fala zakażeń”. Ta – choć mamy nadzieje, że tak się nie stanie – może nadejść zapewne dopiero jesienią wraz z pogorszeniem się pogody i spadkiem populacyjnej odporności na patogeny.

Ale na pewno nie mamy też jeszcze do czynienia w UE, ani w Europie jako całości do czynienia z końcem epidemii, a wirus bynajmniej nie jest „w odwrocie”, tylko wprost przeciwnie – przybiera na sile. Końca pandemii w UE nie ogłosiła dotąd także wyspecjalizowana unijna agencja – Europejskiej Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC).

Co więcej, w swojej najnowszej ocenie sytuacji epidemicznej w UE oraz krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG), krajach kandydujących do UE, z UE stowarzyszonych oraz Wielkiej Brytanii ECDC ocenia, że „choć między 16 a 30 czerwca widać średnio 12-proc. spadek dziennej liczby nowych zakażeń, wciąż dochodzi do lokalnego rozprzestrzeniania się wirusa”.

„Ponadto, cześć krajów zgłasza wzrost dziennej liczby zakażeń oraz wykrycie sporych, lokalnych ognisk epidemii” – głosi dokument unijnej agencji zajmującej się chorobami zakaźnymi.

Choć ECDC zastrzega, że wzrost liczby zachorowań może wynikać, ze stale zwiększających się w krajach europejskich możliwości przeprowadzania testów na obecność patogenu w organizmie, ale podkreśla też, że drugim czynnikiem jest po prostu dalsze przekazywanie infekcji kolejnym ludziom przez osoby wcześniej zakażone.

W połowie czerwca ECDC wydała też raport, w którym oceniła, że wszystkie kraje członkowskie UE lub należące do EOG mają szczyt pierwszej fali epidemii za sobą.

Wszystkie z wyjątkiem Szwecji, która de facto nie wprowadziła locdownu oraz… Polski, gdzie na początku ubiegłego miesiąca bite były rekordy dziennej liczby nowych zakażeń. Ich liczba sięgała niemal 600 przypadków dziennie.

Skala przyrostu nowych zachorowań w Polsce jeszcze nie zaliczyła wyraźnego dołka. Ani razu nie było ich mniej niż 27 marca, gdy było ich 170. Dzień później i w kolejnych dniach wskaźnik poszybował najpierw powyżej 200, potem powyżej 300, potem powyżej 400, a nawet w okolice 500 nowych wykrytych dziennie infekcji koronawirusem.

Obecnie jest to już mniej przypadków, ale tylko raz – 28 czerwca – było to mniej niż 200, a dokładnie 193.  A często było to mocno powyżej 300, a nawet 380 przypadków dziennie. Nie można więc mówić o tym, że koronawirus jest w odwrocie, ani, że znalazł się pod całkowitą kontrolą.

Fejk Tygodnia: Tylko politycy Platformy Obywatelskiej krytykują władze swojego kraju na forum europejskim

Czy ktoś widział Niemców lub Francuzów atakujących w Parlamencie Europejskim własne państwo? Tak pytał europoseł PiS Karol Karski. Uzupełniamy więc krótką pamięć Karskiego.

Czy premier jest epidemiologiem?

Przypadek Śląska, czy przypadki z województw łódzkiego, wielkopolskiego czy mazowieckiego pokazują też, że mogą wybuchać poważne lokalne ogniska zakażeń nowym patogenem.

Z drugiej strony od 17 czerwca liczba tzw. aktywnych przypadków maleje, czyli więcej osób zostaje dziennie uznanych za ozdrowieńców niż się zakaża. Wskaźnik zapadalności na COVID-19 w Polsce zmalał też w drugiej połowie czerwca z 16,6 do 13 przypadków na 100 tys. mieszkańców.

To nieco poniżej unijnej średniej, która wyniosła 14,3, ale w tym samym czasie spadł on w Rumunii 11,3, w Czechach do 9,2, we Francji do 8,6, w Niemczech do 8,3, we Włoszech do 6,1, a w Austrii do niemal 5,3. I to z poziomów kilkudziesięcio- lub nawet ponad stupunktowych w poprzednich 14 dniach. W Austrii było to bowiem 102,3, we Włoszech 124, a w Rumunii aż 171,2.

Tym niemniej spadek liczby „aktywnych przypadków” i wskaźnika zapadalności to dobrze i to ważne dane pokazujące, że z epidemią zaczynamy sobie radzić, ale na pewno nie oznacza to, że już po wszystkim, a wirus nie stanowi zagrożenia. I na pewno nie możemy sobie odpuścić przestrzegania zasad bezpieczeństwa i zwykłej ostrożności.

Ekspert ds. chorób zakaźnych prof. Krzysztof Simon bardzo negatywnie ocenił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” słowa szefa polskiego rządu. „Nie wiedziałem, że premier Morawiecki jest epidemiologiem i ekspertem od zakażeń. Czy to jest naprawdę wypowiedź premiera prawie 40-mln państwa w środku Europy? Obawiam się, że to jest kolejny fake news” – stwierdził bez ogródek.

I dodawał: „Epidemia SARS-CoV-2 jest, była i będzie. (…) W dalszym ciągu trzeba się obawiać. (…) W okresie wakacyjnym liczba przypadków chorób przenoszonych drogą powietrzną czy kropelkową w naszym klimacie i populacji jest rzeczywiście mniejsza, ale to nie znaczy, że nie ma ryzyka nasilenia epidemii przy rezygnacji z restrykcji. (…) Ryzyko zakażeń wciąż jest duże, a wirus nie jest w odwrocie. Wciąż trudno mi uwierzyć, że premier to powiedział.”

Słowa premiera próbował potem tłumaczyć wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. „Liczba zachorowań spada i zakładam, że to pan premier miał na myśli, mówiąc, że wirus jest w odwrocie. Wielu ekspertów wypowiadało się w tym duchu i wskazywało, że koronawirus rzeczywiście w lecie rozwija się znacznie wolniej niż w zimie” – przekonywał.

Fejk Tygodnia: Węgry nie mogły zabrać głosu w debacie w Parlamencie Europejskim

Parlament Europejski został oskarżony o niedopuszczenie państwa członkowskiego do głosu w debacie na jego własny temat. Jak jest naprawdę?

Pandemia na świecie przyspiesza

Kłopot w tym, że tego tak naprawdę nie wiemy. Koronawirus SARS-CoV-2 to zupełnie nowy patogen, którego właściwości wirusolodzy dopiero poznają, a do tego – tak jak inne koronawirusy – bezustannie mutuje, co może go zarówno wzmocnić, jak i osłabić.

Ponadto dane z krajów o gorącym i suchym klimacie – np. w Afryce czy na Bliskim Wschodzie temu przeczą. W Egipcie, krajach Półwyspu Arabskiego czy w Izraelu mimo bardzo upalnego lata (i ciepłej zimy) epidemie koronawirusa też maja miejsce na dużą skalę.

Izrael notuje właśnie największy skok liczby nowych zakażeń, która trzykrotnie w ostatnich dniach przekroczyła 1 tys. przypadków dziennie, a raz – 4 lipca – było to nawet 1115 przypadków. Nowych zakażeń w tysiącach dziennie przybywa też bezustannie od połowy kwietnia w Arabii Saudyjskiej.

Szczytu epidemii nie było też w Egipcie, gdzie dziennie stwierdza się 1-1,5 tys. nowych infekcji zaś w Katarze co prawda ostatnio sytuacja się poprawia, ale to dalej jest 500-1000 przypadków dziennie, a w szczycie było to około 2 tys., a raz nawet 2355.

Wysoka temperatura nie zabiła więc automatycznie nowego koronawirusa. Letni spadek liczby zachorowań na choroby zakaźne łączony jest w Europie co prawda z jeszcze jednym czynnikiem – częstszym przebywaniem ludzi na dworze, a patogeny łatwiej przekazuje się w zamkniętych pomieszczeniach. Ale jesienią i zimą znów będziemy większość dnia spędzać w domach i biurach, a okna zostaną pozamykane na kolejne tygodnie.

Koronawirus nie jest więc w odwrocie, ani w Europie, ani na świecie. W ujęciu globalnym jest nawet w ofensywnie. W USA czy Brazylii padały w ostatnich dniach kolejne rekordy dziennej liczby nowych zakażeń, a dzienna liczba zgonów dalej jest wysoka.

„Aktywnych przypadków” w ujęciu globalnym przybywa systematycznie od samego początku pandemii. Wciąż na całej Ziemi więcej ludzi się dziennie zakaża niż zdrowieje. W ostatnie sobotę i niedzielę (4-5 lipca) po raz pierwszy zanotowano na całym świecie ponad 200 tys. przypadków jednego dnia. W sumie w sam tylko weekend wykryto na świecie ponad 415 tys. nowych zakażeń. Mocno przybywa ich bowiem nadal m.in. w Indiach, Meksyku, Rosji czy RPA.

Szef Światowej Organizacji Zdrowia dr Tedros Adhanom Gebreyesus na konferencji prasowej 1 lipca wprost przyznał, że „pandemia przyśpiesza”. I dodawał, że do ponad połowy z ponad 10,5 mln stwierdzonych od początku pandemii infekcji doszło w czerwcu. A słowa te padły jeszcze przed lipcowymi rekordami dziennej liczby zachorowań na świecie.

Oczywiście dzięki lepszym metodom diagnostycznym wykrywa się teraz więcej tzw. zakażeń bezobjawowych lub niskoobjawowych, ale takie osoby najprawdopodobniej także mogą zakażać.

Dlatego, choć ludzkość wchodzi na kolejne etapy prac nad szczepionką na koronawirusa, to jednak pojawi się ona na rynku najwcześniej dopiero w przyszłym roku. Coraz lepsze są także wyniki badań nad lekami wspierającymi walkę z infekcją, ale leku ukierunkowanego na zwalczenie samego patogenu jeszcze nie ma. Dlatego wciąż trzeba być po prostu ostrożnym i rozsądnym, a na pewno nie ogłaszać, że już jest po kłopocie.

Co mogło się kryć za słowami premiera?

O tym, dlaczego premier zachęcał do pójścia na wybory, mówiąc, że „nie trzeba bać się koronawirusa”, można domniemywać z wywiadu, jakiego udzielił „Dziennikowi Gazecie Prawnej” Adam Bielan.

Jeden głównych strategów kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy stwierdził w nim, że „28 czerwca w grupie osób powyżej 60. roku życia była frekwencja o 10 pkt proc. niższa niż w październiku zeszłego roku.“ „Milion osób mniej zagłosowało w tej grupie i tu są jeszcze rezerwy” – dodał Bielan.

A tak się składa, że to w tej grupie największe poparcie ma właśnie urzędujący prezydent. Na Rafała Trzaskowskiego głosują zaś częściej młodsi wyborcy. Ale to osoby powyżej 60. roku życia są zwykle bardziej narażone na zachorowanie na COVID-19 lub na zgon z tego powodu.

I to one bardziej się koronawirusa obawiają, a także wykazują większą skłonność do stosowania dystansowania społecznego oraz ograniczania swojej pozadomowej aktywności niż ludzie młodsi. I to do nich zapewne mówił w Tomaszowie Lubelskim premier Mateusz Morawiecki o tym, że „koronawirus jest w odwrocie” i „nie trzeba się go bać”.

Redakcja EURACTIV.pl oczywiście także zachęca do udziału w niedzielnych wyborach prezydenckich i to osoby z każdej grupy wiekowej. Wysoka frekwencja wyborcza zawsze świadczy o tym, że demokracja pozostaje żywa, a ludziom nie jest wszystko jedno, kto sprawuje najważniejsze urzędy w państwie, zaś rządzący są ze swoich działań rozliczani.

Ale jednocześnie ważne jest, aby zachować podczas głosowania wszystkie środki ostrożności i stosować się do zaleceń epidemiologów. A także robić to każdego innego dnia. Koronawirus to wciąż wielki i niestety coraz większy problem dla całego świata.

Europa na razie zaczyna sobie z nim dawać radę, ale to także od nas samych i naszej odpowiedzialności zależy, czy będziemy się musieli zmagać z drugą falą zachorowań. Wirusa na pewno panicznie bać się nie należy, ale na pewno nie można go zlekceważyć.

Dlatego zachęcamy do głosowania, ale również do zachowywania dystansu społecznego, unikania zgromadzeń, a także częstego mycia rąk i dbania o odporność dzięki zdrowemu odżywianiu się i ruchowi na świeżym powietrzu. W niedzielę do lokalu wyborczego można na przykład pójść pieszo.