FEJK MIESIĄCA – Unia Europejska chce zniszczyć Białoruś

Unia Europejska, wbrew temu co mówi Aleksander Łukaszenka, wspiera Białorusinów, źródło: Przedstawicielstwo UE na Białorusi

Unia Europejska, wbrew temu co mówi Aleksander Łukaszenka, wspiera Białorusinów, źródło: Przedstawicielstwo UE na Białorusi

Ostatnie tygodnie przyniosły dalsze pogorszenie relacji między Unią Europejską a Białorusią. Po tym jak Bruksela nałożyła sankcje gospodarcze, Mińsk odpowiedział krokami odwetowymi. Białoruski przywódca przekonuje, że UE „próbuje zniszczyć Białoruś”. Tymczasem unijne wsparcie dla białoruskiego społeczeństwa nie ustaje. Bruksela ma jedynie zastrzeżenia do władz Białorusi.

 

 

Nałożone w ubiegłym tygodniu na Białoruś unijne sankcje gospodarcze obejmują m.in. utrudnienia w eksporcie z Białorusi produktów naftowych czy potasowych (przede wszystkim potażu).

Ponadto lista przedstawicieli białoruskiego reżimu, którym zakazano wjazdu na teren Unii Europejskiej oraz zamrożono ich aktywa w unijnych instytucjach finansowych, została rozszerzona do 166 nazwisk.

W sankcyjnym spisie już wcześniej figurował m.in. sam Aleksander Łukaszenka czy jego najstarszy syn Wiktar Łukaszenka, który wiele lat był prezydenckim doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego i choć obecnie jest jedynie prezesem Białoruskiego Komitetu Olimpijskiego, to jednak wciąż zdaniem ekspertów zachował duży wpływ m.in. na białoruskie struktury bezpieczeństwa.

Teraz jednak do listy dopisano – oprócz kolejnych wysokich rangą urzędników reżimu odpowiedzialnych za represje wobec opozycji oraz niezależnych mediów i pozarządowych organizacji – następnych członków klanu rządzącego na Białorusi. Sankcjami objęto średniego prezydenckiego syna Dzmitryja Łukaszenkę, a także Liliję Łukaszenkę, czyli żonę Wiktara.

Unia Europejska rozszerza sankcje wobec Białorusi. Na liście syn i synowa Łukaszenki

Szefowie MSZ przyjęli kary wobec osób odpowiedzialnych za zmuszenie do lądowania w Mińsku samolotu linii Ryanair.

Łukaszenka oskarża UE

Kolejny pakiet unijnych sankcji mocno rozsierdził białoruskiego przywódcę. Podczas ubiegłotygodniowych uroczystości z okazji 80. rocznicy napaści hitlerowskich Niemiec na ZSRR Aleksander Łukaszenka przemawiał w Brześciu nad Bugiem.

Było to zaledwie dzień po ostatecznym zatwierdzeniu nowych unijnych restrykcji wobec Białorusi, więc w wystąpieniu białoruskiego przywódcy nie zabrakło odniesień do tej kwestii. Łukaszenka porównał działania UE do wojenne agresji III Rzeszy, a za wspieranie sankcji wobec Białorusi skrytykował najmocniej Niemcy, choć to akurat Polska i Litwa najbardziej o nie zabiegały. Wskazywanie na Berlin najlepiej jednak pasowało Łukaszence do historycznych paraboli, w których lubuje się równie mocno, jak prezydent Rosji Władimir Putin.

Przemawiając przed upamiętniającym obronę Twierdzy Brzeskiej monumentalnym pomnikiem oskarżał UE o to, że dążą do zniszczenia Białorusi. Natomiast wschodnioeuropejskim państwom członkowskim, a także Niemcom, wytykał to, że nie doceniają dziś roli, jaką ZSRR odegrał w zwycięstwie nad III Rzeszą.

„Wy nie powinniście nas dusić, a na rękach nas powinniście nosić – Niemcy, Polacy, tak zwana Unia Europejska. A to dlatego, że to my was uratowaliśmy od brunatnej dżumy” – mówił. O tym, że sankcje wynikają z działań białoruskiego reżimu godzących nie tylko w prawo międzynarodowe i dobrosąsiedzkie relacje, ale także w prawa człowieka czy swobody obywatelskie własnych obywateli.

Białoruś zawiesza udział w Partnerstwie Wschodnim i działanie umowy o readmisji. To reakcja na unijne sankcje

Białoruś ogłosiła swoją reakcję na nałożone na ten kraj w ubiegłym tygodniu unijne sankcje.

Dlaczego UE nałożyła sankcje na Białoruś

Bezpośrednią przyczyną nałożenia najnowszych sankcji jest wydarzenie z 23 maja, czyli uprowadzenie do Mińska samolotu pasażerskiego irlandzkiej linii lotniczej Ryanair. Zarejestrowana w Polsce maszyna leciała na rejsowej trasie z Aten do Wilna.

Białoruska kontrola powietrzna wmówiła jednak załodze, że na pokładzie samolotu znajduje się bomba podłożona rzekomo przez palestyński Hamas. Maszynie, choć od docelowego lotniska dzieliło ją zaledwie 15 minut lotu, nakazano odbyć dłuższą drogę do Mińska.

Cała sprawa była jednak prowokacją białoruskich służb specjalnych. Żadnej bomby na pokładzie samolotu nie było, a Hamas odciął się od całej sprawy i zadeklarował, że nie ma żadnego interesu w tego typu działaniach w Europie.

Celem operacji był bez wątpienia znajdujący się na pokładzie samolotu niezależny białoruski bloger i dziennikarz Raman Pratasiewicz (współtwórca m.in. opozycyjnego serwisu NEXTA), którego aresztowano tuż po wylądowaniu maszyny w Mińsku.

Ale unijne sankcje są związane nie tylko z tym incydentem – będącym pogwałceniem wielu międzynarodowych przepisów – ale także z represjami jakie dotykały dziennikarzy niezależnych mediów na Białorusi (np. telewizji Biełsat czy portalu TUT.by) oraz działaczy organizacji pozarządowych, w tym Związku Polaków na Białorusi.

Wzmożony napływ migrantów i uchodźców na Litwę. Wilno oskarża Białoruś o wywieranie migracyjnej presji

Od początku bieżącego roku od strony Białorusi nielegalnie litewską granicę przekroczyło prawie 400 osób.

Białoruscy oligarchowie stracą

Od początku unijne sankcje są tak konstruowane, aby maksymalnie uderzyć w reżim, ale minimalnie w białoruskie społeczeństwo. Stąd właśnie sankcje personalne wobec przedstawicieli władz czy wysokich rangą urzędników.

W przypadku sankcji gospodarczych zaś dotyczą one tylko wybranych sektorów zdominowanych przez duże państwowe spółki z branży naftowej, potasowej czy bankowej. Nie doprowadzą one do upadku tych przedsiębiorstw i utraty pracy przez obywateli, ale utrudnią m.in. eksport towarów do UE i pozyskiwanie w ten sposób przez reżim twardej waluty.

Stracą także na tym członkowie władz, nierzadko czerpiący zyski właśnie z zagranicznych działań państwowych koncernów, a także sprzymierzeni z Aleksandrem Łukaszenką oligarchowie, którzy powiększają swoje majątki dzięki państwowym spółkom.

Do listy sankcyjnej dopisanych zostało bowiem w maju także osiem przedsiębiorstw prywatnych należących do biznesmenów z otoczenia Aleksandra Łukaszenki. W sumie w tym wykazie widnieje już 15 białoruskich podmiotów.

Na unijnych sankcjach najwięcej stracą zapewne m.in. tacy oligarchowie jak Aleksiej Oleksin i Mikołaj Warabiej, którzy zarabiają na eksporcie za granicę wyprodukowanych w białoruskich rafineriach paliw (dzięki bardzo tanim dostawom ropy naftowej z Rosji), a także w działającego na białoruskim rynku rosyjskiego biznesmena Michaiła Guceriewa, który kontroluje dostawy ropy z Rosji na Białoruś.

Ponadto sankcje choć pewnie nieco słabiej z racji ukierunkowania na inne branże, dotkną najdłużej stojących przy władzy oligarchów – nazywanego „bankierem Łukaszenki” handlarza bronią Władimira Pieftiewa, króla białoruskiej deweloperki i hotelarstwa Jurija Czyża (który ostatnio jest jednak z Łukaszenką nieco skonfliktowany) czy magnata budowlano-technologicznego Aleksandra Szakutina.

Białoruś: Opozycyjny bloger Raman Pratasiewicz z więzienia został przeniesiony do aresztu domowego

Od wielu miesięcy był jednak poszukiwany przez białoruskie służby z powodu swojego zaangażowania w redagowanie serwisu internetowego NEXTA.

Reżim zarabia nawet na przemycie

Większość z tych oligarchów odpłaca się też klanowi Łukaszenków częścią zysków ze swoich biznesów. Także tych nielegalnych. Chodzi m.in. o przemyt papierosów do UE. Według danych Europolu aż 88 proc. szmuglu wyrobów tytoniowych pochodzi właśnie z Białorusi, gdzie produkcją na „sekretny eksport” zajmują się nie tylko nieoficjalne fabryczki, ale nawet trzy fabryki państwowe – grodzieński zakład „Niemien” i dwa zakłady stołeczne – „Tabak-Invest” i „Inter-Tobacco”.

Przemyt papierosów ma kontrolować wspomniany już wyżej Oleksin, który jest także właścicielem sieci białoruskich sklepów tytoniowych „Tabakierka”. Zdaniem komentatorów to jednak tylko przykrywka dla biznesu przemytniczego.

Zamówienia składane przez tytoniową spółkę Oleksina w państwowych zakładach od lat są o wiele niższe niż sprzedaż w „Tabakierkach”. Na Białorusi produkuje się rocznie ok. 25-30 mld sztuk papierosów. Wypala się zaś ok. 16 mld sztuk.

Podobne dysproporcje można zaobserwować w przypadku sieci „Tabakierka”. Różnicę stanowić ma właśnie przemyt, a zyski z niego oprócz Oleksina trafiać mają także do innych wysokich rangą przedstawicieli białoruskiego reżimu, a nawet samego prezydenta.

Frans Timmermans o Białorusi: To chwila prawdy dla europejskich wartości

Według wiceszefa KE bandytyzm białoruskich władz na takim poziomie wymaga stanowczej odpowiedzi.

UE wspiera Białorusinów konkretnymi kwotami

To ci wyżej wymienieni ludzie, czerpiący ogromne zyski z układów z Aleksandrem Łukaszenką (co sprawia, że są zainteresowani utrzymaniem się białoruskiego reżimu) stracą na sankcjach najwięcej. Choć oczywiście ewentualny spadek PKB Białorusi może się w dłuższej perspektywie odbić także w jakimś stopniu na sytuacji gospodarczej Białorusinów.

Ale UE i jej państwa członkowskie starają się białoruskie społeczeństwo wspierać – stymulować rozwój społeczeństwa obywatelskiego czy przedsiębiorczości. Chodzi jednak o inicjatywy niezależne od władz w Mińsku, a więc będący dla Łukaszenki „wrogimi”, bo pozostającymi poza jego kontrolą.

Białoruś, będąc warunkowo objęta od 2009 r. programem Partnerstwa Wschodniego, nie miała z powodu braku poszanowania przez władze zasad demokracji dostępu do wszystkich możliwych unijnych funduszy, ale realizowano jednak projekty związane z ochroną środowiska, infrastrukturą transgraniczną, energetyką czy wsparciem dla małych i średnich przedsiębiorstw.

W 2016 r. Komisja Europejska zdecydowała jednak o przesunięciu części tych środków z wydatków na projekty realizowane np. przez białoruskie władze samorządowe czy centralne na wydatki związane z działalnością niezależnych mediów i organizacji społecznych na Białorusi. Ale oznaczało to, że środki te dalej trafiały do tego kraju, ale bez ryzyka, że część z nich przejmą władze w Mińsku.

W sumie w latach 2016-2019 UE przekazała w różnej formie na wsparcie projektów na Białorusi 105 mln euro. Trafiały one do Białorusinów mimo, że od 2011 r. Mińsk ograniczał swój udział w Partnerstwie Wschodnim.

Białoruś: Więzień polityczny okaleczył się w akcie protestu na sali sądowej

Opozycjonista Ściapan Łatypau przebił sobie długopisem gardło.

To Białoruś straci na rezygnacji z Partnerstwa Wschodniego

Ogłoszona w tym tygodniu decyzją o pełnym zawieszeniu białoruskiego członkostwa w tym unijnym programie, będąca elementem odpowiedzi władz w Mińsku na sankcje gospodarcze ze strony UE, jest więc de facto pozbawieniem Białorusinów dostępu do unijnych środków.

UE nie miała złudzeń co do tego, że Partnerstw Wschodnie przyciągnie Białoruś ku UE, ale była to okazja do realizacji choćby małych lokalnych projektów, na których korzystali także mieszkańcy unijnych regionów graniczących z Białorusią oraz białoruskie społeczeństwo obywatelskie.

Dlatego nie można mówić o tym, że UE chce – jak to ujął Łukaszenka – „zniszczyć Białoruś”, skoro przez lata trafiały do Białorusinów, białoruskich samorządów czy białoruskich organizacji pokaźne środki finansowe z unijnej polityki sąsiedztwa, choć reżim w Mińsku za nic miał unijne nawoływania o szanowanie demokracji i praw człowieka.

To właśnie reżim Łukaszenki, poprzez zrywanie relacji z UE, co wpycha Białoruś jeszcze mocniej w orbitę rosyjską – a Rosja za każdego przekazanego rubla żąda konkretnej rekompensaty w postaci np. przejmowania kontroli na kolejnymi obszarami białoruskiej gospodarki – szkodzi własnym obywatelom.

NATO ogranicza dostęp Białorusi do kwatery głównej Sojuszu

Decyzja związana jest z uprowadzeniem przed tygodniem samolotu Ryanair i zatrzymaniem blogera Ramana Pratasiewicza.

UE będzie dalej wspierać Białorusinów

Szefowie unijnych instytucji dalej jednak zapewniają, że chcą Białorusinów wspierać. Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel napisał na Twitterze w reakcji na zawieszenie białoruskiego członkostwa w Partnerstwie Wschodnim, że ma dwa przesłania: „Do narodu białoruskiego: możecie liczyć na UE. Do reżimu prezydenta Łukaszenki: postaw na pierwszym miejscu przyszłość Białorusi!”.

Z kolei Wysoki Przedstawiciel UE ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa Josep Borrell stwierdził, że „UE wspiera mieszkańców Białorusi, którzy zasługują na to, aby władze traktowały ich lepiej”.

UE więc wspierała i będzie wspierać Białoruś, a uderzać w niedemokratyczny reżim Łukaszenki. Tyle, że on sam utożsamia to z atakami na swoje państwo. Wiele to mówi o tym jak sam postrzega on kwestię władzy, skoro – niczym absolutystyczny francuski Król-Słońce Ludwik XIV – jest przekonany, że „państwo to on”.