FEJK MIESIĄCA – PE chce nakazać ograniczenie prędkości na terenie zabudowanym do 30 km/h? Nie, chodzi o coś innego

fejk-miesiaca-parlament-europejski-konfederacja-warzecha-tempo30-warszawa-bezpieczenstwo-kierowcy-unia-europejska

Co naprawdę zawiera rezolucja PE ws. bezpieczeństwa na drogach?, fot: Unsplash [unsplash.com/photos/R7nSPG8edVI]

Konfederacja ostrzegła, że Parlament Europejski przegłosował rezolucję opowiadającą się za ustanowieniem ograniczenia prędkości na drogach na terenie całej Unii Europejskiej na terenie zabudowanym do zaledwie 30 km/h. „Dosyć antysamochodowego szaleństwa” – napisano zaś na grafice opublikowanej na facebookowym profilu tej skrajnie prawicowej partii. Tyle że to nieprawda, bo w rezolucji PE chodzi o coś zupełnie innego.

 

 

Administratorzy profilu Konfederacji na Facebooku podnieśli alarm z powodu rezolucji PE na początku października. Już po kilku godzinach ich post wraz ze specjalnie przygotowaną grafiką był żywo komentowany przez wielu użytkowników serwisu. Zareagowało na niego ponad 5,3 tys. ludzi, a podano go dalej ponad 2 tys. razy.

„Mamy najwyższe ceny benzyny, oleju napędowego i autogazu od 9 lat, a do tego rząd przepycha w Sejmie projekt ustawy wprowadzający horrendalne podwyżki mandatów. Jakby tego było mało wszyscy polscy europosłowie z PiS, KO, Lewicy i PSL ręka w rękę głosowali wczoraj (czyli 5 października – przyp. red.) za absurdalnym projektem rezolucji Parlamentu Europejskiego o ograniczeniu prędkości na terenie zabudowanym do… 30 km/h!” – napisano w poście.

Informację o głosowaniu ws. „ograniczenia prędkości do 30 km/h na terenie zabudowanym w całej UE” umieszczono także na towarzyszącej wpisowi grafice. „Dość antysamochodnego szaleństwa rządu PiS i Unii Europejskiej!” – dopisano. „Tak, to jest szaleństwo” – potwierdzał znany z krytykowania ruchów miejskich i aktywistów klimatycznych konserwatywny publicysta Łukasz Warzecha.

Ale część komentujących zwracała także uwagę, że post i grafika Konfederacji zawierają nieprawdę. Rezolucja PE, choć rzeczywiście wzywała UE do poprawy bezpieczeństwa na drogach w miastach, nie dotyczyła wcale tak poważnego ograniczenia dopuszczalnej prędkości na całym terenie zabudowanym, a jedynie w tych najgęściej zaludnionych częściach miast, głównie na osiedlach mieszkalnych.

FEJK MIESIĄCA: Polski budżet finansuje budowę tunelu w Świnoujściu? Nie, to inwestycja głównie za środki unijne!

O tym jak rządzący milczą na temat unijnego dofinansowania dla ważnej inwestycji drogowej w Świnoujściu.

Czy chodzi o strefy Tempo30?

Część internautów sugerowało nawet, że chodzi o tzw. strefy Tempo30, gdzie obowiązuje właśnie maksymalna prędkość 30 km/h. Takie rozwiązania wprowadzono już w niektórych miastach w UE i w Polsce. Pojawiają się tam nie tylko pionowe znaki drogowe informujące o ograniczeniu dopuszczalnej prędkości, ale także wymuszająca zwalnianie infrastruktury, np. progi zwalniające.

Jako pierwsze na świecie taką strefę wprowadziło już w 1983 r. 40-tysięczne niemieckie miasto Buxtehunde w Dolnej Saksonii. Doprowadziło to do ograniczenia liczby stłuczek i potrąceń pieszych aż o 1/3. Kiedy kilka lat później podobne rozwiązanie wprowadzono w niektórych częściach Londynu, liczba wypadków zmalała o 40 proc.

Dziś strefy Tempo30 obowiązują na wyznaczonych obszarach w wielu europejskich miastach, m.in. w Brukseli, Berlinie, Madrycie czy Paryżu. W każdym z tych miast przez lata te rozszerzano.

W Polsce jako pierwsze miasto takie strefy wprowadził Gdańsk, w którym dziś takie ograniczenie prędkości obejmuje aż 60 proc. miejskich ulic. Strefy Tempo30 obowiązują też w Warszawie, która planuje objąć nimi w przyszłości nawet 2/3 miasta. Obecnie jest ich kilkanaście, ale docelowo mają być na wszystkich najgęściej zaludnionych osiedlach.

Swoje strefy Tempo30 rozszerzają także od 2015 r. Katowice. „Łączna liczba wypadków spadła o około 41 proc., natomiast łączna liczba wypadków z udziałem pieszych i rowerzystów spadła o około 37 proc.” – zachwalał to rozwiązanie naczelnik wydziału transportu w katowickim magistracie Bogusław Lowak.

Spadek ten zarejestrowano na przestrzeni lat 2014-2018 przy jednoczesnym wzroście liczby zarejestrowanych samochodów z 251 tys. do 303 tys. Strefy Tempo30 obowiązują już w Polsce także we Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu czy Gnieźnie.

FEJK MIESIĄCA: Niezaszczepione osoby mogą kupić w UE przez internet cyfrowy certyfikat covidowy

W niemal każdym już państwie członkowskim UE można w internecie znaleźć oferty kupienia podrobionych zaświadczeń o przyjęciu szczepionki przeciw koronawirusowi SARS-CoV-2.

Co zapisano w rezolucji?

A co mówi sama rezolucja? Nosi ona tytuł: „Ramy polityki bezpieczeństwa ruchu drogowego UE na lata 2021–2030 – zalecenia dotyczące kolejnych kroków w kierunku realizacji >>wizji zero<<„.

„Wizja zero” to projekt mający na celu sprawienie, że do 2050 r. w wypadkach drogowych nie będzie już ofiar śmiertelnych, ani ciężkich obrażeń. Obejmuje zarówno zmiany w infrastrukturze drogowej, konstrukcji pojazdów czy działaniach służb ratunkowych, ale także w zachowaniu się samych kierowców.

I właśnie m.in. zachowania kierowców dotyczy przyjęta 5 października PE rezolucja (która nie ma mocy prawnej, ale jest wyrażeniem stanowiska europosłów) za którą opowiedziało się aż 615 głosujących. Przeciw było jedynie 24 europosłów zaś od głosu wstrzymało się jedynie 18. Cała polska delegacja do PE poparła rezolucję bez względu na barwy polityczne.

W rezolucji znalazły się rekomendacje dotyczące bardziej surowego karania kierowców, którzy prowadzą pojazdy pod wpływem alkoholu czy wprowadzenia trybu bezpiecznej jazdy w urządzeniach mobilnych kierowców. A także właśnie ograniczenia prędkości do 30 km/h na „obszarze zabudowanym”.

„Parlament Europejski zwraca uwagę, że przekroczenie dopuszczalnej prędkości jest główną przyczyną około 30 proc. śmiertelnych wypadków drogowych i czynnikiem zwiększającym ryzyko poważnych skutków w większości wypadków. Wzywa się Komisję, by przedstawiła zalecenie dotyczące zastosowania bezpiecznych ograniczeń prędkości zgodnie z podejściem opartym na >>bezpiecznym systemie<< na wszystkich rodzajach dróg, na przykład zalecenie standardowego ograniczenia prędkości do 30 km/h na obszarze zabudowanym i obszarach z dużą liczbą rowerzystów i pieszych, z możliwością ustalania wyższego limitu prędkości na głównych drogach przelotowych, przy odpowiedniej ochronie niechronionych użytkowników drogi” – głosi paragraf 37. rezolucji. Ale w jej polskojęzycznej wersji, co ważne.

FEJK MIESIĄCA – Lech Kaczyński nie zatwierdził Traktatu Lizbońskiego?

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz przekonywała, że prezydent Lech Kaczyński nie podpisał Traktatu Lizbońskiego – tylko że zrobili to Donald Tusk, Radosław Sikorski i Danuta Hübner.

Nie „teren zabudowany”, ale „strefa zamieszkania”

W polskiej wersji tekstu rezolucji znajduje się więc rzeczywiście przymiotnik „zabudowany”, ale chodzi tu nie o „teren zabudowany” (a takiego określenia używa się w polskim kodeksie drogowym), ale o – „obszar zabudowany”. I nie jest to pojęcie tożsame z tym, jakie znajduje się w polskich przepisach drogowych.

Ani z tym, którego użyła w swoim poście Konfederacja, być może wprowadzona w błąd przez depeszę Polskiej Agencji Prasowej, która relacjonując debatę i głosowanie w PE też użyła określenia „teren zabudowany”.

Słowa „obszar” użyto w polskim tłumaczeniu zapewne właśnie dlatego, aby nie oznaczało tego samego co w polskim kodeksie drogowym. Ale można było to przetłumaczyć na polski jeszcze inaczej.

W wersji anglojęzycznej, a więc tej, na której pracowali najpierw europosłowie, znajduje się bowiem określenie „residential area”. Ustęp ten brzmi dokładnie: „maximum default speeds of 30km/h in residential areas”.

A to określenie oznacza nie tyle tereny „zabudowane”, co „zamieszkane”, a właściwie „licznie zamieszkane”, bo odnosi się do osiedli mieszkaniowych czy ciasnych skupisk miejskich z dużą liczbą budynków mieszkalnych.

FEJK MIESIĄCA – Unia Europejska chce zniszczyć Białoruś

Aleksander Łukaszenka przekonuje, że UE „próbuje zniszczyć Białoruś”.

Strefy zamieszkania istnieją w Polsce od dawna

Już zresztą w komunikacie prasowym rozesłanym dziennikarzom po głosowaniu (wersje w językach narodowych trafiają do mediów zwykle trochę później niż ta angielska, bo trzeba pierwotny tekst po prostu przetłumaczyć) znalazło się określenie „strefy zamieszkania”, które jest po prostu dosłownym tłumaczeniem zwrotu anglojęzycznego.

A także takim samym określeniem jakiego w swoich dokumentach w języku polskim używa Komisja Europejska. W ten sposób odnosi się do stref już teraz oznaczanych w Polsce przez znaki drogowe D-40 i D-41 (odpowiednio „początek strefy zamieszkania” i „koniec strefy zamieszania”).

A więc w Polsce takie „strefy zamieszkane” istnieją już od wielu lat i według polskiego kodeksu drogowego obowiązuje tam kierowców specjalne zachowanie. Obejmuje ono pozostawianie pojazdów jedynie w miejscach do tego wyznaczonych, ustępowanie pierwszeństwa pieszym, rowerzystom czy osobom poruszającym się w sposób inny niż samochodem, progi zwalniające oraz przejścia dla pieszych nie muszą być oznaczane znakami pionowymi, a kierowcy muszą ograniczyć prędkość do… 20 km/h.

W polskich „residential areas” już teraz zatem obowiązuje jeszcze bardziej restrykcyjne ograniczenie prędkości niż to proponowane w rezolucji PE. Gdyby więc potraktować ten dokument jako wiążący, można by w Polsce pozwolić kierowcom jeździć szybciej niż teraz im wolno.

Bo teren zabudowany to w polskim kodeksie drogowym obszar, na którym znajduje się przy pasie drogi zabudowa miejska, wiejska i przemysłowa. Oznaczany znakami drogowymi D-42 – D-43. I obowiązuje tam maksymalna prędkość 50 km/h (od niedawnej nowelizacji kodeksu drogowego także w nocy), chyba, że znaki drogowe wprowadzają z jakichś powodów inne ograniczenie.