FEJK MIESIĄCA – Lech Kaczyński nie zatwierdził Traktatu Lizbońskiego?

Prezydent Lech Kaczyński podpisuje 10 października 2009 r. akt ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, źródło: Kancelaria Prezydenta RP

Prezydent Lech Kaczyński podpisuje 10 października 2009 r. akt ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, źródło: Kancelaria Prezydenta RP

Na marginesie zwarcia między polskim Trybunałem Konstytucyjnym a Trybunałem Sprawiedliwości UE o Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego doszło także do sporu między członkinią TK a grupą internautów o to czy prezydent Lech Kaczyński zatwierdził Traktat Lizboński.

 

 

Lipiec był dla rządowo-unijnego sporu o zmiany w polskim sądownictwie bardzo gorącym miesiącem. Najpierw wiceprezes TSUE Rosario Silva de Lapuerta w oficjalnym komunikacie przypomniała, że „Polska zostaje zobowiązana do natychmiastowego zawieszenia stosowania przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej”.

Polski TK tego samego dnia wydał bowiem orzeczenie uznające, że obowiązek wykonywania środków tymczasowych nakazanych przez TSUE nie może dotyczyć kwestii sądownictwa w Polsce, bo w ocenie członków TK byłoby to niezgodne z konstytucją.

Dzień później TSUE uznał natomiast, że system dyscyplinowania sędziów w Polsce jaki wprowadzono w ramach forsowanych przez obecny polski rząd reform jest niezgodny z unijnym prawem. Już wcześniej uznano też, że Izba Dyscyplinarna w świetle przepisów UE nie jest sądem.

FEJK MIESIĄCA – Unia Europejska chce zniszczyć Białoruś

Aleksander Łukaszenka przekonuje, że UE „próbuje zniszczyć Białoruś”.

Traktat Lizboński a praworządność w UE

Polska strona rządowa i prorządowi komentatorzy w mediach często przekonują, że Komisja Europejska nie ma kompetencji, aby oceniać systemy wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich, ponieważ ich konstrukcja pozostaje wyłączną domeną tych państw.

Wielu niezależnych od rządu ekspertów zwraca jednak uwagę, że chodzi tu o coś innego – unijne instytucje (np. KE czy TSUE) stoją na straży niezawisłości sądownictwa w całej UE, a także bronią w państwach członkowskich praworządności.

Mówią o tym wprost nie tylko liczne wyroki unijnego trybunału, ale także unijne traktaty, w tym ten najważniejszy – Traktat Lizboński uzgodniony w październiku 2007 r., a obowiązujący od stycznia 2009 r. Więcej na ten temat pisaliśmy w ubiegłym roku.

Argument o Traktacie Lizbońskim nierzadko działa jednak na przedstawicieli obozu rządzącego jak płachta na byka. Zwłaszcza, gdy przypomnieć przy tej okazji, że ów dokument zatwierdził w 2007 r. ówczesny prezydent Lech Kaczyński, który dla środowiska Zjednoczonej Prawicy jest postacią ikoniczną.

Zdarza się więc nawet, że niektóre związane z obecnymi polskimi władzami osoby – zwłaszcza, jeśli cechuje je bardzo negatywny stosunek do UE – negują fakt, że tak ważna dla obozu rządzącego postać wydała zgodę na taki kształt określającego kompetencje instytucji europejskich traktatu, jaki dziś obowiązuje.

Unijne "paszporty covidowe" uniemożliwią podróżowanie osobom niezaszczepionym na koronawirusa – FEJK MIESIĄCA

Narosło jednak wiele mitów wokół tego projektu, które sprawiają, że wiele osób bardzo ten pomysł krytykuje.

Krystyna Pawłowicz kłóci się o Traktat Lizboński

W ostatnich dniach zrobiła tak np. zasiadająca w Trybunale Konstytucyjnym Krystyna Pawłowicz (przed objęciem tej funkcji posłanka Prawa i Sprawiedliwości). W dniu, gdy miała się w TK odbyć rozprawa ws. środków tymczasowych TSUE dot. sądownictwa (czyli 14 lipca) zwrócono jej uwagę, że Traktat Lizboński „podpisał Lech Kaczyński”. „Nawet na pewno nie Kaczyński” – odparowała jednak szybko Pawłowicz.

Potem rozwinęła swoją myśl, wskazują że „na pewno” zrobili to Donald Tusk, Radosław Sikorski i Danuta Hübner. „Proszę zajrzeć do dokumentu czyje tam są podpisy… Wyguglać traktat z Lizbony…Zajrzeć, czyje tam podpisy widnieją i nam tu pokazać zrzut…” – napisała na Twitterze Pawłowicz (pisownia tweeta oryginalna).

Trzy dni później, gdy kolejny użytkownik Twittera zapytał ją „dlaczego Ś.P. Prezydent Lech Kaczyński podpisał Traktat Lizboński?”, członkini TK odpowiedziała mu: „Traktat z Lizbony podpisali D.Tusk i R.Sikorski, zajrzyj do dokumentu i nie kłam”.

Jej zdania nie zmieniło nawet to, gdy internauci podsyłali jej zdjęcia z uroczystości ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, na których widać Lecha Kaczyńskiego… składającego podpis pod dokumentem.

Pawłowicz broniła się wówczas, że ówczesnych prezydent dokument „ratyfikował”, a nie „podpisywał”. Wskazywała też na to, że pod samym tekstem Traktatu są podpisy Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego (o Danucie Hübner wspominać przestała, ale do tego wątku jeszcze wrócimy).

Unijna agencja celowo nie chce dopuścić rosyjskiej szczepionki do użytku w całej UE? – FEJK MIESIĄCA

Rosja oskarża EMA o to, że celowo blokuje zatwierdzenie szczepionki Sputnik V.

Podpisy pod Traktatem Lizbońskim

Rzeczywiście pod dokumentem dostępnym w Dzienniku Urzędowym UE znajdują się podpisy ówczesnych premiera (Tusk) i ministra spraw zagranicznych (Sikorski). Złożono je 13 grudnia 2007 r. Zrobili to tego dnia przedstawiciele wszystkich 27 państw członkowskich (była jeszcze wśród nich Wielka Brytania, a nie było jeszcze Chorwacji).

Było to potwierdzenie tego, że państwa członkowskie ostatecznie porozumiały się co do kształtu Traktatu. Długie negocjacje nad nim skończono w październiku 2007 r. Tusk i Sikorski podpisali się więc pod dokumentem jako osoby reprezentujące Polskę w UE.

Na szczeblu unijnym Polskę reprezentuje bowiem rząd – na spotkaniach Rady Europejskiej jest to premier, na spotkaniu Rady ds. Ogólnych minister ds. europejskich, a na spotkaniach rad sektorowych – odpowiedni ministrowie. Polscy prezydenci jako zwierzchnicy sił zbrojnych, reprezentują zaś nasz kraj podczas szczytów NATO.

Ponieważ to państwa członkowskie same decydują o tym kogo z najwyższych rangą przedstawicieli władz wykonawczych wysyła na spotkanie Rady Europejskiej, Lech Kaczyński próbował później sytuację tę zmienić i sam reprezentować Polskę przynajmniej na niektórych unijnych szczytach (media nazwały ów spór „wojną o krzesło”). Podczas unijnych szczytów przez prezydentów reprezentowane są Francja, Rumunia, Litwa oraz Cypr. Starania Lecha Kaczyńskiego jednak się nie powiodły.

Zatwierdzona w UE szczepionka AstraZeneca nie jest bezpieczna? – FEJK MIESIĄCA

Przekonanie to jest efektem przede wszystkim masowej paniki i celowo rozsiewanych fake newsów.

Lech Kaczyński obecny przy „podpisywaniu”

Jednak złożenie podpisów pod treścią Traktatu Lizbońskiego wcale nie oznaczało jego wejścia w życie. W każdym kraju dokument ten musiał przejść procedurę ratyfikacyjną zgodną z krajowymi przepisami (najczęściej ujętymi w konstytucji).

Dopiero to oznaczało ostateczne zatwierdzenie dokumentu. Złożenie podpisów pod samą treścią dokumentu – oczywiście w pewnym uproszczeniu – bliższe jest raczej parafowaniu umowy niż jej ostatecznemu zatwierdzeniu.

W KPRM 13 grudnia 2007 r. prezydent Lech Kaczyński był jednak obecny (o czym przypomniał na Twitterze Radosław Sikorski). Po samej uroczystości podpisania Traktatu chwalił przebieg negocjacji, stwierdzając, że ostateczny kształt traktatu jest dla Polski „korzystniejszy niż to, co było na wstępie”. Nazwał to „naszym podstawowym sukcesem”. „Z tego powodu to jest dla nas wielki dzień” – powiedział Lech Kaczyński o uroczystości podpisania dokumentu.

UE winna złym relacjom z Rosją? Przegląd kłamstw, nieprawd i niedomówień Kremla – FEJK MIESIĄCA

Relacje unijno-rosyjskie, i tak już po aneksji przez Rosję w lutym 2014 r. ukraińskiego Krymu trudne, jeszcze się przez ten czas skomplikowały.

Ratyfikacja prawdziwym zatwierdzeniem Traktatu

Ale to wszystko wcale sprawy nie kończyło. W przypadku Polski każda umowa międzynarodowa przekazująca w jakichś sprawach kompetencje organów władzy państwowej organizacji międzynarodowej musi zostać ratyfikowana przez prezydenta za zgodą parlamentu. Dopiero wtedy uznaje się, że polskie państwo przyjęło zobowiązania zawarte w danej umowie międzynarodowej. Mówi o tym art. 90. Konstytucji RP.

I choć w prawniczym języku rzeczywiście mówi się wówczas o „ratyfikacji”, a nie „podpisaniu” umowy międzynarodowej, to jednak owa ratyfikacja polega na… złożeniu przez prezydenta podpisu. Stało się tak w 10 października 2009 r., gdy w Pałacu Prezydenckim Lech Kaczyński uroczyście dokonał ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

Wcześniej, w kwietniu 2008 r.,  upoważniły go do tego Sejm i Senat. W głosowaniu sejmowym za ratyfikacją traktatu była duża większość 384 głosów. 56 posłów było temu przeciwnych, a 12 od głosu się wstrzymało.

Gdy w październiku 2009 r. Lech Kaczyński podpisywał akt ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, czyli „po zaznajomieniu się z powyższym Traktatem, w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej oświadczył, że został on uznany za słuszny zarówno w całości, jak i każde z postanowień w nim zawartych”, w Pałacu Prezydenckim byli również m.in. ówczesny premier Donald Tusk, ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, ówczesny przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek oraz ówczesny premier sprawującej unijną prezydencję Szwecji Fredrik Reinfeld. To dopiero Traktat Lizboński miał bowiem ustanowić funkcję stałego przewodniczącego Rady Europejskiej.

Brudziński: Polska wzorem dla innych państw UE w pomocy zagranicznej – FEJK MIESIĄCA

Według europosła i wiceprezesa PiS Joachima Brudzińskiego Polska może służyć innym państwom członkowskim Unii Europejskie za „wzór” udzielania pomocy dla „ofiar konfliktów wojennych”.

Negocjował Jarosław Kaczyński

Widać więc wyraźnie, że ranga uroczystości ratyfikacji Traktatu była o wiele wyższa niż ta, gdy prawie dwa lata wcześniej formalnie składali pod nim podpis premier i minister. „Dzisiaj nadszedł dzień, z punktu widzenia naszej historii i historii Wspólnoty, bardzo istotny” – mówił zresztą sam prezydent Kaczyński.

Ponownie pochwalił też negocjacje prowadzone przez polski rząd. „W ramach tych negocjacji udało się Polsce odnieść bardzo wiele sukcesów. Na czternaście spraw, które postawiliśmy, które postawił ówczesny rząd w trzynastu odnieśliśmy sukces ” – podkreślił.

Zwrócił jednak uwagę na to, że „rokowania w sprawie Traktatu toczyły się przede wszystkim w pierwszej połowie 2007 r.”. Dlaczego? W Polsce rządziło jeszcze wówczas Prawo i Sprawiedliwość, a premierem był… Jarosław Kaczyński.

Dlatego Lech Kaczyński wskazywał, negocjacyjne sukcesy „dało się odnieść dzięki stanowczości ówczesnego rządu, jego szefa, ówczesnej minister spraw zagranicznych Anny Fotygi, stanowczości ówczesnych negocjatorów”.

Donald Tusk i Radosław Sikorski podpisali więc Traktat z Lizbony tylko formalnie, bo dopiero od 16 listopada 2007 r. pierwszy z nich pełnił funkcję premiera, a drugi szefa dyplomacji. Choć więc zakończonymi w październiku 2007 r. negocjacjami formalnie dowodzili Jarosław Kaczyński i Anna Fotyga (jednym z najważniejszych negocjatorów był jednak prezydencki doradca ds. europejskich Marek A. Cichocki), to nie mogli już niczego podpisać, bowiem PiS przegrało jesienne przedterminowe wybory parlamentarne.

Fejk tygodnia: KE w stosunku do polskich gmin „wolnych od LGBT” pogwałciła Kartę Praw Podstawowych

Sześć polskich gmin nie dostanie unijnych funduszy w ramach partnerstwa miast. To dlatego, że przyjęły uchwały o „strefach wolnych od LGBT”. Polski rząd twierdzi, że KE pogwałciła w związku z tym Kartę Praw Podstawowych. Tyle, że owa Karta dyskryminacji ze …

Prezydent Czech opierał się najdłużej

Krystyna Pawłowicz trafia więc kulą w płot na kilka sposobów. Po pierwsze czepiając się różnicy w prawniczej nomenklaturze terminów „ratyfikacja” i „podpisanie”, choć nawet Kancelaria Prezydenta z czasów Lecha Kaczyńskiego twierdziła w oficjalnym komunikacie, że prezydent „podpisał Traktat z Lizbony”. Sam podpis ówczesnego prezydenta można zobaczyć na dołączonym do pobrania pod ww. linkiem skanie oficjalnego dokumentu.

Po drugie, obecna członkini TK zapomina, że niegdyś to jej dawna partia otwarcie chełpiła się sukcesem negocjacji nad Traktatem Lizbońskim, a prezydent Lech Kaczyński ratyfikując go nawet podkreślał nieduży wkład w nie rządu Donalda Tuska.

Trzeba jednak przyznać, że Lech Kaczyński długo ociągał się z ratyfikacją. Zrobił to ponad 10 miesięcy po formalnym wejściu Traktatu w życie. Polska zatwierdziła dokument jako jedno z ostatnich państw członkowskich w UE. Później zrobiły to jedynie Czechy (ówczesny eurosceptyczny prezydent Václav Klaus długo się przed tym wzbraniał) oraz Irlandia, gdzie ratyfikacja tego typu umów międzynarodowych wymaga zgody społeczeństwa wyrażonej w referendum.

Irlandczycy w pierwszym powszechnym głosowaniu (w czerwcu 2008 r.) Traktat Lizboński odrzucili, ale po wprowadzeniu doń pewnych poprawek 2 października 2009 r. dokument ostatecznie przyjęli. Lech Kaczyński brak swojej ratyfikacji uzasadniał właśnie oczekiwaniem na pozytywną decyzję Irlandczyków.

„Polska jest i będzie państwem suwerennym i to Polacy, a nie Irlandczycy powinni decydować o akcie ratyfikacji, ale w UE obowiązuje zasada jednomyślności. Więc jeśli ta zasada obowiązuje, to nie ma znaczenia czy odmowa nastąpiła ze strony Niemiec czy Malty, Francji czy Estonii; jeśli ktoś odmówił zgody, znaczy, że traktat zakończył swój byt i dopiero zmiana decyzji narodu irlandzkiego spowodowała, że traktat odżył” – mówił kilka dni po drugim irlandzkim referendum podpisując akt ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

Fejk Tygodnia: Nowy budżet UE nie ma związku z praworządnością

Po pięciodniowym szczycie Unii Europejskiej na temat budżetu i mechanizmów ratunkowych dla unijnej gospodarki uderzonej przez koronawirusowy kryzys polski premier ogłosił, że „w porozumieniu nie ma bezpośredniego połączenia pomiędzy praworządnością a środkami budżetowymi”. Ale jednak jest.

Skąd Krystynie Pawłowicz wzięła się Danuta Hübner?

I czas na rozwiązanie ostatniej zagadki – skąd członkini TK mogła przyjść na myśl w kwestii Traktatu Lizbońskiego Danuta Hübner. W czasie, gdy negocjowano i zatwierdzano ów Traktat zasiadała jako polska przedstawicielka w Komisji Europejskiej, gdzie odpowiadała za politykę regionalną.

Stanowisko to, choć ważne, nie miało jednak wiele wspólnego z negocjacjami i ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego. Ale Danuta Hübner złożyła swój podpis pod innym, szczególnie dla nas istotnym, unijnym dokumentem – Traktatem Ateńskim.

To na jego mocy doszło do największego w jej dziejach rozszerzenia UE – aż o 10 państw, w tym Polskę. Traktat Ateński podpisano 16 kwietnia 2003 r. w stolicy sprawującej wówczas unijną prezydencję Grecji.

Z polskiej strony podpisy pod nim złożyli ówczesny premier Leszek Miller, ówczesny minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz oraz właśnie Danuta Hübner, która była wówczas minister ds. europejskich i jako ostatnia pełniła funkcję negocjatora ws. polskiej akcesji do UE.

Krystynie Pawłowicz coś się więc wyraźnie pomyliło i dokooptowała do grona podpisujących Traktat Lizboński sygnatariuszkę Traktatu Ateńskiego. Być może wzięło się to stąd, że uwielbiająca atakować przede wszystkim polityków Platformy Obywatelskiej obecna członkini TK zapomniała już, że choć dziś Danuta Hübner jest europosłanką wybraną z listy PO, to niegdyś bliżej jej było do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Danuta Hübner nigdy jednak do żadnej z tych partii politycznych nie należała.