Europosłowie: Walka o praworządność w Polsce ma trwać mimo wojny w Ukrainie

klimat-energetyka-unia-europejska-co2-morawiecki-sasin-ziobro-eu-ets-kowalski-solidarna-polska-pis-zielony-ład

Premier Mateusz Morawiecki w trakcie posiedzenia Parlamentu Europejskiego. / Foto Krystian Maj/KPRM / (CC BY-NC-ND 2.0) [Kancelaria Premiera]

Europarlament sprzeciwia się łagodzeniu praworządnościowych wymagań wobec Polski z powodu wojny w Ukrainie. Chce pomagać w przyjmowaniu uchodźców, ale zarazem walczyć o niezależne sądy.

 

Stan praworządności w Polsce oraz na Węgrzech – w kontekście postępowań z artykułu siódmego – był we wtorek tematem debaty Parlamentu Europejskiego.

– Sytuacja w Polsce nadal budzi bardzo poważne obawy. Nie jestem dziś w stanie poinformować o nowych, pozytywnych trendach w zakresie praworządności zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech – powiedział Didier Reynders, komisarz UE ds. sprawiedliwości.

Podkreślał, że nowe plany dotyczące spłaszczenia struktury sądownictwa w Polsce będą bacznie obserwowane przez Komisję pod kątem prawa unijnego i orzeczeń TSUE.

PiS do Brukseli: Odpuśćcie nam z powodu wojny w Ukrainie

Parlament Europejski od kilku lat debatuje – bez większych efektów – o zagrożonym państwie prawa w Polsce, ale teraz nowym elementem są wezwania obozu rządzącego, by Bruksela z racji wojny na Ukrainie przestała zajmować się niezależnością sądownictwa.

Joachim Brudziński (PiS), który przemawiał w imieniu frakcji konserwatystów, przekonywał, że Polska jest teraz „na ustach całego świata” z racji solidarności z uchodźcami i kluczowej roli w pomocy dla Ukrainy.

Tymczasem europejski Zachód atakami na Polskę – jak przekonywał Brudziński – próbuje zagłuszyć swoje sumienia, bo to „politycy francuscy i niemieccy wisieli na telefonie ze zbrodniarzem wojennym”, czyli Putinem. Brudziński pytał Francuzów, jak czuliby się podczas takiej debaty o Francji w swe święto narodowe (choć akurat przedstawiciele francuskiej prezydencji wyjątkowo nie pojawili się na debacie 3 maja).

Przedstawiciele głównych frakcji polemizowali z postulatami odpuszczenie kwestii praworządności z racji Ukrainy.

– Zdumiewają mnie głosy, że w czasie wojny w Ukrainie powinniśmy rozluźnić nasze reguły co do obrony demokracji w Europie. Jest dokładnie odwrotnie. Po inwazji Putina jesteśmy uwikłani w szerszy konflikt między autokracją a demokracją, między modelem Putina a modelem europejskim, między tyranią a wolnością, między brutalną siłą a rządami prawa. I dlatego nie możemy rozluźnić naszych zasad, jeśli mamy zwyciężyć – przekonywał słowacki europoseł Michal Šimecka w imieniu frakcji Odnowić Europę (należy do niej m.in. Polska 2050).

Walka o wspólne wartości

Również Holender Jeroen Lenaers w imieniu Europejskiej Partii Ludowej (m.in. PO i PSL) polemizował z apelami, by „przestać niepokoić Węgry i Polskę procedurami praworządnościowymi, gdy Polacy i Węgrzy podejmują tak wielkie wysiłki, by przyjąć ukraińskich uchodźców”.

– Gdy Ukraińcy walczą lub umierają za wolność, demokrację i praworządność, cynizmem byłoby przymykanie oczu na atak na te same wartości u nas w Unii – powiedział Lenaers.

Ponadto niemiecka europosłanka Katarina Barley w imieniu centrolewicy wskazywała, że na Węgrzech już od dziewięciu lat kampanie wyborcze toczą się w bardzo nierównych warunkach, a w Polsce od siedmiu lat trwa atak na niezależność sądownictwa. A pomimo to przedstawiciele pozostałych krajów UE nie potrafią – jak przekonywała Barley – właściwie reagować, choć teraz na Unię patrzą także Ukraińcy walczący i oddający życie za wartości europejskie.

– Jako Parlament Europejski zwracamy się do Rady UE, aby wreszcie zajęła się ciągiem dalszym procedury artykułu siódmego, zamiast dalszych bezcelowych wysłuchań, i stwierdziła, że istnieje wyraźne ryzyko poważnego naruszenia praworządności i wartości europejskich przez Polskę i Węgry. Rada UE musi także przyjąć konkretne zalecenia dla obu krajów – powiedziała Barley.

Europarlament w najbliższy czwartek zamierza przyjąć kolejną rezolucję o Polsce i Węgrzech, w której będzie ponaglał unijne rządy do działań w ramach artykułu siódmego.

Europarlament może tylko wywierać presję

Nałożenie sankcji obwarowane jest wymogiem (nieosiągalnej) jednomyślności, ale większość europosłów chce, by Rada UE zaczęła formułować wobec Polski i Węgier konkretne zalecenia naprawcze z konkretnymi terminami. Do ich przyjęcia wymagana jest większość 22 z 27 krajów Unii. Jednak nawet po ewentualnym osiągnięciu tego progu zalecenia w rzeczywistości byłyby tylko nową formą presji politycznej.

KPO nadal w zawieszeniu

Natomiast komisarz Reynders przypomniał europosłom, że: Komisja Europejska wszczęła w zeszłym tygodniu procedurę „pieniądze za praworządność” wobec Węgier, polska kara za nieprzestrzeganie decyzji TSUE co do ustawy kagańcowej rośnie o milion euro dziennie (łącznie to już blisko 100 mln euro), a ostatniej jesieni wszczęto wobec Polski postępowanie przeciwnaruszeniowe z powodu Trybunału Konstytucyjnego. Ono także może doprowadzić do skargi przed TSUE, a potem nawet do ewentualnej kary.

– Chodzi nie tylko o podważanie pierwszeństwa prawa Unii Europejskiej, ale o brak niezależności Trybunału Konstytucyjnego – podkreślił Reynders w europarlamencie.

Jednak doraźnie najboleśniejszym narzędziem presji Brukseli pozostają zamrożone krajowe plany odbudowy (KPO), czyli 7,2 mld dotacji dla Węgier oraz aż 23,9 mld euro dotacji dla Polski do stopniowego wydania do 2026 r.

Do końca tego roku aż 70 proc. pieniędzy z każdego KPO musi być rozpisane na konkretne programy, bo w przeciwnym przypadku ta pula przepadnie. Jeśli polskie KPO udałoby się zatwierdzić do lipca, to zdaniem unijnych ekspertów pieniądze byłyby w całości do uratowania bez „proceduralnych piruetów”.

Komisja Europejska stawiała na zatwierdzenie polskiego KPO. Jednak niemal w ostatniej chwili rząd Mateusza Morawieckiego zażądał, by Bruksela w ramach ugody co do KPO wycofała się z postępowań przeciwnaruszeniowych wobec Polski oraz – to wymagałoby zbojkotowania decyzji TSUE – uwolniła Warszawę od płacenia kar za Izbę Dyscyplinarną. Komisja odmówiła.