Państwa Grupy Wyszehradzkiej obwiniają ETS za wysokie ceny energii. Co stoi za ich wzrostem?

V4, Grupa Wyszehradzka, Orban, Morawiecki, Babis

Spotkanie grupy V4 / Fot. Adam Guz/KPRM [Kancelaria Premiera]

W państwach Grupy Wyszehradzkiej (V4) rządy mają ambiwalentny stosunek do pakietu „Fit for 55”, a co więcej – do reformy systemu ETS, przypisując mu odpowiedzialność za wzrost cen energii. Jednak czy ETS jest głównym winowajcą?

 

 

Czym jest EU ETS?

Unijny system handlu uprawnianiami do emisji CO2 (EU ETS) powstał w 2005 r. Jego celem było wówczas przygotowanie Unii Europejskiej do wdrożenia Protokołu z Kioto.

System jest kluczowym elementem polityki klimatycznej UE – jego zadaniem jest redukcja emisji gazów cieplarnianych przy uwzględnieniu ich kosztów. Polega on na wprowadzeniu limitu łącznych emisji dwutlenku węgla emitowanych przez firmy objęte systemem.

EU ETS obejmuje największe źródła emisji CO2 w Unii. Dotyczy on łącznie ok. 10 tys. instalacji z sektora energetyki, przemysłu wytwórczego i linii lotniczych. Jak podaje Forum Energii, unijny system obejmuje ok. 40 proc. emisji CO2 pochodzących z elektroenergetyki, ciepłownictwa, przemysłu i lotnictwa.

Firmy objęte EU ETS muszą nabyć pozwolenia na emisje, aby móc prowadzić działalność, a ich liczba musi odpowiadać ilości wydzielanych emisji w danym roku. Pozwolenia kupowane są na aukcjach organizowanych przez państwa członkowskie, a w określonych przypadkach firmy mogą je otrzymać za darmo. Mogą także nimi handlować.

Liczba wydawanych pozwoleń zmniejsza się co roku, co prowadzi do wzrostu cen. W grudniu ubiegłego roku stawka uprawnień przekroczyła 90 euro na tonę. Celem jest ograniczenie wysokoemisyjnej działalności, która ma stać się droższa niż działalność przyjazna bądź neutralna dla środowiska – EU ETS ma więc zachęcać do inwestowania w technologie niskoemisyjne.

Zbiór propozycji legislacyjnych „Fit for 55” ogłoszony 14 lipca ub.r. zakłada zmiany w ETSie – m.in. zmniejszenie wolumenu dostępnych uprawnień w systemie oraz wprowadzenie opłaty od emisji w transporcie i budynkach, co jest jednym z najbardziej dyskutowanych elementów. Ponadto w pakiecie pojawiła się nowa wersja dyrektywy ETS, która zakłada, że 100 proc. ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 będzie przeznaczana na cele ekologiczne (dotychczas było to 50 proc.).

W systemie EU ETS istnieją również mechanizmy wsparcia, które mają ułatwiać redukcję emisji poszczególnym państwom, ze względu na różne uwarunkowania krajów członkowskich – to m.in. Mechanizm Solidarnościowy, Fundusz Modernizacyjny i Fundusz Innowacyjności. W przypadku dwóch pierwszych Polska jest największym beneficjentem.

W przyszłości EU ETS ma rozwinąć się w system światowy. W ubiegłym roku system handlu emisjami uruchomiły także Chiny. Na szczycie COP26 w Glasgow uzgodniono ogólne zasady systemu handlu emisjami na całym świecie, a obecnie mają powstać komitety, które za zadanie mają wdrożenie ustaleń w praktyce.

Fit for 55 przyjęty. Co zawiera? Wszystko co trzeba wiedzieć

„To decydujące dziesięciolecie w walce z kryzysem klimatycznym i kryzysem różnorodności biologicznej (…)”, podkreśla Frans Timmermans.

Polska krytyczna wobec ETS

W oficjalnym komentarzu Ministerstwa Klimatu i Środowiska napisano, że „w zestawie 13 aktów legislacyjnych (wchodzących w pakiet Fit for 55 – red.) jest wiele wartościowych elementów”.

Należą do nich m.in. zachowanie elementów redystrybucyjnych w postaci puli solidarnościowej i Funduszu Modernizacyjnego, a także zachowanie darmowych uprawnień w ETSie. Podkreślono jednak, że „potrzeba głębszego zaadresowania kwestii braku równowagi w ETS dla beneficjentów Funduszu Modernizacyjnego”.

Zwrócono uwagę również na kwestię ubóstwa energetycznego oraz przedstawiono wątpliwości co do wprowadzenia systemu handlu uprawnieniami dla transportu i budynków.

Politycy koalicji rządzącej są szczególnie krytyczni co do systemu ETS. W grudniu ub.r. Zbigniew Ziobro zażądał od premiera Mateusza Morawieckiego, by domagał się „zawieszenia” systemu. Wówczas Sejm poparł uchwałę wzywająca UE do takiego działania. Natomiast sam premier na szczycie klimatycznym w Brukseli, który odbył się 16 grudnia, w imieniu Polski nie zgodził się na propozycje zawarte w konkluzjach spotkania argumentując, że system ETS nie działa.

„Polska będzie bronić naszej gospodarki i nie zawahamy się przed zdecydowanymi działaniami, aby opanować ten wzrost cen energii, który wywołany jest przez manipulacje Gazpromu i nieracjonalną politykę klimatyczną UE”, zapowiedział Morawiecki. Jak oświadczył Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej, wówczas nie osiągnięto porozumienia w tej sprawie.

Negatywną opinię na temat systemu często wyraża również minister klimatu i środowiska Anna Moskwa.

„Wysoka cena uprawnień do emisji CO2 prowadzi do destabilizacji gospodarczej, a ta z kolei utrudnia realizację polityki klimatycznej UE. Mimo to aktywnie uczestniczymy w zielonej transformacji” – pisał Morawiecki na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. System „stał się karykaturą samego siebie”, dodał.

W styczniu natomiast premier na łamach EURACTIV.com napisał, że „wzrost cen wymyka się spod kontroli i uderza w domowe budżety obywateli UE. Zagraża bezpieczeństwu finansowemu zwykłych ludzi, którzy już ucierpieli w wyniku pandemii. Przede wszystkim podważa zaufanie obywateli do koncepcji polityki klimatycznej UE”.

Według Morawieckiego konieczne jest przeprowadzenie głębokiej reformy systemu ETS, która uwzględni obecną sytuację na rynku energii oraz rynku uprawnień do emisji.

Ceny energii w Polsce: Marże elektrowni wywindowały ceny [RAPORT]

Na polskim hurtowym rynku energii elektrycznej doszło do manipulacji?

UE: ETS obniżył emisje o ponad 40 proc.

Co na to wszystko Bruksela? „Europejski system handlu uprawnieniami do emisji CO2 zachęca do dekarbonizacji i generuje przychody, aby inwestować w czyste technologie źródeł energii. Pomógł nam już obniżyć emisje o ponad 40 proc. od 2005 r. w sektorach, które obejmuje”, stwierdził rzecznik KE Tim McPhie.

Wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans w rozmowie z „Rzeczpospolitą” stwierdził natomiast, że wzrost cen energii jest bezpośrednią konsekwencją wzrostu cen gazu, a nie praw do emisji CO2.

„Gaz ma osiem razy większy wpływ na ceny energii niż ETS. Ponieważ w Polsce wytwarzaniu energii towarzyszy największy ślad węglowy w Europie, to ten wpływ ETS na ceny będzie wyższy niż w innych państwach, bo w elektrowniach na węgiel ten wpływ jest dwa razy wyższy niż w elektrowniach na gaz. Ale to ciągle będzie wpływ ograniczony”, stwierdził Timmermans.

„Wiem, że polski rząd od dawna krytykował ETS. Ale bardzo wierzę w ten system, bo on pozwala nam przejść na odnawialne źródła energii i generuje całkiem duże strumienie dochodów dla budżetów państw członkowskich. Z tych pieniędzy mogą one finansować transformację energetyczną czy też wypłacać kompensaty gospodarstwom domowym”, dodał. Podkreślił, że jedyną metodą na obniżenie rachunków za energię i zmniejszenie zależności od transportu jest przyspieszenie przejścia na źródła odnawialne.

„Zabijanie ETS z powodu inflacji nie obniży inflacji, ale poważnie spowolni nasze przejście w kierunku OZE. (…) Pytam Polskę i innych przeciwników: skoro nie chcecie nowego ETS, jak zamierzacie inaczej obniżać emisję CO2? Do dziś nie przedstawili oni wiarygodnej alternatywy doprowadzenia do redukcji CO2 o 55 proc. do 2030 r.”, podsumował Timmermans.

Czechy planują odejście od węgla do 2033 r. Stawiają na energię jądrową

Gabinet Petra Fiali postanowił przyspieszyć o 5 lat dekarbonizację kraju i ostatecznie porzucić węgiel jako źródło energii.

Czechy przeciwni zawieszeniu systemu

Również Czechy wezwały UE do rozwiązania problemu gwałtownie rosnących cen w systemie ETS.

„Rynek (uprawnień do emisji – red.) jest całkowicie postawiony na głowie”, ocenił w grudniu, przed szczytem klimatycznym w Brukseli, minister energetyki Karel Havlíček. „Moim zdaniem należy ich (Polskę – red.) poprzeć i doprowadzić do dyskusji w tej kwestii. Dobrym rozwiązaniem byłoby przywrócenie 400 mln uprawnień na rynku ETS”, uważa.

Zdaniem byłego czeskiego rządu taki krok pozwoliłby ustabilizować ceny uprawnień do emisji. „Około połowa krajów (UE – red.) popiera tak radykalne rozwiązanie, połowa się z nim nie zgadza”, oznajmił Havlíček. Również były premier Andrej Babiš krytycznie odnosił się do systemu EU ETS i wzywał do wprowadzenia limitu cen uprawnień do emisji.

Za wzrost cen energii w Czechach często obwinia się Europejski Zielony Ład. „Jest on jednoznacznie spowodowany zbyt pospieszną polityką ekologiczną i zbyt szybkim wycofywaniem węgla w Niemczech”, powiedział Havlíček w ubiegłym roku.

Mimo sprzeciwu, Czechy nie mają zamiaru wycofywać się z systemu ETS. Również obecny premier Petr Fiala przyznał, że choć uprawnienia do emisji stanowią problem, wycofanie się z systemu jest nierealistyczne i nie doprowadzi to do spadku cen. Gdyby Czechy opuściły system, nie miałyby dostępu do energii elektrycznej, chyba że same produkowałyby jej wystarczającą ilość, powiedział.

Polska hamulcowym europejskiej polityki klimatycznej? Nasz kraj odpowiada za 1/3 unijnego prądu z węgla

„W 2021 r. Polska była zdecydowanie największym hamulcowym europejskiej polityki klimatycznej”, twierdzi dyrektor Ember na Europę.

Węgry: Orbán obwinia Komisję Europejską

Na grudniowym szczycie klimatycznym w Brukseli premier Węgier Viktor Orbán poparł premiera Morawieckiego, obwiniając „złe regulacje Brukseli” o podwyżki cen energii.

Premier Węgier również podczas październikowego szczytu UE w Słowenii powiedział, że Frans Timmermans jest odpowiedzialny za „dokonanie bardzo złej kalkulacji, a teraz obywatele UE płacą dodatkową cenę”. „System ETS musi zostać anulowany lub zawieszony”, zaapelował wówczas premier.

Orban powiedział także, że „ci świetni biurokraci doszli do wniosku, że sposobem na walkę ze zmianami klimatu jest ciągłe podnoszenie cen energii – cen energii wytwarzanej z węgla lub gazu, które wzajemnie się napędzają. A teraz, gdy cena gazu na rynku światowym wzrosła, nastąpił gwałtowny wzrost cen detalicznych”.

W październiku, w swoim cotygodniowym wystąpieniu w radiu publicznym, powiedział także, że Polska, Czechy i Węgry będą zjednoczone w tej kwestii. „Żądamy wycofania przepisów, które przyczyniły się do obecnych wysokich cen”, dodał.

Attila Steiner, sekretarz stanu w ministerstwie innowacji i technologii, stwierdził natomiast, że UE powinna „postępować ostrożnie” w dążeniu do celów klimatycznych. Powiedział, że pospieszne wdrożenie może doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen energii, a nawet do przerw w jej dostawie.

Natomiast wiceprzewodniczący Fideszu Gergely Gulyás podczas październikowego posiedzenia rządu stwierdził, że ceny gazu i energii elektrycznej powinny pozostać w gestii państw członkowskich, a rosnące koszty ogólne powinny płacić firmy, a nie społeczeństwo. „Państwa V4 będą wetować niektóre punkty w pakiecie (Fit for 55 – red.)”, dodał.

Jak zbilansować system energetyczny w Polsce odchodząc od węgla?

Jak wypełnić lukę po węglu i czy Polska jest w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo energetyczne pomimo procesu dekarbonizacji?

Na Słowacji brak definicji ubóstwa energetycznego

Jak podkreśla słowackie Ministerstwo Środowiska, Słowacja popiera pakiet „Fit for 55”. W styczniu br. minister środowiska Ján Budaj poinformował, że powołano sześć grup roboczych, które zajmują się poszczególnymi wnioskami legislacyjnymi w ramach pakietu.

Minister zaznaczył wówczas, że Słowacja będzie mogła w 2022 r. pozyskać z Funduszu Modernizacyjnego 120 mln euro – pomoc dla ciepłownictwa oszacowana jest na 100 mln euro, a 20 mln euro ma trafić na wsparcie produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych.

„Słowacja jest w stanie osiągnąć 55-procentową redukcję emisji do 2030 r. Mamy przewagę nad niektórymi innymi krajami europejskimi, takimi jak Polska, której trudniej osiągnąć ten cel, ponieważ 75 proc. energii elektrycznej w naszym kraju pochodzi z węgla”, dodał.

Na Słowacji powstała również Rada Rządu Republiki Słowackiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu, która ma na celu monitorować przestrzeganie zasad przejścia na gospodarkę neutralną klimatycznie. Jej członkami są m.in. przedstawiciele ministerstw, parlamentu oraz przemysłu czy gmin.

Jednym z najczęściej dyskutowanych części pakietu na Słowacji jest system ETS i włączenie do niego mieszkalnictwa i transportu drogowego. „Ten ruch jest kontrowersyjny, ponieważ może wywołać wielkie niepokoje społeczne. Z drugiej strony budynki i transport są głównym źródłem emisji, więc jeśli chcemy osiągnąć neutralność węglową, musimy je ograniczyć”, powiedział w rozmowie z EURACTIV.sk słowacki eurodeputowany Robert Hajšel (S&D).

Zaznaczył, że jednym z problemów w kraju jest fakt, że nie zdefiniowano ubóstwa energetycznego, dlatego też np. w unijnych statystykach, Słowacja nie jest uwzględniana z tego powodu.

W oficjalnym stanowisku słowackiego rządu napisano, że Słowacja jest zaniepokojona wprowadzeniem systemu handlu emisjami w sektorach transportu i mieszkalnictwa. Uargumentowano to zwiększeniem kosztów gospodarczych transformacji, zwłaszcza dla gospodarstw domowych. Zanegowano również wystarczającą ochronę przed skutkami gospodarczymi Funduszu Społeczno-Klimatycznego oraz przedstawiono obawę przed ubóstwem energetycznym. Rząd również negatywnie ocenił propozycje zmniejszenia przydziału bezpłatnych uprawnień w ETSie o 25 proc.

Morawiecki: Unia Europejska potrzebuje reformy systemu handlu emisjami

Komisja Europejska odpowiada, że system handlu uprawnieniami do emisji CO2 zachęca do dekarbonizacji.

Czy Polska traci na EU ETS?

Rocznie polska gospodarka emituje ponad 400 mln ton CO2 co sprawia, że nasz kraj odpowiada za 9,8 proc. wszystkich emisji dwutlenku węgla w Unii Europejskiej oraz jest na 7. miejscu w UE jeśli chodzi o tony CO2 na jednego mieszkańca.

Według danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska polski budżet pozyskał w 2020 r. ze sprzedaży uprawnień do emisji ok. 12 mld zł, w 2021 r. ponad około 25 mld zł. Od początku istnienia systemu państwo polskie zarobiło na tym 57,5 mld złotych. Czyni to Polskę największym beneficjentem systemu.

Podczas konferencji prasowej, która odbyła się 16 lutego, premier Mateusz Morawiecki został zapytany o to, na co wydano tę kwotę. „Te pieniądze przeznaczane były w dużym stopniu, z jednej strony na wsparcie rozwoju energii odnawialnej, na różnego rodzaju przedsięwzięcia o charakterze transformacji energetycznej. Takie programy jak „Tani prąd”, czy programy związane z termomodernizacją”, powiedział.

Natomiast wiceminister klimatu Adam Guibourgé-Czetwertyński pod koniec stycznia br. wskazał, że 25 proc. wpływów z aukcji uprawnień do emisji CO2 przeznaczanych jest na fundusz rekompensaty kosztów pośrednich dla przemysłu energochłonnego.

„Te pieniądze wpływają na przestrzeni kilku lat, to nie są tak znaczące pieniądze, jeżeli rozłożymy je w czasie. Wolelibyśmy, żeby te pieniądze zostawały przede wszystkim w portfelach obywateli. Dlaczego tak się nie dzieje? Nie dzieje się tak, ponieważ ponad 50 proc. ceny hurtowej energii elektrycznej to jest właśnie ten koszt ETS, czyli koszt emisji CO2. To jest koszt polityki klimatycznej Unii Europejskiej”, powiedział Morawiecki.

Natomiast były wicepremier i minister gospodarki Janusz Steinhoff w rozmowie z serwisem Newseria Biznes powiedział: „W Polsce często pojawiają się takie populistyczne sygnały, że byłoby dobrze, gdyby tej Unii Europejskiej nie było, gdyby nie było systemu ETS, gdybyśmy nie płacili za emisje CO2. Przypominam, że środki pochodzące z opłat za emisję dwutlenku węgla stanowią dochód polskiego rządu. To rząd dysponuje tymi środkami i powinien je przeznaczać nie na transfery socjalne, ale na wsparcie przeobrażeń w polskiej elektroenergetyce”.

„Tym bardziej martwi to, że przedstawiciele polskiego rządu w swoich wypowiedziach często kontestują potrzebę funkcjonowania systemu ETS – powiedział minister. „Jeżeli umówiliśmy się w Europie, że prowadzimy taką, a nie inną politykę klimatyczną i walczymy z efektem cieplarnianym, to musimy przyjąć skuteczne narzędzia, które będą wspierały przeobrażenia w elektroenergetyce, ciepłownictwie, transporcie czy budownictwie, aby znacząco ograniczyć emisję dwutlenku węgla”, zaznaczył.

Ceny energii w Polsce: Polityka klimatyczna UE nie stanowi 60% rachunku za prąd

Co może obniżyć rachunku za energię elektryczną w Polsce?

Skąd wzrost cen energii?

We wszystkich państwach Grupy Wyszehradzkiej, rządy obawiają się wpływu ETSu na wzrost cen energii. Również polscy politycy bardzo często opowiada się za narracją, że to właśnie system ETS jest winowajcą wysokich rachunków obywateli. Jednak czy ETS jest głównym powodem do niepokoju?

Z analizy Forum Energii wynika, że to nie polityka Unii, a brak transformacji winduje ceny energii w Polsce. Think tank wylicza, że koszt uprawnień do emisji dwutlenku węgla odpowiada za ok. 23 proc. rachunków za prąd.

Autorzy dokumentu podkreślają, że za obecny wzrost cen energii odpowiada szereg czynników, m.in. zwiększone zapotrzebowanie na energię, rosnące koszty zakupów surowców energetycznych (głównie gazu), uprawnień do emisji CO2 oraz wzrost marży wytwórców.

Zaznaczono, że jednak wpływy ze sprzedaży CO2 do budżetu rosną, stanowiąc dodatkowy dochód, co daje rządowi możliwość np. obniżki VAT. W raporcie dodano, że Polska potrzebuje inwestycji w zeroemisyjne źródła, które nie generują kosztów CO2, co będzie obniżać hurtowe ceny energii w dłuższej perspektywie.

„Zakładając, że wyjście z systemu handlu emisjami byłoby możliwe (a nie jest możliwe bez wyjścia z UE) – problemy energetyki i ciepłownictwa z nami zostaną. Wysokie emisje, wiek elektrowni, zbliżające się braki mocy, mało rozwinięte sieci, niewielka dywersyfikacja źródeł wytwarzania – to strukturalne wyzwania polskiej energetyki, z którymi i tak musimy sobie poradzić”, konkludują autorzy analizy.

Szczyt UE bez porozumienia ws. cen energii. Morawiecki: System ETS nie działa

Premier Mateusz Morawiecki przyznał, że Polska nie zgodziła się na propozycje zawarte w konkluzjach ze spotkania.

Na wzrost cen energii składa się wiele czynników

„Mroźna zima i drogi gaz napędzają ceny CO2. (…) Tak spektakularny wzrost notowań praw do emisji CO2 jest związany przede wszystkim z drożejącym gazem — wysokie ceny błękitnego paliwa powodują, że energetyka przerzuca się na produkcję energii z węgla, zwiększając tym samym zapotrzebowanie na uprawnienia do emisji” — zaznaczył analityk Santander BM Paweł Puchalski cytowany przez Business Insider.

Tobiasz Adamczewski z Forum Energii podkreślił natomiast, że ETS ma wiele niedoskonałości, jednak trudno o lepszy mechanizm wspierający redukcję emisji w sposób efektywny kosztowo. „W Polsce wysokie ceny CO2 budzą ogromny lęk, bo faktycznie zmuszają do działania sektory, które od lat znajdowały się w stagnacji. Z drugiej strony technologiczny dryf w energetyce, ciepłownictwie i przemyśle nie jest dłużej możliwy.

Polska szybko traci konkurencyjność i bez obniżenia emisyjności nasza gospodarka może wpaść w spiralę wielkich kosztów. Dlatego oprócz rekompensat dla przemysłu energochłonnego, już teraz całość wpływów ze sprzedaży emisji CO2 powinna trafiać na ograniczanie emisji i walkę z ubóstwem energetycznym”, dodaje ekspert.