Dziennikarze z 20 państw członkowskich UE apelują o utrzymanie reformy prawa autorskiego

źródło: pxhere

źródło: pxhere

Ponad setka dziennikarzy reprezentujących wpływowe europejskie media wezwała do przyjęcia w UE nowej dyrektywy o prawie autorskim, która miałaby dostosować przepisy do współczesnej sytuacji. Parlament Europejski w lipcu odrzucił raport w tej sprawie, co przedłużyło negocjacje nad kształtem nowych regulacji. Ponowne głosowanie ma się odbyć we wrześniu.

 

Inicjatorem i autorem treści listu otwartego jest wieloletni korespondent zagraniczny agencji AFP Sammy Ketz, który kieruje obecnie placówką AFP w Bagdadzie. Do podpisania swojego opublikowanego m.in. na łamach francuskiego dziennika „Le Monde” apelu udało mu się namówić kolegów po fachu z 20 państw członkowskich UE. Wśród sygnatariuszy jest też trzech dziennikarzy z Polski – były korespondent wojenny „Gazety Wyborczej” i PAP, a obecnie współpracownik „Tygodnika Powszechnego” Wojciech Jagielski, reporter TVN i TVN24 Wojciech Bojanowski oraz niezależny korespondent wojenny Paweł Pieniążek (współpracował m.in. z „Krytyką Polityczną”, Polskim Radiem czy „Tygodnikiem Powszechnym”). Lista wszystkich sygnatariuszy listu znajduje się TUTAJ.

Co napisano w liście otwartym?

Ponad 100 europejskich dziennikarzy przekonuje, że przyjęcie nowej dyrektywy, która zobowiązałaby wielkich graczy internetowych (Facebooka czy Google) do wnoszenia na rzecz tradycyjnych mediów specjalnych opłat za korzystanie z linków do wytworzonych przez dziennikarzy treści „przywróciłaby mediom ich prawowite dochody”. „Płacimy za powstawanie treści i wysyłamy dziennikarzy, którzy nawet ryzykują życie, aby dostarczyć wiarygodne i precyzyjne informacje. Ale to nie oni czerpią zyski ze swojej pracy, lecz platformy internetowe, które zarabiają na naszym wysiłku, nie płacąc ani centa. To kradzież owoców naszej pracy” – głosi list otwarty.

Ale giganci internetowi jednak przekonują, że jest całkiem odwrotnie. Ich zdaniem to właśnie dzięki nim więcej osób zagląda na strony internetowe gazet czy telewizji informacyjnych i dzięki temu zwiększa ich przychody. Tradycyjne media natomiast dowodzą, że nie ma takiej zależności. Większość użytkowników ma bowiem zadowalać się przeczytaniem tylko krótkiego leadu i nie klikać w link. A wyszukiwarka czy agregator treści i tak zarabiają, bo swoją reklamę juz wyświetliły. I zyskiem nie dzielą się z redakcjami mediów.

Przedstawiciele koncernów internetowych odpowiadają na to, że użytkownik ma prawo podjąć decyzję czy chce poświęcić czas (a niekiedy również pieniądze, jeśli cały artykuł schowany jest za paywallem) na zapoznanie się z całością artykułu. Spór więc trwa, a strony zasypują się argumentami.

Jakie przepisy budzą jeszcze spory?

W projekcie dyrektywy mocno sporny jest nie tylko opisany powyżej artykuł 11., ale także dwa inne zapisy – artykuł 13., który nakłada na platformy internetowe obowiązek filtrowania treści pod kątem naruszeń prawa autorskiego (także postów czy komentarzy stworzonych przez użytkowników) oraz artykuł 3. dotyczący ograniczenia możliwości komercyjnego wymieniania się danymi. Ten ostatni zapis najmocniej krytykują pracujący nad rozwojem sztucznej inteligencji naukowcy.

Przeciw reformie prawa autorskiego wypowiadają się nie tylko koncerny internetowe, ale także autorzy takich projektów jak np. Wikipedia, ponad 145 organizacji obywatelskich czy naukowych, a także 170 słynnych programistów, w tym jeden z ojców-założycieli internetu Tim Berners-Lee. Część użytkowników obawia się, że w myśl nowych przepisów naruszeniem prawa autorskiego będzie nawet stworzenie zabawnego mema wykorzystującego zdjęcie, kadr z filmu, cytat czy przeróbka lub parodia jakiejś piosenki. A konieczność blokowania podejrzanych o naruszenie praw autorskich treści doprowadzi do zaistnienia w europejskim internecie cenzury prewencyjnej. Ale sygnatariusze listu opublikowanego przez „Le Monde” przekonują, że to nieprawda i projekt dyrektywy odróżnia prywatny użytek od kradzieży własności intelektualnej.

Na jakim etapie jest reforma prawa autorskiego w UE?

Reformę prawa autorskiego w UE nakazała Komisja Europejska. Nad kształtem dyrektywy pracuje Parlament Europejski (a konkretnie komisja prawna w PE, zwana potocznie Komisją JURI). Dokument, jaki przyjęty zostanie na posiedzeniu plenarnym, stanie się podstawą do dalszych negocjacji z państwami członkowskimi. Bardzo ważną podstawą, ponieważ późniejsze zmiany zwykle są nieduże.

Pierwsza próba przyjęcia sprawozdania, które było efektem prac Komisji JURI okazała się niepowodzeniem. Projekt nie uwzględniający większości zastrzeżeń formułowanych przez przeciwników restrykcyjnej nowelizacji został odrzucony na posiedzeniu plenarnym w lipcu stosunkiem głosów 318 do 278 (przy zaledwie 31 wstrzymujących się od głosu europosłów). Projekt dyrektywy wrócił więc do Komisji JURI w celu wprowadzenia kolejnych poprawek. Ponowne głosowanie plenarne w tej sprawie ma się odbyć we wrześniu.

Europosłowie odrzucili projekt reformy prawa autorskiego. Będą nowe poprawki

Powszechnie krytykowana przez firmy internetowe oraz wielu internautów dyrektywa nowelizująca i harmonizująca w UE prawo autorskie została przyjęta w ubiegłym miesiącu przez Komisję Prawną (JURI). Teraz jednak na posiedzeniu plenarnym projekt odrzucili wszyscy europosłowie. Oznacza to, że nad kształtem dyrektywy …