Dyrektywa o prawach autorskich przyjęta przez państwa członkowskie

źródło: Flickr/Jose Mesa

źródło: Flickr/Jose Mesa

Na ministerialnym spotkaniu w Brukseli ostatecznie zatwierdzono dyrektywę regulującą kwestię praw autorskich w internecie. Polska oraz 5 innych krajów były przeciwko, ale to za mało, aby zablokować przyjęcie nowych przepisów. Budziły one i wciąż budzą wiele kontrowersji.

 

Ostateczny kształt dyrektywy uzgodniono w lutym, w marcu zaś przepisy przyjął na posiedzeniu plenarnym Parlament Europejski. Teraz reformę zatwierdziła ostatecznie Rada Unii Europejskiej. Kończy to proces legislacyjny na poziomie całej UE. Teraz państwa członkowskie mają 2 lata na wdrożenie zapisów dyrektywy do krajowego prawodawstwa.

Przeciw dyrektywie było tylko 6 państw. Oprócz Polski także Luksemburg, Holandia, Włochy, Finlandia i Szwecja. 3 inne państwa – Belgia, Estonia i Słowenia – wstrzymały się od głosu, pozostałe 19 państw dyrektywę poparło.

Podczas spotkań ministerialnych prawo weta nie obowiązuje. Przeciwników dyrektywy było zbyt mało, aby nowe przepisy zablokować. Tym bardziej, że z czasem ich ubywało, jeszcze w lutym przeciw dyrektywie głosowało 8 państw członkowskich. Nie ma już więc odwrotu, przepisy muszą wejść w życie. Kraje, które odmówią ich wdrożenia narażają się na kary, jakie nałożyć może Komisja Europejska. W Polsce za wdrażanie tych przepisów odpowiadać będzie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Parlament Europejski przyjął dyrektywę o prawach autorskich

Na posiedzeniu plenarnym w Strasburgu europosłowie przyjęli w głosowaniu budzącą wiele kontrowersji nową dyrektywę o prawach autorskich, która ma dostosować prawo do współczesności. Dotyczy ona m.in. zasad publikowania w internecie. Głosowanie poprzedziła emocjonalna dyskusja.
 

Za dyrektywą opowiedziało się 348 posłów, przeciw …

Dlaczego dyrektywa budzi kontrowersje?

Nowe przepisy budzą u części osób spore kontrowersje, a debata nad ich ostatecznym kształtem była bardzo ożywiona. W ostatecznie przyjętej wersji utrzymane zostały m.in. budzące najwięcej kontrowersji artykuły 11. oraz 13. Pierwszy dotyczy praw pokrewnych dla wydawców prasowych – platformy internetowe oraz agregatory treści mają płacić prasie za umieszczanie obok linków do artykułów choćby najmniejszego kawałka tekstu. Drugi zaś wprowadza obowiązek filtrowania treści pod kątem praw autorskich.

W projekcie dyrektywy jest też zapis mówiący o tym, że platformy internetowe powinny płacić za wykorzystywanie pracy artystów i dziennikarzy, ale linki do artykułów informacyjnych, wraz z „pojedynczymi słowami lub bardzo krótkimi fragmentami” mogą być udostępniane bezpłatnie. Swobodnie udostępniane mają być natomiast memy oraz GIF-y tworzone przez użytkowników sieci. Utrzymane mają być bowiem prawo do cytatu, krytyki, parodii czy pastiszu.

Lżejszym wymogom ustanawianym przez dyrektywę będą także podlegać platformy start-upowe. Z obowiązku filtrowania treści pod kątem praw autorskich (np. w komentarzach czy postach użytkowników) wyłączone będą mniejsze podmioty – takie, które mają mniej niż 5 mln użytkowników. Z dyrektywy mają zostać wyłączone także niekomercyjne internetowe encyklopedie (np. Wikipedia) czy platformy z oprogramowaniem open source (np. GitHub).

Przeciwnicy argumentują, że nowe przepisy skonstruowano tak restrykcyjnie, że mniejsze podmioty internetowe będą miały problemy ze sprostaniem tym wymogom (co może utrudnić powstawanie internetowych start-upów), a ponadto naruszone zostanie prawo do swobody wypowiedzi oraz wolność słowa. Dyrektywa jest przez część z nich nazywana „ACTA 2” w nawiązaniu do odrzuconych kilka lat temu bardzo kontrowersyjnych przepisów, które miały przeciwdziałać m.in. cyfrowemu piractwu, ale w ocenie wielu ekspertów de facto dusiły swobodę w internecie.

Zwolennicy nowelizacji uważają natomiast takie porównanie za nadużycie i zwracają uwagę, że brak przepisów odpowiednio regulujących wykorzystywanie w internecie własności intelektualnej (tekstów, zdjęć czy wideo) bardzo szkodzi branży wydawniczej czy tradycyjnym mediom, a w szczególności prasie drukowanej.

Dyrektywa o prawach autorskich – wolność czy cenzura w sieci?

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk uważa, że znowelizowana dyrektywa UE o prawach autorskich nie zagraża wolności w internecie. Premier Mateusz Morawiecki zapewnił tymczasem po wtorkowym głosowaniu w PE: “byliśmy, jesteśmy i będziemy zawsze za wolnością w internecie”.