Brytyjczycy nie chcą być w UE

Już wcześniej brytyjska stacja BBC podała, że zwolennicy Brexitu mają ponad milionową przewagę nad tymi, którzy chcą pozostać we Wspólnocie.

Głosowanie w referendum w sprawie wyjścia z UE lub pozostania we Wspólnocie zakończyło się w czwartek o godz. 22 czasu lokalnego (godz. 23 czasu polskiego). Liczenie głosów w 382 okręgach wyborczych odbyło się ręcznie.

Za wyjściem z  UE opowiedziała się Anglia i Walia, a przeciwko Szkocja i Irlandia. Zwolennikami Brexitu okazało się 53,4 proc. Anglików i 52,5 proc. Walijczyków natomiast 62 proc. Szkotów i 55,8 proc. Irlandczyków wolało pozostać we Wspólnocie.

Pierwsze reakcje

"Jestem dumny z wszystkich, którzy mieli odwagę i tyle ikry, żeby zrobić to, co trzeba. Wybory zostały wygrane" – powiedział lider brytyjskich eurosceptyków Nigel Farage tuż po ogłoszeniu wyników czwartkowego referendum ws. Brexitu. "Unia Europejska się rozpada, Unia Europejska umiera" – stwierdził. Jego zdaniem 23 czerwca powinien stać się świętem narodowym i dniem niezależności w Wielkiej Brytanii.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk przyznał, że jest to "chwila historyczna, ale nie należy reagować histerycznie". "Jesteśmy przygotowani na ten negatywny scenariusz" i "zdeterminowani, by zachować jedność Unii" – zapewnił. "Zaproponowałem nieformalne spotkanie 27 liderów unijnych, by omówić szczegóły wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii" – poinformował Tusk. Dodał, że do czasu faktycznego Brexitu w Wielkiej Brytanii będzie obowiązywało unijne prawo, a Brytyjczycy będą się wywiązywać ze swoich zobowiązań.

„To się stało. To jest niedobra wiadomość dla Europy, to jest niedobra wiadomość dla Polski. To oznacza destabilizację w samej Wielkiej Brytanii w tej chwili” – ocenił rano w Telewizji Republika szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier przyznał, że informacje napływające z Wielkiej Brytanii "pozbawiają go złudzeń". „Wygląda na to, że jest to smutny dzień dla Europy i Wielkiej Brytanii”- dodał. Bardziej emocjonalnie zareagował wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel, który napisał na Twitterze: "Cholera! To zły dzień dla Europy".

Natomiast szef PE Martin Schulz powiedział co prawda, że nie jest zszokowany wynikami referendum w Wielkiej Brytanii, ale podkreślił, że Londyn czeka "okres niepewności". „Brałem pod uwagę, że referendum skończy się właśnie takim wynikiem; przygotowaliśmy się do niego” – zapewnił. W jego ocenie Wielka Brytania od 40 lat wahała się, czy chce być pełnym członkiem Unii Europejskiej, czy też nie i teraz sprawa się wyjaśniła. „Dla pozostałych członków UE oznacza, że będą musieli zająć się przeprowadzaniem reform, walką z bezrobociem, kwestią sprawiedliwości społecznej i rozwiązaniem problemu migracji” – oświadczył szef PE.

Szef chadeków – największej grupy politycznej w PE, Niemiec Manfred Weber zapewnił o szacunku dla decyzji Brytyjczyków, ale nad nią ubolewał. "Nie będzie specjalnego traktowania. Wyjście oznacza wyjście" – napisał rano na Twitterze podkreślając, że to nie było głosowanie całej Unii, a tylko jednego z 28 państw członkowskich. "Chcemy lepszej i mądrzejszej UE. Musimy ponownie przekonać ludzi do Europy" – dodał Weber.

Eurosceptycy we Francji i Holandii też chcą referendum

Szefowa francuskiego skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen oświadczyła, że chce przeprowadzenia "takiego samego referendum we Francji". "Zwycięstwo wolności! Tak jak domagałam się tego od lat, trzeba teraz przeprowadzić takie samo referendum we Francji i w (innych) krajach UE" – napisała na Twitterze.

Również holenderski deputowany, szef antyunijnej i antyimigranckiej Partii Wolności Geert Wilders wezwał do przeprowadzenia referendum w sprawie dalszego członkostwa swego kraju w UE. „Chcemy odpowiadać za nasz kraj, nasze własne pieniądze, nasze granice i naszą politykę imigracyjną” – oświadczył. Ugrupowanie Wildersa, które w przypadku zwycięstwa w wyborach parlamentarnych obiecuje wyprowadzenie Holandii z – jak to określono – "totalitarnej" Unii Europejskiej, prowadzi w sondażach popularności.

Exit poll: Nie będzie Brexitu?

Pierwszy sondaż po zakończeniu brytyjskiego referendum wskazywał na przegraną zwolenników Brexitu. Według internetowego badania agencji YouGov dla telewizji SkyNews 52 proc. ankietowanych opowiedziało się za pozostaniem w UE, a 48 proc. za wyjściem z unijnych struktur. Frekwencję oszacowano wtedy na ponad 83 proc., czyli miała być nadspodziewanie wysoka.

Po ogłoszeniu wyników tego sondażu wzrosła wartość brytyjskiej waluty: kurs wzrósł do 1,4996 dolara za funta – najwyższy kurs funta w tym roku, wobec 1,4875 wcześniej. Jednak trzy godziny później funt osłabił się do dolara o 3 proc. do poziomu 1,45.

W czwartek wieczorem (23 czerwca) opublikowano również wyniki sondażu firmy IPSOS-Mori przeprowadzonego w środę i czwartek: 54 proc. ankietowanych opowiedziało się w nim za pozostaniem Wielkiej Brytanii w UE, a 46 proc. – za wyjściem ze Wspólnoty.

Tym bardziej szokujące były wyniki podawane po podliczeniu głosów z kolejnych lokali wyborczych. Zaskoczenie wyraża się również poprzez gwałtowny spadek kursu funta do dolara (o 8 proc. w ciągu kilku godzin).

Eurosceptycy zwolennikami Camerona

84 eurosceptycznych parlamentarzystów – dwie trzecie z nich publicznie popierało Brexit – opowiedziało się za tym, by David Cameron nadal był szefem brytyjskiego rządu. W liście, który przesłali premierowi podziękowali mu również za umożliwienie Brytyjczykom wyboru między pozostaniem a odejściem z Unii Europejskiej.

"Dziękujemy za danie Brytyjczykom wyboru swojego przeznaczenia 23 czerwca 2016 roku" – napisali parlamentarzyści, wśród których znalazł się m.in. Boris Johnson, były burmistrz Londynu i lider kampanii na rzecz wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. List pojawił się na jednym z portali społecznościowych tuż po zakończeniu czwartkowego głosowania, a umieścił go tam jeden z sygnatariuszy Robert Syms.

Pytanie referendalne brzmiało: "Czy Wielka Brytania powinna pozostać członkiem Unii Europejskiej, czy wystąpić z Unii Europejskiej?". Prawo do udziału w głosowaniu miało 46 i pół miliona obywateli brytyjskich i państw brytyjskiej Wspólnoty Narodów zamieszkałych na Wyspach.  (bb)