Belgia: Liberałowie świętują 175 lat. Rodzina polityczna Verhofstadta, Michela, Reyndersa jest kuźnią unijnych elit

belgia-michel-Reynders-liberałowie-Verhofstadt-unia-europejska-komisja-europejska-rada-polityka-de-croo-wilmes-walonia-flandria-bruksela

Na zdjęciu były premier Belgii i obecny przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. / Foto via [Parlament Europejski, Philippe Buissin]

Były wieloletni premier a obecnie kojarzony z krytykowania rządu PiS europoseł Guy Verhofstadt, w przeszłości znany także jako „Baby Thatcher”; wunderkind belgijskiej polityki, szef rządu a obecnie przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel oraz odpowiadający za sprawiedliwość i państwo prawa unijny komisarz Didier Reynders. Czołowi politycy UE przynależą do belgijskich liberałów – politycznej rodziny, która właśnie świętuje 175 lat, a obecnie poszukuje nowej tożsamości.

 

2022: Co wydarzy się w światowej i europejskiej polityce?

W minionym właśnie roku 175. urodziny obchodziła jedna z najstarszych na świecie, a najstarsza w Belgii partia liberalna. Jej powstanie zwiastowało początek demokracji parlamentarnej w tym kraju, a dzisiejsze niderlandzko- i francuskojęzyczne ugrupowania są w prostej linii jej sukcesorami.

W ostatnim dwudziestoleciu liberałowie wybory wygrywali tylko sporadycznie, za to zaskakująco często desygnowali premierów Belgii. I to również spośród ich szeregów wywodzą się najważniejsze dziś postaci Unii Europejskiej.

Wszystko było kiedyś utopią, czyli słów kilka o Europejskiej Republice Federalnej

„Reforma Europy to nie tyle wizja, co po prostu ciężka i wspólna praca”.

Historia: Od antyklerykałów do wolnościowców

W pierwszej połowie XIX w. w młodziutkim państwie belgijskim linie podziałów politycznych przebiegały wzdłuż stosunku do Kościoła. Opinie na ten temat pokrywały się z miejscem zamieszkania i pod znacznie większym wpływem kleru pozostawała prowincja aniżeli ośrodki miejskie.

Pierwsze rządy w Brukseli były jednak gabinetami zgody narodowej, zawartej podczas walki o niepodległość od Zjednoczonego Królestwa Niderlandów. Ministrowie rekrutowali się w tym okresie z umiarkowanych katolików i liberałów, czemu przyklaskiwał król Leopold I, który jak tylko mógł ograniczał wpływ parlamentu na władzę wykonawczą.

Układ ten utrzymał się do 1847 r., gdy liberałowie wygrali wybory i po raz pierwszy rząd utworzyli postępowi przedstawiciele tego ugrupowania. Wydarzyło się to rok po Kongresie Liberalnym w Brukseli, ustanawiającym pierwszy w Belgii partyjny organ zarządzający oraz podlegające mu lokalne komitety wyborcze i tym samym dającym liberałom przewagę organizacyjną nad rozproszonymi jeszcze przez kilka następnych dekad katolikami.

175 lat temu belgijscy liberałowie zdecydowanie nie stanowili monolitu. Różniły ich wizje społeczne i ekonomiczne, a jedynym trwałym spoiwem pozostawał antyklerykalizm. Pod hasłami ograniczenia wpływów Kościoła przede wszystkim w oświacie, a także przy postępującej industrializacji i sprzyjającej koniunkturze, partia liberalna rządziła krajem do 1870 r., a później jeszcze w latach 1878-1884. Wprowadzone zaraz na początku kadencji reformy i projekty publiczne spowodowały, że Belgia była jednym z tych europejskich państw, które ominęła burza rewolucji 1848 r.

Na przełomie XIX i XX w., wraz z rozpowszechnieniem praw wyborczych i rosnącą popularnością ruchu robotniczego, liberałowie stracili na znaczeniu. Polityczne karty zaczęli rozdawać katolicy i socjaliści, a  liberałowie stali się „trzecim” kołem u wozu, największe wpływy zachowując wśród brukselskich elit, na tamtejszym uniwersytecie i w lożach wolnomularskich.

Epizodyczny sukces wyborczy przyniósł im rebranding w latach 60. XX w. Partia na rzecz Wolności i Postępu usunęła z nazwy liberalizm, a z programu antyklerykalizm, co pozwoliło jej podebrać głosy mieszczan głosujących na chrześcijańską demokrację – nowe wcielenie partii katolickiej. Od lat 70. wolnościowców i postępowców reprezentowały już trzy odrębne ugrupowania – we Flandrii, Walonii oraz Brukseli. Taką regionalizację przeszły w owym czasie wszystkie belgijskie rodziny polityczne.

Tragiczne studenckie otrzęsiny. Belgia skończy z niebezpieczną tradycją?

Belgijskie uniwersytety próbują rozprawić się z tradycją chrztów studenckich.

Verhofstadt: Prawy do lewego

Wreszcie z końcem lat 70. XX w. na scenie pojawił się liberał, który poprowadził swą partię do największych współczesnych sukcesów, a dziś zna go każdy obserwator polityki europejskiej: Guy Verhofstadt.

Mało kto pamięta, że słynny z oratorskich popisów w Parlamencie Europejskim zwolennik głębokiej integracji w młodości zasłużył na przydomek „Baby Thatcher”. Belgijskie rządy drugiej połowy lat 80. cechował bezkompromisowy neoliberalizm, a jego twarzą był właśnie Verhofstadt, którego partia współtworzyła rządy zaciskania pasa.

W kolejnej dekadzie, już w opozycji, niderlandzkojęzyczna Partia na rzecz Wolności i Postępu przechrzciła się na Flamandzkich Liberałów i Demokratów (Vlaamse Liberalen en Democraten, VLD, a później OpenVLD), a w 2002 r. ich francuskojęzyczny odpowiednik – na Ruch Reformatorski (Mouvement Reformateur, MR).

Liberałowie profilowali się teraz na ruch obywatelski, anty-establishmentowy, zgarniający przede wszystkim elektorat na prawo od centrum. Patologie toczące belgijski wymiar sprawiedliwości i skandale w resortach siłowych działały na ich korzyść. Po wyborach 1999 r. liberalna rodzina polityczna została największą w Belgii i tworzyła rządy, na czele których Guy Verhofstadt stał do 2008 r.

W koalicji z socjalistami i Zielonymi liberałowie zawrócili w stronę centrum. Prawe skrzydło partii zbuntowało się, gdy rząd uchwalał przepisy proimigracyjne, w tym możliwość głosowania cudzoziemców w wyborach samorządowych. Po konserwatywno-liberalnej stronie flamandzkiej sceny politycznej zaczął się wtedy rozpychać Nowy Sojusz Flamandzki (N-VA), dziś największe ugrupowanie północnej Belgii.

Belgia: Koniec strajku głodowego nielegalnych imigrantów. Niektórzy protestujący zaszyli sobie usta

Sprawa podzieliła partie wchodzące w skład rządzącej Belgią koalicji.

Michel: Kamikadze z ambicjami

Guy Verhofstadt przeniósł się do Parlamentu Europejskiego, ale liberałowie trwali w kolejnych rządach federalnych. Od 2014 r. znów desygnują premierów. Historycznej koalicji z chadekami oraz Nowym Sojuszem Flamandzkim przewodził lider MR, jedynej w tym momencie francuskojęzycznej partii rządowej, Charles Michel.

Wunderkind belgijskiej polityki mandat poselski uzyskał w wieku niespełna 24 lat, a na premiera kraju został zaprzysiężony przed czterdziestką.

Gabinet zwany „koalicją kamikadze” nie wytrwał do końca kadencji i znów na przeszkodzie stanęły kwestie polityki imigracyjnej. Wcześniej Michel, porównywany do Emanuela Macrona, przeprowadził niepopularne reformy budżetowe, usiłował zrównoważyć finanse publiczne i podwyższył wiek emerytalny.

Podczas przeciągających się nowych rozmów koalicyjnych, jesienią 2019 r. przeniósł się z gabinetu premiera Belgii do mieszczącego się kilometr dalej na tej samej ulicy „Kosmicznego Jaja”, czyli siedziby przewodniczącego Rady Europejskiej.

Michela wybrano na to stanowisko jako najmłodszego w historii. Wtajemniczeni twierdzą, że następnym celem Belga o nieposkromionej ambicji jest funkcja sekretarza generalnego ONZ.

Charles Michel po unijnym szczycie: „Potrzebujemy niezależnej Unii Europejskiej”

Przewodniczący Rady Europejskiej stwierdził, że „UE musi rozwijać swoje zdolności do samodzielnego działania”.

Reynders: Komisarz z klanu

Nie mniejsze aspiracje długo wykazywał długoletni partner i równocześnie rywal Michela w łonie walońskich liberałów, Didier Reynders.

Były przewodniczący Mouvement Reformateur od 1999 r. nieprzerwanie dzierżył federalne teki ministerialne, aż do nominacji na komisarza Unii Europejskiej w 2019 r.

Wiele wskazuje na to, że urząd ten będzie ukoronowaniem kariery Reyndersa. Po wysunięciu jego kandydatury do struktur unijnych, w Belgii wypłynęły posądzenia o łapówkarstwo i pranie brudnych pieniędzy przy prywatyzacji gruntów należących do belgijskich kolei.

Wydana w kwietniu 2021 r. książka „Klan Reynders” rzuca silne oskarżenia pod adresem najbliższych współpracowników obecnego komisarza UE nota bene s.. sprawiedliwości i państwa prawa.

Jak dotąd brukselski sąd oddala sprawę z braku dowodów.

Unijny komisarz Didier Reynders apeluje w Polsce o wdrażanie decyzji TSUE. "To wszystko, o co prosimy rząd"

Komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders wezwał polskie władze do wdrożenia decyzji TSUE ws. zakończenia procedur dyscyplinarnych przeciwko sędziom.

Wilmès: Od spraw bieżących i kryzysowych

Nic więc dziwnego, że to Charles Michel miał najwięcej do powiedzenia przy wyznaczaniu następczyni na stanowisko szefa odchodzącego i resztkowego rządu w 2019 r. Namaścił Sofie Wilmès, swą zaufaną ministrę budżetu, kompletnie anonimową dla większości wyborców.

W momencie obejmowania stanowiska – jako pierwsza kobieta premier Belgii – przewodziła gabinetowi, w którego skład wchodziły partie opierające się na raptem 38 ze 150 mandatów w federalnym parlamencie.

Pół roku później sama dysponowała nominalnie najsilniejszym od dziesięcioleci mandatem do kierowania krajem. Jej rząd „do spraw bieżących” nie tylko otrzymał parlamentarne wotum zaufania, ale i specjalne uprawnienia na czas kryzysu pandemicznego.

Z nadzwyczajnej władzy Wilmès korzystała w ścisłym porozumieniu z ekspertami i przedstawicielami władz regionalnych. Niechętnie występowała przed szereg.

Mimo dyskretnego i wyważonego zarządzania kryzysem, w pamięć zapadła jej wizyta w jednym z brukselskich szpitali w najcięższym dla Belgii okresie pandemii wiosną 2020 r. Pracownicy placówki utworzyli szpaler powitalny dla pani premier, ale odwrócili się od niej plecami na znak protestu przeciw niedofinansowaniu służby zdrowia.

Inny medialny obrazek z jej udziałem to lato zeszłego roku, gdy Sofie Wilmès już jako minister spraw zagranicznych w aktualnym rządzie ubłocona pomaga porządkować spustoszone przez powódź miasteczko w Walonii.

Belgia: Krok w tył w luzowaniu społecznych restrykcji / STOLICE

Codzienny briefing z europejskich stolic – 28 lipca.

De Croo: Pragmatyczny komunikator

Dzisiaj Sofie Wilmès otwiera rankingi politycznej popularności we francuskojęzycznej części Belgii. We Flandrii na prowadzeniu znajduje się Alexander De Croo z OpenVLD – od października 2020 r. premier w większościowym, choć skupiającym aż siedem partii rządzie.

Trudne koalicje to belgijska specjalność, ale jak dotąd De Croo udaje się spajanie i koordynowanie skomplikowanej struktury interesów.

Pragmatyczny jak Verhofstadt i zdeterminowany niczym Michel, kolejny premier-liberał umiejętnie komunikuje wahadłową politykę pandemicznych obostrzeń i wycisza spory wewnątrz koalicji.

Pozycją De Croo nie zachwiał nawet mini-skandal sprzed dwóch lat, gdy jeszcze w randze ministra czynił smsowe awanse do włoskiej gwiazdki porno.

Belgia ma nowego premiera. Kim jest Alexander De Croo?

Zaprzysiężenie nowego rządu ma miejsce po prawie 16 miesiącach od rozpadu poprzedniej koalicji.

Dynastia: Liberalna specjalność

W skład obecnego rządu federalnego wchodzą z ramienia partii liberalnych oprócz premiera oraz Sofie Wilmès (MSZ) jeszcze Vincent Van Quickenborne (minister sprawiedliwości, OpenVLD), David Clarinval (przedsiębiorczość i rolnictwo, MR) a także dwóch przedstawicieli w randze sekretarza stanu.

Jednym z nich jest Mathieu Michel, młodszy brat Charlesa. Nie ma drugiej partii, w której dynastyczność byłaby aż tak widoczna. Bracia Michel to synowie Louisa, byłego ministra i komisarza UE.

Sam Alexander De Croo jest potomkiem Hermana, wieloletniego parlamentarzysty oraz ministra. Pierwsze kroki w polityce, na razie lokalnej, stawia natomiast Louis Verhofstadt, syn Guya.

Program: Elastyczność i pogoda dla bogaczy

Na ile dzisiejsze pokolenie liberałów kontynuuje linię swych protoplastów? Program OpenVLD wypełniony jest stereotypowymi hasłami o uelastycznieniu rynku pracy, rozbudowie „flexi jobs” z gastronomii i handlu na inne sektory, czy obniżaniu podatków.

Flamandzcy liberałowie obstają przy wydłużaniu wieku emerytalnego oraz przy zamknięciu elektrowni jądrowych. W kwestii migracji podają przykład Kanady, mówią o prawie do azylu, ale i przestrzegają przed „naiwnością”.

W polityce zagranicznej są zatwardziałymi Europejczykami, postulują zacieśnienie federacji na wszystkich polach i zniesienie zasady jednomyślności.

Program Mouvement Reformateur dodaje do tego zdanie o unii „różnych kręgów”, czyli „różnych prędkości”.

Z punktów, które wyróżniają frankofońską partię na tle jej politycznej siostry z północy można wymienić odchudzenie rządu i parlamentu oraz bardzo wyraźnie deklarowane zaangażowanie na rzecz „tych, którzy przykładają się do dobrobytu: klasy średniej, przedsiębiorców, inwestorów”.

Jak Czarny Piotruś stał się czarną owcą, czyli awantura o mikołajki w Beneluksie

W Holandii oraz Belgii od lat toczy się spór o pomocnika Świętego Mikołaja, który z Czarnego Piotrusia staje się właśnie Piotrusiem Umorusanym Sadzą.

Elektorat: Nie wierzymy optymistom

Co na to elektorat? Śledząc dekady (współ)rządów, wyborcy powinni wyrobić sobie dobry ogląd na możliwości i wiarygodność liberałów.

W książce „DNA Flandrii”, obszernym badaniu wartości z 2019 r. ankietowani Flamandowie uplasowali OpenVLD w ćwiartce „indywidualistycznych optymistów”. Skojarzyli partię z pozytywnym nastawieniem i, przynajmniej w sferze postulatów, działającą gospodarką.

Znacznie gorzej – bo najgorzej ze wszystkich ugrupowań Flandrii – wypada OpenVLD na skali uczciwości.

Dla porównania, na szczycie tego ostatniego rankingu znajduje się silnie lewicowa PVDA, jedna z nielicznych partii, która dotąd nie uczestniczyła w rządach ani na szczeblu centralnym, ani regionalnym.

2021: Aferałowie i spór o atom

Trudno zatem oczekiwać, by w najbliższym czasie spełnił się cel zakładany przez liderów obu partii liberalnych podczas imprezy urodzinowej, czyli przeskoczenie w sondażach największej rodziny socjalistycznej (która w dodatku nie obejmuje rosnącej w siłę lewicy z PVDA/PTB).

Popularność Alexandra De Croo zdecydowanie nie przekłada się na wynik OpenVLD, dzisiaj oscylujący wokół 10 proc. Z drugiej strony MR od lat może liczyć na stabilne, co najmniej 20-procentowe poparcie w Walonii.

Za OpenVLD już od początku 2021 r. ciągnie się sprawa Sihame El Kaouakibi, deputowanej do regionalnego parlamentu, która sprzeniewierzyła kilkaset tysięcy euro publicznych dotacji, a następnie miesiącami nie zjawiała się na posiedzeniach parlamentu, nadal pobierając poselską dietę. Mimo że już wyrzucona z partii, El Kaouakibi pozostaje dla wyborców fatalnym skojarzeniem z liberałami i polityką w ogóle.

Tematem, którym Belgia żyje w ostatnich tygodniach jest zaś zamknięcie elektrowni jądrowych. Decyzję tę podjął rząd Guya Verhofstadta blisko 20 lat temu, jednak ostateczne jej wykonanie kilkukrotnie już odwlekano.

W zeszłym roku podczas wyborów na przewodniczącego OpenVLD Egbert Lachaert obiecywał kolejne odroczenie. W międzyczasie zmienił zdanie i poparł projekt koalicjanta – Zielonych, który przewiduje zamknięcie elektrowni w 2025 r.

Dokładnie odwrotnie przedstawia się stanowisko przewodniczącego MR Georgesa Louisa Bouchez. W kontrze do swych partyjnych poprzedników, którzy przygotowywali reformę energetyczną, jest on przeciwny odejściu od atomu, w każdym razie w przewidzianym wyżej terminie. Tak wyraźna różnica zdań to wyzwanie i dla rządu, i dla siostrzanych partii.

Belgia kończy dziś 190 (191) lat. Dwusetnych urodzin może nie doczekać

Przez ponad 190 lat od powstania państwa Belgowie musieli ćwiczyć się w trudnej sztuce kompromisu.

Bouchez: Popularność hiperprzewodniczącego

Dostarczanie takich wyzwań to znak rozpoznawczy Bouchez. Zawiadujący MR od 2019 r., dziś 35-latek nie stroni od konfrontacji i uwielbia być w centrum uwagi.

Wszechobecny w mediach społecznościowych i tradycyjnych otrzymał już przydomki zarówno „hiperprzewodniczącego”, jak i „ostatniego prawdziwego liberała”. Dbający o wizerunek obrońcy klasy średniej formułuje też dość populistyczne bonmoty jak np. „Polityka nie jest aż tak trudna. Chodzi w niej o najwyżej 15 powracających tematów. Nie trzeba tu budować rakiety.”

Wyrazisty styl przysparza mu sympatii po obu stronach językowej granicy. Jak mało który francuskojęzyczny polityk, Georges Louis Bouchez otrzymuje solidny i zazwyczaj pozytywny coverage w centroprawicowych mediach flamandzkich.

Udowadnia w nich, że w Belgii ważniejszy jest podział na prawicę i lewicę niż na Flamandów i Walonów. Równocześnie jednak podkopuje autorytet i rządu i partyjnych kolegów, rzadko konsultując z nimi wypowiedzi i kolejne posunięcia.

Zupełnie nie wypaliła próba ustawienia go do pionu – wewnątrzpartyjna rada miała sprawować nadzór nad hiperaktywnością Bouchez, ale on nie tylko kontroli się nie poddał, lecz w międzyczasie umocnił swoją pozycję w partyjnych dołach i w pełni uniezależnił się od liberalnych baronów.

Kemping w kościele, czyli sekularyzacja w Belgii

Od kilku lat Belgia otwiera zaś zestawienia państw, w których najlepiej mieszka się ateistom i wolnomyślicielom.

Liberałowie: Podzieleni i długowieczni

Całkiem niedawno MR groził wyjściem z koalicji rządzącej Regionem Walońskim, a jeszcze ciekawiej przedstawia się sytuacja w Regionie Stołecznym Brukseli, gdzie MR znajduje się w opozycji, zaś OpenVLD współrządzi.

To wyjątek na tle innych politycznych rodzin – socjaliści i Zieloni z obu grup językowych solidarnie tworzą koalicje. Jedną z nośnych medialnie kwestii dzielących liberałów jest obecność muzułmańskich kobiecych nakryć głowy w państwowych placówkach i przedsiębiorstwach.

Jak u swego zarania, belgijscy liberałowie muszą stawiać czoła zarówno konkurencji z zewnątrz, jak i wewnętrznym podziałom. Niezmiernie trudno było im na przestrzeni lat stworzyć wizerunek jednej skonsolidowanej drużyny.

Zbudowana na kanwie anachronicznego już dziś w Belgii podziału Kościół-państwo partia liberalna z pewnością wyewoluowała, ale od pewnego czasu trwa w poszukiwaniu nowej tożsamości.

Z drugiej strony to jednak fascynujące, że tak niejednorodne i często wręcz skłócone ugrupowanie przetrwało na dynamicznej politycznej scenie Belgii już 175 lat.

Belgijska prowincja eksperymentuje z demokracją. Czy wynajdzie antidotum na populizm?

W Belgii znaleziono rozwiązanie, które ocali demokrację?