Czy pieniądze zostały połączone z praworządnością w budżecie UE?

Polska w obliczu recesji, Opracowanie: EURACTIV.pl

Polska w obliczu recesji, Opracowanie: EURACTIV.pl

Przedstawiciele Polski i Węgier twierdzą, że wypłata pieniędzy z kolejnego siedmioletniego budżetu nie będą powiązana z przestrzeganiem praworządności. Czy rzeczywiście tak jest?

 

Kwestia powiązania unijnych pieniędzy z przestrzeganiem zasad praworządności przewija się w pomysłach europejskich polityków już od dłuższego czasu. W trakcie swojej prezydencji w II połowie 2019 r. Finlandia zapowiadała, że będzie dążyć do takiego rozwiązania. Inne państwa, które otwarcie mówiły o potrzebie uregulowania kwestii praworządności i unijnego budżetu, to m.in Francja i Niemcy. W trakcie samego szczytu najgłośniej mówili zaś o tym premierzy krajów Beneluksu – Belgii, Holandii oraz Luksemburga.

Spór o zapisy

„Zapisy o praworządności zostały wzmocnione. Jest bardzo jasne zobowiązanie do ochrony rządów prawa. W przypadku naruszenia zgłosi je Komisja i decyzja zostanie podjęta w głosowaniu większością kwalifikowaną” – stwierdziła Ursula von der Leyen bezpośredni po szczycie. Tym samym wystąpiła przeciwko interpretacji konkluzji ze szczytu, którą zaproponowali wspólnie premier Mateusz Morawiecki i premier Węgier Viktor Orban.

W ostatecznie przyjętych konkluzjach znalazły się dwa zapisy, które odnoszą się do kwestii praworządności. Chodzi o punkty 22. i 23. z wyszczególniającego wszystkie zatwierdzone przez przywódców zasady aneksu do głównych konkluzji.

Pierwszy z tych zapisów mówi o tym, że „interesy finansowe Unii są chronione zgodnie z ogólnymi zasadami zawartymi w unijnych traktatach, a w szczególności zgodnie z wartościami zapisanymi w art. 2. Traktatu o Unii Europejskiej”.

Powyższy punkt konkluzji ze szczytu mówi też, że „Rada Europejska podkreśla znaczenie ochrony interesów finansowych Unii” oraz „znaczenie poszanowania praworządności”. Obie te kwestie w konkluzjach wymieniono więc jako równe sobie.

Punkt 23. konkluzji rozszerza zaś to, co zawarto w punkcie 22. „Na tej podstawie zostanie wprowadzony system warunkowości w celu ochrony budżetu i instrumentu Next Generation EU. W tym kontekście Komisja Europejska zaproponuje środki w przypadku naruszeń przyjmowane przez Radę większością kwalifikowaną. Rada Europejska szybko powróci do tej kwestii”.

Zapis ów nieco w porównaniu z wersją kompromisu sprzed szczytu skrócono, ale pozostało jego sedno, czyli możliwość odebrania funduszy za łamanie praworządności oraz pozostawienie tej decyzji Radzie Europejskiej.

O co toczy się spór?

Spory budzi to, w jaki sposób Rada Europejska decydowałaby w tej konkretnej kwestii. Czy wspomnianą przez Ursulę von der Leyen większością kwalifikowaną, czy na drodze konsensusu (jak to musi być np. w sprawie budżetu czy sankcji na kraje trzecie). Ten drugi sposób daje możliwość postawienia weta przez jedno tylko państwo członkowskie.

Na to liczą Polską i Węgry, które mogłyby w ten sposób wzajemnie się wspierać, blokując solidarnie decyzje w swoich sprawach, nawet gdyby kraj, którego dotyczy dany przypadek naruszenia praworządności sam nie mógł głosować w swojej sprawie.

Ostateczny zapis ze szczytu dotyczący praworządności został więc rozmyty, zaś Warszawa może liczyć na to, że ewentualny mechanizm sankcyjny okaże się nieskuteczny. Zawsze bowiem może znaleźć się państwo, które ostateczną decyzję w tej sprawie zablokuje. Nie oznacza to jednak, że praworządność nie została powiązana z funduszami z UE.

To powiązanie jest bowiem zupełnie bezpośrednie i jasno zapisane w konkluzjach ze spotkania przywódców państw członkowskich w Brukseli.

Polska liczy więc na to, że uzgodniony na szczycie zapis odnoszący się do praworządności pozostanie nieskuteczny, ponieważ nie będzie wystarczającej woli politycznej, aby zapisy ze szczytu wdrożyć w życie.