Rzetelne dziennikarstwo jest najlepszą szczepionką przeciw dezinformacji [WYWIAD]

wolnosc-mediow-prasa-dezinformacja-fake-news-pandemia-koronawirus-kryzys-dziennikarstwo-reporterzy-bez-granic

Tak samo jak inne państwa Unii Europejskiej, Włochy zanotowały wzrost popularności nieprawdziwych treści dotyczących m.in. sieci 5G lub szczepień przeciwko COVID-19. [Canva]

„Kryzys związany z koronawirusem jest najlepszym dowodem na to, jak ważne są rzetelne dziennikarstwo i wiarygodne informacje. Nie istnieją one bez wolnych mediów”, mówi Pavol Szalai z Reporterów bez Granic.

 

Wywiad z Pavolem Szalai dostępny jest także w formie podcastu w serwisach SpotifySoundcloudApple Podcasts, oraz Google Podcasts.

 

Aleksandra Kuśnierkiewicz, EURACTIV.pl: Zgodnie z tegorocznym raportem Reporterów Bez Granic (RSF), stan wolności prasy pogarsza się na całym świecie. Ten negatywny trend z krajów, gdzie swobody obywatelskie są ograniczane, zaczął pojawiać się też w krajach wolnych, również w Europie. W jaki sposób łączy się to ze stanem demokracji w tych państwach?

Pavol Szalai: Niestety wiele państw wykorzystało pandemię COVID-19 jako usprawiedliwienie do ograniczania wolności mediów. Rządy w 130 na 180 państw, które zbadaliśmy, częściowo lub całkowicie ograniczyły możliwość raportowania, a to w zasadzie kwestia życia i śmierci. 

Kryzys związany z koronawirusem jest najlepszym dowodem na to, jak ważne jest dla nas rzetelne dziennikarstwo i wiarygodne informacje. W kwestii wirusa czy szczepionek mamy styczność z masową dezinformacją. W takiej sytuacji potrzebujemy rzetelnych informacji, które nie istnieją bez wolnych mediów. 

Jako Reporterzy Bez Granic wierzymy, że rzetelne dziennikarstwo jest najlepszą szczepionką przeciw dezinformacji. Niestety w trakcie pandemii trzy czwarte światowej populacji ucierpiało na skutek ograniczenia wolności prasy. 

Podkreśla Pan, że pandemia znacznie wpłynęła na światową wolność prasy. Czy obecnie obserwujemy te same techniki zwalczania wolnych mediów, jakie znaliśmy z przeszłości, czy może pojawiły się inne, dostosowane do nowej rzeczywistości? Czym różnią się sposoby walki z wolnymi mediami w Europie w porównaniu z resztą świata?   

Myślę, że metody ograniczania wolności prasy stały się bardziej wyrafinowane. Na przykład w Rosji niezależni dziennikarze podkreślali, że liczba zakażonych SARS-CoV-2 jest znacznie wyższa, niż podawały władze w Moskwie. Po pewnym czasie przyznano im rację. 

W Egipcie jedynie oficjalne informacje na temat koronawirusa, podawane przez Ministerstwo Zdrowia, mogą być rozpowszechniane. W Chinach do tej pory wyroki odsiadują osoby, które ostrzegały przed wirusem i informowały na jego temat w niezależnych mediach. 

Metody walki z wolnymi mediami stale się rozwijają, a pandemia COVID-19 stała się usprawiedliwieniem dla ograniczania praworządności czy demokracji. Niestety, spośród 130 państw, które ograniczyły wolność mediów w trakcie pandemii, znajdziemy również państwa europejskie, np. Polskę, Węgry i Bułgarię.

Węgry stały się anty-modelem wolności prasy w Europie, który staje się wzorem dla innych państw, na przykład Polski, czy Słowenii. Niestety Unia Europejska nie daje sobie rady z ochroną tej fundamentalnej wartości na Węgrzech, czy w innych krajach.

Rządy wykorzystują COVID-19 jako usprawiedliwienie dla ograniczenia wolności prasy?

Tak. Węgry są tego najlepszym przykładem. Dostęp do szpitali jest obecnie utrudniony lub niemożliwy dla niezależnych dziennikarzy, więc nie mogą oni stamtąd raportować. Niedawno 30 agencji medialnych ubiegało się o rządowe pozwolenie na informowanie na temat kryzysu, ale premier Viktor Orban odmówił twierdząc, że będą rozpowszechniać fake newsy. 

Na Węgrzech to bardzo poważne oskarżenie, z uwagi na wprowadzoną w zeszłym roku ustawę, zgodnie z którą rozpowszechnianie fake newsów jest karalne. Uważamy, że miało to mrożący efekt na dziennikarzy próbujących informować społeczeństwo na temat pandemii koronawirusa oraz na ich źródła, którymi są lekarze czy pielęgniarki.

Co jest najbardziej niepokojące w ograniczaniu wolności mediów, nie tylko na Węgrzech, ale ogólnie w tej części świata?

Na Węgrzech dziennikarze nie są fizycznie atakowani, lub więzieni. Metody reżimu Orbana są bardziej wyszukane. Wymusza się na dziennikarzach autocenzurę czy wprowadza zmiany legislacyjne, utrudniające im prowadzenie dziennikarskich śledztw. Najbardziej oczywiste przypadki naruszeń wolności słowa na Węgrzech w ostatnich latach to sprawa portalu Index.hu oraz niezależnego radia Klubrádió w Budapeszcie. 

Kontrolę nad portalem index.hu przejęli prorządowi oligarchowie, co spowodowało odejście większości dziennikarzy. W drugiej sprawie Rada Mediów została wykorzystana przez rząd do uciszenia stacji Klubrádió, poprzez zakaz dalszego nadawania, pod banalnym, administracyjnym pretekstem. 

W obu tych sprawach UE nie zwróciła uwagi na naruszenia wolności mediów ani nawet nie potępiła tych działań.

W przeciwieństwie do węgierskich, polskie prywatne media nie zostały jeszcze przejęte przez rząd. Pozostają więc głównym celem ataków z jego strony, a dotyczy to w szczególności tych mediów, które mają zagranicznych właścicieli. Dlaczego po tym, jak telewizja publiczna, nie tylko została tubą propagandową rządu, ale stała się też narzędziem komunikacyjnym obecnego prezydenta w kampanii wyborczej, po tym jak spółka Orlen przejęła większość lokalnych i regionalnych mediów, czy po atakach na dziennikarzy, pozycja Polski w tegorocznym Indeksie Wolności Prasy RSF spadła zaledwie o 2 miejsca, z 62. na 64.?

Obecna pozycja Polski we Indeksie Wolności Prasy jest zła, a 64. miejsce jest gorsze od sąsiednich Czech czy Słowacji. Problemy mediów publicznych w Polsce są bardzo poważne, co mogliśmy zobaczyć w trakcie kampanii prezydenckiej, kiedy zabrakło im niezależności. 

Mogliśmy też zaobserwować przypadki cenzury w radiu publicznym. Rządowy projekt repolonizacji mediów jest zdecydowanie działaniem wymierzonym przeciwko prywatnym mediom i do złudzenia przypomina model węgierski. 

Sprzeciwialiśmy się jego wdrożeniu w życie. Pomimo tego, że ustawa o repolonizacji nie została przyjęta, widzimy, że jest ona realizowana bocznymi drogami, metodami fiskalnymi – ustanowienia specjalnego podatku od mediów, który jest dokładnie tym samym, co zostało wprowadzone na Węgrzech wiele lat temu – i komercyjnymi poprzez akwizycję spółek medialnych, jak ma to miejsce w przypadku Orlenu i przejęcia Polska Press.

To również działanie zbliżone do modelu węgierskiego, gdzie rząd nie kontroluje prywatnych mediów bezpośrednio, a przez pośredników, przychylnych biznesmenów, którzy w jego imieniu zajmują się „brudną robotą”. 

Z pozoru wszystko jest legalne i przypomina działania wolnego rynku. W rzeczywistości jest jednak sprzeczne z ideą wolności prasy. Ograniczanie wolności mediów, rozpoczęte już jakiś czas temu, jest kontynuowane i tym samym pozycja Polski w rankingu ulega pogorszeniu. To bardzo słaba pozycja, jak na kraj członkowski UE. 

Myśli Pan, że protesty, krytyka polskich władz przez media, ekspertów, UE czy Stany Zjednoczone, zmuszą rząd do wycofania się z dalszego osłabiania wolnych mediów? Czego możemy się spodziewać? 

Polski rząd nie zakończył swojej wojny z prywatnymi mediami, a po prostu zmienił taktykę. Presja organizacji międzynarodowych jest bardzo ważna i jej wywieranie będzie kontynuowane w kwestii Polski. Dalej będziemy zwracać się z tym do instytucji europejskich. 

Warto jednak zauważyć, że same polskie media aktywnie sprzeciwiały się podatkowi od mediów, włączając w to media wykupione przez Orlen.

Oczywiście, są też inne instytucje, które mogą powstrzymywać rząd przed ograniczeniem wolności mediów. Może to robić Senat, w którym partia rządząca nie ma większości, czy Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar mimo że jego dni w roli RPO są już policzone.

Europejczycy zarzucają Unii Europejskiej, że jej działania w kwestii sytuacji na Węgrzech są niewystarczające. Myśli Pan, że instytucje unijne mogłyby zrobić coś więcej, aby poprawić stan wolności prasy w krajach członkowskich takich jak Węgry, czy Polska?

Myślę, że UE powinna zrobić wszystko co w jej mocy, aby zapobiec działaniom rządu, który w tak wyrachowany i rozległy sposób niszczy wolność prasy. Komisja Europejska powinna kontrolować niezależność instytucji regulacyjnych, takich jak Rada Mediów na Węgrzech. 

UE powinna podjąć kroki w celu zakazania tzw. „SLAPPS” – procedur, mających na celu tłumienie krytyków poprzez groźbę obarczenia ich wysokimi kosztami sądowymi. Takie procedury są bardzo powszechne w Polsce, czy w Bułgarii. Ich ofiarą padła chociażby “Gazeta Wyborcza”, a miały one na celu wykończenie dziennikarzy finansowo i psychicznie.

Ważne dla UE jest również uregulowanie mediów społecznościowych. Nie dlatego, że powinniśmy regulować wszystko, ale dlatego, że social media nie mają obowiązku zakazu  rozpowszechniania nierzetelnych informacji, które często stają się bardzo popularne wśród internautów. Tak długo, jak nie mają takiego obowiązku, będzie to stanowić zagrożenie dla debaty publicznej i dla naszego życia, np. podczas pandemii.

Doceniamy ostatnią propozycję Komisji Europejskiej w postaci Aktu o usługach cyfrowych, ale uważamy, że może być ona ulepszona, poprzez uwzględnienie obowiązku rozpowszechniania prawdziwych informacji. Jeśli nie zostanie on uwzględniony, a przepisy nie będą wystarczająco skuteczne, doprowadzi to do sytuacji, w której rządy państw członkowskich same zaczną regulować te kwestie. 

W przypadku rządów o autorytarnych tendencjach istnieje ryzyko, że ich regulacje będą wymierzone w wolność słowa w mediach społecznościowych. Polski rząd już ogłosił, że byłby skłonny wprowadzić tego typu regulacje. 

KE zaproponowała wprowadzenie Aktu Wolności Mediów, co bardzo doceniamy, ale oczekujemy na szczegóły. To bardzo ważne, by Bruksela w końcu podjęła działania w kierunku ochrony jednej ze swoich podstawowych wartości, jaką jest wolność prasy oraz praw Europejczyków w Polsce, na Węgrzech oraz w innych krajach

A jak jest na Bałkanach? Z jakimi wyzwaniami mierzy się Czarnogóra, Serbia, czy Bośnia i Hercegowina w kwestii wolności prasy? Mówi się, że atmosfera zastraszania i nadużyć jest codziennością dla tamtejszych dziennikarzy.

W przeciwieństwie do Europy Środkowej, na Bałkanach wobec dziennikarzy stosuje się przemoc fizyczną. Do takich ataków dochodzi często, a władze równie często nie skazują sprawców. Czasami kara dotyka samych dziennikarzy. Problem ten dotyczy wszystkich wymienionych państw.

W Serbii wciąż nie wyjaśniono morderstwa dziennikarza w 1999 r. Sprawców oczywiście nie ukarano. W Czarnogórze dziennikarz Jovo Martinovic odpowiada przed sądem za przemyt narkotyków, ale według nas jest to oskarżenie czysto polityczne. Czarnogóra, która zajmuje przedostatnią pozycję w indeksie RSF w regionie Bałkanów, nie może jednocześnie starać się o członkostwo w Unii i sądzić Martinovica. 

W Bośni, która jest krajem tranzytowym dla migrantów, władze nie podjęły wystarczających środków, aby chronić dziennikarzy, którzy zajmowali się tym ważnym tematem. Dziennikarka Vanja Stokić otrzymywała pogróżki w mediach społecznościowych – grożono jej śmiercią. Sprawcy za to nie odpowiedzieli, a ona nadal jest zastraszana w social mediach.

Sytuacja na Bałkanach jest bardzo trudna. Przed tym regionem jeszcze wiele pracy w kwestii ochrony praw dziennikarzy czy mediów publicznych, zanim będą gotowe dołączyć do UE.

[Redakcja Paulina Borowska]

 

„Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach programu dotacji Parlamentu Europejskiego w dziedzinie komunikacji. Parlament Europejski nie uczestniczył w przygotowaniu materiałów; podane informacje nie są dla niego wiążące i nie ponosi on żadnej odpowiedzialności za informacje i stanowiska wyrażone w ramach projektu, za które zgodnie z mającymi zastosowanie przepisami odpowiedzialni są wyłącznie autorzy, osoby udzielające wywiadów, wydawcy lub nadawcy programu. Parlament Europejski nie może być również pociągany do odpowiedzialności za pośrednie lub bezpośrednie szkody mogące wynikać z realizacji projektu”.