Věra Jourová: Rządy nie mogą oczekiwać, że media będą na ich usługach [WYWIAD]

Věra Jourová, KE, Komisja Europejska

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej ds. wartości i przejrzystości Věra Jourová / Zdjęcie: Unia Europejska, European Council and Council of the European Union Newsroom, https://newsroom.consilium.europa.eu/

„Tendencje, jakie obserwujemy w europejskim sektorze medialnym, są co najmniej niepokojące. Słyszymy o wywieraniu na media i dziennikarzy presji ekonomicznej i politycznej, groźbach, a nawet sporach sądowych”, podkreśla wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej ds. wartości i przejrzystości Věra Jourová w rozmowie z Samuelem Stoltonem z EURACTIV.com.

 

 

Samuel Stolton, EURACTIV.com: Zacznijmy od najnowszych działań Komisji w obszarze polityki medialnej. W grudniu ubiegłego roku Unia podjęła szereg kroków na rzecz wzmocnienia demokracji i wolności mediów. Przyjęto też tzw. akt o usługach cyfrowych (Digital Services Act) i akt o rynkach cyfrowych (Digital Markets Act).

W jaki sposób UE zamierza uregulować sferę informacyjną, by stworzyć środowisko sprzyjające grupom medialnym i ułatwiające wdrażanie innowacji?

Věra Jourová: Rewolucja cyfrowa ma dziś wpływ na wszystkie sfery naszego życia. Oczywiście przyczyniła się ona także do zmian w branży medialnej, choć moim zdaniem niekoniecznie były to zmiany na lepsze.

Weźmy na przykład platformy o globalnym zasięgu, jak Google. Ich rozwój w UE może doprowadzić do tego, że będą miały one dużo większe przychody z reklam niż media tradycyjne.

Jeszcze przed pandemią obserwowaliśmy ekonomiczne osłabienie się mediów w Europie, co może skutkować większą podatnością na rosnącą presję polityczną. Tendencje, jakie widzimy w ostatnich latach w europejskiej branży dziennikarskiej, są co najmniej niepokojące. Słyszymy o przypadkach wywierania na media i dziennikarzy presji ekonomicznej i politycznej, o groźbach, a czasem nawet o sporach sądowych.

Jeśli chodzi o wsparcie dziennikarzy, przynajmniej w problemach natury ekonomicznej, mamy dyrektywę o prawach autorskich, jak też wspomniane już akty prawne, ale trzeba zrobić o wiele więcej.

Czasami zastanawiam się, dlaczego kwestia mediów jest dzisiaj tak szeroko dyskutowana. Czy to tylko moje wrażenie, wynikające z tego, że jestem pierwszym w historii unijnym komisarzem, którego portfolio obejmuje konkretnie media, czy chodzi o to, że sytuacja w ostatnich latach rzeczywiście znacząco się pogorszyła? Wydaje mi się, że to drugie.

Wspomniała pani o dyrektywie o prawach autorskich. Jak ważna jest dla zrównoważonego krajobrazu medialnego w UE transpozycja tej dyrektywy do systemów prawnych państw członkowskich i na ile można być pewnym, że nowe przepisy pozwolą europejskim mediom skutecznie negocjować z globalnymi platformami w kwestii opłat?

Musimy nalegać na pełne i właściwe wdrożenie przepisów – tym bardziej, że wokół tego tematu miały miejsce pewne spory. Dotyczyły one sprawiedliwości ekonomicznej, rozumianej jako prosta zasada, że dziennikarze powinni otrzymywać sprawiedliwą płacę za swoją pracę. Inaczej mamy do czynienia z kradzieżą pracy.

Stoi za tym bardzo silny moralny imperatyw. Stąd nasz nacisk na wdrażanie przez państwa członkowskie dyrektywy o prawach autorskich.

Będziemy śledzić, w jaki sposób media negocjują z wielkimi platformami. Zależy nam na osiągnięciu zrównoważonego systemu. Pierwsza reakcja Facebooka na kroki podjęte przez Australię przypomniała nam o tym, czego chcemy uniknąć w Europie.

W ostatnich latach w Europie byliśmy świadkami licznych przypadków przejęcia mediów, fuzji medialnych czy wykupu mediów przez spółki skarbu państwa, szczególnie w państwach Europy Środkowej i Wschodniej. Stawia to pod znakiem zapytania konkurencyjność na rynku medialnym małych i niezależnych wydawców. Jakie jest Pani stanowisko w tej sprawie.

Nie podoba mi się to, że reguły konkurencji w UE nie obejmują fuzji mediów. Takie zasady na szczeblu europejskim zostały raczej „skrojone” na potrzeby „normalnych” graczy funkcjonujących na rynku wewnętrznym, gdzie Europa rzeczywiście ma duże pole do działania.

Oznacza to jednak, że w kwestii mediów musimy polegać na krajowych regułach konkurencji i na właściwym podejściu władz w państwach członkowskich. To na nich spoczywa odpowiedzialność za ocenę, czy dany przypadek fuzji nie zagrozi prawidłowemu funkcjonowaniu rynku medialnego, wolności słowa i niezależności mediów.

Jak duże znaczenie mają w tej kwestii państwowe finansowanie i koncept „selektywnego finansowania” przez niektóre rządy, które próbują w ten sposób wywindować niektóre media, a osłabić inne?

W Czechach mamy takie przysłowie, które można przetłumaczyć mniej więcej: „Czyj chleb spożywasz, tego pieśnią sławisz”. Władze, które decydują o tym, komu przyznać finansowanie z budżetu, nie powinny jednak oczekiwać, że dziennikarze będą śpiewać, jak im władza zagra. Niezależność mediów to sprawa kluczowa.

Komisja Europejska finansuje pewne inicjatywy medialne, ale musimy zdawać sobie sprawę z tego, co można nam w związku z tym zarzucić – właśnie dlatego ustalamy bardzo jasne kryteria, czemu ma służyć finansowanie i w jaki sposób ma ono wesprzeć media, np. w dostosowaniu się do nowych realiów, wynikających z transformacji cyfrowej.

Celem nie jest w żadnym razie wspieranie określonych projektów, by rozprzestrzeniać dzięki nim prounijną propagandę.

W ostatnim czasie na świeczniku jest Słowenia, której rząd krytykowany jest właśnie za kontrowersje związane z finansowaniem mediów. Premier Janez Janša nie tylko wszczął kampanię przeciwko określonym mediom, takim jak Słoweńska Agencja Prasowa (STA), ale ostro krytykował też samych dziennikarzy.

W drugiej połowie roku Słowenia przejmuje przewodnictwo w Radzie UE. Jak ważna okaże się w kontekście słoweńskiej prezydencji sprawa wolności mediów w tym kraju?

Rozmawiałam o tym ostatnio ze słoweńskimi ministrami. Wydaje mi się, że premier Janša nie bierze wystarczająco na poważnie tego, jaką reputację na arenie międzynarodowej ma jego kraj. To zresztą w pewnym sensie dziwne, że atakuje on dziennikarzy, chociaż sam kiedyś pracował w tym zawodzie.

Rzeczywiście Słowenia ma problem z wolnością mediów oraz ich sprawiedliwym finansowaniem. Sprawa STA to przykład bardzo negatywnej tendencji. I co ważne, nie jestem jedyną osobą, która o tym mówi. Dostaję wiele listów z prośbą o podjęcie działań w tej sprawie.

Zostańmy w Europie Środkowej. W ostatnim czasie dużo mówi się o obawach dotyczących niezależności mediów publicznych w Czechach, czyli Pani kraju. Europejska Unia Nadawców (EBU) stwierdziła w ubiegłym tygodniu, że niezależność Czeskiej Telewizji (publicznego nadawcy w Czechach – red.) jest zagrożona, a jej przekaz w coraz większym stopniu zdominowany przez rząd. Jak Pani odniosłaby się do kwestii czeskich mediów publicznych? 

Uważnie śledzę wydarzenia w moim kraju. Duży spór wywołały nominacje do rady telewizyjnej. Temperatura tego sporu była szczególnie wysoka w mediach społecznościowych.

Parlament posiada demokratyczne prawo do mianowania członków rady, ale zasada ta zakłada pewną odpowiedzialność ze strony parlamentarzystów. Muszą oni wybrać osoby, które są uczciwe i wierne demokratycznym standardom.

Proces nominacji jeszcze się nie zakończył. Wciąż trwa intensywna debata na ten temat. Potem ocenimy sytuację. Jeśli się pogorszy, to mamy pewne narzędzia, żeby odpowiednio zareagować.

Choć z drugiej strony nie posiadamy kompetencji prawnych do decydowania o mediach publicznych. Nie możemy na przykład wszcząć w tej sprawie procedury związanej z naruszeniem unijnego prawa.

Porozmawiajmy teraz o bezpieczeństwie dziennikarzy. Grecki dziennikarz Jeorjos Karaiwaz został ostatnio zastrzelony przed swoim domem w Atenach. To już kolejny wśród prominentnych europejskich dziennikarzy, zamordowanych w ostatnich latach. Wystarczy wspomnieć o Maltance Daphne Caruanie Galizii czy Słowaku Jánie Kuciaku. Dlaczego dziennikarze są dzisiaj w takim niebezpieczeństwie?

Tacy dziennikarze, jak Daphne Caruana Galizia i Ján Kuciak wykonywali swoją pracę właściwie, nagłaśniając przestępstwa i wskazując osoby za nie odpowiedzialne. Właśnie dlatego byli postrzegani jako niebezpieczni przez gangi, które doprowadziły do ich śmierci.

Teraz mamy kolejną taką sytuację i kolejne morderstwo dziennikarza, Jeorjosa Karaiwaza. To kolejny sygnał, by nie lekceważyć gróźb, jakie kierowane są w stronę dziennikarzy. Gdy dziennikarze są w niebezpieczeństwie, władze mają obowiązek działać.

Jako Komisja planujemy wystosować rekomendację do państw członkowskich w sprawie bezpieczeństwa dziennikarzy. Rządy muszą traktować poważniej takie sprawy nie tylko ze względu na same przypadki zabójstw, ale powinny też zwracać większą uwagę na rażące luki i zaniedbania w funkcjonowaniu służb, które odpowiadają za ochronę osób narażonych na niebezpieczeństwo. To kolejna kwestia, jaka przekłada się na międzynarodową reputację państw członkowskich.

Często powołuje się Pani na swoje doświadczenie dorastania za żelazną kurtyną, w Czechosłowacji. Jak bardzo to życiowe doświadczenie wpływa na Pani obecne podejście do kwestii mediów?

W mojej pamięci najlepiej zachowało się wspomnienie czasu transformacji. Czechosłowackie media były wówczas jednym z obszarów, który musiał się poddać tej demokratycznej zmianie. Na poziomie kulturowym zajęło to trochę czasu.

Dobitnym przykładem jest zmiana sposobu przedstawiania korupcji w mediach. Media zyskały wreszcie takie zaufanie społeczne i taki stopień niezależności, by zajmować się takimi sprawami i przyczyniać się do kształtowania nowego paradygmatu, nie przedstawiającego już korupcji jako czegoś normalnego.

Korupcja mocno blokowała, wręcz tłamsiła społeczeństwo i zmiana roli mediów w stosunku do tego zjawiska była ważną zmianą. Tak naprawdę jednak w pełni dokonało się to dopiero w pierwszej dekadzie tego stulecia, a więc proces zmiany zajął około dziesięciu lat, zanim doszliśmy do obecnego punktu.

Dziś dziennikarze pełnią kluczową rolę w odkrywaniu i nagłaśnianiu nieprawidłowości i nadużyć. Sama znalazłam się w takiej sytuacji. Zostałam niesprawiedliwie oskarżona o malwersacje i zatrzymana na miesiąc w areszcie (miało to miejsce w 2006 r., gdy Jourová pracowała w czeskim Ministerstwie Rozwoju Regionalnego – red.).

W mediach na początku byłam przedstawiana jako „skorumpowana”, a potem jako ofiara błędu, popełnionego przez wymiar sprawiedliwości.

W końcu media zaczęły rozumieć, że walczyłam z nadużyciami, wykorzystując w tym moją funkcję polityczną. Dziś jestem wdzięczna dziennikarzom, który przyczynili się do tego, że prawda ostatecznie wyszła na jaw. I to właśnie stanowi sens funkcjonowania sektora medialnego.