Integracja europejska: Ojcowie założyciele nie mieli określonego modelu zakończenia projektu

UE-schuman-Monnet-de-gasperi-spaak-Europa-rosja-nato-integracja-europejska-usa-stalin

Robert Schuman / Zdjęcie via Parlament Europejski / Opracowanie graficzne: EURACTIV.pl - Wszelkie prawa zastrzeżone

Moja książka jest opowieścią o fascynującym życiu osobistym ojców założycieli integracji europejskiej, którzy znaleźli równowagę między idealizmem a realizmem. Mimo że mieli różne korzenie kulturowe, łączyło ich dążenie do osiągnięcia pokoju w Europie, mówi w rozmowie z EURACTIV.pl Victoria Martin de la Torre, autorka książki „Europa – skok w nieznane”.

 

 

Jan Kostrzewski, EURACTIV.pl: Czym Pani książka różni się od wszystkich innych publikacji na temat początków integracji europejskiej?

Victoria Martin de la Torre: Przede wszystkim chcę zapewnić, że ta książka jest zabawna (uśmiech – red.). Nie jest to złożona analiza prawna, ekonomiczna czy polityczna. Książka składa się z fragmentów biografii osób, bez których integracja europejska nie byłaby możliwa.

To opowieść o fascynującym życiu osobistym ludzi, którzy znaleźli równowagę między idealizmem a realizmem. Mimo że mieli różne korzenie kulturowe, łączyło ich dążenie do osiągnięcia pokoju w Europie.

Ojcowie założyciele pracowali razem dla wspólnego dobra pomimo różnic politycznych – trzech z nich było chrześcijańskimi demokratami, Paul-Henri Spaak był socjalistą, a Jean Monnet był bardziej lewicowy, ale bezpartyjny.

„Skok w nieznane”, który pojawia się w tytule książki, odnosi się do odwagi, ale także zuchwałości. Jakie cechy są dziś najbardziej pożądane dla polityków?

Tytuł książki nawiązuje do pytania dziennikarza, który zapytał Roberta Schumana czy projekt integracji europejskiej jest skokiem w nieznane, Francuz odpowiedział wtedy po prostu: „oczywiście”.

Dzisiejsza polityka europejska bardzo różni się od sytuacji po II wojnie światowej. Prawdziwi europejscy przywódcy zawsze wyłaniali się po kryzysie. Dziś jest jasne, że UE przechodzi przez kryzysy, takie jak pandemia COVID-19 czy wojna w Ukrainie.

Dlatego właśnie umiejętności skutecznego zarządzania kryzysem i zdolność do adaptacji są z pewnością kluczowe. Stosując metody określone przez ojców założycieli, można przekształcić kryzysy w szanse.

Czy ojcowie założyciele chcieli utworzenia państwa federalnego?

Nie oczekiwali żadnego konkretnego rezultatu. Winston Churchill chciał Stanów Zjednoczonych Europy, ale bez Wielkiej Brytanii.

Ojcowie założyciele, jak Robert Schuman i Jean Monnet, nie mieli określonego modelu zakończenia projektu integracji europejskiej. Proces był w istocie ważniejszy niż cel końcowy.

Chodziło o stworzenie systemu, w którym każdy krok jest realizowany razem. To właśnie reprezentuje idea coraz ściślejszej unii. Ostatecznie koncepcja europejskiego państwa federalnego jest nadal tylko koncepcją.

Co leży u podstaw projektu UE? Czy ma on charakter ekonomiczny czy chodzi w nim o pokój?

Nawet po tym, jak ojcowie założyciele dokonali imponującego przełomu w europejskiej integracji gospodarczej poprzez wspólną regulację przemysłu węglowego i stalowego, w projekcie nadal chodziło o wspólne zaufanie, pokój i odpowiedzialność.

Po utworzeniu Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, Robert Schuman nadal nie wiedział, kto powinien ustalać ceny węgla i stali. Pokój był pierwszą podstawą projektu, a kwestie techniczne miały być rozwiązane później.

Pokój był być może łatwiejszy do wyobrażenia dla osób takich jak Schuman, które urodziły się i wychowały w wielokulturowym środowisku. Schuman urodził się w Luksemburgu, jego matka pochodziła z Luksemburga, a ojciec był z Lotaryngii, kiedy region ten należał do Niemiec. Mówił trzema językami.

Kiedy Schuman został francuskim ministrem spraw zagranicznych, jako pierwszy zrozumiał, że konieczne jest zawarcie pokoju z Niemcami. Zaledwie dwa lata po zakończeniu II wojny światowej wszelkie rozmowy o pokoju były niezwykle drażliwe. W końcu to generał Władysław Sikorski powiedział swojemu doradcy, pisarzowi Józefowi Retingerowi, że „emocje przemijają, ale geografia pozostaje”.

Ojcowie założyciele nie chcieli konkretnej Europy narodów. Można to sprawdzić po prostu czytając bardzo krótką książkę Schumana: „Dla Europy”.

Spośród najważniejszych fundamentów integracji europejskiej wymieniłabym idee  personalizmu wspólnotowego. Drugim filarem jest subsydiarność, która wywodzi się z katolicko-społecznej nauki Kościoła. Interesujące jest to, że Robert Schuman i Alcide De Gasperi to katolicy, którzy są obecnie beatyfikowani.

Można powiedzieć, że pierwszą podstawą projektu unijnego było stworzenie poczucia przynależności do wspólnoty. Każdy wysiłek intelektualny i polityczny zmierzający do integracji gospodarczej lub militarnej zaczyna się od tego wspólnego poczucia. Poza karierą akademicką i polityczną ojcowie założyciele często kierowali się instynktem.

Czy istnieje inne, nieco mniej idealistyczne podejście do korzeni UE?

Oczywiście. Paul-Henri Spaak, były premier i minister spraw zagranicznych Belgii, przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego EWWiS powiedział, że głównym powodem polityki zagranicznej jest strach przed Rosją.

Znane jest słynne przemówienie Spaaka w ONZ, w którym mówi on sowieckiemu ministrowi spraw zagranicznych Andriejowi Wyszyńskiemu, że jedyną siłą napędową europejskiego sojuszu wojskowego (NATO – red) jest strach przed Moskwą. Spaak powiedział kiedyś, że prawdziwym „ojcem” Sojuszu Północnoatlantyckiego był Józef Stalin.

Obecnie, poza stolicami i wielkimi metropoliami, w państwach Unii Europejskiej można zaobserwować wzrost nastrojów nacjonalistycznych. Czy ojcowie założyciele spodziewali się takiej sytuacji?

Od samego początku istnienia integracji europejskiej ojcowie założyciele rozumieli, że dla osiągnięcia pokoju w Europie stolice są mniej ważne niż peryferie.

Główne motto brzmiało: „Nie łączymy krajów, łączymy ludzi”. Ludzie mieszkający na peryferiach, a nawet na terenach przygranicznych, często zapominają, że to właśnie oni żyją w pobliżu ludzi z różnych kultur.

Dlaczego projekt utworzenia armii UE już wcześniej zakończył się niepowodzeniem?

W 1954 r. francuski parlament opowiedział się przeciwko utworzeniu armii europejskiej. Była to bardzo interesująca debata, która uwypukliła trudne aspekty pytania: w jaki sposób możemy wykorzystać taką armię? Brak ministra obrony dla całej wspólnoty europejskiej wydawał się być główną przeszkodą.

Czy zechciałaby Pani skomentować obecne nastroje eurosceptyczne promowane przez niektórych polityków w Polsce i w innych krajach?

Nie będę komentowała wydarzeń bieżących. Zdradziłabym ojców założycieli, a książka nie jest poświęcona moim poglądom.

Chciałabym jednak podkreślić, że Polska ma potencjał, by urzeczywistnić nową formę personalizmu, lepiej dostosowaną do obecnego stanu UE.

Jest to możliwe, ponieważ podobnie jak Francja, Polska również ma długą tradycję filozofii personalistycznej, z takimi wydawnictwami jak Znak, Tygodnik Powszechny czy Więź oraz wielkimi filozofami personalistycznymi, z których jednym jest Jan Paweł II.

Czy dzięki badaniom znalazła Pani jakieś anegdoty, które mogłyby być szczególnie interesujące dla polskiej publiczności?

Tak, mogę opowiedzieć o kilku bardzo ciekawych polskich postaciach z tamtych czasów, np. o Ludwiku Rajchmanie, uważanym za założyciela UNICEF-u, który był najlepszym przyjacielem Jeana Monneta.

Rajchman pełnił funkcję pierwszego przewodniczącego UNICEF-u w latach 1946-1950. Był polskim lekarzem i bakteriologiem, który zajmował się zapobieganiem rozprzestrzeniania się tyfusu w Europie Wschodniej.

W związku z tym został zauważony przez powstającą Ligę Narodów, która w 1921 r. powierzyła mu zadanie utworzenia Organizacji Zdrowia w Genewie (Szwajcaria). Organizacja ta jest uważana za podstawę dzisiejszej WHO.

W późniejszym okresie Rajchman wiele podróżował, aby wypełnić swój mandat, a w szczególności zafascynowała go potrzeba stworzenia systemu kwarantanny i zdrowia publicznego w Chinach.

W związku z tym został doradcą rządu chińskiego i zbliżył się do rodziny Czang Kaj-szeka. Rajchman przekonał Jeana Monneta, aby udał się do Chin i pomógł zmodernizować tamtejszą gospodarkę.