Jan Truszczyński: Status kandydata do UE dla Ukrainy bez dodatkowych wymogów [WYWIAD]

truszczynski-unia-europejska-ukraina-UE-rosja-wojna-polska-węgry-KPO-praworzadnosc

Na zdjęciu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. / Foto via Christophe Licoppe [European Union, 2022]

Ukraina powinna otrzymać status kandydacki do UE, bez podwieszonych do niego ograniczeń, zastrzeżeń, wątpliwości czy dodatkowych wymogów. Dla Polski korzyści ekonomiczne z wstąpienia Ukrainy do UE będą większe niż suma, o jaką zostałyby zredukowane unijne fundusze dla naszego kraju, wskazuje ambasador Jan Truszczyński, główny negocjator ds. członkostwa Polski w UE w latach 2001-2005.

 

Rozmowa z ambasadorem Janem Truszczyńskim dostępna jest także jako podcast na EURACTIV.pl, oraz w serwisach: SpotifySoundcloudApple Podcasts i Google Podcasts.


Mateusz Kucharczyk; EURACTIV.pl: W tym tygodniu Rada Europejska podejmie decyzję w sprawie przyznania Ukrainie statusu państwa kandydującego do Unii Europejskiej. Popiera Pan tę inicjatywę?

Jan Truszczyński: Wypowiadałem się na ten temat już kilkakrotnie i we własnym imieniu, i jako członek Konferencji Ambasadorów RP. Mój punkt widzenia jest jednoznaczny. Ukraina powinna otrzymać status kandydacki, i to status bez podwieszonych do niego ograniczeń, zastrzeżeń, wątpliwości czy dodatkowych wymogów. Jest niezwykle ważne, aby wszystkie kraje członkowskie poparły tę decyzję.

Do tej pory było tak, że status kandydata, który pozwalał na przejście z niższego poziomu, czyli potencjalnego kandydata był przyznawany państwu, które dokonało dostatecznego postępu w dziele reformowania swojego wymiaru sprawiedliwości, walki z korupcją, umacniania instytucji demokratycznych, tak aby były stabilne i spełniały kryteria kopenhaskie.

Dopiero gdy osiągnięto ten pułap, państwa członkowskie jednomyślną decyzją nadawały status kandydata. Nie ma powodu, żeby nie zastosować tego filtra obecnie.

A ponieważ Ukraina w latach 2019-2020 r. dokonywała sukcesywnie reform, ale jednak wykazywała jeszcze rozmaite braki i niedociągnięcia, jeśli chodzi o zmiany w systemie wymiaru sprawiedliwości, w sądownictwie czy w prokuraturze, pozostaje znak zapytania, czy otrzyma status kandydacki bez dodatkowych obwarowań, czy jednak będzie to status kandydacki, ale z informacją, że zanim zaczniemy rozmowy akcesyjne, Kijów będzie zobligowany do wykonania określonych działań.

Jan Truszczyński: Akcesja Ukrainy do UE będzie korzystna dla polskiej gospodarki [PODCAST]

Akcesja Ukrainy wyzwoli impulsy rozwojowe, popytowe, które dadzą nam dodatkowy wzrost gospodarczy, wskazuje Jan Truszczyński, główny negocjator ds. członkostwa Polski w UE.

Kraje przeciwne rozszerzeniu argumentują, że po co obiecywać perspektywę członkostwa, skoro potem przez długi czas nie da się jej zrealizować i to przyniesie Ukrainie tylko rozczarowanie. Podkreśla się też brak przygotowania Ukrainy. Co Pan uważa o takich argumentach?

Gdyby było wśród kryteriów coś w rodzaju wymogu, że ktoś kto został napadnięty przez kraj agresora najpierw musi się obronić i dopiero po zakończeniu wojny może się ubiegać o przystąpienie do Unii Europejskiej to byłoby to absurdalne. I takiego wymogu na szczęście nie ma, i nigdy nie było. Natomiast zawsze były jednak jakieś wymogi wobec krajów starających się o wstąpienie do UE.

Jest zupełnie jasne, że taki sam filtr będzie zastosowany wobec Ukrainy, ale stosując go wszyscy muszą pamiętać, że po pierwsze Ukraina od 2014 r. zmienia swoją legislację i instytucje wykonując swoją część umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską.

Wielu uważnych obserwatorów tego co się dzieje w Ukrainie, co się działo przez ostatnie osiem lat, porównując to z sytuacją w różnych krajach Bałkanów Zachodnich, utrzymuje, że jeśli idzie o łączny osiągnięty poziom dostosowań do wymogów wspólnotowych, do prawa wspólnotowego Ukraina grosso modo, znajduje się na tym samym poziomie co Czarnogóra czy Serbia. A kto wie czy nie lepiej.

Tego oczywiście nie da się określić z dokładnością do miejsca po przecinku. Takiej aparatury analitycznej nie mamy. Ale samo to, że ludzie uważnie obserwujący rozwój sytuacji wskazują na już osiągnięty przez Ukrainę postęp, jeśli chodzi o zaawansowanie w dochodzeniu do wymogów członkostwa, to jest dobra karta wstępu.

Oczywiście negocjacje będą trwały, być może wiele lat. Nie wiemy kiedy w ogóle się rozpoczną. Na każdym etapie musi być jednomyślność krajów członkowskich. Nie tylko w tej decyzji politycznej, której oczekujemy 23/24 czerwca w trakcie unijnego szczytu, ale również w uzgodnieniu ram i sposobu prowadzenia negocjacji tzw. ram negocjacyjnych, które w ostatnich latach przysparzały wielu kłopotów.

Sam byłem świadkiem tego, jak wyglądały ustalenia między państwami członkowskimi Unii Europejskiej, przed określeniem warunków negocjacyjnych dla Turcji. Podobnie się działo, kiedy uzgodniono warunki negocjacyjne dla Serbii, i nie było to rzeczą prostą. Teraz też nie będzie łatwo.

Jednomyślność w UE, która jest rzeczą niezbędną potrafi być jednak kulą u nogi i to kulą dużej wagi. Kłopoty, jakie ma Macedonia Północna, niezasłużone przez siebie, bo nie mające nic wspólnego z samą akcesją do Unii Europejskiej powodowane od kilku lat przez Bułgarię pokazują, że rzeczywiście przeszkody mogą pojawić się dosłownie na każdym etapie.

Mogą to być przeszkody niezwiązane bezpośrednio z procesem akcesji i spełnienia formalnych wymogów członkostwa. Ale są to przeszkody, które skutecznie blokują postęp, ponieważ trudno jest o sposoby skutecznego nacisku na państwa, które usiłują załatwić swoje bilateralne problemy z danym kandydatem wykorzystując instrumenty, jakie daje proces rozszerzenia krajom członkowskim, w tym przypadku konieczności uzyskania jednomyślności.

Wpływ na kraj, który stawia bariery i przeszkody natury bilateralnej jest ograniczony. Obawiam się tego również w nadchodzących procesach negocjacyjnych. I nie wiadomo, co wypłynie w trakcie rozmów akcesyjnych. Ale niektóre rzeczy można już sobie wyobrazić np. status mniejszości węgierskiej w zachodniej Ukrainie itd.

Ale nie chciałbym wywoływać wilka z lasu i już teraz opowiadać przede wszystkim o tarapatach i przeszkodach. Chcę natomiast podkreślić, że jednomyślność jest rzeczą z jednej strony niezbędną, a z drugiej jest rzeczą która może opóźniać proces negocjacyjny, może szkodzić krajom starającym się o przystąpienie do Unii Europejskiej.

Wspomniał pan o różnych przeszkodach np. o kwestii mniejszości węgierskiej w Ukrainie. Emmanuel Macron w Dniu Europy wystąpił z propozycją utworzenia Europejskiej Wspólnoty Politycznej. To jednoznacznie pokazuje, że na Zachodzie myśli się nad zaproponowaniem innych rozwiązań tymczasowych. Czy nie ma pan obaw, że największe państwa Unii niekoniecznie będą spieszyły się z rozpoczęciem rozmów akcesyjnych, nie mówiąc już o nadaniu statusu kandydata dla Ukrainy?

Nie odrzucałbym dyskusji o czymś w rodzaju Europejskiej Wspólnoty Politycznej. Kłopotem w negocjacjach akcesyjnych jest to, że one rozciągają się na wiele lat, grzęzną w rozmaitych szczegółach technicznych i proceduralno-prawnych niezbędnych do załatwienia.

Politycy stoją przed trudnymi decyzjami dostosowawczymi i widzą, że ponoszą po drodze koszty trudnych rozmów. Również osobiste, ponieważ politycy tracą popularność, wpływy, klientelę polityczną, więc po co mają się wysilać?

Myślą sobie: <<Niech mój następca ewentualnie zacznie załatwiać trudne sprawy>>. Polityk widząc, że jego kraj czeka proces 5, 10, 15, 20-letni przystępowania do Unii Europejskiej nie rozumuje w tych kategoriach. Tylko w kategoriach przetrwania i zdobycia przyczółków niezbędnych do najbliższych wyborów parlamentarnych.

Propozycja Macrona może być ciekawa jako dodatkowa dźwignia polityczna koncentrująca uwagę polityków z obu stron i zmuszająca ich do regularnego zajmowania się kwestiami rozszerzenia, co działa, co trochę gorzej, co przyspieszyć, co zmienić. Dlatego tak od razu nie skreślałbym tej propozycji.

Pamiętam tzw. dialog strukturalny który w latach 90-tych był takim przejściowo stworzonym patentem, mającym przybliżyć wewnętrzne funkcjonowanie Unii Europejskiej krajom, które starały się o członkostwo, aby ministrowie z tych państw mogli okresowo posiedzieć wspólnie ze swoimi koleżankami i kolegami z krajów Unii Europejskiej, posłuchać, czym się oni zajmują, wtrącić swoje trzy grosze i uzupełnić materiał do dyskusji.

Nie mówię, że to było złe, czy nieefektywne, ale z punktu widzenia priorytyzacji negocjacji akcesyjnych odgrywało małą rolę. I obawiam się, że wszelkie patenty w rodzaju tej wspólnoty politycznej Macrona mogą prowadzić raczej do niepotrzebnego zużywania energii i czasu polityków, tam gdzie oni muszą koncentrować energię i czas gdzie indziej a nie na takim dialogu, jednocześnie nie posuwając rzeczywistych spraw i rzeczywistych tematów negocjacyjnych do przodu.

Jak na niechęć państw Zachodu do rozszerzenia UE może wpływać sytuacja w Polsce i na Węgrzech, gdzie od lat następuje – jak podkreślają przeciwnicy rządów PiS i Fideszu – systematyczna erozja praworządności?

To jest jeden z elementów, nie powiem, że decydujący ale nie pozbawiony znaczenia. Nie bez kozery postęp negocjacyjny w rozdziałach określonych jako nr 23 i nr 24, czyli wymiar sprawiedliwości, prawa podstawowe, sprawy wewnętrzne, instytucje demokratyczne uważany jest to od lat za rzecz kluczową, podstawową.

przyspieszaniem negocjacji w innych dziedzinach. Te obszary są kluczowe dla stworzenia systemu, w którym stosowana interpretacja prawa europejskiego będzie porównywalnie wysokiej jakości w kraju przystępującym do Unii Europejskiej.

Jakość i efektywność walki z korupcją i innymi negatywnymi zjawiskami będzie porównywalna z przeciętną w Unii Europejskiej. M.in. z tego powodu te właśnie sprawy słabo idą w krajach obecnie negocjujących warunki członkostwa.

Widzimy, że te dziedziny pozostają istotne, a jednocześnie kraje członkowskie Unii zamiast sztucznie przyspieszać negocjacje usiłują wymusić na kandydatach najpierw tzw. odrobienie pracy domowej w sprawiedliwości i w sprawach wewnętrznych.

A skoro to nie dokonuje się w odpowiednim tempie i nie daje oczekiwanych wyników to negocjacje trwają. Ile czasu Czarnogóra negocjuje? Dziesięć lat. Serbia – osiem lat. Stąd bierze się niechęć do przyjmowania krajów, które nie są wystarczająco przygotowane, jeśli idzie o funkcjonowanie instytucji gwarantujących stabilność demokracji, praworządność, respektowanie praw człowieka, praw mniejszości itd.

Rzecz, która istnieje od dość dawna nie wzięła się znikąd, a są to procesy zachodzące w Polsce, na Węgrzech w mniejszym stopniu w Rumunii czy w Bułgarii. Nie zachęcają one do skracania ścieżki negocjacji akcesyjnych, przyjmowania na chybcika, byle szybko przeprowadzić proces akcesyjny a potem się zobaczy.

To tak nie działa i ten filtr, właściwie to ucho igielne, które się nazywa rule of law i wymiar sprawiedliwości, ono funkcjonuje i będzie funkcjonować, również w przypadku krajów, które zaczną swoje negocjacje.

Wystarczy jedno państwo członkowskie z grona tych którym naprawdę zależy na dobrej jakości rule of law, żeby udaremnić, uniemożliwić tego rodzaju rozwiązania. Nie pozostaje nic innego jak mozolne budowanie instytucji, które rzeczywiście stabilnie gwarantują demokratyczny porządek i rządy prawa.

Ukraina w UE oznacza, że to Kijów stanie się największym beneficjentem unijnych środków kosztem Polski oraz innych państw naszego regionu. A więc – zapytam być może nieco prowokacyjnie – czy członkostwo Ukrainy w UE nie jest sprzeczne z interesem Polski i pozostałych państw?

Miałbym praktyczną radę, polegającą np. na wykorzystaniu jednego z modeli ogólnej równowagi gospodarki światowej i gospodarki europejskiej, co pozwoliłoby na zbadanie jakiego rodzaju, jakich rozmiarów bodźce rozwojowe otrzymałaby Ukraina wkraczając na ścieżkę negocjacji akcesyjnych z wyraźnym horyzontem czasowym ich zakończenia,

Jakby to zaczęło oddziaływać na atrakcyjność inwestycyjną Ukrainy, na wolumen handlu usługami i towarami w obie strony. Jakie miałoby to skutki dla przedsiębiorstw polskich i gospodarki polskiej sąsiadującej z Ukrainą i najlepiej relatywnie znającej ukraińskie przedsiębiorstwa i ukraiński rynek.

Taki rachunek wykaże – mógłbym się o to nawet założyć – że kwantum korzyści makroekonomicznych wzrostowych, popytowych oddziałujących na gospodarkę polską pozytywnie byłoby większe niż orientacyjna suma o jaką fundusze dla Polski zostałyby zredukowane w przypadku przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej.

Jest jasne, że musimy się nieco posunąć na unijnej ławce, by zmieścił się na niej również nowy duży kraj członkowski. Ukraina stanie się głównym biorcą netto z funduszy wspierających spójność. Ale jest druga strona medalu i również w naszym przypadku wszyscy wiemy, że przez ostatnie kilkanaście lat fundusze strukturalne podniosły wzrost gospodarczy Polski według naszych ekonomistów tylko o dodatkowe 0.3-0.4 punktu proc. średniorocznie.

Podczas gdy nasz udział w jednolitym rynku, swoboda przepływu towarów, usług, kapitałów i ludzi dała Polsce orientacyjny dodatkowy wzrost gospodarczy rzędu 1,5 punktu proc., czyli kilkakrotnie więcej.

Gospodarka, społeczeństwo, konsument korzystał i korzysta na tym, że Polska jest częścią rynku wewnętrznego Unii Europejskiej bardziej, niż jako biorca funduszy strukturalnych. I moim zdaniem przystąpienie Ukrainy do Unii i sam proces przystępowania powinien wyzwolić impulsy wzrostowe, rozwojowe, popytowe adresowane do naszych przedsiębiorców do naszych dostawców usług, które dadzą nam dodatkowy wzrost gospodarczy, a jednocześnie niwelujący wyrównujące z naddatkiem wszelkie ewentualne, nieuchronne spadki wolumenu funduszy strukturalnych dla Polski w przyszłości.

Na koniec nie mogę nie zapytać o Polskę oraz KPO. Czy podpisana przez prezydenta ustawa ws. Sądu Najwyższego przekona Komisję Europejską? Czy „kamienie milowe”, związane z niezależnością sądownictwa, rzeczywiście zostały spełnione?

Spośród trzech zobowiązań rządu polskiego zawartych w Krajowym Planie Odbudowy w zakresie praworządności, dwa muszą zostać wykonane do końca drugiego kwartału br. Do rządu polskiego należy teraz przedstawienie na piśmie dowodów, że zawartość ustawy podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę całkowicie odpowiada treści zobowiązań zaciągniętych przez rząd.

Kamienie milowe wymienione na str. 200-206 załącznika do decyzji wykonawczej Rady UE w sprawie polskiego KPO są łatwo weryfikowalne. Rząd musi dowieść, że ustawa konsumuje i spełnia w 100 proc., to co zostało zawarte w kamieniach milowych.

Komisja Europejska ma do dwóch miesięcy czasu na sprawdzenie, czy kamienie milowe rzeczywiście zostały zrealizowane. Nie tylko te, nota bene ale inne które też do końca drugiego kwartału 2022 mają, czy miały zostać wykonane. I znamy dokładnie reguły gry.

Jeżeli okaże się, że gdzieś, któryś z tych kamieni milowych nie jest wykonany to Komisja Europejska siada i informuje stolicę danego kraju: „Popracuj jeszcze, jak dokończysz pracę to zasygnalizujesz nam i wtedy wrócimy do tematu. Póki co wypłaty nie ma”. Tak się może stać.

I jest jeszcze trzeci kamień milowy. To jest przywracanie sędziów, którzy zostali poddani postępowaniom dyscyplinarnym i zawieszeniem w wyniku decyzji bezprawnej Izby Dyscyplinarnej. Tu terminem jest, jak wiadomo koniec 2023 r. ale przecież nikt nie będzie czekał do końca 2023 r. Tylko sprawdzanie tego jak wygląda proces kształtowania nowej Izby Dyscyplinarnej nowego systemu dyscyplinarnego w sądownictwie. Jak ten nowy system zabierze się do pracy. W jaki sposób będą podejmowane procedury indywidualne każdego z sędziów, który pozostaje obecnie w stanie zawieszenia.

To będzie już po drodze sprawdzane. Cóż ten kamień milowy, co prawda formalnie ma zostać wykonany w całości dopiero do końca przyszłego roku. Zgoda, ale realizację jego trzeba podjąć już w lipcu tego roku i po drodze przedstawiać informację jak to postępuje naprzód. Jakie są tego efekty. A nawet jeśli rząd nie będzie przedstawiał tych informacji, to od tego są wyspecjalizowani pracownicy Komisji Europejskiej mający dokładnie właśnie takie zadanie, żeby weryfikować w praktyce jak to wygląda. Jak się wywiązuje rząd polski ze swoich zobowiązań.

Nie mam nadmiernych obaw o to że kamienie milowe są nieefektywne, lub że nie będą egzekwowane przez Komisję Europejską. Sam byłem tzw. „wysokim urzędnikiem” w Komisji Europejskiej. Urzędnik taki musi kierować się sążnistą księgą przepisów zapewniając tzw. właściwe, odpowiednie gospodarowanie powierzonymi środkami finansowymi. Wykroczenie w tej sprawie, sprzeniewierzenie się takim przepisom powoduje ryzyko zdyscyplinowania, łącznie z odpowiedzialnością karną i wtrąceniem do więzienia w konsekwencji prawomocnego wyroku.

Nie twierdzę, że to się często zdarza ale to jest wystarczający instrument, żeby zapewniać niezależnie od własnej etyki, że każdy urzędnik będzie przestrzegać przepisów. I nie ma tu miejsca na decyzje polityczne, czy wykręcanie ręki urzędnikom, forsowanie wypłaty wbrew pisemnym dowodom i opiniom służb Komisji.

Nie chciałbym oczywiście tworzyć wrażenia, że w Komisji wszystko zawsze działa z najwyższą możliwą jakością. Ale ponieważ sam przez ponad siedem lat podejmowałem w niej decyzje finansowe, wiem jak to funkcjonuje i osobiście nie chce mi się wierzyć, że Komisja Europejska mogłaby zamknąć oczy i powiedzieć: „No dobra nie wykonali postanowień ale przecież pieniądze są im potrzebne. Coś zrobili przesuwamy transzę pieniędzy”. Nie, to będzie musiało zostać wykonane.


Dziś początek szczytu UE: Ukraina ma otrzymać status państwa-kandydata

Kraje członkowskie mają przyznać Ukrainie status państwa-kandydata do Unii Europejskiej.