Tajani: Co Unii nie zabije, to ją wzmocni

Źródło: europarl.eu

Będę działać na rzecz Europy bliższej obywatelom, mniej zbiurokratyzowanej i bardziej aktywnej politycznie – zapowiada w wywiadzie dla EurActiv Antonio Tajani*, kandydat Europejskiej Partii Ludowej na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

Sarantis Michalopoulos: Jaki jest powód, dla którego ubiega się pan o stanowisko przewodniczącego w Parlamencie Europejskim?

Antonio Tajani: Jako przewodniczący będę walczył o wartości, które sprawiły, że w ogóle zaangażowałem się w politykę. Pełniłem służbę dla dobra obywateli Europy przez 20 lat, w różnych instytucjach unijnych. Jestem gotów poświęcić się temu jako następny przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Będąc przewodniczącym, chcę dążyć do tego, by głos całej Unii był słyszalny i by był on brany pod uwagę w procesie podejmowania decyzji. Parlament Europejski jest bezpośrednio połączony z obywatelami w naszych krajach, dążę do tego, by wzmacniać te połączenia. Będę reprezentować Parlament jako całość, wykorzystując swoje wpływy w Europie w służbie tej instytucji. Jako przewodniczący będę mieć możliwość skutecznego reprezentowania Parlamentu w rozmowach z Komisją Europejską, Radą UE i krajami członkowskimi.

Pański rywal w wyścigu o fotel przewodniczącego, lider frakcji socjaldemokratycznej (S&D) Gianni Pittella wypowiadał się przeciwko cięciom wydatków. Jaka jest pańska opinia na ten temat, jako Włocha?

Musimy dążyć do obniżenia długu publicznego – nie możemy zostawić tego ciężaru na barkach naszych dzieci i wnuków. Równocześnie, potrzebny jest nam większy wzrost gospodarczy i wzrost zatrudnienia, zwłaszcza wśród młodych ludzi w krajach Europy Południowej. Musimy działać na rzecz gospodarki realnej, wzmacniać nasz przemysł, nasze małe i średnie przedsiębiorstwa. Bardzo istotne jest przy tym dopilnowanie, by nikt nie został wykluczony na skutek procesów globalizacyjnych. Musimy utrzymać model społecznej gospodarki rynkowej.

Jak zamierza pan przekonać swoich partnerów z niemieckiej chadecji do takiego podejścia?

Jako przyszły przewodniczący będę głosem wszystkich posłów do Parlamentu Europejskiego i będę dążyć do konsensusu. Nasza sprawa jest wspólna i musimy wspólnie na jej rzecz pracować.

Parlament Europejski został zepchnięty na dalszy plan w negocjacjach Brexitu. Czy zgodzi się pan z obecnym przewodniczącym Martinem Schulzem, że Parlament powinien mieć więcej do powiedzenia w tej kwestii?

Należąc do jedynej europejskiej instytucji wybieranej w wyborach powszechnych, mamy obowiązek bronić interesów obywateli 27 krajów członkowskich. Pod moim przywództwem, Parlament Europejski będzie konstruktywnie działać na rzecz Europejczyków. Ale uważam, że Guy Verhofstadt, główny negocjator ds. Brexitu z ramienia PE, dobrze pełni swoje zadania w imieniu tej instytucji.

Już wkrótce będziemy obchodzić 60-lecie podpisania Traktatu Rzymskiego. Co powinniśmy świętować i czego powinniśmy się spodziewać w najbliższej przyszłości?

Traktat Rzymski zapewnił nam 60 lat pokoju, dobrobytu i wolności. Ta rocznica przypomina nam o tym, jak daleko zaszliśmy. Jednocześnie, nie wolno nam uważać że to, co osiągnęliśmy dane jest nam na zawsze. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Unia znalazła się obecnie na rozdrożach i mierzy się z licznymi wyzwaniami. Z każdego kryzysu w przeszłości Unia wychodziła silniejsza i bardziej odporna. Jestem przekonany, że teraz też tak będzie.

Będę działać na rzecz Europy bliższej obywatelom, mniej zbiurokratyzowanej i bardziej aktywnej politycznie. Musimy bronić naszych zewnętrznych granic, zbudować realnie działającą politykę zagraniczną i bezpieczeństwa. Jednocześnie należy wzmocnić realną gospodarkę, bronić praw człowieka i obywatela, w tym praw kobiet – zarówno w Unii Europejskiej, jak i poza jej granicami.

Jaka jest pańska opinia na temat obecnej sytuacji w Turcji?

Turcja stanowi ważny kraj partnerski dla Unii, jednak ostatnie wydarzenia w tym kraju budzą we mnie silne obawy. Jeżeli Ankara chce być faktycznym partnerem dla Brukseli, musi szanować rządy prawa, wolność słowa i prawa człowieka. Stanowisko Parlamentu Europejskiego jest jasne: negocjacje będą zamrożone, dopóki Turcja nie przestanie stosować represji.

Czy obawia się Pan o przyszłość Włoch?

W tej kwestii pozostaję optymistą. Mamy kompetentnych, ciężko pracujących obywateli, oddanych działaniu na rzecz lepszej przyszłości swojego kraju. Włochy są jednym z państw założycielskich Unii i obrońcą idei europejskiej. Jestem przekonany, że my, jako Włosi, nadal będziemy odgrywać ważną rolę w Europie.

Co w takim razie sądzi pan o popularności Beppe Grillo, przywódcy populistycznego, antyestabliszmentowego Ruchu Pięciu Gwiazd?

Populiści umieją jedynie wskazywać problemy, nigdy zaś nie oferują konkretnych rozwiązań. Ludzie żądają natomiast zdecydowanych działań w odpowiedzi na te problemy, a nie samej propagandy. Będę dążyć do wypracowania i przedłożenia rzeczowych rozwiązań w celu walki z populizmem we Włoszech i w całej Europie.

Jeśli zostanie pan przewodniczącym, jak poradzi pan sobie ze skutkami „upadku” – jak określił to Pittella – wielkiej koalicji socjaldemokratów i chadeków w Parlamencie Europejskim?

Nie ma żadnego rozpadu wielkiej koalicji. Nasze ugrupowania obowiązuje układ o podziale władzy. Europejska Partia Ludowa popierała Martina Schulza jako przewodniczącego Parlamentu przez pierwszą część kadencji. Oczekujemy, że socjaliści wesprą kandydata Europejskiej Partii Ludowej na jej drugą połowę. Jeżeli tego nie zrobią, dokonają jednostronnego zerwania koalicji.

*Antonio Tajani, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, były unijny komisarz i wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, członek włoskiej prawicowej partii Forza Italia, blisko związany z jej założycielem i byłym premierem Włoch Silvio Berlusconim.