Szymański: Europa Środkowa jest najbardziej proeuropejską częścią UE

Konrad Szymański, minister ds. europejskich

Konrad Szymański, fot. MSZ

Rozszerzenie UE jest szansą, a nie problemem. Prezydent Macron myli się głęboko w tej kwestii i swoją postawą przyczynia się do osłabienia Wspólnoty – przekonuje minister Konrad Szymański* w rozmowie z EURACTIV.pl.

 

 

Łukasz Gadzała, Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl: Czy priorytety nowej Komisji Europejskiej sformułowane przez przewodniczącą-elekt Ursulę von der Leyen, a więc zielony nowy ład, kwestie środowiskowe, wyzwania związane z rewolucją cyfrową oraz rola Europy na globalnym rynku współgrają z interesami Polski?

Konrad Szymański: To dopiero się okaże, gdy zostanie doprecyzowane, co te zagadnienia dokładnie znaczą. Są wśród nich takie, których nie da się pominąć, jak cyfryzacja czy klimat. Unia Europejska musi mieć w tych sprawach nie tylko swoje zdanie, ale też przygotowaną legislację i określone cele. To nie podlega kontrowersji.

Spośród tych zagadnień ochrona klimatu jest najtrudniejszym tematem. Ta kwestia już dawno przestała być problemem dotyczącym wyłącznie energii. Dlatego trudno będzie wypracować konsensus, który brałaby pod uwagę warunki stawiane przez wszystkie państwa członkowskie – nie tylko przez Polskę.

Podczas czerwcowego szczytu Rady Europejskiej nie udało się wprawdzie osiągnąć porozumienia odnośnie neutralności klimatycznej, jednak w konkluzjach określono warunki wytyczające drogę do tego konsensusu. Po pierwsze uznano, że każde państwo członkowskie znajduje się w innej sytuacji. Potwierdzono konieczność utrzymania konkurencyjności europejskiego przemysłu. Podtrzymano swobodę wyboru miksu energetycznego. W końcu, przypomniano o konieczności zadbania o sprawiedliwą transformację – uwzględniając interesy poszczególnych grup społecznych oraz sektorów gospodarek państw członkowskich.

Te cztery paradygmaty – jeśli będą właściwie odczytane – wytyczą drogę do porozumienia.

Jeżeli zaś chodzi o kwestie cyfrowe, a więc kolejny priorytet nowej Komisji, od początku rządów Zjednoczonej Prawicy Polska domagała się zajęcia przez UE aktywnego stanowiska w tej sprawie. Unia powinna możliwie szybko ukształtować standardy, ponieważ w innym wypadku ustali je ktoś inny. Może być tak, że będą one niekorzystne dla Europy i niespójne z europejskim sposobem patrzenia na gospodarkę cyfrową. W tej dziedzinie Bruksela powinna działać szybko i ambitnie.

Jakie innowacje potrzebne są polskiej energetyce?

W literaturze fachowej i słownikach można znaleźć przynajmniej kilkadziesiąt definicji pojęcia „innowacja”. Swoje definicje tworzą też eksperci. Ale jakkolwiek innowacje zdefiniować, wiadomo, że w polskiej energetyce bardzo ich potrzeba. Często podkreślano to podczas 30. konferencji EuroPOWER w Warszawie.
 

Joseph Schumpeter, któremu …

Czy w tych czterech punktach, o których Pan wspomniał, mamy w UE sojuszników czy to tylko nasz punkt widzenia niepodzielany przez innych? Jeżeli tak, to w jaki sposób możemy przekonywać inne państwa do naszego zdania?

Te cztery filary polityki klimatycznej są objęte konsensusem, dlatego wpisano je do konkluzji podczas czerwcowej Rady Europejskiej. Inną sprawą jest ich interpretacja – tutaj poszczególne stolice się różnią. I na tym polega problem.

Czy Warszawa podejmuje więc działania, aby promować „własne” rozumienie tych zasad?

Z polskiego punktu widzenia sprzeciw wobec neutralności klimatycznej wynikał z przekonania, że decyzja ta może być podjęta tylko i wyłącznie przy ukształtowaniu gwarancji, kompensacji i właściwego rozłożenia ciężarów tej polityki. Będzie ona bowiem – i to nie jest kontrowersją – generowała dla poszczególnych gospodarek koszty liczone w setkach miliardów euro. Takie decyzje muszą być więc poparte bardzo ostrożną analizą. Dlatego rząd uważa to za najtrudniejszą sprawę w agendzie nowej Komisji.

Trwają bardzo trudne negocjacje w sprawie unijnego budżetu. Mówi się nawet, że porozumienie zostanie osiągnięte dopiero w drugiej połowie przyszłego roku. Wiemy o propozycjach cięć w polityce spójności i rolnictwie, o zwiększeniu funduszy np. na ochronę środowiska. Czy warto więc „umierać” za spójność i rolnictwo w dotychczasowej formie? Czy nie lepiej przygotować się do rywalizacji o środki ogólnoeuropejskie przeznaczone na realizacje nowych polityk?

Nie ma w UE państwa, które patrzyłoby na budżet z takiej perspektywy. Nie ma państwa, które sprowadziłoby swoje stanowisko budżetowe do jednej polityki, nawet jeśli jest to tak ważna kwestia, jak transformacja klimatyczna i środowiskowa. Byłoby to skrajną naiwnością – szczególnie z polskiego punktu widzenia, ponieważ dla nas polityka spójności i rolnictwa odgrywa istotną rolę dla rozwoju gospodarczego.

Niemniej polski rozwój jest trwale oparty o politykę rolną, która także odgrywa istotną rolę w odniesieniu do przemian środowiskowych i klimatycznych.

Podobnie jest z polityką spójności. Zgadzam się, że polski rozwój jest oparty o znacznie poważniejsze podstawy niż transfery finansowe z Brukseli, ale spójność odgrywa istotną rolę nie tylko dla Polski, ale także dla całego wspólnego rynku. W tej debacie bardzo często przyjmuje się perspektywę, która jest oparta na półprawdach.

Półprawdą jest, że polityka spójności jasno odróżnia państwa płatników od państw beneficjentów. Polityka spójności jest wynegocjowana na poziomie unijnym. Służy do realizacji wspólnych celów dla jednolitego rynku.

Pieniądze z polityki spójności lokowane w Europie Środkowej są następnie widoczne w PKB krajów zintegrowanych handlowo z nami, które zarabiają na wspólnym rynku. To rozróżnienie beneficjenci – płatnicy, jest z tej perspektywy całkowicie mylące. Płatnicy netto zarabiają na wymianie handlowej z Europą Środkową znacznie więcej niż wpłacają do budżetu UE.

Korzyści handlowe gospodarek państw płatników netto – przedstawiających się niemalże, jak poszkodowani przez konieczność wpłacania składek do unijnego budżetu – przekraczają koszty ich obecności w Unii. Nie rozwikłamy problemów z unijnym budżetem, jeśli nie spojrzymy na niego całościowo. Jeżeli spojrzymy wyłącznie przez pryzmat płatników netto, to nic nie zrozumiemy z roli, jaką odgrywa unijny budżet dla wszystkich państw.

Czy UE uda porozumieć się w kwestii nowego budżetu?

Propozycja Komisji dotycząca nowego budżetu Unii Europejskiej budzi wiele kontrowersji. Płatnicy netto nie chcą płacić więcej, a państwa południa i wschodu Europy jednoczą siły przeciwko planowanym cięciom.
 

Negocjacje w sprawie kolejnego 7-letniego planu budżetowego UE powinny się już rozpocząć, nad rozmowami …

W nowej KE utworzono portfolio dotyczące obronności. Ursula von der Leyen mówiła, że jej Komisja ma być w zamyśle geopolityczna. Globalne wyzwania coraz mocniej dotykają Europę. Czy Polska zamierza mocniej integrować się w ramach PESCO (Stała współpraca strukturalna w dziedzinie obronności UE), czy będzie wstrzymywać się od integracji obronnej i nadal stawiać mocniej na NATO? 

Rola NATO dla bezpieczeństwa europejskiego jest i w najbliższym czasie będzie niepodważalna i to nie tylko z punktu widzenia Polski, ale także pozostałych dwudziestu kilku państw, które są członkami Sojuszu. Nie stoimy przed perspektywą wyboru struktur bezpieczeństwa i będziemy robili wszystko, by polityka UE była budowana w synergii z dotychczasowa architekturą bezpieczeństwa, ponieważ nasze zasoby bezpieczeństwa są ograniczone. Europa ma duży problem, by płacić za bezpieczeństwo tak, jak powinna. Budowanie polityki unijnej w tym obszarze musi więc uwzględniać rzeczywistość.

Polska popiera działania, dzięki którym UE może odgrywać coraz większą rolę w polityce bezpieczeństwa, ale po uwzględnieniu trzech warunków: działania w synergii z NATO, wspólnych definicji zagrożeń, tzn. równowagi postrzegania zagrożeń z południa i ze wschodu. Trzeci element dotyczy finansowania. UE, szczególnie w pierwszej fazie, odegra kolosalną rolę redystrybucyjną. Europejski fundusz obronny powinien zapewnić gwarancję dostępności do pieniędzy dla całego przemysłu obronnego w UE, także w Polsce.

Po spełnieniu tych trzech warunków – które były wielokrotnie akceptowane przez szefów rządów – nie widzimy powodów, aby Unia nie odgrywała większej roli w polityce bezpieczeństwa.

Z naszym bezpieczeństwem wiąże się kwestia rozszerzenia UE na Bałkany Zachodnie. Jakie Warszawa ma interesy w rozszerzaniu UE na ten region? Czy to kwestie geopolityczne czy jednak bardziej altruistyczne?

Polskie motywacje w sprawie rozszerzenia i szerzej, aktywnej polityki na zewnętrznych granicach Unii wynikają z naszej analizy europejskiego interesu. Osadza się on na dwóch filarach: jest to korzystne dla europejskiej gospodarki, ponieważ rozszerzenie oznacza poszerzenie pola oddziaływania europejskich norm i regulacji. Ponadto, to także kwestia bezpieczeństwa Europy. Unia nie może pozwolić na obojętność wobec tego, co się dzieje na naszych granicach. Ta obojętność będzie bowiem wykorzystana przez państwa, które nie ukrywają swoich konkurencyjnych lub wręcz konfrontacyjnych zamiarów wobec Europy.

Bałkany Zachodnie są doskonałym przykładem geostrategicznej rywalizacji. Europa niezdolna do podjęcia decyzji o otwarciu negocjacji z Albanią i Macedonią Płn. okazuje swoją słabość. To sytuacja kryzysowa, która jest bacznie obserwowana przez świat zewnętrzny. Mówienie w tym samym momencie o geopolitycznej Komisji Europejskiej jest kpiną. To pokazywanie jak bardzo deklaracje polityczne rozmijają się z rzeczywistością.

Kolejne NIE dla negocjacji akcesyjnych z Macedonią Płn. i Albanią

Decyzja o rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych z dwom krajami Bałkanów Zachodnich została odłożona. Przeciwne temu były Francja, Holandia i Dania. Większość państw członkowskich obawia się, że taki obrót spraw podkopie pozycję UE w regionie.

 

Na rozmowy akcesyjne z Albanią i Macedonią Północną …

Może jednak Francja ma rację kiedy blokuje rozmowy akcesyjne, uznając, że wymienione państwa nie są jeszcze gotowe do wstąpienia do UE?

To szukanie pretekstu. Nie usłyszałem żadnego przekonującego argumentu. Prawdziwym powodem jest strach przed częścią własnej populistycznej opinii publicznej. Pamiętajmy, że mówimy o samym otwarciu negocjacji, nad którymi państwa mają pewną kontrolę na każdym etapie. Pytania o gotowość są uzasadnione w momencie zakończenia tego wieloletniego procesu i podpisania traktatu akcesyjnego.

A czy w przypadku rozszerzenia o kolejne państwa bałkańskie Warszawa nie obawia się utraty środków z unijnego budżetu?

Polski rozwój nie jest oparty wyłącznie o transfery bezpośrednie. Odgrywają one siłą rzeczy coraz mniejszą rolę w polskim rozwoju, więc nie sposób opierać rozwoju państwa tylko o te środki.

Rozszerzanie – również z gospodarczego punktu widzenia – będzie dla Polski korzystne. Już dziś wykorzystujemy szanse, jaką daje wspólny rynek. Korzyści, które płyną do Polski pochodzą właśnie ze wspólnego rynku. Nasz eksport do krajów UE od 2004 r. wzrósł ponad trzykrotnie. W 2018 r. to było ponad 750 mld euro. To tu są realne korzyści wynikające z integracji z UE.

A może przed przyjmowaniem nowych państw do UE warto, aby Wspólnota uporządkowała swoje wewnętrzne sprawy, tak jak argumentował m.in. Emmanuel Macron?

Rozszerzenie jest szansą, a nie problemem. Prezydent Macron myli się głęboko w tej kwestii. Taką postawą przyczynia się do osłabienia UE, w tym wypadku w aspekcie geostrategicznym. Paradoksem sytuacji jest fakt, że Paryż chętnie odwołuje się do autonomii strategicznej UE, a kiedy dochodzi do podjęcia decyzji o strategicznym znaczeniu, nie jest w stanie tego zrobić. To olbrzymia niekonsekwencja.

Rozszerzenie UE na Bałkany Zachodnie: Niekończąca się historia?

Na powolnym tempie rozszerzenia Unii Europejskiej o Bałkany Zachodnie najbardziej tracą obywatele państw regionu – przekonują dziennikarze z Albanii, Chorwacji, Macedonii Północnej i Serbii.

 

 

Oczekiwanie przez państwa Bałkanów Zachodnich na zielone światło do rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską przypomina sytuację …

W tym roku mija 10 lat Partnerstwa Wschodniego. Jak możemy podsumować rezultaty tego programu? I jakie są plany na przyszłość?

Partnerstwo Wschodnie (PW) jako forma prowadzenia polityki sąsiedztwa jest sensownym pomysłem. UE nie może pozwolić sobie na obojętność w stosunku do tego, co dzieje się na naszych granicach. Brak zaangażowania Wspólnoty natychmiast wykorzystają inne podmioty. Dowodem nie wprost na sensowność projektu jest reakcja Rosji w postaci prób destabilizacji, ingerencji w wewnętrzny proces polityczny, a nawet wojny na Ukrainie.

Jeżeli UE chce wyciągnąć konsekwencje z tych wydarzeń powinna prowadzić aktywną politykę w stosunku do tych krajów. Nie można dopuścić, by konfrontacyjna postawa Rosji doprowadziła do wycofywania się Unii ze wschodnich regionów Europy.

Czy wiedząc post factum, jaka była odpowiedź Rosji na Partnerstwo Wschodnie, to czy podjęcie tej inicjatywy były odpowiedzialne?

Alternatywą dla UE na wschodzie jest oddanie wszystkich państw z naszego sąsiedztwa w strefę wpływów Rosji. Jest to głęboko sprzeczne zarówno z interesem Polskim, jak i UE, ponieważ Rosja nie zatrzyma się dopóki nie napotka na opór.

Pamiętajmy, że wszystkie państwa objęte PW zapłaciły często olbrzymią cenę za to, by być bliżej Europy. Byłoby czymś ogromnie niesprawiedliwym, gdyby Unia odwróciła się od nich.

Czy Polska ma jakiekolwiek szanse na powrót do stołu negocjacyjnego w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie? Warszawa nie uczestniczy w tzw. formacie normandzkim. Przy stole nie chcą nas Rosja ani Ukraina.

Źle się stało, że Polska zdecydowała się na pasywną postawę w tamtym momencie. Źle się stało, że nie ma przy stole negocjacyjnym całej UE w tym stopniu, w jakim powinna być. Byłoby lepiej, gdyby negocjacje były prowadzone z większym zaangażowaniem ze strony Brukseli. Jednak rzeczywistość jest taka jaka jest. To konsekwencja także wyboru niektórych państw członkowskich.

Ukraina: Trudne decyzje prezydenta Zełenskiego

Wczorajsza zgoda prezydenta Ukrainy na tzw. formułę Steinmeiera – oznaczająca akceptację przeprowadzenia wyborów w Donbasie – oceniana jest jako ustępstwo Wołodymyra Zełenskiego wobec żądań rosyjskich. Jednak to zdecydowanie bardziej skomplikowana gra interesów – przekonuje Krzysztof Nieczypor specjalista ds. Ukrainy z …

Ale czy Polska może w jakikolwiek sposób zmienić tę sytuację? A może nie jest to zależne od nas?

Musiałby się zmienić cały kontekst tego konfliktu. Decyzje, które zapadły na początku, determinują rozwój wypadków. Bierna postawa Polski w początkach konfliktu oraz zaangażowanie Francji i Niemiec nie pod flagą unijną mają konsekwencje.

W niektórych państwach na zachodzie Europy zmienia się podejście do Rosji. Prezydent Francji mówi o konieczności podjęcia rozmów z Moskwą. Niemcy budują Nord Stream 2, Włosi mówili o zniesieniu sankcji. Można odnieść wrażenie, że wszyscy dookoła rozmawiają z Rosją, a Polska nie. Od dziewięciu lat nie było spotkania na najwyższym szczeblu między polskim i rosyjskim przedstawicielstwem. Kto ma rację: Polska czy nasi partnerzy z UE?

Stan rozmów oddaje stan relacji. Nie ma w Rosji gotowości do partnerskiego dialogu. To, że niektóre państwa członkowskie z przyczyn historycznych mają problem ze sformułowaniem właściwej reakcji UE na działania wojenne Rosji nie jest niczym zaskakującym. Należy  jednak odnotować jako coś pozytywnego, że pomimo różnych deklaracji, komentarzy i sugestii do dziś nikt w UE nie zdecydował się na złamanie reguł sankcyjnych.

Foucher: Europa musi rozmawiać z Rosją

Przed Europą próba ułożenia na nowo stosunków z Rosją. Obecne relacje są niesatysfakcjonujące, a polityka sankcji nic nie zmieniła w postawie Moskwy – przekonuje Michel Foucher* w rozmowie z EURACTIV.pl.
 

 
Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl: Czy nie ma Pan wrażenia, że kolejne …

Jednak premier Węgier Viktor Orban spotyka się z Władimirem Putinem i załatwia interesy węgierskie. Nord Stream nadal jest budowany. Realnie trochę tej materii jednak jest.

W niektórych przypadkach tak. Najbardziej jaskrawym przykładem braku zrozumienia dla interesów UE jest właśnie budowa gazociągu na dnie Morza Bałtyckiego. To nie zmienia faktu, że sankcje są właściwą reakcją Wspólnoty. Powinny być utrzymane, ponieważ przynoszą realne konsekwencje dla rosyjskiej gospodarki.

To nie jest bardzo ofensywna reakcja, ale to jedyne na co było nas w tej chwili stać i nie jest to bez znaczenia.

Na koniec wróćmy jeszcze do przyszłości UE. Panuje przekonanie, że paradoksalnie bez Londynu będzie łatwiej o przyspieszenie procesów integracyjnych wewnątrz Unii. Czy rzeczywiście tak jest, a jeżeli tak, to czy Warszawa ma się czego obawiać?

Mam wrażenie, że tego typu opinie pełnią rolę terapeutyczną dla osób, które nie potrafią poradzić sobie z traumą brexitu. To narracja całkowicie oderwana od rzeczywistości. Na przykład budżet strefy euro jest dziś blokowany przez niektóre państwa strefy euro, które nie życzą sobie i nigdy nie zgodzą się na jakikolwiek wzrost transferów do jakiejkolwiek instytucji czy też osobnego budżetu strefy euro.

To nie Wielka Brytania jest przeszkodą w tej sprawie. Przeszkody, które uniemożliwiają radykalny skok procesu integracji w dającej się przewidzieć przyszłości są wewnętrzne. I dziś nie ma zgody na dalszą integrację w większości stolic bez względu na bardzo pro-europejską retorykę tych stolic.

Obserwując relacje niemiecko-francuskie wewnątrz UE, można dostrzec, że Berlin – przedstawiający się jako strażnik procesu europejskiego – nie ma obecnie ochoty na dokonywanie dalszych zmian w Unii. Krótko mówiąc: opinie o przyspieszeniu procesu integracji po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE są całkowicie oderwane od rzeczywistości.

To przecież kraje prezentujące siebie jako najbardziej pro-europejskie blokują dziś rozszerzenie, ograniczają unijny budżet, promują protekcjonizm na wspólnym rynku, a czasem snują nawet rozważania o faktycznym podziale UE. To budowanie słabszej Europy w praktyce. Bez względu na piękne deklaracje.

Emmanuel Macron przedstawił swój pomysł na UE

Prezydent Francji przemawiał w Paryżu na Sorbonie. Zaproponował utworzenie nowych unijnych urzędów, a także wspólnych sił wojskowych. Wśród największych wyzwań stojących przed UE wymienił zaś bezpieczeństwo, cyfryzację, zmiany klimatyczne i globalizację.
 
„Europa jest zbyt słaba, za mało skuteczna i zbyt wolna” …

W takim razie, która wizja integracji – Pana zdaniem – niemiecka, bardziej konserwatywna i zachowawcza czy bardziej progresywna francuska, zatriumfuje w najbliższych latach?

Nie możemy sprowadzać procesu integracji do dwóch stolic, ponieważ może to sprawiać mylące wrażenie. Dziś istnieją trzy realne bloki państw posiadające skonsolidowane opinię nt. przyszłości UE. To północ, tj. Hanza – blok państw o wyrobionej opinii odnośnie transferu środków oraz transferu kompetencji.

To państwa południa kontynentu, które nie mogą pogodzić się z brakiem transferów. I to ma określone konsekwencje polityczne – także w postaci ograniczenia zaufania do procesu europejskiego czy do unii walutowej.

Trzecim elementem jest Europa Środkowa. Jest ona najbardziej proeuropejską częścią UE. Nikt tu nie poddaje w wątpliwość przyszłości projektu europejskiego. Także ta część kontynentu ma swoją optykę i odrębne interesy, co widać wyraźnie w dyskusji klimatycznej, budżetowej czy w sprawie wspólnego rynku.

Macron: NATO wchodzi w stan śmierci mózgowej

Prezydent Francji stwierdził w wywiadzie dla „The Economist”, że Sojusz Północnoatlantycki przeżywa najpoważniejszy kryzys od początku istnienia. „USA wykazują oznaki odwracania się od nas plecami. Nie wiem, czy wierzę jeszcze w artykuł 5. traktatu” – powiedział Emmanuel Macron.

 

Francuski prezydent został …

 

*Konrad Szymański minister ds. europejskich w nowym gabinecie premiera Mateusza Morawieckiego, a w latach 2015-2019 sekretarz stanu ds. europejskich w MSZ. W przeszłości był m.in. posłem do Parlamentu Europejskiego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. W 2013 r. „Polityka”, a w 2014 r. „Rzeczpospolita” uznały go za jednego z najlepszych polskich europarlamentarzystów.