Sikorski: UE musi wziąć odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo

Radosław Sikorski

Radosław Sikorski, fot. MSZ

Możemy krytykować różne posunięcia Stanów Zjednoczonych, np. w kwestii Kurdów, ale trzeba przyznać, że kolejni prezydenci USA wielokrotnie przypominali Europie, by poważniej podchodzić do przeznaczania 2 proc. PKB na obronność – twierdzi Radosław Sikorski* w rozmowie z EURACTIV.

 

 

Alexandra Brzozowski, EURACTIV: Został Pan przewodniczącym delegacji Parlamentu Europejskiego ds. stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. W ramach prac delegacji zamierza Pan zacieśniać więzi z polską mniejszością w Stanach Zjednoczonych. Jak tego dokonać?

Radosław Sikorski: Choć to kwestia bilateralnych stosunków polsko-amerykańskich, wszyscy w Europie mamy diaspory w Ameryce i powinniśmy się z nimi komunikować ze względu na ich sentyment do naszego kontynentu.

Jednocześnie, po drugiej stronie Atlantyku panuje nacjonalistyczne i izolacjonistyczne podejście, więc musimy przekonać Stany, że jesteśmy dla nich najbardziej stabilnym, przydatnym i istotnym gospodarczo partnerem. W szczególności jeśli sądzą, że ich nadrzędnym zadaniem w XXI wieku powinna być kontrola wzrostu potencjału Chin i rywalizacja z Pekinem o globalny prymat, to rozsądnie ze strony Waszyngtonu byłoby mieć Europę za sojusznika, a nie przeciwnika.

Wciąż powtarzamy, że Stany są naszym kluczowym partnerem…

Tak, ale myślę, że polski rząd jest przerażony tym, co stało się z Kurdami. Historia Polski uczy, że na dalekich sojusznikach nie zawsze można polegać i przykład Kurdów najlepiej to potwierdza.

McAllister: UE musi stać się graczem globalnym

Europa nie umocni swojej pozycji na arenie międzynarodowej, dopóki jedno państwo członkowskie będzie w stanie zablokować każdą decyzję dotyczącą polityki zagranicznej – twierdzi David McAllister* w rozmowie z EURACTIV.pl.
 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Donald Trump wycofał część sił amerykańskich z Syrii, dając …

Czy może więc istnieć bardziej konstruktywna droga współpracy między Europą a USA? Może na poziomie dyplomacji parlamentarnej?

Mamy kwestię ceł na Airbusy i Boeingi. Amerykanie już mają orzeczenie WTO w tej sprawie. My też wkrótce poznamy rozstrzygnięcie odnośnie naszego pozwu. Powiedziałbym, że wśród przyjaciół konstruktywnym sposobem na załatwienie tej sprawy byłoby puszczenie jej w niepamięć. Możemy wyrządzić sobie wzajemnie szkody albo o całej kwestii zapomnieć. Mam nadzieję, że będziemy w stanie przekonać Amerykanów do możliwie bezbolesnego zakończenia sporu.

Ale czy to się uda? Przecież wiele ostatnich amerykańskich decyzji jest podejmowanych w kontrze do celów europejskiej polityki zagranicznej. Spójrzmy na Ukrainę, Turcję…

Nie dostarczamy Ukrainie broni, robią to Stany. Powinniśmy to uszanować, nawet jeśli nam się to nie podoba. Waszyngton mówi jednocześnie: „Macie nam za złe, że wycofujemy nasze wojska z Syrii, ale gdzie są wasze?”. Może nam się nie podobać ten sposób komunikacji, ale trzeba z przykrością stwierdzić, że kolejni prezydenci USA przypominali Europejczykom, by poważniej podchodzili do zalecenia NATO, dotyczącego przeznaczania 2 proc. PKB na obronność. Tymczasem państwa europejskie się do tego nie stosowały. Niektóre kraje nawet nie zaczęły dążyć do realizacji tego celu. W tej kwestii Amerykanie mają rację.

Wróćmy do Europy. Jak ocenia Pan obecny impas w kwestii otwarcia negocjacji akcesyjnych z Albanią i Macedonią Północną?

W latach 90. Stany były bardziej otwarte na akcesję Polski do NATO niż państwa europejskie na nasze przystąpienie do UE. Wstąpiliśmy więc do NATO w 1999 roku, a do UE pięć lat później. Oczywiście stało się tak nie bez powodu. UE oznacza przecież znacznie głębszą integrację niż sojusz wojskowy.

Ale jako że kraje postkomunistyczne borykają się z dużo większymi trudnościami finansowymi i mają swoje problemy z praworządnością, jednym ze skutków ubocznych integracji europejskiej było potwierdzenie przez państwa Europy Środkowo-Wschodniej stereotypu, że polityka w tym regionie jest w jakiś sposób inna.

I tak to jest odbierane na Zachodzie – mimo że mamy populizm we Francji, we Włoszech, w Wielkiej Brytanii i Stanach, to właśnie Viktor Orbán i Jarosław Kaczyński przekonali wiele osób, że Europejczykom ze wschodu nie możne ufać w kwestii rządów prawa. A to może przyczyniać się do spowolnienia procesu rozszerzania Unii.

Czy w takim razie postawa prezydenta Macrona jest w interesie Rosji?

Jestem fanem Emmanuela Macrona, ponieważ jest w stanie stawić czoła trudnościom, jakie napotyka liberalizm w konfrontacji z nacjonalizmem. Prezydent Francji jest obecnie jedynym politykiem w Europie, który ma aspiracje oparte na liberalnych wartościach, ma też wizję Europy jako supermocarstwa. Dlatego myślę, że powinniśmy mu pomagać.

Foucher: Europa musi rozmawiać z Rosją

Przed Europą próba ułożenia na nowo stosunków z Rosją. Obecne relacje są niesatysfakcjonujące, a polityka sankcji nic nie zmieniła w postawie Moskwy – przekonuje Michel Foucher* w rozmowie z EURACTIV.pl.
 

 
Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl: Czy nie ma Pan wrażenia, że kolejne …

A czy był Pan usatysfakcjonowany z przesłuchań Hiszpana w PE Josepa Borrella – nowego szefa unijnej dyplomacji?

Jestem nieusatysfakcjonowany, gdy państwa członkowskie łamią przepisy zawarte w Traktacie Lizbońskim. Zobowiązaliśmy się w nim bowiem do prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. To oznacza, że powinniśmy dyskutować o wszystkich sprawach podczas Rady Spraw Zagranicznych, a rolą ministrów spraw zagranicznych powinno być wypracowanie kompromisów. Na tej podstawie dopiero wspólną politykę zagraniczną powinien prowadzić Wysoki Przedstawiciel.

Nie możemy najpierw się na coś zgadzać, a potem zawierać poboczne umowy, nie zważając na Unię. Niezależnie od tego, czy chodzi o format normandzki, umowę z Iranem czy liczne umowy z Chinami. Jeśli nadal będziemy obchodzić cały proces zapisany w Traktacie Lizbońskim, nigdy nie będziemy traktowani poważnie przez inne potęgi.

Jestem więc przekonany, że nowy Wysoki Przedstawiciel powinien robić to, co robiła Catherine Ashton, a czego nie kontynuowała Federica Mogherini. To znaczy powinien blisko współdziałać z ministrami spraw zagranicznych poszczególnych państw i z wraz z nimi wypracowywać unijną politykę. W ten sposób ministrowie mają większą rolę do odegrania, a unijna polityka zagraniczna staje się bardziej efektywna.

Zatem jakiego rodzaju zaangażowania należy oczekiwać od Josepa Borrella w nadchodzącej kadencji? Co powinno być dla niego priorytetem?

Przede wszystkim zabezpieczenie naszego sąsiedztwa. Europa runie pod naporem populistów i obecnych procesów politycznych, jeśli nie przekonamy naszych wyborców, że mamy kontrolę nad naszymi granicami i tym, co dzieje się bezpośrednio za nimi. Josep Borrell powinien skorzystać z narzędzi, którymi dysponuje, by stworzyć wokół siebie krąg komisarzy i korzystać z instrumentów, których użyłby jako minister w swoim kraju.

Ważne, by prowadzić intensywną dyplomację wspieraną przez politykę rozwojową. UE powinna angażować się w udzielanie pomocy humanitarnej, a także w zawieranie korzystnych umów handlowych. Jednak zanim zaczniemy załatwiać sprawy z Chinami czy Ameryką Łacińską, powinniśmy zapewnić bezpieczeństwo na miejscu, w Europie.

Ignatieff: Węgry w końcu wyrwą się z objęć partii Orbana

Transformacja demokratyczna w Europie Środkowej i Wschodniej jeszcze się nie zakończyła i dlatego będziemy kontynuować naszą misję kształcenia „wolnych i niezależnych umysłów” – mówi w rozmowie z EURACTIV Michael Ignatieff*, kanadyjski naukowiec i rektor Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU).

 

Pavol Szalai, EURACTIV.sk: Od …

W praktyce to także wymaga „hard power”…

Mamy już budżet obronny, choć na razie nie jest on wielki. Jestem jednak przekonany, że powinniśmy inwestować nie tylko w innowacje i przemysł, ale także rozwijać zdolności obronne, które faktycznie mogą zostać wykorzystane, a nie tylko zostaną na papierze. Chciałbym zobaczyć legion europejski, sfinansowany z unijnych środków, pod auspicjami Rady Spraw Zagranicznych, złożony nie z jednostek państw członkowskich, ale obywateli tych państw, którzy sami chcą się w nim znaleźć.

Mógłby być on szkolony przez Legię Cudzoziemską – jednostkę zdolną do mobilizacji państwa nie są w stanie zareagować, np. na naszych południowych peryferiach, jeżeli mamy do czynienia z piratami na Morzu Śródziemnym.

Jesteśmy jedną z największych gospodarek świata, więc jest to minimum, które powinniśmy realizować, by wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa była godna swojej nazwy. Nie sądzę, że będziemy potrafili zastąpić NATO na wschodniej flance, i nie sądzę, że powinniśmy próbować to zrobić, ale może się zdarzyć, że w przyszłości staniemy przed takim wyzwaniem.

Ale to wymagałoby jednomyślności w Unii…

To da się zrobić. Pamiętamy udaną akcję przeciw somalijskim piratom, jeszcze kiedy Catherine Ashton odpowiadała za unijną politykę zagraniczną. Czemu nie moglibyśmy tego powtórzyć?

Doradca Bidena: Polska odgrywa kluczową rolę w Europie Środkowej

Rosja i Chiny to dziś dwa największe zagrożenia dla liberalnej demokracji – o schizofrenicznej polityce zagranicznej administracji Trumpa, relacjach z Rosją i Polską redakcja EURACTIV.pl rozmawia z Michaelem Carpenterem*, doradcą ds. polityki zagranicznej wiceprezydenta Joe Bidena w trakcie prezydentury Baracka …

 

*Radosław Sikorski jest posłem do Parlamentu Europejskiego i szefem delegacji PE ds. relacji z USA. W przeszłości m.in. minister spraw zagranicznych w latach 2007-2014.