Niemiecka prezydencja w Radzie UE: „Niemcy nie idą na skróty” – prof. Artur Nowak-Far

Program niemieckiej prezydencji przeniknięty jest próbą poszukiwania odpowiedzi na współczesne wyzwania i problemy Europy, mówi prof. dr hab. Artur Nowak-Far z Instytutu Prawa Szkoły Głównej Handlowej. / Foto via twitter @UlrikeDemmer / Na zdj. kanclerz Niemiec Angela Merkel

„Kraje UE są silne przede wszystkim siłą swoich mieszkańców. Przestrzeganie zasad ma więc służyć zapobieganiu ewentualnym dążeniom do nadużyć i niewłaściwego dysponowania środkami. Nie ma dobrego państwa i sprawnego rządu bez spełnienia tych warunków, mówi w rozmowie z EURACTIV.pl prof. dr hab. Artur Nowak-Far z Instytutu Prawa Szkoły Głównej Handlowej.

 

 

Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl: Pandemia koronawirusa nie daje o sobie zapomnieć. Niemcy, które przejęły od 1 lipca rotacyjną prezydencję w Radzie UE, stoją przed wyzwaniem szybkiego znalezienia kompromisu ws. programu ratunkowego dla europejskich gospodarek. Znajdujemy się w kluczowym dla współczesnej Europy okresie w historii?

Prof. dr hab. Artur Nowak-Far*, Instytut Prawa Szkoły Głównej Handlowej: Pandemia koronawirusa jest doświadczeniem formacyjnym dla naszych społeczeństw, ale to wciąż – przy całej powadze sytuacji – tylko pomruk historii w porównaniu do prawdziwego jej ryku, z jakim mieli do czynienia np. mieszkańcy powojennej Europy.

Deklaracja Schumana była odpowiedzią na skutki II wojny światowej, która przeorała świadomość narodów i społeczeństw. Koronawirus niczego takiego, przynajmniej w takiej skali, nie zrobił. Nie występuje tutaj np. wielki problem moralny dotyczący rozliczenia za zbrodnie wojenne. To kolosalna różnica.

Pandemia ujawniła jednak pewne słabości modelu europejskiego oraz współpracy w ramach UE, które wymagają korekty. W moim przekonaniu nie oznacza to konieczności porzucenia współpracy europejskiej. Przeciwnie, ostatnie tygodnie w wystarczający sposób pokazały, że w zagrożeniach o takiej skali potrzeba wręcz większej współpracy. Potrzeba odpowiedzi na globalne zagrożenie. Zatem wszelkie próby działania w pojedynkę są skazane na mniejsze lub większe niepowodzenie.

Niemcy uchodzą za najsilniejszy kraj Unii. Czy przejmują prezydencję z dobrym planem?

Program niemieckiej prezydencji przeniknięty jest próbą poszukiwania odpowiedzi na współczesne wyzwania i problemy Europy. Cieszy fakt, że Berlin nie poszedł na skróty i nie skupia się wyłącznie na zagadnieniach związanych z pandemią.

Wprawdzie Angela Merkel deklaruje, że zamknięcie negocjacji w sprawie nowego budżetu UE oraz Funduszu Odbudowy jest jej priorytetem – i jest to zrozumiałe – jednak w programie znajdują się punkty daleko wykraczające poza skutki pandemii, które mogą być istotne z punktu widzenia przyszłego funkcjonowania Wspólnoty.

Niemcy chcą przyjąć i wdrożyć koncepcję szerokiego, globalnego zarządzania kryzysem, który wzmocni działanie jednolitego rynku, który pozwoli ograniczyć straty gospodarcze wynikające z pandemii i który jak najszybciej przywróci normalne działanie strefy Schengen. Innymi słowy chodzi o sprawny powrót do wszystkich unijnych swobód gospodarczych.

To, o czym Pan mówi to przywrócenie stanu z przeszłości. Jakie są jednak plany długofalowe Berlina?

Niemcy optują za wzmocnieniem technologicznym Unii, za współpracą w dziedzinie nowych technologii cyfrowych. To przekłada się na konkretne postulaty dotyczące działań w ramach Unii, np. stworzenia systemu wspólnej reakcji z prawdziwego zdarzenia na wyzwania o dużej skali, jak wszelkiego rodzaju pandemie czy kryzysy, wręcz stworzenia europejskiej przestrzeni przeciwdziałania klęskom dużej skali.

W programie znajduje się także zapis o konieczności wzmocnienia produkcji innowacyjnych produktów w Europie – uniezależnienia się od dostaw ze świata. Pandemia pokazała, że przerwanie łańcuchów dostaw i dystrybucji stanowi duże zagrożenie. Chodzi o to, by w Europie powstawały np. urządzenia ważne dla zapewnienia odporności państw UE na takie kryzysy jak ten wywołany COVID-19, żeby te państwa miały natychmiast dostęp do takich produktów jak np. respiratory, określone lekarstwa i szczepionki.

Last but not least, niemieckie propozycje dotyczą także usprawnienia systemu wspólnych zakupów. Nie wszystkie kraje członkowskie skorzystały z możliwości koordynowanych przez Komisję Europejską zakupów, a wydaje mi się, że nie muszę nikogo przekonywać o skali trudności zdobycia respiratorów przez pojedyncze państwa w trakcie pandemii, gdy rosną i zapotrzebowanie, i ceny. Zrealizowanie tych postulatów usprawni działanie Unii w przyszłości i pozwoli uniknąć sytuacji z marca tego roku, gdy wiele państw członkowskich po prostu było zaskoczonych postacią i skalą powstałego zagrożenia.

Wspomniał Pan o pomocy finansowej. Fundusz Odbudowy UE jest krokiem w dobrą stronę dla uśmierzenia kryzysu gospodarczego w Europie?

Fundusz Odbudowy został pomyślany jako europejski odpowiednik pomocy oferowanej np. przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Realizuje już dawniej formułowane postulaty, by o takie narzędzie się postarać. Fundusz Odbudowy ma dać więcej pieniędzy na rozwój europejskich gospodarek, ma pomóc zaspokoić pilną potrzebę wzmocnienia popytu.

Istnieją jednak głosy, że konstrukcja funduszu – 85 proc. środków jest przeznaczone dla krajów członkowskich – oraz niewielka liczba projektów ogólnoeuropejskich, jak np. budowa paneuropejskiej sieci kolejowej szybkiej prędkości, przyczyni się wyłącznie do konsumpcji, a nie reform i modernizacji.

Rozumiem te głosy i zauważam, że również w programie niemieckiej prezydencji znajduje się zapis o dążeniu do jak największej elastyczności funduszu. Chodzi o to, by środki finansowe mogły mieć także ponadgraniczny charakter.

Spójrzmy jednak realistycznie na obecną sytuację: gdy nagle w problemy wpadają wszystkie gospodarki jednocześnie, rządy muszą mieć narzędzia dla wzmocnienia popytu wewnętrznego. Nie widzę w tym nic zdrożnego.

W ostatnich dniach pojawiły się wezwania do obcięcia środków przewidzianych w ramach FO dla Polski. Premier Danii Mette Frederiksen mówi wprost: za podejście do kwestii osób LGBT oraz praworządności Polska powinna otrzymać mniejsze środki.

Ten kto formalnie płaci – czyli Komisja Europejska oraz unijne instytucje – ma prawo wymagać przestrzegania przyjętych z góry traktatowych zasad, takich jak zapewnienie praworządności dokładnie w takiej formule, w jakiej jest ona skonstruowana w prawie Unii Europejskiej, a nie jak by sobie to widzieli niektórzy krajowi liderzy polityczni.

Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Analogiczne zasady już istnieją w Unii i nie wzbudzają wielkich emocji. Np. środki przeznaczone na rozwój rolnictwa nie mogą być wydane tak, by naruszane były zasady ochrony środowiska. Tak to po prostu działa.

Taka kontrola przestrzegania ważnych zasad jest w najlepszym interesie obywateli państw członkowskich, bo kraje UE są silne przede wszystkim siłą (przez którą rozumiem także zdrowie, energię, intelekt, możność egzekwowania własnych praw) swoich mieszkańców. Przestrzeganie zasad ma więc służyć zapobieganiu ewentualnym dążeniom do nadużyć i niewłaściwego dysponowania środkami. Nie ma dobrego państwa i sprawnego rządu bez spełnienia tych warunków.

Jak sfinansować Fundusz Odbudowy? Czy wzbudzające kontrowersje uwspólnotowienie długu jest dobrym rozwiązaniem? Warto je forsować?

Nie widzę niczego złego w tej propozycji, jeżeli spełnione są również pewne warunki dotyczące mechanizmów aktywizacji środków. Powiem więcej: uwspólnotowienie długu już w jakiejś postaci działa, np. w ramach finansowania Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Przecież EBI znaczną część środków na inwestycje w krajach członkowskich pozyskuje na międzynarodowych rynkach kapitałowych, głównie poprzez emisję obligacji.

Przypomnę, że EBI jest jednym z największych ponadnarodowych kredytodawców, a pozyskanie funduszy jest możliwe dzięki wysokiemu ratingowi kredytowemu. EBI korzysta z dobrej reputacji kilku europejskich gospodarek oraz UE. Dzięki temu mniejsze kraje czy państwa partnerskie UE mają szansę na zyskanie finansowania z bezpiecznego i racjonalnie działającego źródła.

Dlaczego budzi to zatem takie kontrowersje na poziomie europejskim?

Diabeł tkwi w szczegółach. Już wspomniałem, że chodzi zwłaszcza o kwestię kontroli nad procesem wydawania środków, czyli o poruszonej już wyżej alternatywie: reform i modernizacji a konsumpcji. Dlatego przed przywódcami państw członkowskich pojawiło się wyzwanie znalezienia jakiegoś modus vivendi, które pozwoli na zakończenie negocjacji.

Każda ze skrajnych stron: Włochy postulujące przeznaczanie środków bez kontroli z zewnątrz oraz kraje tzw. oszczędnej czwórki (Austria, Dania, Holandia, Szwecja), które postulują większą kontrolę, będą musiały spotkać się w połowie drogi. Im silniejszy i trwalszy będzie kompromis, tym mniej kontrowersji pojawi się w przyszłości.

Wiele nadziei pokłada się  Niemczech, że uda im się pogodzić wszystkie strony sporu – słowem zakończyć negocjacje w sprawie unijnego budżetu na lata 2021-2027 oraz FO UE w tym półroczu. A jeżeli stanie się inaczej?

Wtedy UE na własne życzenie „odmrozi sobie uszy” – poniesie pewne straty wizerunkowe, ale ostatecznie nic wielkiego się nie stanie. Instrument kryzysowy jest bardzo potrzebny Europie i warto na niego poczekać.

 

*Prof. dr hab. Artur Nowak-Far – prawnik, ekonomista. Szef Instytutu Prawa Szkoły Głównej Handlowej. W latach 2013-2015 wiceminister spraw zagranicznych ds. prawnych i traktatowych. Członek Team Europe. Zajmuje się m.in. ekonomiczną analizą prawa europejskiego, semiotyką prawa europejskiego, unią gospodarczą i walutową, jednolitym rynkiem UE. Autor prac specjalistycznych i artykułów naukowych.