Marek Prawda: Unia musi „odzyskać przyszłość”

Zdjęcie via unsplash.com

„W interesie takich państw jak Polska jest dbanie o to, by UE była czymś więcej niż tylko wspólnym rynkiem” – przekonuje w rozmowie z EURACTIV.pl Marek Prawda, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

 

Mateusz Kucharczyk, Łukasz Gadzała, EURACTIV.pl: Rok 2019 obfitował w wiele ważnych wydarzeń dla Unii Europejskiej. Piętnastolecie „wielkiego rozszerzenia” z 2004 r., majowe wybory do Parlamentu Europejskiego – uznawane przez wiele osób za najtrudniejsze w historii, brexitowa epopeja i opóźniony start nowej Komisji Europejskiej. W jakim miejscu znajduje się teraz Unia, i w jakim – Pana zdaniem – będzie po 5 latach kadencji Ursuli von der Leyen?

Dr Marek Prawda, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce: Unia Europejska być może straciła pewność kierunku, w którym należy zmierzać, ale teraz go odzyskuje.

Głównym wyzwaniem dla nowej KE jest przede wszystkim wyciągnięcie lekcji z etapu, który określiłbym, jako „naiwny optymizm”. Myślę tu o przepowiedzianym „końcu historii”, przekonaniu, że przyszłość będzie taka jak teraźniejszość, tylko lepsza. Z tego zrodziła się sugestia, że nic nie trzeba już robić. Gdy tak zadowoleni z siebie czekaliśmy na lepsze jutro, w naszym sąsiedztwie oraz w samej Europie wybuchło wiele kryzysów, wzmacniając fatalistyczną wiarę w zagrożenia, które muszą powracać. Skutek jest taki, że chowamy się w narodowych murach i uciekamy do protekcjonizmu w gospodarce.

W ostatnich latach funkcjonowaliśmy w ramach dwóch paradygmatów myślenia: z jednej strony było przekonanie o wyjątkowości UE, wynikające z sielankowego obrazu Europy, z drugiej zaś – paraliż spowodowany polityką lęku. Oba zaowocowały modą na pesymizm, dominującą jeszcze na początku 2019 r.

Jednak i ten etap mamy za sobą, a przed nową Komisją czas, aby udowodnić, że można „odzyskać przyszłość”. Celem jest pokazanie, że Unia ma zdolności do przezwyciężenia kryzysów oraz poradzenia sobie z wyzwaniami współczesności.

Jerzy Buzek: Polska musi w końcu opracować strategię energetyczną

„Musimy w końcu opracować strategię energetyczną dla naszego kraju. Czekamy na nią już cztery lata. Rząd zobowiązuje się, że ją stworzy, ale cały czas to odwleka” – w rozmowie z EURACTIV.pl mówi Jerzy Buzek*.
 

Zapraszamy również do odsłuchania rozmowy:

https://soundcloud.com/user-235833575/jerzy-buzek-wywiad-euractivpl

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: …

Jednym z najpoważniejszych wyzwań jest dziś kryzys klimatyczny, a Zielony Ład znajduje się w centrum zainteresowania Komisji Ursuli von der Leyen…

Zielony Ład jest bardzo ambitnym projektem, który wyraża pewien konsensus, jaki zarysował się w Unii: to potrzeba zmiany myślenia o gospodarce i odejścia od wąsko rozumianej polityki maksymalizacji zysków. Coraz częściej zwraca się uwagę na nierówności ekonomiczne czy zagrożenia ekologiczne.

Zielony Ład to także symbol zmian postrzegania działań społeczno-gospodarczych. Nie chodzi bowiem tylko o zbudowanie bezemisyjnej gospodarki do 2050 r., ale także o znacznie poważniejszą zmianę myślenia, w kontekście miejsca w niej każdego z mieszkańców Unii.

Wielkie przemiany niosą ryzyko nowych zagrożeń. Przykładem może być globalizacja i jej konsekwencje. Z jednej strony globalizacja to postęp – wyciągnięto przecież z głodu setki milionów ludzi, ale z drugiej także źródło problemów społecznych.

Niełatwo będzie zrealizować wspólne cele, jeżeli niektóre rządy, jak Polska, mają inną wizję polityki klimatycznej.

W najgorszym scenariuszu Zielony Ład może stać się nowym źródłem podziałów, np. między Wschodem i Zachodem kontynentu, czyli między państwami, które znajdują się na różnym etapie modernizacji energetycznej.

Pamiętajmy jednak, że aby realizować nową politykę, pieniądze nie wystarczą. Potrzeba czegoś więcej – takiego współdziałania w Unii, by jej środki stały się realną zachętą dla przedsiębiorców. Za warunki konkurencji nie odpowiada UE, ale same państwa członkowskie.

Spójrzmy na kryzys strefy euro. Niektóre kraje członkowskie zdały się zupełnie na Europejski Bank Centralny uznając, że EBC rozwiąże systemowo wszystkie problemy. Zapomniały jednak o wypełnianiu swoich zobowiązań. Tak samo może być z Polską czy jakimkolwiek innym państwem UE. Każde z nich może mieć problem z nadążeniem za polityką Zielonego Ładu, jeżeli całkowicie zda się na Unię.

Trwają negocjacje budżetowe. Polska straci w porównaniu z poprzednim rozdaniem i dlatego Warszawa jest przeciwna propozycjom Wieloletnich Ram Finansowych zaprezentowanych przez przewodzącą w tym półroczu w Radzie UE Finlandię.

Przesądzony jest scenariusz cięć w tzw. kopertach narodowych. W nowej perspektywie budżetowej więcej środków będzie rozdzielanych centralnie. Więcej zależy od skuteczności samych stolic. Dla Polski to dobra i zła wiadomość. Dobra, bo Warszawa ma poważne argumenty przemawiające za potrzebą wsparcia transformacji energetycznej. Zła, bo o ile w przeszłości nasz kraj wyspecjalizował się w dobrym wydawaniu przyznanych środków, to gorzej mu szło w ubieganiu się o dodatkowe fundusze. Polska aktywna na pewno nie straci. Gorzej jeżeli Warszawa skupi się na mnożeniu trudności.

Dr hab. Marek Madej: Stawianie głównie na USA może się źle skończyć

„Dla większości państw członkowskich NATO pozostaje niezwykle ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa. Obecne dyskusje nie są niczym nowym, poza tym, że za sprawą ostatniej wypowiedzi Emmanuela Macrona opanowały światowe media. Mimo wszystkich problemów sądzę, że organizacja przetrwa” – mówi dr …

A inne priorytety nowej Komisji, jak praworządność czy polityka konkurencji? W ostatnich tygodniach Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) podjął kilkukrotnie decyzje nie po myśli rządu. Przewodnicząca Komisji zapowiedziała, że nie odpuści ws. rządów prawa Polsce czy Węgrom.

Unia pozostaje Wspólnotą normatywną, opartą na wartościach. Dlatego nie ma, moim zdaniem, możliwości traktowania praworządności jako kwestii bilateralnej między danym państwem a UE. Problem z praworządnością, np. Węgier jest istotny dla całej Wspólnoty, ponieważ ma wymiar ogólnoeuropejski. Obywatele wszystkich państw Unii muszą mieć pewność, że identyczne zasady panują we wszystkich krajach; że tak fundamentalna kwestia nie podlega naciskom polityków.

To ważne dla przedsiębiorców, inwestorów i wszystkich obywateli. Jeżeli w przyszłości jakiś rząd zapragnie np. wykluczenia z rynku pracy wszystkich Polaków, to łatwiej będzie mu to zrealizować, jeśli będzie miał posłusznych sędziów. W takich sytuacjach ratunkiem jest prawo wspólnotowe, które nie pozwala na dyskryminację ze względu na narodowość. Jednak aby ono działało wszystkie kraje muszą go przestrzegać, a nie wybierać to co im odpowiada.

W interesie takich państw jak Polska jest dbanie o to, by UE była czymś więcej niż tylko wspólnym rynkiem. To oczywiście aluzja do twierdzenia tych, którzy przekonują, że unia gospodarcza to maksimum integracji, a reszta jest nieważna, szczególnie gdy inne państwa czy instytucje wtrącają się do naszych reform. Myślę jednak, że w sprawie praworządności nie ma pola manewru i pod tym względem niewiele zmieni się w najbliższych pięciu latach.

Jaka będzie więc Europa za 5 lat? Zjednoczona i zintegrowana, dbająca o wartości czy rozbita konfliktami np. o praworządność? Skazana na porażkę w rywalizacji z korporacjami międzynarodowymi?

Myślę, że świat zrozumiał, że nie ma już miejsca na prostą kontynuację tego co było. Stąd projekty, jak Zielony Ład. Jestem przekonany, że przyniosą one skutek. UE będzie ważniejszym aktorem na scenie międzynarodowej. Zasady konkurencji, które do tej pory porządkowały głównie problemy w poszczególnych krajach Wspólnoty, teraz będą w większym stopniu decydowały o relacjach np. z Chinami. Celem UE jest przeniesienie regulacji wewnętrznych na arenę międzynarodową. Drugim zadaniem – wcale nie mniej ważnym – będzie zadbanie o bezpieczeństwo naszego terytorium.

Takie strategiczne podejście wymaga jedności w polityce zagranicznej Unii. Tymczasem obecnie co kraj, to inne nastawienie: do USA, Rosji, Chin. Do tego dochodzą kwestie migracji. Czy możliwe jest osiągnięcie jedności przy tak wielu różnicach?

Unia osiągnęła pewien postęp w relacjach z partnerami trzecimi, jak np. Rosja, co także wydawało się skrajnie trudne przed kilkoma latami. Oczywiście nie wszystko funkcjonuje zgodnie z zamierzeniami. Nie udało się wynegocjować umowy handlowej z USA, ale jak tylko ogłoszono chwilowe zatrzymanie rozmów, natychmiast przyśpieszyła realizacja porozumień z innymi krajami.

Komisja Jean-Claude’a Junckera przez 5 lat urzędowania zwarła umowy handlowe m.in. z Japonią, Australią, Singapurem czy Wietnamem. To ewidentny przykład atrakcyjności Unii Europejskiej, zwiększania – a nie zmniejszania – jej roli w świecie.

Szymański: Europa Środkowa jest najbardziej proeuropejską częścią UE

Rozszerzenie UE jest szansą, a nie problemem. Prezydent Macron myli się głęboko w tej kwestii i swoją postawą przyczynia się do osłabienia Wspólnoty – przekonuje minister Konrad Szymański* w rozmowie z EURACTIV.pl.

 

 

Łukasz Gadzała, Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl: Czy priorytety nowej Komisji …

Bardzo ważna w tym kontekście będzie realizacja innego z priorytetów Komisji, polityki cyfrowej i konkurencji. To po Zielonym Ładzie drugi z najważniejszych priorytetów, którym będzie kierowała komisarz Margrethe Vestager…

Jak wiemy, korporacje cyfrowe bywają silniejsze od państw, zbierają mnóstwo informacji o użytkownikach portali społecznościowych. To zrozumiałe – muszą poprawiać swoje algorytmy, jednak dzięki zgromadzonej wiedzy mogą wpływać na nasze demokracje, co już zaobserwowano w kilku państwach.

Płynie z tego ważna nauka: tylko zbiorowy podmiot będzie w stanie uregulować tę sytuację. Żadne z państw członkowskich nie ma takiego potencjału, by w pojedynkę stawić im czoła. Po raz pierwszy w historii mamy pod tym względem narzędzia zbliżone do USA. W polityce konkurencji Amerykanie byli dla Europy zawsze niedoścignionym wzorem. Teraz my mamy coraz lepsze narzędzia ograniczające unikanie płacenia podatków, wprowadzamy RODO, podatek cyfrowy, a w Niemczech działa już prawo internetowe.

Wspomniane korporacje z własnej inicjatywy już występują z propozycjami dogadania się z nami, żeby zwalczać nadużycia w sieci. To pokazuje wagę tego priorytetu, ponieważ stanowi on potwierdzenie sensu bycia razem w UE. To nie jest przecież ckliwy slogan euroentuzjastów, tylko odpowiedź na twarde realia dzisiejszego świata. Jeżeli Unia udowodni, że jest w stanie rozwiązać tę kwestię, to poprawi swoją reputację.

Rozwój internetu i sfery cyfrowej przypomina mi trochę sytuację w Europie po wynalezieniu druku przez Gutenberga. Wówczas także obawiano się wpływu tego nowego narzędzia na rzeczywistość. Podobnie jest z internetem, który w miejsce habermasowskiego narzędzia deliberatywnej demokracji stał się – w jakiejś mierze – instrumentem demagogii.

Wspomniał Pan o umowach handlowych podpisanych za kadencji przewodniczącego Junckera. Jednak nie u wszystkich budzą one podobny entuzjazm. W jaki sposób UE zamierza przekonywać nieprzekonanych?

To duże wyzwanie w obszarze komunikacji, które dotyczy także flagowych polityk nowej Komisji. Rolnictwo i spójność – dwie dotychczas najważniejsze polityki UE – będą zmieniały się ze względu na nowe priorytety. Tym m.in. będzie zajmował się komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski. Polscy rolnicy otrzymają dopłaty na podobnym poziomie co obecnie, a nawet zyskają w stosunku do kwot wypłacanych na zachodzie Europy. Jednak stracą inni. Zatem zadaniem nowego komisarza będzie przekonywanie, że mimo cięć nadal można zdobyć środki na rolnictwo z innych programów.

A co z umową ze Wspólnym Rynkiem Południa (Mercosur)? Rolnicy w całej Europie sprzeciwiają się ratyfikacji umowy argumentując, że napływ produktów z Ameryki Południowej, w tym większej ilości wołowiny, może zmniejszyć ich dochody.

Podczas negocjacji z Mercosurem Unia wynegocjowała dla siebie wiele gwarancji z korzyścią dla europejskich rolników. Jednak – jak przy każdej tego typu umowie – ktoś zyska, a ktoś trochę straci. Per saldo, polskie rolnictwo ma więcej do zyskania na porozumieniu z czterema krajami Mercosuru.

Podobna debata dotyczyła porozumienia o wolnym handlu z Kanadą (CETA). Początkowe duże protesty stopniowo wygasły, także dzięki rozmowom podejmowanym przez Komisję ws. zysków i strat.

Biorąc te wszystkie ambitne plany pod uwagę, czy Unia nie jest organizacją zbyt maksymalistyczną? Zielony Ład jest bardzo ambitną polityką, UE ma także duże ambicje w kontekście polityki rozszerzenia, co obserwujemy dziś na Bałkanach Zachodnich. Czy z tej maksymalizacji oczekiwań, które następnie nie są realizowane, nie biorą się właśnie resentymenty dające paliwo populistom? Niepowodzenie Zielonego Ładu może w przyszłości wywołać takie rozczarowanie…

Leszek Balcerowicz na początku transformacji lat 90-tych powiedział, że Polska ma przed sobą dwie drogi: ryzykowną i beznadziejną. Unia też nie ma wyboru. To ostatni dzwonek na podjęcie ambitnych działań. Sześć z dziesięciu najbardziej zanieczyszczonych miast we Wspólnocie znajduje się w Polsce. Kiedy, jak nie teraz zmienić tę sytuację?

Ambitne cele mobilizują, nawet jeśli są z nimi przejściowe problemy. Jednak pytanie jest jak najbardziej zasadne. Kluczem, by zmniejszyć potencjał ryzyka związany z Zielonym Ładem jest poważne potraktowanie unijnych zaleceń przez każdy kraj.

Sikorski: UE musi wziąć odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo

Możemy krytykować różne posunięcia Stanów Zjednoczonych, np. w kwestii Kurdów, ale trzeba przyznać, że kolejni prezydenci USA wielokrotnie przypominali Europie, by poważniej podchodzić do przeznaczania 2 proc. PKB na obronność – twierdzi Radosław Sikorski* w rozmowie z EURACTIV.

 

 

Alexandra Brzozowski, EURACTIV: …

Póki co ambitny cel jakim było np. rozszerzenie na Bałkany to pasmo niepowodzeń oraz rozczarowań dla krajów regionu.

Unia poczyniła zobowiązania wobec Albanii i Macedonii Północnej. Pamiętajmy, że rozszerzenie było do tej pory najlepszym narzędziem konwergencji, lepszym niż strefa euro. Przykładowo Polska przeszła drogę z poziomu niewiele ponad 40 proc. średniej unijnego PKB na mieszkańca do prawie 71 proc. w ciągu piętnastu lat członkostwa. Przykład ten przemawia za kontynuowaniem procesu rozszerzenia.

Podsumowując: jak wytłumaczyć fenomen, że 90 proc. Polaków popiera UE, a równocześnie w ostatnich latach wygrywa partia, która często sięga po retorykę antyunijną? Może poparcie dla UE jest w rzeczywistości powierzchowne?

Ludzie popierają różne aspekty integracji europejskiej, akceptują różne drogi. Część obywateli jest pod wpływem mitów podsycających zagrożenie, np. wspomnianej na wstępie mody na pesymizm. Lena Kolarska-Bobińska zaprezentowała w wydanej niedawno przez ekspertów Team Europe publikacji wyniki badań świadczące o tym, że Polacy generalnie stają się coraz bardziej liberalni i otwarci, są przy tym coraz lepiej wykształceni. W dłuższej perspektywie musi to znaleźć szersze odzwierciedlenie.

Tymczasem jesteśmy niecierpliwi. Tendencja powrotu do przeszłości, dominacji zagrożeń skutkuje poszukiwaniem politycznej przystani, która przed nimi ochroni. Inna sprawa, że są one często przez polityków wyolbrzymiane i wykorzystywane w zabiegach o poparcie.

Badania socjologiczne nie kłamią. W Polsce przeważa grupa osób nastawionych pozytywnie do projektu europejskiego. Ludzie wiedzą, że integracja pomogła nam dogonić społeczeństwa Zachodu, przyspieszyć ten proces o 10-12 lat. Dzisiaj jednak pojawiają się wątpliwości czy te same regulacje, które pozwalały nam doganiać Zachód, są równie skuteczne w sytuacji, gdy coraz częściej z nim konkurujemy.

W tej nowej kadencji Unia powinna pracować nad narzędziami, które rozpoznają problemy firm regionu. To ważne dla krajów, które chcą zrobić drugi krok modernizacyjny.

Może przyczyną jest nieumiejętność budowania własnych mitów przez UE? Nie od dziś wiadomo, że Unia nie radzi sobie najlepiej z zarządzaniem emocjami w przeciwieństwie np. do populistów.

Pełna zgoda. Trzeba dobrze rozpoznać potrzeby nowych pokoleń. Tego, czego szukają dziś młodzi ludzie, a czego nie znajdują w UE. Jeżeli zidentyfikujemy ich potrzeby, jest szansa na odzyskanie rozczarowanych.

Nie wystarczy prostowanie nieprawdziwych doniesień na temat UE, jak przekonuje Marcin Napiórkowski. Trzeba jeszcze stworzyć własną pozytywną emocję. Unia – by zacytować Napiórkowskiego – nie musi się chwalić jak jest silna, powinna natomiast „chodzić na siłownię”, pracować nad sobą. Musi pokazać, że ma narzędzia do rozwiązywania nowych problemów. Znaleźć język, który o tym opowie.

Autorzy tzw. antymitów przekonują, że Unia jest nieskuteczna, niezdolna do działania. Najlepszą odpowiedzią na to jest zademonstrowanie, że to nieprawda, a suma praktycznych dokonań umożliwi dobre o tym opowiedzenie.

Kolejne pokolenia powinny mieć swoje przeżycia związane z UE. Dla mojej generacji Unia była obietnicą przezwyciężenia świata komunistycznego, poczucia beznadziei. Jednak nie udaje mi się zachwycić tą emocją moich córek, bo mi co najwyżej odpowiedzą: „Ok boomer”.