Janina Ochojska: „Polska nie jest przygotowana na kryzys migracyjny” [WYWIAD]

janina-ochojska-polska-migracja-irak-afganistan-talibowie-prawa-człowieka-kobiety-mniejszości-pomoc-unia-europejska

"Bardzo wierzę, że Europa może powrócić do dawnych wartości tolerancji i poszanowania godności człowieka.", mówi Janina Ochojska, Europarlamentarzystka i założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej. / Foto via archiwum Janiny Ochojskiej

„Bardzo wierzę, że Europa może powrócić do dawnych wartości tolerancji i poszanowania godności człowieka. Po to między innymi poszłam do Parlamentu Europejskiego. Wierzę w siłę, która drzemie w człowieku i która jest siłą dobra”, mówi Janina Ochojska, Europarlamentarzystka i założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej.

 

Rozmowa z Janiną Ochojską dostępna jest także także w formie podcastu w serwisach: SpotifySoundcloudApple Podcasts i Google Podcasts.

 

Jakub Krystek, EURACTIV.pl: Jak wyglądała dotychczasowa polityka Unii Europejskiej w stosunku do Afganistanu? Czy interwencja zbrojna koalicji państw NATO cieszyła się poparciem z jej strony?

Janina Ochojska: Nie wydaje mi się, żeby Unia Europejska wyrażała jakoś jednoznacznie poparcie dla tej interwencji. Niewątpliwie za to Bruksela wspierała i finansowała różne programy pomocy w Afganistanie. Natomiast rola UE i jej wsparcie dla Afganistanu na pewno teraz się bardzo zmieni. Na zebraniu Komisji Spraw Zagranicznych (AFET) i Komisji ds. Rozwoju (DEVE) Parlamentu Europejskiego z 19 sierpnia br. stwierdzono przede wszystkim potrzebę podjęcia działań humanitarnych. 

Teraz trudno powiedzieć, jak ta pomoc miałaby wyglądać. Nie wiadomo, czy potencjalni partnerzy do realizacji projektów na terenie Afganistanu dalej tam są, i nie wiadomo dokładnie, które organizacje międzynarodowe zostały w tym kraju. Na szczęście kilka zdecydowało się tam zostać i wciąż jest w kontakcie z Polską Akcją Humanitarną (PAH).

Na sierpniowym spotkaniu wspomnianych komisji PE bardzo wyraźnie powiedziano, że Unia potrzebuje nowego podejścia do Afganistanu. Obecna sytuacja jest na rękę Rosji i Chinom, więc jak najszybciej powinniśmy znaleźć sposób na oddziaływanie pozwalające na odnowienie tworzonej przez ostatnie 20 lat afgańskiej tkanki społecznej.

Wiele zależy od sytuacji bezpieczeństwa w regionie. Wielu eurodeputowanych podkreślało na zebraniu komisji, że jakość dotychczasowych działań była tak wysoka, że warto byłoby je zachować. Oprócz kryzysu politycznego w Afganistanie jest jeszcze susza, a prawie 4 miliony osób wewnętrznie przesiedlono, w związku z czym pracy dla nas na miejscu nie zabraknie.

Obecnie wszystko co mówimy o działaniach w Afganistanie to plany. Póki sytuacja bezpieczeństwa wewnętrznego w żaden sposób nie ustabilizuje się, trudno powiedzieć co i w jaki sposób można tam robić.

Od 1994 r. Unia Europejska przeznaczyła na pomoc humanitarną dla Afganistanu około miliarda dolarów. Co udało się przez ten czas osiągnąć?

Niewątpliwie bardzo dużym sukcesem było sfinansowanie inicjatyw obywatelskich, często organizowanych przez kobiety i młodych ludzi. Były to projekty dziennikarskie, wydawnicze, edukacyjne czy kulturalne. 

Wydawano prasę, powstawały organizacje kobiece podnoszące ich świadomość, uczące o ich prawach. Działalność ta wychodziła nawet poza duże miasta, choć dotarcie jej efektów na wieś zajęłoby co najmniej kolejne 10 lat spokojnej pracy. Ale i tak dużo udało się zrobić – Afganistan po 20 latach stał się zupełnie innym krajem. 

Polska Akcja Humanitarna skupiała się głównie na budowie dostępu do wody, zwłaszcza na terenach wiejskich i w ubogich dzielnicach Kabulu oraz na budowie szkół. Uznaliśmy, że dostęp do edukacji, nauki języka angielskiego i obsługi komputera są umiejętnościami bardzo potrzebnymi we współczesnym świecie.

Te 20 lat dały ogromną, bardzo pozytywną, a nawet dającą nadzieję zmianę. Teraz ta tkanka społeczna jest zagrożona, a warunki rozwojowe zostały bardzo poważnie ograniczone i to wpłynie na plany pomocy humanitarnej. Nie wiadomo czy organizacje, z którymi będziemy współpracować będą akceptowane przez talibów.

Zwróciła Pani uwagę na zagrożenie, jakie spotkało tworzące się społeczeństwo obywatelskie w Afganistanie. Po ucieczce prezydenta Ashrafa Ghaniego i upadku Kabulu i praktycznie wszystkich miast oraz prowincji, jaka jest szansa że talibowie faktycznie spełnią obietnice ze swojej pierwszej konferencji prasowej? Czy będą respektować prawa kobiet i nie będą ścigać tzw. kolaborantów”? Co z mniejszościami etnicznymi, religijnymi i seksualnymi?

Obawiam się, że obietnice talibów są puste i służą tylko do uspokojenia sytuacji. Chcą oni bezproblemowo przejąć władzę, a następnie wprowadzić swoje prawo i zapewnić, że będzie ono przestrzegane. Nie wierzę talibom. Byłam w Afganistanie i słyszałam od ludzi, jak bardzo niebezpieczne było życie codziennie, gdy znajdowali się u władzy. Pokazało mi to, kim oni naprawdę są. 

Utrzymanie edukacji dla kobiet będzie ciężkie, choć talibowie całkowicie nie będą mogli go wyrugować. Ale już inne prawa zostaną znacząco ograniczone i kobiety nie będą mogły poruszać się samodzielnie bez towarzyszącego im mężczyzny.

Z drugiej strony, by jakkolwiek rozwinąć służbę zdrowia talibowie nadal będą potrzebować kobiet lekarek. Są takie zawody, gdzie kobiety dalej będą aktywne zawodowo, ale na przykład nauczycielki zostaną bardzo szybko zastąpione przez mężczyzn.

UE deklaruje, że nie będzie uznawać rządu talibów. Czy w dalszej przyszłości, jeśli utrzymają oni władzę, Bruksela będzie próbować nawiązać z nimi stosunki dyplomatyczne, a nawet uzna ich władzę?

Nie odżegnywałabym się od tego. Nikt z nas nie wie, jak będzie. Zakładając, że talibom uda się uspokoić nastoje społeczne, wprowadzić stosunkowo stabilną sytuację wewnętrzną, zakończyć walki plemienne i dać kobietom decydować, to nie można wykluczyć, że Afganistan nie stanie się w przyszłości takim partnerem. Biorąc pod uwagę jego bogactwa naturalne i potencjał, jest to bardzo interesujący rynek.

Oczywiście nie popieram i nie wyobrażam sobie współpracy z talibami. Uważam ich za zbrodniarzy, ale wiem, że w polityce różnie bywa. Politycy dość szybko zapominają i może to wyglądać różnie. 

Jak będzie wyglądał los tłumaczy i innych mieszkańców Afganistanu, którzy współpracowali z siłami koalicyjnymi i czy UE robi coś, by im pomóc?

Mieliśmy do czynienia z ewakuacją, która postępowała lepiej lub gorzej, ale miała miejsce. Czy talibowie będą szukać tłumaczy i współpracowników amerykańskiej armii, na których ktoś doniesie albo których dokumentacja nie została spalona, i będą odbierać im życie albo surowo karać, trudno powiedzieć. 

Ale paniczny lęk i determinacja osób, które próbują uciec lub już uciekły przed talibami, pokazuje czego po nowych władzach Afganistanu można się spodziewać. Kary za współpracę będą, ale możemy o tym nie wiedzieć. Kraj może stać się szczelny informacyjnie. Natomiast należy teraz zrobić jak najwięcej, by ewakuować stamtąd tych ludzi. 

Z drugiej strony ewakuacje drenują Afganistan – wyjeżdżają wykształceni, znający języki, mający środki z potencjałem i odpowiednim kapitałem. Nie sugeruję oczywiście, by ich nie ewakuować, tylko żeby mieć świadomość, że to wzmoże potrzebę rozwoju edukacji pozwalającej odrodzić się tamtejszym elitom.

Jak wiele osób może uciec z Afganistanu przez talibów? Czy UE może znaleźć się w podobnej sytuacji co w 2015 r., czyli czasie tak zwanego kryzysu migracyjnego”?

Afganistan liczy około 35 milionów mieszkańców, z czego 4 miliony są wewnętrznie przemieszczone i będą musiały sobie znaleźć inne miejsce osiedlenia. Trudno powiedzieć czy w Afganistanie, gdzieś w pobliżu, czy może w Europie. Obawiam się, że liczbę migrujących Afgańczyków będzie można liczyć w milionach. To oznacza, że gdzieś trzeba będzie ich ulokować.

Po 2015 r. o kryzysie migracyjnym mogą tak naprawdę mówić Niemcy, które przyjęły prawie milion uchodźców albo Pakistan, Uganda, Jordania, Liban. Tam jest dopiero kryzys humanitarny. W 500-milionowej Europie to jeszcze nie był kryzys. On dopiero może nastąpić – tylko czy my, jako Europa, jesteśmy na niego przygotowani? 

My jako Polska, absolutnie nie. Nawet 32 osoby na granicy stanowią ogromny problem mimo tego że wszystko chcą zrobić zgodnie z procedurami, ale to straż graniczna nie chce tych ludzi wpuścić. Europa też niestety postawiła na odwrót od polityki migracyjnej jeszcze sprzed 2015 r. i zaczyna stawiać mury oraz odgradzać uchodźców w obozach. 

Nastroje nacjonalistyczne przenikają do ludności, a niektóre rządy, jak w Polsce i na Węgrzech, je podsycają. Grożą uchodźcami, gwałtami i zabójstwami i robi się nieciekawie. Kiedyś Europejczycy byli o wiele bardziej otwarci. Uważam, że Europa prowadzi złą politykę migracyjną. Izolujemy imigrantów i zastanawiamy się, jak ich uniknąć, a nie dlaczego są zmuszeni tu przyjeżdżać.

Jestem zwolenniczką pomocy na miejscu, ale nie powinniśmy pomagać ludziom na miejscu po to, by potem nie przyjmować uchodźców, tylko po to, by było ich jak najmniej. Trzeba zapewniać dostęp do wody, pomagać rozwijać indywidualne rolnictwo, nie okradać poszczególnych krajów z surowców naturalnych, tylko pozwolić im się za ich pomocą rozwijać. Ale niestety nasza polityka jest postkolonialna.

Jeśli zaś chodzi o unijną politykę migracyjną, bardzo dużo musi się zmienić. Przede wszystkim kierunek myślenia. Inaczej będziemy w ciągłym stanie lęku. A zupełnie naturalnym jest, że ludzie chcą, by ich dzieci miały lepiej w życiu.

Zgodziłaby się Pani z tezą, że kryzys który widzimy w Afganistanie uwidacznia to, w jaki sposób negatywnie zmieniła się Europa od ostatniego kryzysu migracyjnego”? Czy pokazuje to, jak bardzo Europa stała się niehumanitarna w swojej polityce?

Absolutnie tak. Staje się niehumanitarna i antyludzka. Te nastroje, które od ostatniego “kryzysu” rozbudzili politycy, powodują że dzisiaj, nawet w najbardziej otwartych społeczeństwach ciężko mówić o przyjmowaniu uchodźców. 

Polska ma na sumieniu ogromny grzech niewzięcia udziału w relokacji uchodźców. Założę się, że gdy na naszej wschodniej granicy pojawią się kolejni potrzebujący, to będziemy domagać się, by inne kraje UE pomogły nam w relokacji. Ale jak mówimy o solidarności, to działa ona w obie strony.

Bardzo wierzę, że Europa może powrócić do dawnych wartości tolerancji i poszanowania godności człowieka. Po to między innymi poszłam do Parlamentu Europejskiego. Wierzę w siłę, która drzemie w człowieku i która jest siłą dobra. 

I wierzę w Europę, która będzie braterska, solidarna – taką, jaka powstawała za czasów Roberta Schumana i kiedy wstępowaliśmy do Unii. Chciałabym, żeby taką znowu była.

 

 

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach programu dotacji Parlamentu Europejskiego w dziedzinie komunikacji. Parlament Europejski nie uczestniczył w przygotowaniu materiałów; podane informacje nie są dla niego wiążące i nie ponosi on żadnej odpowiedzialności za informacje i stanowiska wyrażone w ramach projektu, za które zgodnie z mającymi zastosowanie przepisami odpowiedzialni są wyłącznie autorzy, osoby udzielające wywiadów, wydawcy lub nadawcy programu. Parlament Europejski nie może być również pociągany do odpowiedzialności za pośrednie lub bezpośrednie szkody mogące wynikać z realizacji projektu.