Frans Timmermans: Odnawialna energia to nasza przyszłość [WYWIAD]

frans-timmermans-komisja-europejska-energia-cop26-oze-biomasa-ets-unia-europejska-CO2-emisje-węgiel-Polska

Wiceprzewodniczący wykonawczy KE ds. Europejskiego Zielonego Ładu Frans Timmermans. / Zdjęcie: Unia Europejska. [European Council and Council of the European Union Newsroom]

„Energia odnawialna wciąż tanieje, zwłaszcza energia słoneczna, ale także wiatrowa. Inwestowanie w OZE staje się coraz bardziej opłacalne i przyczyni się ono do obniżenia cen energii”, podkreśla w rozmowie z EURACTIV.com wiceprzewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu Frans Timmermans.

 

 

Frédéric Simon, EURACTIV.com: Niedługo po objęciu przez Pana obecnego stanowiska UE wyznaczyła sobie historyczny cel, jakim jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Wkrótce Unia dokona kolejnego kroku w tym kierunku. W lipcu Komisja przedstawi pakiet propozycji, które przybliżą UE do osiągnięcia celu redukcji emisji wyznaczonego na 2030 r.

Pakiet ten jest jednak dość złożony. Czy mógłby Pan wyjaśnić, o co generalnie w nim chodzi i wskazać jego kluczowe elementy?

Frans Timmermans: Najważniejsze jest to, że wcześniej podjęliśmy decyzję o ograniczeniu emisji o 40 proc. w porównaniu do poziomu z 1990 r. W ostatnich miesiącach zaostrzyliśmy ten poprzedni cel i teraz zakłada on redukcję emisji o 55 proc. do 2030 r. Oznacza to, że musieliśmy zmienić wszystkie elementy programu, które odnosiły się do celu 40 proc., i dostosować je do celu 55 proc.

Dlaczego chcę zaprezentować pakiet 12 wniosków? Chodzi o zachowanie równowagi. Trzeba pamiętać, że na wszystkich tych wnioskach, czy dotyczą one systemu handlu emisjami (ETS), czy OZE, sprawności energetycznej, czy opodatkowania energii lub emisji z transportu samochodowego, ktoś zyskuje, a ktoś traci. Dlatego potrzebna jest równowaga.

Państwa członkowskie zgodziły się na cel obniżki emisji o 55 proc. i muszą się liczyć z konsekwencjami takiej decyzji. Potrzebujemy więc rozsądnej polityki w tym zakresie. Do rządów należy decyzja, czy nasze propozycje są dla państw do zaakceptowania, czy mamy coś zmienić w tym czy innym miejscu.

Wiadomo, że zawsze znajdzie się coś, co państwom członkowskim się nie spodoba. Różne państwa mają różne początkowe pozycje negocjacyjne. Polska energetyka, wciąż polega w 70 proc. na węglu. Dla porównania, Austria pozyskuje 75 proc. energii w sposób ekologiczny. Tak więc trzeba pamiętać, że początkowe stanowiska poszczególnych państw będą się w dużym stopniu różnić.

Jakie będą kluczowe elementy pakietu, który zamierza przedstawić Komisja?

Myślę, że nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że kluczową częścią jest system handlu emisjami, który sprawdza się bardzo dobrze.

ETS pozwolił określić cenę węgla. Wpłynął on na sektor energetyczny i przemysł w tym sensie, że jeśli działa się w odpowiedni sposób, to płaci się mniej. Mamy więc dobry instrument zachęty i musimy go rozwijać. Ale trzeba też szukać nowych pól do działania, a w tych istniejących trzeba przyjrzeć się takim kwestiom jak przydział bezpłatnych uprawnień.

W tym roku odbędzie się szczyt klimatyczny COP26, na którym jednym z głównych tematów dyskusji będzie rynek emisji. Jakie są oczekiwania UE względem tego spotkania?

W ubiegłym tygodniu w Berlinie odbyłem długą rozmowę na ten temat z pełnomocnikiem USA ds. klimatu Johnem Kerrym. Wspólnie ustalaliśmy nasze oczekiwania co do szczytu w Glasgow.

Wiadomo, że potrzebna jest silna współpraca z najbardziej uprzemysłowionymi państwami, ponieważ to najwięksi emitenci muszą podjąć najbardziej ambitne zobowiązania. Takie właśnie będzie nasze zadanie na najbliższe miesiące: przekonać Chiny, Indie i inne państwa do współpracy w wysiłkach na rzecz redukcji emisji.

W Glasgow musimy być gotowi do takich zobowiązań, które pozwolą nam na utrzymanie globalnego wzrostu temperatury znacząco poniżej 2°C. To jest cel, który nam przyświeca. Trzeba jedynie zastanowić się, w jaki sposób go osiągnąć i jak przyspieszyć transformację energetyczną. Rynek emisji pełni tutaj ważną rolę. Pokładamy duże nadzieje w systemie handlu emisjami. Widzimy, że także Chińczycy wypracowują swój ETS. Podobne działania podejmują Stany Zjednoczone.

Ale rynek dwutlenku węgla to nie wszystko. Redukcję emisji można również osiągnąć poprzez odpowiednie regulacje i opodatkowanie. Chodzi o to, żeby wpłynąć na głównych emitentów. Takimi sposobami doprowadza się do redukcji emisji w uprzemysłowionym świecie.

Należy jednak pamiętać o państwach rozwijających się. One chcą się rozwijać, ale jednocześnie minimalizować konsekwencje kryzysu klimatycznego, z którymi zmagają się już dziś. Liczą one na kraje bogatsze, że wyłożą środki zgodnie z tym, do czego się zobowiązały.

Drugim elementem jest więc zapewnienie środków, które pozwolą państwom rozwijającym się na czynne uczestnictwo w naszych ambicjach klimatycznych. Dotyczy to szczególnie Afryki i Pacyfiku, gdzie państwom dosłownie grozi zniknięcie z mapy przez skutki zmian klimatu.

Odnosi się Pan do Zielonego Funduszu Klimatycznego, mam rację?

Dokładnie. Trzeci element to kwestia tego, czy zgadzamy się co do reguł, które zamierzamy przyjąć. Na przykład czy prowadzimy rachunkowość w zakresie dwutlenku węgla w ten sam sposób. To ważne mieć pewność, że podążamy w tym samym kierunku.

Przejdźmy do tematu odnawialnych źródeł energii. Kiedy kilka miesięcy temu KE zaprezentowała plan na 2030 r., wskazał Pan, że jeśli chcemy osiągnąć cel 55 proc. redukcji emisji, potrzeba niemal podwojenia wykorzystania OZE w stosunku do dzisiejszych wartości. To dużo. W jaki sposób Unia chce to osiągnąć?

To rzeczywiście niemało, ale nie jest to niemożliwe. Po pierwsze musimy zdawać sobie sprawę, że OZE to nasza przyszłość. Podkreśliła to Międzynarodowa Agencja Energetyczna w swoim ostatnim raporcie, nawiasem mówiąc bardzo inspirującym.

Energia odnawialna wciąż tanieje. Pod koniec tego wywiadu będzie już tańsza niż była na początku. Tanieje zwłaszcza energia słoneczna, ale także wiatrowa. Inwestowanie w OZE staje się coraz bardziej opłacalne. Zwrot kosztów jest niemal gwarantowany, a inwestycje w OZE przyczynią się do obniżenia cen energii.

Koniecznie musimy też inwestować w sieci. Takie inwestycje będzie podejmować sektor prywatny, bo bardzo się to opłaca, ale sektor publiczny musi stworzyć odpowiednie warunki dla takich inwestycji, poprzez kredyty, ale także zmiany w sposobie udzielania pozwoleń. To zajmuje sporo czasu, a my musimy przyspieszać.

Kolejna kwestia to energia wodorowa. Kiedy w ubiegłym roku zaprezentowaliśmy strategię dotyczącą wodoru, mówiono, że zwariowaliśmy z ambicjami. Wysunęliśmy wtedy wniosek, że do 2030 r. można osiągnąć 40 gigawatów odnawialnego wodoru. Rok temu ten cel wydawał się szalony. Ale sektor energii wodorowej rozwija się z zawrotną prędkością.

Czułym punktem jest jednak infrastruktura. Weźmy na przykład samochody elektryczne. Za sześć lat będą one kosztować mniej. Tańsze będzie nie tylko ich użytkowanie, które już teraz nie jest takie drogie, ale i kupno.

Ale czy mamy wystarczające warunki, żeby móc te samochody non stop ładować? Czy mamy wystarczającą zdolność do wytwarzania energii odnawialnej? To są właśnie problematyczne kwestie. Dlatego na pytanie, czy wdrożenie OZE jest dużym wyzwaniem, odpowiem, że jednym z największych wyzwań związanych obecnie z energetyką jest zapewnienie wytwarzania odpowiednich ilości energii odnawialnej – nawet, jeśli obecne warunki gospodarcze bardzo temu sprzyjają.

Jeśli mówimy o wzroście znaczenia energii odnawialnej, to ile tak naprawdę zależy od biomasy?

Bez biomasy nie damy sobie rady. Potrzebujemy w miksie energetycznym biomasy, ale właściwej biomasy. Wściekam się, gdy widzę obrazki, jak wycinane są całe lasy na potrzeby spalarni. To nie jest zrównoważony sposób i nijak nie da się tej metody obronić.

Myślę jednak, że w lasach pierwotnych, jeśli je zachowamy, jest zawsze dużo źródeł biomasy, którą można wykorzystać i w ten sposób nawet pomóc lasom. Trzeba pamiętać, że w procesie produkcyjnym nigdy nie wykorzystuje się drzewa w 100 proc. Nawet 20 proc. drzewa nie daje się wykorzystać do budowy ani w innych gałęziach przemysłu. Dzięki wytwarzaniu biomasy natomiast nic się nie marnuje.

Zdaję sobie sprawę z dyskusji na ten temat. Byli tacy, którzy próbowali mnie przekonać, że biomasa jest zła z zasady. Ale ja się z tym nie zgadzam. Biomasa może być dobra. Potrzeba tylko odpowiednich zasad i rozsądnej polityki.

Naszym zadaniem będzie opracowanie tych zasad i tej polityki. Jeśli dobrze sobie z tym zadaniem poradzimy, korzystając z najnowszej wiedzy naukowej i najnowszych technologii, będziemy mogli mówić o zrównoważonym wykorzystaniu biomasy.

W świetle obowiązującego unijnego prawa biomasa jest z zasady uważana za neutralną emisyjnie. Czy to powinno się zmienić?

Nie. Biomasa nie jest uważana za neutralną emisyjnie w ścisłym znaczeniu tego wyrażenia, ale w tym obszarze obowiązuje inny sposób rozliczania. Nie liczy się emisji w czasie spalania, ale w procesie produkcji. W ten sposób działa rozporządzenie LULUCF ((ang. Land use, land use change and forestry; związane jest z użytkowaniem gruntów, zmianą użytkowania gruntów i leśnictwem. Obejmuje gospodarowanie glebą, drzewami, roślinami, biomasą i drewnem – red.)

Niektórzy uważają, że trzeba to zmienić, gdyż ślad węglowy z biomasy może być różny. Wskazują, że energia z biomasy nie powinna być uważana za odnawialną.

Nie zgadzam się z tym. Dopóki rozliczamy się ze śladu węglowego w innym miejscu, tak jak to zakłada LULUCF, nie stanowi to aż takiego problemu.

Biomasa różni się od paliw kopalnych. Pozyskuje się ją z roślinności, która przyczyniła się już do usuwania dwutlenku węgla z atmosfery.

Tak więc są to dwie zupełnie różne rzeczy. Tym niemniej biomasa nie jest neutralna węglowo. I nie udajemy, że jest – po prostu inaczej się z tego rozliczamy.

Właśnie z powodów, o których Pan wspomniał, potencjał wzrostu wykorzystania biomasy jest ograniczany, prawda?

Tak. Nie oszukujmy się: 75 proc. naszych lasów jest w złym stanie. Czekają nas ogromne wyzwania związane z zachowaniem bioróżnorodności. Kryzys klimatyczny zagraża lasom. To nie jest bynajmniej tak, że ja ignoruję te problemy, z którymi się mierzymy. Mimo wszystko wierzę jednak, że biomasa może pełnić bardzo korzystną rolę w transformacji energetycznej.

Jakiego wzrostu wykorzystania biomasy Komisja spodziewa się do 2030 r. Obecnie energia z biomasy wynosi ok. 60 proc. całej energii z OZE. To dużo. Czy Pańskim zdaniem odsetek ten wzrośnie jeszcze znacząco?

Nie, nie myślę, że wzrośnie. W porównaniu z innymi OZE zapewne zmaleje, a nie wzrośnie.

Na koniec porozmawiajmy jeszcze o opodatkowaniu energii, które też stanowi ważny element planowanego przez KE pakietu. Na tę chwilę opodatkowanie ropy i gazu jest niższe niż energii. Czy Komisja planuje coś zmienić w tej kwestii?

Nie bez powodu zaproponujemy nowelizację prawa dotyczącego opodatkowania energii. Celem jest przecież odejście od ropy, gazu i węgla. Potrzebujemy systemu podatkowego, który będzie wspierał kroki w tym kierunku. To mniej więcej chcemy osiągnąć. I na taką potrzebę wskazuje też raport MAE, o którym już mówiłem.

Czy to oznacza mniejsze opodatkowanie energii elektrycznej, a większe paliw kopalnych?

Zobaczymy. Skoro już mówimy o opodatkowaniu, to trzeba wspomnieć, że państwa członkowskie są bardzo uwrażliwione na tę kwestię, więc musimy być bardzo precyzyjni.

Czy do przyjęcia tych nowych rozwiązań potrzeba jednomyślności?

Tak, oczywiście. I to właśnie też komplikuje sprawę.