(Nie)równość płci w państwach Grupy Wyszehradzkiej

źródło: Mihai Surdu | Shutterstock

W krajach Grupy Wyszehradzkiej (V4) walka o równe prawa i emancypacja kobiet, ale też inicjatywy mające przeciwdziałać molestowaniu seksualnemu i przemocy, często wrzucane są do jednego „worka” i postrzegane jako zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny i promocję „lewackiej zgnilizny moralnej” przez ich przeciwników.

 

Kobiety a najwyższe stanowiska w państwie

Niecałe 19 proc. parlamentarzystów w państwach Grupy Wyszehradzkiej to kobiety, czyli podobnie jak w krajach arabskich. Polska notuje w tym względzie najlepszy wynik – w Sejmie zasiada 28 proc. kobiet, podczas gdy na Węgrzech stanowią one zaledwie 10 proc.

Polska również prowadzi pod względem liczby kobiet na stanowisku premiera. Do tej pory ten urząd sprawowały u nas trzy kobiety: Hanna Suchocka, Ewa Kopacz i Beata Szydło.  Słowacja miała tylko jedną kobietę na stanowisku premiera – Ivetę Radičovą, która rządziła w latach 2010-2011. W Czechach i na Węgrzech żadna kobieta nie stanęła jeszcze na czele rządu.

Co ciekawe, zazwyczaj kobiety zajmujące najwyższe stanowiska stronią od tematów takich jak prawa kobiet czy równość. Radičová co prawda zajmuje się tą tematyką akademicko jako socjolożka, jednak trudno uznać ją za głos kobiet w słowackiej debacie publicznej. Przeciwnie, zasłynęła wypowiedzią o tym, że „wielka polityka nie jest odpowiednia dla kobiet”. Dla słowackich kobiet byłoby lepiej, gdyby Radičova nigdy nie trafiła do polityki – twierdzi politolożka Darina Malová.

Czeski głos jest słyszalny w całej Unii Europejskiej dzięki Věrze Jourovej, komisarz ds. Sprawiedliwości, Spraw Konsumenckich i Równości Płci. Jej działania są jednak widoczne głównie z perspektywy Brukseli, zaś wpływ na czeską politykę krajową jest ograniczony.

Sposoby na zwiększenie obecności kobiet w polityce

Polska jest jedynym krajem, w którym wprowadzono obowiązek 35-procentowego parytetu płci przy rejestracji kandydatów i kandydatek (w 2011 r.), choć mimo to kobiety rzadko mogły liczyć na najlepsze miejsca na listach – tzw. „biorące”.

Na Słowacji jakakolwiek próba podjęcia dyskusji na temat kwot na listach jest natychmiast ucinana. Można niemal mówić o histerycznym sprzeciwie słowackiego społeczeństwa, jak twierdzi Oľga Gyarfášová z Uniwersytetu Comeniusa. Co ciekawe, same kobiety często podchodzą do tej kwestii bardziej krytycznie niż mężczyźni.

W Czechach promowane są nieobowiązkowe – a co za tym idzie mało efektywne – sposoby zwiększania partycypacji politycznej kobiet. Rząd w Pradze przyjął plan działania nakreślający szereg metod, uwzględniający m.in. podręcznik dla partii politycznych instruujący jak promować i wprowadzać w życie zasady równości płci.

Na Węgrzech niektóre partie opozycyjne dobrowolnie wprowadziły parytet na swoich listach. W 2007 r. liberalna partia SZDSZ bez sukcesu przedstawiła własną propozycję w tym zakresie. Rządzący Fidesz odrzucił projekt argumentując, że może mieć on przeciwne niż zamierzone konsekwencje.

Niezależna parlamentarzystka Zsuzsa Szelényi uważa, że pomimo tego, że Fidesz reprezentuje konserwatywne poglądy na temat roli kobiet, to niechęć wobec tego projektu nie ogranicza się wyłącznie do rządu. Według niej podejście partii opozycyjnych do parytetów nie jest przejawem politycznych i kulturowych przekonań, lecz próbą sprostania presji płynącej z Europy Zachodniej i dostosowania się do oczekiwań Unii Europejskiej.

Islandia jako pierwsza na świecie wprowadziła równość płac niezależnie od płci

Od początku nowego roku Islandki, wykonując tę samą pracę co Islandczycy, będą musiały otrzymywać pensję w takiej samej wysokości. I na odwrót, także mężczyznom nie będzie wolno na takim samym stanowisku płacić mniej. Nowe prawo obejmuje wszystkie firmy, które zatrudniają …

#MeToo w państwach Wyszehradu

Progresywne akcje społeczne często „zderzają się ze ścianą” w państwach V4. Tak było w przypadku kampanii wokół hasztagu #MeToo. W większości państw Wyszehradu została ona zaszufladkowana i zdyskwalifikowana jako antyrządowa i lewicowa kampania polityczna.

Akcja #MeToo miała największy wydźwięk w Polsce. Hasztag #MeToo – i jego polska wersja #JaTeż – był masowo obecny na Facebooku oraz szeroko komentowany w mediach. Bardziej liberalne i lewicowe tytuły solidaryzowały się kobietami, które podzieliły się publicznie swoją historią. Facebook zalała fala wpisów takich jak „#MeToo #JaTeż – i nie znam żadnej dziewczyny, która tego nie doświadczyła”, czy „#MeToo w szkole, w supermarkecie, na ulicy, w parku i w biurze. Wszędzie”.

Za to bardziej prawicowe media wyśmiały „przewrażliwione feministki”, które ich zdaniem próbują ograniczyć autentyczność relacji między kobietą a mężczyzną. Dwie sytuacje ułatwiły przeciwnikom akcji #MeToo zdyskredytowanie jej jako kolejnego przykładu hipokryzji i upadku moralnego lewicy. Dwaj czołowi publicyści reprezentujący lewicowe środowisko opiniotwórcze związane z Gazetą Wyborczą oraz Krytyką Polityczną zostali oskarżeni przez pięć kobiet o napastowanie i przemoc fizyczną w tekście „Papierowi feminiści”. W reakcji oba środowiska zerwały współpracę z oskarżonymi mężczyznami. W drugim przypadku dwie kobiety identyfikowane jako ważne twarze feminizmu w Polsce otwarcie broniły w otwartych konwersacjach na Facebooku seksistowskich i wulgarnych wypowiedzi pisarza (przytaczając własne soczyste perypetie), tłumacząc, że i tak go lubią, bo to „wrażliwy, dobry, serdeczny człowiek i mężczyzna”.

Do podobnej sytuacji doszło na Słowacji, gdzie dziennikarz powszechnie znany ze swoich nieprzyzwoitych wypowiedzi i żartów został napiętnowany przez kobiety, lecz był potem broniony przez własne środowisko, które wskazywało na to, że ma „dobry charakter”, zaś jego wypowiedzi były tak naprawdę „niewinne”.

Na Węgrzech na fali #MeToo wybuchł z kolei skandal wokół znanego reżysera teatralnego, porównywalny z aferą Harvey’a Weinsteina w Hollywood.

Sondaż Departamentu Psychologii Społecznej Uniwersytetu Eötvösa Loránda (ELTE) w Budapeszcie ujawnił, że istnieje spora rozbieżność między podejściem kobiet i mężczyzn do kampanii #MeToo na Węgrzech. Kobiety wspierały akcję, gdy widziały w niej szansę na większą emancypację i możliwość przejęcia kontroli nad swoim życiem. Mężczyźni zaś popierali kampanię, jeśli widzieli w niej szansę na poprawę postępowania mężczyzn w przyszłości, a także na poprawę ich wizerunku.

Słowo roku 2017 w Polsce i na świecie

„Rezydent” i „puszcza” – to słowa, które zwyciężyły w konkursie na słowo roku zorganizowanym przez Uniwersytet Warszawski. Na świecie karierę zrobiły m.in. takie słowa jak  „fake news” oraz hasztag #metoo.
Słowo roku w Polsce

Konkurs na słowo roku organizowany przez Instytut …

Rozmiar tolerancji społecznej

W Czechach poczucie humoru przeważyło nad merytoryczną dyskusją. „Fakt, że żaden przypadek nie został jeszcze oficjalnie zgłoszony świadczy o tym, że ofiary wciąż boją się mówić o tym, co je spotkało. Obawiają się reakcji pozbawionej empatii” – uważa Veronika Šprincová prowadząca organizację pozarządową Forum 50%. Nawet podczas ostatniej kampanii prezydenckiej (wybory odbyły się w styczniu br.), w której zabrakło kobiet-kandydatek, nie zabrakło z kolei prześmiewczych wypowiedzi kandydatów na temat kampanii #MeToo.

Zdaniem węgierskiego analityka Zoltána Vasali, seksizm wciąż ma się dobrze w przestrzeni publicznej także ze względu na wysoki poziom przyzwolenia społecznego. Jeden z głośnych przypadków na Węgrzech dotyczył prezydenta miasta, który pod wpływem alkoholu bił swoją żonę. Gdy informacja na ten temat przedostała się do publicznej wiadomości, polityk otwarcie kłamał mówiąc, że „żona potknęła się o ślepego psa”, który należy do rodziny. „Ten przypadek dobrze odzwierciedla obecną sytuację na Węgrzech. Prezydent był po prostu przeświadczony, że będzie mógł kontynuować karierę, mimo tego co się stało” – uważa Vasali. I się nie mylił.

Dzień Kobiet: Hiszpanki protestują, pensje Francuzek być może wzrosną

Średnio o 16 proc. mniej od mężczyzn zarabiały w UE w 2016 r. kobiety. Takie dane przynosi raport Eurostatu. Tymczasem w Międzynarodowy Dzień Kobiet Hiszpanki postanowiły zaprotestować przeciw płciowym nierównościom. Z kolei Francuzki być może już niedługo w kwestii równości …

Konwencja Stambulska

Przemoc wobec kobiet najbardziej jaskrawo wskazuje na nierówności wobec kobiet i mężczyzn. Według informacji Agencji Praw Podstawowych UE jedna trzecia Europejek doświadczyła w swoim życiu przemocy fizycznej lub seksualnej.

Konwencja Stambulska, główne narzędzie w prawie międzynarodowym służące do walki o prawa kobiet i zapobieganiu przemocy spotkała się w krajach Wyszehradu z brakiem zainteresowania lub też z otwartym oporem.

Polska ratyfikowała Konwencję w 2015 roku, podczas kadencji Platformy Obywatelskiej. W listopadzie 2016 r. Ministerstwo Sprawiedliwości już pod rządami Prawa i Sprawiedliwości przedłożyło projekt ustawy wzywającej do wycofania się z konwencji. Pomimo że po dwóch miesiącach odstąpiono od tego zamiaru, konserwatywni politycy nie ukrywają swojego negatywnego stosunku do konwencji. Jadwiga Wiśniewska, europosłanka z ramienia PiS (EKR – Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), podczas wystąpienia na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w połowie marca br. wyjaśniła dlaczego. W jej opinii, pomimo że istnieje potrzeba walki z przemocą wobec kobiet, chronienia ich oraz ścigania sprawców, Konwencja Stambulska „ma na celu przede wszystkim narzucenie lewicowego światopoglądu koncentrującego się na wizji społeczeństwa, gdzie pojęcie gender jest rozumiane z socjo-kulturowego punktu widzenia, nie zaś biologicznego”. Ten sposób rozumowania przejawia się we wszystkich państwach wyszehradzkich.

Ratyfikacja konwencji na Słowacji została zastopowana przez koalicyjną Słowacką Partię Narodową, która uznała dokument za podważający tradycyjny model rodziny. Jej wiceprzewodniczący powiedział w debacie telewizyjnej na temat Konwencji: „20 proc. kobiet doświadczyło przemocy domowej. Większość zatem albo nie doświadczyło jej wcale lub nie zgłosiło tego faktu. To oznacza, że cztery piąte kobiet uznaje swoją pozycję w społeczeństwie, a ich mężowie nie stosują przemocy w życiu rodzinnym”.

W Czechach do ratyfikacji Konwencji ma dojść w najbliższych miesiącach. Według Radana Šafaříka z Wydziału Równości Płci w Kancelarii Premiera Konwencja Stambulska nie niesie ze sobą niczego nowego dla czeskiego prawodawstwa.

Na Węgrzech, gdzie także nie ratyfikowano jeszcze Konwencji dyskusja została przekierowana przez polityków na zupełnie nowe tory. Rząd, według słów wicepremiera Zsolta Semjéna, martwi się bardziej przemocą, która może grozić kobietom ze strony imigrantów niż tą, która może je spotkać w domu.

Czarny protest

W Grupie Wyszehradzkiej walka o równe prawa i emancypacja kobiet, ale też inicjatywy mające przeciwdziałać molestowaniu i przemocy wrzucane są do jednego „worka” i postrzegane jako zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny i promocja „lewackiej zgnilizny moralnej” według ich przeciwników.

Jest to szczególnie widoczne w Polsce. Mimo to społeczeństwo angażuje się tu w walkę o swoje prawa – wolność wyboru, dostęp do antykoncepcji, bezpiecznej aborcji, do in vitro, edukacji seksualnej, a także o wsparcie dla ofiar przemocy, itd. 23 marca 2018 r. dziesiątki tysięcy Polek i Polaków (55 tys. w Warszawie, 30 tys. w innych miejscowościach) wyszło na ulice, aby zaprotestować przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego w Polsce.

Dziś obowiązuje w Polsce jedno z najbardziej restrykcyjnych praw aborcyjnych w Europie – obok Irlandii i Malty. Podczas gdy na Malcie zdecydowana większość społeczeństwa (ponad 80 proc.) sprzeciwia się liberalizacji prawa aborcyjnego, Irlandczycy idą w drugą stronę. 25 maja odbędzie się tam referendum mające na celu liberalizację dostępu do zabiegów przerywania ciąży.

 

>Tekst powstał dzięki wsparciu Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego<