Grupie Wyszehradzkiej brakuje rąk do pracy

Pracownicy budowy. Źródło - Komisja Europejska

Pracownicy budowy. Źródło - Komisja Europejska

Niedobór pracowników w niektórych branżach i specjalizacjach wymusza na rządach państw Grupy Wyszehradzkiej, zwykle nieprzychylnie nastawionych do migrantów, złagodzenie restrykcyjnych procedur administracyjnych związanych z zatrudnianiem cudzoziemców. Równolegle próbuje się przyciągnąć tych, którzy wyjechali na studia lub w poszukiwaniu pracy do Europy Zachodniej – jak dotąd z różnymi wynikami.

 

W latach 2004–2016 z państw Grupy Wyszehradzkiej wyjechało prawie 3 mln ludzi w poszukiwaniu pracy w innych krajach UE. Według danych Eurostatu największą grupę stanowili Polacy (ponad 2 mln.), dalej Czesi (około 510 tys.), Węgrzy (prawie 250 tys.) i Słowacy (niecałe 300 tys.).

Obywatele Czech, Polski, Słowacji i Węgier wraz z wstąpieniem do Unii Europejskiej w 2004 r., liczyli na szybkie dogonienie Zachodu pod względem poziomu życia. Jednak wynagrodzenia w regionie pozostały niższe niż w starych państwach członkowskich UE. W rezultacie pracownicy państw V4, którzy mogli od razu cieszyć się korzyściami płynącymi ze swobodnego przepływu osób, zaczęli być kuszeni wyższymi zarobkami w bogatszych krajach, takich jak Niemcy czy Wielka Brytania.

Węgry

250 tys. wyjechało z 9-milionowych Węgier za pracą korzystając z możliwości, jakie daje członkostwo w Unii Europejskiej*. Według tych danych większość z nich mieszka w Niemczech. Proces emigracji zarobkowej zyskał na sile po roku 2009, kiedy pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju spowodowała wzrost bezrobocia. Ciężko było znaleźć pracę w wielu sektorach, a płace realne spadały – mówi Gergely Tardos, analityk OTP, największego banku komercyjnego na Węgrzech.

Przyczyny tego zjawiska są różne. Wśród dominujących było otwarcie rynku pracy w Niemczech czy Austrii, a także zmiany w węgierskim systemie socjalnym. Zmniejszono na przykład zasiłki dla bezrobotnych i zniesiono system wcześniejszych emerytur. Tardos uważa, że ​​główną motywacją do emigracji jest różnica w zarobkach i większa stabilność pracy.

Polska

Również Polska była krajem o bardzo wysokim poziomie emigracji – łącznie od czasu akcesji ok. 2 miliony Polaków wyemigrowało do innych państw Unii. Ponieważ jednak obecnie sytuacja na polskim rynku pracy się stabilizuje, tendencje emigracyjne maleją. Według opublikowanego przez firmę Work Service raportu na temat migracji zarobkowej Polaków, tylko 8 proc. respondentów chce odejść z powodu braku pracy w kraju, a 40 proc. respondentów stwierdziło, że dobra sytuacja na rynku pracy nie zachęca do emigracji. Co więcej 3/4 Polaków zdecydowanie odrzuca możliwość wyjazdu za granicę, co stanowi najwyższą liczbę od 4 lat.

Raport Work Service pokazuje również, że Polacy najczęściej wyjeżdżają za pracą do Niemiec (31 proc.), Holandii (15 proc.) i Wielkiej Brytanii (6 proc.). Co ciekawe, w ostatnim czasie Wielka Brytania spadła w tym rankingu z drugiej pozycji na trzecią, co jest spowodowane obawami związanymi z brexitem.

Słowacja

Podobnie jak Polska, Słowacja odnotowuje spadek emigracji zarobkowej swoich obywateli. Jednak od wstąpienia kraju do UE do innych państw europejskich wyemigrowało 266 tys. osób, czyli 5,4 proc. obywateli tego 5,5-milionowego kraju. Podobnie jak Polacy, również Słowacy tradycyjnie emigrują przede wszystkim do Wielkiej Brytanii. I również podobnie jak Polacy, zaniepokojeni są oni potencjalnym wpływem brexitu na ich dalszą pracę i życie na wyspach brytyjskich.

Po raz pierwszy od wybuchu kryzysu gospodarczego w 2009 r. więcej osób przyjechało do pracy na Słowację niż ją opuściło w roku 2016. W ubiegłym roku przybyło tam łącznie 15 tys. osób, zarówno powracających z kraju, jak i poszukujących pracy cudzoziemców.

Mimo tych pozytywnych zmian dotyczących migracji zarobkowej, Słowacja wciąż stoi w obliczu masowej emigracji studentów. Według ostatnich badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Pawła Józefa Safarika w Koszycach co siódmy student planuje wyjechać na zagraniczny uniwersytet lub wyemigrować na stałe (próba 500 studentów z 18 uczelni wyższych). Około 14 proc. słowackich studentów studiuje zagranicą. Jest to jeden z najwyższych wskaźników w UE. Spośród nich ponad 20 tys. studiuje na uniwersytetach w Czechach. Powód jest prosty i leży w jakości kształcenia szkolnictwa wyższego, który w Czechach jest na wyższym poziomie niż na Słowacji. Tej sąsiedzkiej emigracji edukacyjnej sprzyja podobieństwo języków czeskiego i słowackiego. Pozwala to studentom słowackim na naukę w ich ojczystym języku, który jest akceptowany przez czeskie uniwersytety. Negatywną stroną tej mobilności jest tzw. brain drain, czyli drenaż mózgów, polegający na emigracji najzdolniejszych obywateli – w tym wypadku studentów.

Jeśli chodzi o mobilność słowackich pracowników bardziej atrakcyjnym kierunkiem wyjazdów zarobkowych jest Austria niż Czechy. Według unijnych badań dotyczących wewnątrzunijnej mobilności siły roboczej (opublikowanego w 2017 r.) czynniki ekonomiczne mogą przyciągać silniej niż podobieństwa językowe. Jednak Czechy wciąż zachowują drugie miejsce po Wielkiej Brytanii pod względem wolumenu imigracji słowackiej.

Czechy

Większość czeskich emigrantów pochodzi z regionów graniczących z Niemcami. Czeskich pracowników kuszą nie tylko wyższe zarobki, ale także inne świadczenia społeczne, takie jak zasiłki na dzieci. Wśród specjalistów szczególnie widoczny jest odpływ lekarzy i innych pracowników służby zdrowia. Powszechną praktyką wśród czeskich studentów jest studiowanie na państwowych uniwersytetach, a następnie emigracja na Zachód w celu znalezienia lepiej płatnej pracy.

Niemniej jednak odpływ pracowników nie jest dużym problemem dla Czech, uważa dyrektor wykonawczy Stowarzyszenia Pracodawców Republiki Czeskiej – Vít Jásek. Według niego emigracja zarobkowa nie jest bardzo wysoka, ponieważ płace w Czechach rosną i biorąc pod uwagę inne aspekty, takie jak bariera językowa, podróżowanie i opuszczanie rodziny, emigracja traci na atrakcyjności.

Dużo większym problemem niż emigracja jest dla Czech brak pracowników – zwłaszcza fizycznych oraz wykwalifikowanych specjalistów. Dlatego rząd stara się ich przyciągać z zagranicy. Oprócz inicjatyw, takich jak dopasowanie wymogów rynku pracy do systemu edukacji istnieje specjalny program, który pomaga czeskim firmom zatrudniać pracowników z Ukrainy.

Dla czeskich pracodawców o wiele łatwiej byłoby zatrudniać obywateli czeskich, gdyż w innym przypadku muszą zapewnić cudzoziemcom zakwaterowanie, edukację językową i wyżywienie, nie mając jednocześnie gwarancji, że pracownik pozostanie w firmie na dłuższą metę. Mimo to, zagraniczni pracownicy nie są postrzegani jako ciężar, ale wartość dodana, na co zwraca uwagę dyrektor wykonawczy Stowarzyszenia Pracodawców.

Popyt czeskich firm na pracowników krajowych mógłby zostać zaspokojony przez pracowników o niskich kwalifikacjach i kobiety wracające do aktywności zawodowej po urlopie macierzyńskim. Jednak nieelastyczny system czasu pracy utrudnia części matek zatrudnienie. Wysokie bezrobocie osób o niskich kwalifikacjach jest równie pilnym problemem do rozwiązania – na przykład poprzez aktywną politykę rynku pracy skoncentrowaną na tej grupie.

Ukraińcy zamiast miejscowych

We wszystkich państwach Grupy Wyszehradzkiej poziom bezrobocia jest obecnie na historycznie niskim poziomie. W Czechach poziom bezrobocia to obecnie zaledwie 2,9 proc. – najmniej nie tylko w V4, ale też w całej Unii Europejskiej. Na Węgrzech to ok. 4,1 proc., na Słowacji 5,4 proc, zaś w Polsce 6,1 proc. (Eurostat podaje inne wartości, w tym dla Polski 3,8 proc.).

Aby lepiej zapełniać luki w rynku pracy słowackie Ministerstwo Spraw Społecznych, Pracy i Rodziny sporządziło listę 182 zawodów, które doświadczają dotkliwego niedoboru siły roboczej. Oprócz prac technicznych (samochodowych, mechanicznych), obejmują one wyspecjalizowany personel medyczny (ortopedia, chirurdzy, pielęgniarki). W tych zawodach planuje się uproszczenia w procedurach dotyczących zatrudniania cudzoziemców. Do tej pory Słowacja stosowała najsurowsze procedury dotyczące zatrudniania pracowników zagranicznych w porównaniu z resztą regionu wyszehradzkiego. Najliczniejszymi grupami pracowników zagranicznych na Słowacji są Ukraińcy, Serbowie i Wietnamczycy.

Najwięcej Ukraińców pracuje w Polsce. Według organizacji pracodawców Pracodawcy RP w 2016 roku pracowało ich ok. 1,2 miliona. Według organizacji pracownicy z Ukrainy zatrudniani są w 39 proc. dużych przedsiębiorstw. Najwięcej znajduje pracę w produkcji (18 proc.) oraz usługach (15 proc.). Zakłada się, że Ukraińcy zajmować będą z czasem wyższe stanowiska i przenikać do innych branż.

Jak pokazują statystyki dotyczące wewnątrzunijnej migracji zarobkowej, Polska jest głównym krajem docelowym UE spośród państw, które weszły do wspólnoty po 2004 r. Migracje do Polski podwoiły się od 2009 r.  Republika Czeska jest dla pracowników drugim krajem przeznaczenia. Liczba zagranicznych pracowników dynamicznie rośnie również na Węgrzech, mimo że rząd Fideszu nieustannie walczy z imigracją. W 2017 r. wydano 10 tys. zezwoleń na pracę tzw. obywatelom państw trzecich, choć nieoficjalnie spekuluje się o sześciokrotnie większej liczbie zezwoleń. Péter Ákos Bod uważa, że polityka rządu wspierająca węgierskie mniejszości etniczne w sąsiednich krajach doprowadziła do silnej – ale nieplanowanej – migracji zarobkowej, szczególnie dla osób poszukujących pracy, a nawet osiedlenia się na Węgrzech.

Węgierskie firmy próbują mniej lub bardziej skutecznie rekrutować pracowników w Serbii, na Ukrainie oraz w Rumunii. W niektórych zawodach dotkniętych brakiem wykwalifikowanych pracowników – takich jak IT, kierowcy, specjaliści z branży budowlanej – pracownicy z Ukrainy i Serbii mogą pracować na Węgrzech, nawet bez pozwolenia na pracę. Problematyczne jest to, że wielu z nich nie posiada niezbędnych kwalifikacji zawodowych i są zatrudniani nielegalnie w pracach sezonowych. Jednak wciąż wielu migrantów zarobkowych posiadających pozwolenie na pracę przenosi się do bogatszych krajów Europy Zachodniej.

Wracajcie do domu

Przyciąganie zagranicznych pracowników przez uproszczenie procesu zatrudniania jest wspólną strategią krajów grupy V4. Pojawiają się także inicjatywy mające na celu przyciągnięcie emigrantów z powrotem do domu. Rząd słowacki opracował plan kompleksowego wsparcia osób powracających do ojczyzny, wraz z wykazem działań już podjętych przez odpowiednie ministerstwa. Jednym z nich był projekt pilotażowy w pierwszej połowie 2018 r., zatytułowany „Powrót na Słowację”, skierowany do wysoko wykwalifikowanych pracowników mieszkających w Wielkiej Brytanii. Dyrektor Instytutu Polityki Finansowej w Ministerstwie Finansów Lucia Šrámková mówi, że liczba Słowaków wracających do kraju rośnie i może być częściowym rozwiązaniem problemu niedoboru rąk do pracy.

Węgry także próbowały przyciągnąć swoich obywateli pracujących za granicą – za pomocą programu pilotażowego „Wracaj do domu”. Kampania rozpoczęła się w 2015 r. i dotyczy osób, które wyemigrowały głównie do Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Rząd próbował przez ten projekt wspierać powrót obywateli do kraju, pomóc w znalezieniu pracy i nowego miejsca zamieszkania. Kosztował 340 tys. euro, jednak udało się sprowadzić z powrotem do ojczyzny zaledwie 105 osób.

W Czechach i Polsce nie funkcjonują podobne państwowe inicjatywy skierowane do emigrantów zarobkowych.

 

* Ministerstwo Gospodarki Węgier szacuje liczbę Węgrów pracujących zagranicą na około 300 tys. Centralne Biuro Statystyczne (KSH) i portal gospodarczy Portfolio, wykorzystując dane z innych państw członkowskich UE, podaje, że ponad 600 tys. Węgrów żyje obecnie w innych krajach UE.

 

Tekst powstał dzięki wsparciu Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego.