Fake news w Grupie Wyszehradzkiej: rządy są częścią problemu

Fake news, źródło: https://epthinktank.eu/2017/11/20/disinformation-fake-news-and-the-eus-response/

Fake news, źródło: https://epthinktank.eu/2017/11/20/disinformation-fake-news-and-the-eus-response/

Kraje Wyszehradu nie mają ani spójnej, ani skoordynowanej polityki w zakresie tzw. fake news (czyli fałszywych wiadomości) i kampanii dezinformacyjnych. I to mimo że są celem licznych ataków hybrydowych mających wywierać wpływ na ich społeczeństwa.

 

Mówi się, że wraz z wyborem Donalda Trumpa weszliśmy w erę postprawdy, w której „alternatywne fakty” i teorie spiskowe funkcjonują równolegle do faktów i rzetelnego dziennikarstwa.

Istotą zjawiska postprawdy jest to, że uczucia i subiektywne przekonania odgrywają większą rolę w kształtowaniu opinii publicznej niż fakty. „Era postprawdy jest zatem zbudowana na tych alternatywnych faktach i fałszywych wiadomościach”, mówi psycholog społeczny Péter Krekó, który zajął się tym tematem w książce pt. „Paranoja masowa” („Tömegparanoia”). Krekó uważa, że zjawisko postprawdy jest wzmacniane przez wysoki popyt na artykuły informacyjne celem uzyskania tzw. efektu potwierdzenia  (confirmation bias – preferowanie informacji, które potwierdzają nasze przekonania, niezależnie od ich prawdziwości), a także na wysoką podaż nieprawdziwych wiadomości w efekcie działań aktorów politycznych, firm, a nawet państw, mających na celu upowszechnianie pewnych poglądów.

Zbyt duże nadzieje w stosunku do Europy Środkowej?

Ostrzeżenie Havla o tym, że naszym najniebezpieczniejszym wrogiem nie są mroczne siły totalitaryzmu, lecz nasze własne złe cechy, zasługuje na jeszcze większą uwagę dzisiaj, ale już od całej Europy – pisze dr Seán Hanley, wykładowca w UCL School of Slavonic and …

Dezinformacja czy fake newsy?

Przede wszystkim ważne jest, by wyjaśnić, że dezinformacja i fake news nie są tym samym, chociaż są ze sobą ściśle powiązane. Wszystkie fałszywe wiadomości są dezinformacją, ale nie wszystkie dezinformacje są fałszywymi wiadomościami. Dezinformacja to szersza kategoria, która obejmuje nie tylko zniekształconą rzeczywistość.

Jako część rosyjskiej wojny hybrydowej dezinformacja służy przepchnięciu stanowiska niezależnie od tego, czy jest oparte na faktach. Czasem tylko po to, by zmylić publiczność, zamiast ją przekonać. Celem Rosji w walce informacyjnej jest manipulowanie elitą wojskową i polityczną przeciwników (UE, NATO, Zachodu), żołnierzami i społeczeństwami oraz podważanie wiarygodności i zaufania do krajowych i międzynarodowych instytucji i procesów. W długiej perspektywie, ze względu na potencjalny wpływ Rosji na jedność i politykę Zachodu, dezinformację można uznać za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Harwardzki projekt First Draft mający na celu obnażanie dezinformacji identyfikuje siedem kategorii fałszywych wiadomości:

  • Fałszywe połączenie: gdy nagłówki, wizualizacje lub podpisy nie potwierdzają treści
  • Fałszywy kontekst: gdy oryginalne treści są udostępniane z fałszywymi informacjami kontekstowymi
  • Manipulacja treści: gdy prawdziwe informacje lub obrazy są manipulowane, by wprowadzić w błąd
  • Satyra lub parodia: nie ma zamiaru wyrządzić krzywdy, ale ma potencjał, by wprowadzić w błąd
  • Treści wprowadzające w błąd: wykorzystanie informacji w sposób wprowadzający w błąd w celu „wrobienia” osoby lub tematu
  • Oszukujące treści: podszywanie się pod prawdziwe źródła
  • Sfabrykowane treści: nowa treść jest w 100% fałszywa, zaprojektowana, by oszukiwać i szkodzić.

Ruszyła unijna Grupa Wysokiego Szczebla ds. fake news – z udziałem EURACTIV

W Brukseli zainaugurowano wczoraj (15 stycznia) prace specjalnej grupy ekspertów, której zadaniem jest wypracowanie rekomendacji dla unijnych decydentów jak walczyć z dezinformacją i „fake news”.
 
W skład grupy roboczej weszło 39 ekspertów. To naukowcy zajmujący się rozwojem mediów, przedstawiciele organizacji pozarządowych …

Grupa Wyszehradzka częścią problemu, ale też rozwiązania

V4 nie jest zjednoczona na tym froncie walki z dezinformacją. Niektóre rządy stały się wręcz częścią problemu, podczas gdy inne rozpoznały potencjalne ryzyko i aktywnie rozpoczęły walkę z dezinformacją.

„Jednym z głównych problemów jest to, że doświadczamy tak brutalnych i częstych kampanii dezinformacyjnych z jednocześnie szybkimi zmianami w sektorze medialnym. Tradycyjne media wymierają, a cyfrowe się rozwijają. To niekoniecznie musi być złe, ośrodek przekazywania informacji nie musi być gwarancją wysokiej jakości treści, ale jest czymś, co skłania nas do myślenia o nowych strategiach walki z dezinformacją” – powiedział czeski poseł do Parlamentu Europejskiego Pavel Svoboda z Europejskiej Partii Ludowej (EPP).

Polska i Czechy bardziej odporne na dezinformację

Podatność regionu na dezinformację wynika z faktu, że według sondażu przeprowadzonego przez Międzynarodowy Instytut Republikański (IRI) obywatele krajów V4 mają ograniczone zaufanie do mediów głównego nurtu. Co więcej, media alternatywne lub „spoza głównego nurtu” zyskują na popularności. Jeśli chodzi o to, w jaki sposób obywatele dowiadują się o ważnych wiadomościach i komu ufają w zakresie przekazywania informacji, 27 proc. respondentów w Polsce, 36 proc. w Republice Czeskiej i 45 proc. na Słowacji powiedziało, że polegają raczej na „przyjaciołach i rodzinie” niż na tradycyjnych mediach. Co więcej, 21 proc. na Węgrzech i 30 proc. w Czechach czyta alternatywne media, ponieważ są one bardziej „zabawne i ekscytujące” niż wiadomości tradycyjnych mediów.

Węgrzy i Słowacy są generalnie bardziej podatni na teorie spiskowe, Czesi i Polacy nieco mniej. Ogromny wzrost liczby stron i czasopism promujących treści spiskowe na Słowacji nie wyrządził poważnych szkód interesom biznesowym „tradycyjnych” mediów: alternatywne tytuły przyciągają one stosunkowo niewielu czytelników, chociaż ich najbardziej udane teksty mogą być udostępniane przez tysiące osób. Na przykład najbardziej popularna dziś strona z teoriami spiskowymi Hlavnespravy.sk jest około dziesięć razy mniejsza niż jakikolwiek z największych słowackich serwisów informacyjnych.

Na Węgrzech rząd Viktor Orbána nie tylko nie zajął stanowiska przeciwko rozpowszechnianiu fałszywych wiadomości, ale wręcz. sam aktywnie rozpowszechnia teorie spiskowe i fałszywe wiadomości. Rząd Fideszu sponsorował billboardy przeciwko George’owi Sorosowi, a także kampanie reklamowe na Facebooku i w telewizji o Sorosie i UE, którzy rzekomo dążą do podkopania narodowej suwerenności poprzez import nielegalnych imigrantów na Węgry. Podobna monotematyczna kampania antyimigrancka i fałszywe wiadomości wcześniej pomogły Milošowi Zemanowi ponownie zostać prezydentem Republiki Czeskiej w styczniu.

Co więcej, politycy w regionie często publicznie krytykują niezależne media niepochlebne wobec działaniom poszczególnych rządów, oskarżając je o rozpowszechnianie fake news, podobnie jak to robi Donald Trump. Węgierski premier Orbán zrobił to niedawno, gdy zwrócił się do niego Index.hu, największy internetowy serwis medialny w kraju, z prostym pytaniem o piłkę nożną. Odmówił udzielenia odpowiedzi, ponieważ nie „będzie odpowiadać fabrykom fałszywych wiadomości”. Również na Słowacji kampania oskarżeń mediów o kłamstwa była prowadzona przez czołowych słowackich polityków, w tym byłego premiera Roberta Fico, który nazwał dziennikarzy „brudnymi antysłowackimi prostytutkami”. Oburzenie wśród mediów, które – w wielu wypadkach – były zmuszone odgrywać rolę śledczych, szybko się rozprzestrzeniło.

Jednak Słowacja napotkała kolejny poważny wstrząs, gdy śledczy dziennikarz Ján Kuciak i jego narzeczona zostali zastrzeleni w ich domu, prawdopodobnie z powodu śledczego charakteru jego pracy. Oburzenie społeczne i medialne osiągnęło wtedy szczyt, a dyskusja na temat wolności mediów ogarnęła cały kraj. Politycy musieli powściągnąć ostrą retorykę wymierzoną w dziennikarzy. Premier, minister spraw wewnętrznych i szef policji ustąpili w wyniku protestów i silnego zaangażowania mediów.

Powszechnie wiadomo również, że czeski prezydent Zeman ma negatywną opinię wśród większości dziennikarzy. W swoim niedawnym docinku skrytykował wydawnictwo „Economia” należące do przedsiębiorcy Zdenka Bakali, którego grupami docelowymi są inteligencja z klasy średniej i przedsiębiorcy. Premier Andrej Babiš też stale krytykuje dziennikarzy z „Economii”, a także media publiczne. Jednocześnie jest właścicielem (poprzez fundusz powierniczy) jednego z największych konglomeratów medialnych w kraju, MAFRA. Dyskredytujące kampanie są często także uruchamiane przeciwko dziennikarzom, politykom i innym osobom krytycznym wobec działań rządu w Polsce.

Grupa Wyszehradzka – czy jest gotowa na cyberatak?

Era armii, czołgów oraz ciężkiego sprzętu wojskowego zdaje się przechodzić do przeszłości, przynajmniej w Europie. Wojna przeniosła się do cyberprzestrzeni, toteż państwa zaczynają dostosowywać się do nowego typu zagrożeń.

Państwa Grupy Wyszehradzkiej (V4) wypadają pod tym względem całkiem dobrze. Region nie …

Jak wygląda rynek fake newsów w Grupie Wyszehradzkiej?

Na Węgrzech liczba witryn z fałszywymi wiadomościami wynosi około 100, ich ilość zaczęła znacząco wzrastać w czasie eskalacji kryzysu uchodźczego w 2015 roku. Większość z tych witryn to klasyczne witryny typu „clickbait”, połączone z Facebookiem i powiązane ze sobą, takie jak Mindenegybenblog. Ta prorosyjska sieć medialna składająca się z około 100 węgierskojęzycznych stron dezinformacyjnych i profili na Facebooku działających na poziomie lokalnym, która może mieć związki z Rosją rozpowszechnia prokremlowskie narracje przykryte teoriami spiskowymi w stylu tabloidów, w tym także wiadomości o alternatywnych stylach życia, np. o „medycynie alternatywnej” (homeopatii), itp. Głównym motorem rosyjskiej dezinformacji na Węgrzech jest temat migracji, dlatego sianie paniki migracyjnej jest bezpośrednio związane z geopolityczną strategią Rosji zarówno na Węgrzech, jak i w szerszym kontekście międzynarodowym. Biorąc pod uwagę fakt, że większość węgierskich mediów głównego nurtu znajduje się pod bezpośrednią lub pośrednią kontrolą rządu, władza rozpowszechnia również narracje korzystne dla Kremla. Krekó uważa, że ​​niemożliwym stało się robienie polityki bez fałszywych wiadomości, a nawet, w kontekście węgierskim, post-prawda nie jest jednostronna. Również opozycja jest coraz bardziej skłonna do rozpowszechniania fałszywych wiadomości, ponieważ takie treści mogą liczyć na szybkie upowszechnienie biorąc pod uwagę wysoki poziom polaryzacji i oburzenia polityczną bezsilnością. Jednocześnie zwraca on uwagę, że bezprecedensowe w UE jest to, że to rząd może być głównym źródłem spisków i fałszywych wiadomości.

Jednym z najważniejszych serwisów informacyjnych z fake newsami w Czechach jest rosyjski Sputnik.cz. Poza nim działa tam ok. 40-50 operacyjnych serwisów z fake news. Największy ich wzrost nastąpił wkrótce po aneksji Krymu i rozpoczęciu wojny we wschodniej Ukrainie. „Od tego czasu niektóre strony stały się nieistotne, ale powstały również nowe. Inne natomiast publikują więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Na przykład czeska wersja Sputnika publikowała średnio 600 artykułów miesięcznie, teraz ta liczba to prawie 1600”, powiedziała Veronika Víchová, analityczka czeskiego think tanku European Values. Możemy również obserwować zmiany w zakresie tematyki. „Na początku obejmowała ona tylko wydarzenia na Ukrainie i na świecie, ale z czasem serwisy z fałszywymi wiadomościami zaczęły się w dużej mierze skupiać na kryzysie uchodźczym i teraz aktywnie piszą o wydarzeniach w Republice Czeskiej” – powiedziała Víchová.

Według Vladimíra Šnídla dziennikarza specjalizującego się w zagadnieniu fałszywych wiadomości i autora książki „Prawda i kłamstwa na Facebooku” (Truth and Lies on Facebook) na Słowacji fałszywe wiadomości mają dwie główne odsłony. Pierwsza to fake news w dziedzinie medycyny i zdrowia. Šnídl podkreśla, że ​​najczęściej udostępniane fałszywe wiadomości w słowackim internecie to wymyślone historie o cudownych przepisach i lekach, które leczą wszystkie rodzaje chorób, w tym raka. „To absolutnie oburzające, że fałszywa historia – powiedzmy, jak leczyć nowotwór cytrynami – może być napisana bez żadnych konsekwencji prawnych, a następnie udostępniona przez tysiące osób” – mówi Šnídl. Jego zdaniem oszustwa medyczne są bardzo niedoszacowane: „W takich przypadkach wystarczyłby jeden przypadek, który skróciłby czyjeś życie. Z pewnością wzbudziłoby to szczególne zainteresowanie tematem”, wyjaśnia Šnídl.

Drugi rodzaj dezinformacji ma, zdaniem autora, odwracać uwagę Słowaków od realnych problemów. „Różne strony internetowe pobudzają wrażenie, że największym zagrożeniem dla Słowacji jest na przykład napływ migrantów. Przy pomocy prawdziwych, aczkolwiek wyolbrzymionych raportów i przypadków przestępstw popełnianych przez migrantów w Europie Zachodniej, portale te przesłaniają faktyczne przestępstwa popełniane przez naszych własnych obywateli „- dodaje.

Pomimo tego, że polskie społeczeństwo jest ogólnie odporne na rosyjską propagandę, a nasz system polityczny jest najmniej podatny na wpływy Kremla w ramach V4 ze względu na przeważający „rosjosceptycyzm” we wszystkich warstwach w społeczeństwie, Prawo i Sprawiedliwość nie powstrzymuje się od używania rosyjskiej retoryki o dekadenckim Zachodzie.

Zewnętrzna propaganda w sferze publicznej może być głównie powiązana z mediami inspirowanymi przez Rosję, takimi jak polskojęzyczna wersja Sputnika. Jednak trolle i boty są o wiele bardziej skuteczne niż niezgrabne portale propagandowe. Jednocześnie, przestrzeń dla niezależnych mediów konsekwentnie się zmniejsza. PiS przejął media publiczne, zaś duża część mediów wspierających rząd ma osobiste lub biznesowe relacje z partią rządzącą. W związku z tym media, takie jak Niezalezna.pl, Gazeta Polska, wSieci (Sieci Prawdy) czy TV Republika co najmniej podzielają narracje Prawa i Sprawiedliwości.

Maciej Gdula: Kaczyński nie może rządzić bardziej niż teraz

Opozycja nie wyraża przeciwnych PiS-owi wartości, tylko jest przeciwna PiS-owi, żeby odebrać mu władzę. Nie wiadomo jednak po co. Nie ma w tym żadnej treści etycznej – uważa prof. Maciej Gdula* w rozmowie o tym, dlaczego wybory w 2015 r. …

Dobre praktyki

Dobra wiadomość jest taka, że w V4 rośnie liczba oddolnych inicjatyw dotyczących sposobów zwalczania fake news przez redakcje. Na przykład platforma weryfikująca fakty Demagog.cz, certyfikowana przez Międzynarodową Sieć ds. Weryfikacji Faktów (International Fact-Checking Network), staje się coraz bardziej popularna. Koncentruje się głównie na sprawdzaniu wiarygodności wypowiedzi polityków. Nowe projekty, takie jak Manipulátoři.cz, skupiają się na obalaniu fałszywych lub wątpliwych treści. Do walki dołącza także coraz więcej organizacji pozarządowych i think tanków. W Polsce w 2016 r. został uruchomiony portal OKO.press zajmujący się m.in. dziennikarstwem śledczym i weryfikacją faktów, prowadzony na zasadzie non profit. Projekt ten, finansowany obecnie z darowizn od czytelników ma na celu ochronę wolności słowa i dostępności informacji w mocno podzielonym w Polsce medialnym ekosystemie.

Na Węgrzech jednym z pierwszych takich projektów było urbanlegends.hu, założone i redagowane przez Ivána Marinova, węgierskiego dziennikarza. Strona ta wybiera legendy miejskie, plotki, oszustwa, przesądy i mity, by pokazać, w jaki sposób powstały i jak zostały rozpowszechnione. Autor pozostawia ocenę treści czytelnikowi na podstawie zebranych danych, ale jego celem jest uświadomienie czytelnikom, jak irracjonalne mogą być ich obawy, i edukowanie ich w zakresie porównywania sprzecznych opinii i sprawdzania innych źródeł.

W Czechach największym wyzwaniem, według Víchovej, jest niemal całkowita nieobecność nacisku na kształtowanie umiejętności korzystania z mediów nie tylko w szkołach, ale także w krajowych kręgach politycznych. Prezydent Miloš Zeman, a także inni politycy (zwłaszcza posłowie Partii Komunistycznej, skrajnie prawicowej SPD, ale także osoby z Partii Socjaldemokratycznej) powtarzają dezinformację prokremlowską lub dzielą się fałszywymi wiadomościami na swoich profilach w mediach społecznościowych.

„Właściwy informacyjny mechanizm obronny, który chroni ludzi i społeczeństwa przed dezinformacją i atakami trolli jest bardzo potrzebny”, mówi słowacka ekspertka i analityczka strategiczna w Haskim Centrum Studiów Strategicznych, Katarína Kertysová. Sugeruje ona, że rządy powinny zapewnić obywatelom edukację w zakresie dezinformacji i wzmacniać społeczeństwo obywatelskie, przeznaczając fundusze na inicjatywy społeczeństwa obywatelskiego i media, a także gwarantując odpowiednią ochronę prawną dla tych, którzy walczą z dezinformacją. „Organizacje wywiadowcze powinny być w stanie monitorować zewnętrzne ingerencje w krajową przestrzeń informacyjną i w razie potrzeby dzielić się tymi informacjami z obywatelami” – dodaje Kertysová.

Na Węgrzech trudno liczyć na wsparcie ze strony państwa inicjatyw mających na celu zwalczanie fake news. Co gorsza organizacje, które chciałyby się w to zaangażować nie mogłyby korzystać z zagranicznych funduszy w obawie o publiczną stygmatyzację. Marinov uważa, że konsekwencją jest to, że niezależne prywatne inicjatywy mają większe szanse na odniesienie sukcesu. „Niezależna prasa mogłaby zawiązać współpracę pomiędzy zespołami redakcyjnymi w zakresie weryfikacji faktów, która pozwoliłaby na bardziej efektywną, przejrzystą i zrównoważoną pracę poprzez połączenie zasobów. Mogłaby wówczas rozpowszechniać powstałe treści wśród większej grupy odbiorców. Dodatkowo, rozwój umiejętności potrzebnych do krytycznego myślenia może być wspierany przez korporacyjne programy CSR (społecznej odpowiedzialności biznesu) lub edukacyjne finansowane ze źródeł prywatnych” – dodał.

Grupa Wyszehradzka przedstawiła swoje stanowisko dotyczące sztucznej inteligencji

Państwa Grupy Wyszehradzkiej (V4) chcą m.in., aby UE zwiększyła finansowanie dla projektów cyfrowych, a Komisja Europejska aktywniej włączyła się we współpracę państw członkowskich w kierunku rozwijania sztucznej inteligencji (AI). Stanowisko V4 ogłoszono podczas zorganizowanej w Brukseli konferencji Digital Day. W …

Centra hybrydowe

W Republice Czeskiej podstawowym organem zajmującym się dezinformacją jest Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu i Zagrożeń Hybrydowych, podlegające Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Czeskie Ministerstwo Obrony i Ministerstwo Spraw Zagranicznych również zajmują się tą kwestią na poziomie grup roboczych. „Republika Czeska należy do krajów, które podjęły konkretne kroki i środki ostrożności, co samo w sobie jest bardzo pozytywne” – powiedziała Veronika Víchová, analityczka w czeskim think tanku European Values.

Chociaż słowacki rząd nie podjął podobnych inicjatyw na poziomie instytucjonalnym, słowackie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłosiło w ubiegłym roku, że słowacka policja zatrudni dwunastu nowych ekspertów do zwalczania rosyjskiej dezinformacji i zagrożeń hybrydowych. Co więcej, rząd często wykorzystuje fundusze na wsparcie organizacji pozarządowych obalających fałszywe wiadomości. W szczególności prezydent Andrej Kiska często wspomina o ich kluczowej roli w dzisiejszym świecie internetowym. Inicjatywa #somtu (Jestem tutaj), poparta m.in. przez niego, wzywa swoich członków i zwolennikó∑ do przyłączenia się do debat za pośrednictwem hashtagów.

Przepisy dotyczące wolności słowa na Słowacji nie dopuszczają rasistowskich wypowiedzi, szerzenia faszyzmu lub oszustw, które mogą szkodzić innym. Niemniej jednak kwestia fałszywych wiadomości nie jest sankcjonowana prawnie, dopóki takie treści nie graniczą z ani nie przekraczają granic ekstremizmu. W celu monitorowania ekstremizmu słowacka policja używa specjalnej aplikacji komputerowej, ale nie oznacza fałszywych wiadomości. Strona słowackiej policji na Facebooku często bywa krytykowana za tworzenie reportaży w stylu tabloidów, jest jednak dobrym przykładem działań podjętych przez państwo, by zwalczać fałszywe wiadomości. Jako że strona jest obserwowana przez ponad 116 tysięcy osób, koordynatorzy mediów społecznościowych w słowackiej policji wykorzystują rozgłos, by wskazywać na powszechne oszustwa i fałszywe historie publikowane często przez spiskowe strony internetowe.

Według Jakuba Kralki, prawnika specjalizującego się w technologii i mediach, który jest również redaktorem naczelnym portalu Bezprawnik.pl, trudno mówić o dobrych praktykach w polskiej sferze rządowej w zakresie obalania fałszywych wiadomości, gdy sami są negatywnym przykładem w tym zakresie. Co więcej, jest to delikatna kwestia, ponieważ wiąże się z potencjalnymi ograniczeniami wolności słowa. Ilość fałszywych wiadomości rośnie, a ludzie, politycy, administracja, media i internauci są ogólnie świadomi tego faktu. Jednak zdaniem eksperta ds. tajnych służb i rynku energii Macieja Sankowskiego, ani polskie państwo, ani media, ani firmy nie stworzyły skutecznego systemu środków zaradczych. Opowiada o niedawnym przykładzie zmyślonego eksperta energetyki Piotra Niewiechowicza, któremu poprzez działania wirtualne udało się bez wysiłku uzyskać wrażliwe dane dotyczące strategicznego kontraktu energetycznego (nt. gazociągu Baltic Pipe) od osób bliskich ministrowi energii. Jeden z głównych portali ekonomicznych opublikował jego zmyślony tekst o potencjalnym wpływie rurociągu bałtyckiego na morświny na stronie głównej. Sytuacja ta ujawniła, jak łatwo byłoby nie tylko przeniknąć do polskich strategicznych kręgów decyzyjnych, ale także potencjalnie wpłynąć na nie poprzez publikacje w szanowanych mediach.

Zdaniem Sankowskiego w najbliższej przyszłości Polskę czekają dwie główne fale kampanii dezinformacyjnej. Jedna z nich będzie połączona z intensywnym okresem wyborczym rozpoczynającym się jesienią tego roku wyborami samorządowymi, w przyszłym roku wyborami do Parlamentu Europejskiego i polskiego parlamentu, a kończąc w maju 2020 r. wyborami prezydenckimi. Druga – jego zdaniem – będzie związana z długoterminową umową gazową z Rosją, której przyszłość będzie się ważyć do końca 2019 roku. Oczekuje on fali dezinformacji ze strony rosyjskiej zawierającej m.in. fałszywe informacje o nieformalnych konsultacjach między obiema stronami.

Węgry to państwo mafijne, ale Polska wciąż ma plan B – WYWIAD

Węgry są zarządzane jak klanowa organizacja kryminalna w wymiarze systemowym. Jeśli chcielibyśmy zrobić zdjęcie elity rządzącej, polecam udać się do loży VIP stadionu Pancho Arena w Felcsút, rodzinnym miasteczku Viktora Orbána – tłumaczy Bálint Magyar*, węgierski socjolog i były polityk liberalny …

Regulowanie mowy nienawiści

W Niemczech podjęto znaczące wysiłki, by przeciwdziałać wpływowi dezinformacji i fake news: w zeszłym roku Bundestag przyjął kontrowersyjne prawo umożliwiające nakładanie kar finansowych na Facebooka za szerzenie mowy nienawiści.

Według polskiego rządu rozpowszechnianie fałszywych wiadomości nie powinno być ograniczane przez państwo, przykładowo poprzez usuwanie lub blokowanie treści, ponieważ mogłoby to zakłócać wolność słowa.  Zdaniem rządu ważne jest, by działania podejmowane przeciwko fałszywym wiadomościom były zgodne z wolnością słowa i prawem do informacji. Jeśli chodzi o zwiększoną odpowiedzialność platform internetowych, rząd popiera samoregulację i współregulacje zamiast odgórnego prawodawstwa i narzucania nowych obowiązków.

Kolejnym problemem jest mowa nienawiści. „Nie mamy jeszcze skutecznego narzędzia do całkowitego powstrzymania ekstremizmu i nienawiści w internecie. Jak dotąd znamy tylko kilka niewielkich możliwości na to jak je częściowo zmniejszać” – wspomina Dušan Ondrušek, szef organizacji Partnerzy na rzecz Demokratycznej Zmiany na Słowacji (Partners for Democratic Change Slovakia). „Ponieważ przepisy i tworzenie polityk rozwijają się wolniej niż media społecznościowe, przykładowo ekstremiści online mogą pozwolić sobie na znacznie więcej, niż mieliby możliwość w innych obszarach” – mówi Juraj Rizman z VIA IURIS.

Marinov sądzi, że warto unikać jakichkolwiek regulacji państwowych (jak cenzura, zakaz, wiązanie publikacji do uzyskania pozwolenia, itp.), które mogłyby naruszać wolność słowa lub niezależność prasy albo przekazywać w ręce państwa podejmowanie decyzji o tym, co stanowi fake newsy, niezależnie od rządowych motywacji, ponieważ może to przynieść odwrotny skutek. Regulacje państwowe są zalecane tylko w kwestiach technicznych, takich jak dezinformacja rozpowszechniana przez boty. Sposoby, w jakie państwo może pomóc w zwalczaniu fałszywych wiadomości to stworzenie ram, które pomagają rozwijać krytyczne myślenie poprzez programy edukacyjne, podnoszenie świadomości, wspieranie regularnych badań na ten temat, stała współpraca z operatorami platform mediów społecznościowych i wspieranie inicjatyw weryfikujących fakty. Marinov widzi najlepsze przykłady tego podejścia w Szwecji, gdzie zamiast zakazać dezinformacji, uczy się ją rozpoznawać i nią zarządzać.

Svoboda zgodził się, że długoterminowym rozwiązaniem powinno być zapewnienie wysokiej jakości edukacji. „Musi zostać podjętych cały szereg środków mających na celu krzewienie wykształconego społeczeństwa, mniej podatnego na manipulację. Wiele przepisów można by zastosować na poziomie krajowym” – powiedział.

Mowa nienawiści: media społecznościowe pod unijnym nadzorem

Unia Europejska chce zwiększyć kontrolę nad mediami społecznościowymi. Mowa nienawiści ma być usuwana szybciej i skuteczniej z tego typu serwisów.
 

Do tej pory regulacje dotyczące mowy nienawiści w internecie, szczególnie w sieciach społecznościowych, podlegały regulacjom krajowym, które zresztą często nie były …

Metody wspólnotowe i centra doskonalenia

Według Ministerstwa Cyfryzacji w Polsce rozpowszechnianie fałszywych wiadomości i dezinformacji stanowi rosnące wyzwanie, które powinno spotkać się z odpowiednią reakcją władz, a przeciwdziałanie dezinformacji leży znacząco w interesie państwa. Dodaje, że kluczowym czynnikiem, który może wzmocnić odporność społeczeństwa na dezinformację, jest edukacja medialna skoncentrowana na krytycznym myśleniu i umiejętności interpretowania różnych środków przekazu. Co ważne, nie powinno się koncentrować na edukacji dzieci i studentów, ale także pomagać dorosłym w procesie uczenia się przez całe życie.

Nie ma jednak skutecznych mechanizmów prawnych do zwalczania manipulacji ani w Polsce, ani w większości krajów UE – powiedział Maciej Sankowski. Podkreśla on także, że będzie to musiało ulec zmianie i prawdopodobnie głownie z inicjatywy UE. Komisja Europejska tworzy koalicję w celu zwalczania fałszywych wiadomości, z dodatkowym planem stworzenia do lipca tzw. „kodeksu postępowania”. „Ogólnoeuropejskie wytyczne dotyczące walki z dezinformacją, które mają zostać opublikowane do lipca 2018 roku, pomogą platformom internetowym zharmonizować ich podejście i zapewnić przejrzysty plan gry dotyczący ich działania. Utworzenie niezależnej europejskiej sieci kontrolerów faktów powinno poprawić wiarygodność i zaufanie do ich pracy poprzez stosowanie wspólnych metod pracy, wymiany dobrych praktyk i jak najszerszy zasięg medialny „- stwierdziła Katarína Kertysová.

Dopiero okaże się, czy grupa zadaniowa East StratCom otrzyma niezbędne wsparcie w ramach nowo ogłoszonego podejścia – dodała. Jak dotąd powołana przez Komisję Europejską grupa jest finansowana ze składek państw członkowskich, a nie z budżetu UE. Grupa współpracuje z 11 osobami z Europy Środkowej, krajów bałtyckich i skandynawskich. Nie muszą samodzielnie zbierać fałszywych wiadomości: pomagają im wolontariusze i organizacje pozarządowe. Publikują materiały informacyjne, wyniki badań, tworzą wytyczne dla dziennikarzy i pomagają obalić rosyjską dezinformację, udostępniając materiały badawcze na stronie internetowej i na Twitterze (EU Mythbusters). Według Veroniki Vichovej, East StratCom jest mocno niedofinansowany i ma niedobór personelu. „Tylko trzech pracowników zajmuje się dezinformacją prokremlowską, co z pewnością nie jest wystarczającą liczbą, biorąc pod uwagę ogrom ich zadań” – powiedziała.

Instytucje specjalizujące się w monitorowaniu i zwalczaniu rosyjskich działań dezinformacyjnych, takie jak Centrum Eksperckie NATO ds. Komunikacji Strategicznej (NATO Strategic Communication Excellence Centre) z siedzibą w Rydze, które zostało założone przez siedmiu członków NATO w 2014 r., badają komunikację przeciwników (politycznych, wojskowych) dotyczącą długoterminowych celów strategicznych i geopolitycznych. Innym ośrodkiem, który przyczynia  się do wysiłków NATO w walce z wojną hybrydową, jest Europejskie Centrum Przeciwdziałania Zagrożeniom Hybrydowym (European Centre of Excellence for Countering Hybrid Threats), z siedzibą w Helsinkach. Co istotne, tylko Polska i Czechy dołączyły z krajów spoza regionu.

Według instytutu badawczego Oxford Internet Institute, głównym zagrożeniem dla demokratycznych procesów politycznych jest teraz „zautomatyzowana propaganda” wykorzystywana do manipulowania opinią publiczną i rozszerzania wpływów politycznych. Zautomatyzowana propaganda wykorzystuje programy (boty) oparte na algorytmach i eksploracji danych, by sztucznie wpływać na treści i sieci mediów społecznościowych w wysoce efektywny sposób. Główną różnicą między prawdopodobieństwem wpływów zewnętrznych na Zachodzie i na Wschodzie są lokalni aktorzy, których można zmobilizować do działania: na Zachodzie Kreml posługuje się przede wszystkim botami, zaś na Wschodzie – pewnie często nieświadomie – pomagają mu sami politycy. Na przykład na Węgrzech obecność rosyjskiej dezinformacji lub wojny informacyjnej jest ledwo zauważalna, ponieważ praktycznie nie ma antykremlowskich przeciwników politycznych i sił, z którymi trzebaby walczyć. Dodatkowo prorosyjska dezinformacja węgierskiej publiczności często pochodzi z mediów kontrolowanych przez rząd.