Grupa Wyszehradzka chce większych wpłat do budżetu UE

Euro. Źródło - European Commission

Euro. Źródło - European Commission

Brexit utworzy ogromną dziurę w unijnym budżecie o wartości 10,2 mld EUR. To, że po-brexitowa propozycja Komisji uwzględnia większy budżet dla mniejszej, ambitniejszej Unii może być korzystne dla Wyszehradu.

 

Bruksela chce przykręcić kurek z pieniędzmi dla V4

Pomimo faktu, że kolejne negocjacje WRF są jednymi z najtrudniejszych w historii UE z powodu brexitu, kwestia ta nie znalazła swojego miejsca w porządku obrad ostatniego szczytu UE. Państwa członkowskie nie były gotowe na zatwierdzenie przyspieszonego harmonogramu prac, o który wnioskowała Komisja Europejska. Prawdopodobnie nie uda się przyjąć porozumienia w sprawie całego budżetu przed zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2019 r.

Zgodnie z wnioskiem Komisji, kraje wyszehradzkie mają otrzymać o około jedną czwartą mniej środków w ramach funduszy spójności w następnym cyklu budżetowym. Kilka aspektów wniosku Komisji można uznać za niekorzystne, biorąc pod uwagę fakt, że kraje V4 znajdują się wśród 11 głównych beneficjentów dotacji UE, które stanowią dużą część ich inwestycji publicznych.

Wykres 1. Fundusze unijne na inwestycje publiczne w latach 2014 2020 – główni beneficjenci Źródło:  http://www.cohesify.eu/2018/01/23/additionality-of-eu-funds/, dostęp dn. 20.07.2018 r.

Ze względu na konsekwencje gospodarcze brexitu i kryzysu migracyjnego, KE dokonała przeglądu systemu przyznawania funduszy spójności, dodając kryteria związane z bezrobociem, uczestnictwem w relokacji migrantów, innowacjami i działaniami na rzecz ograniczenia emisji CO2. Bruksela podkreśliła również, że obniżki dla V4 są w pewien sposób „ceną ekonomicznego sukcesu” regionu, więc zmiana kryteriów częściowo wynika z rozwoju gospodarczego tych państw dzięki funduszom UE, które otrzymały w poprzednich dwóch budżetach.

„Nowe priorytety w zakresie wydatków wynikają z pojawiających się nowych wyzwań, a także nowych priorytetów na poziomie UE” – powiedział Zoltán Gyévai, redaktor naczelny węgierskiego portalu informacyjnego BruxInfo.hu. Dodał jednak, że proponowane cięcia nieproporcjonalnie dotkną państwa V4, głównie ze względu na fakt, że ścinane polityka spójności i WPR stanowią największą część transferów środków w UE dla tych krajów. „Mówiąc bez ogródek, możemy powiedzieć, że propozycja WRF jest polityczną karą za ich złe zachowanie” – powiedział Gyévai.

Szabolcs Takács, węgierski sekretarz stanu ds. unijnych w gabinecie premiera Węgier, uważa, że Komisja Europejska chce wykorzystać przyszłą propozycję WRF jako narzędzie polityczne do podziału państw członkowskich i ukarania V4 za reprezentowanie różnych poglądów w niektórych kwestiach (np. Obowiązkowe relokacje). Argument ten współgra z nawracającą narracją rządu węgierskiego o tym, że krytyka dotycząca praworządności wobec Węgier tak naprawdę dotyczy antyimigracyjnego podejścia premiera Viktora Orbána. Takács twierdzi, że ​​- zgodnie z celami zapisanymi w traktatach UE – konwergencja, rozwój regionalny oraz zmniejszanie nierówności muszą pozostać głównymi priorytetami w następnych ramach finansowych.

Także polski rząd zwraca uwagę na to, że mimo wysokiego poziomu rozwoju gospodarczego, wciąż istnieją głębokie nierówności jeśli chodzi o PKB na mieszkańca w obrębie UE. Rząd PiS podkreśla, że polityka spójności powinna pozostać największą polityką rozwojową służącą wszystkim regionom i państwom UE. „Nie zgodzimy się na zamiary KE ws. polityki spójności“ – mówił premier Mateusz Morawiecki. Z kolei minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz nazwał projekt budżetu przedstawiony przez KE „dobrą podstawą do dalszych negocjacji“.

Grupie Wyszehradzkiej brakuje rąk do pracy

Niedobór pracowników w niektórych branżach i specjalizacjach wymusza na rządach państw Grupy Wyszehradzkiej, zwykle nieprzychylnie nastawionych do migrantów, złagodzenie restrykcyjnych procedur administracyjnych związanych z zatrudnianiem cudzoziemców. Równolegle próbuje się przyciągnąć tych, którzy wyjechali na studia lub w poszukiwaniu pracy do …

W polskich inwestycjach publicznych udział polityki spójności wynosi 61,17 proc. To jeden z najwyższych wskaźników w UE. Polska zajmuje pod tym względem czwarte miejsce – po Chorwacji, Litwie i Portugalii. Tym bardziej Warszawa sprzeciwia się finansowaniu nowych priorytetów wyłącznie poprzez transfer zasobów pochodzących z istniejących polityk. „W tym kontekście Polska była również otwarta na omawianie rosnących składek krajowych pod warunkiem zapewnienia równowagi po stronie wydatków. W przypadku funduszu spójności, funduszy strukturalnych i WPR szczególnie istotna jest przewidywalność, ponieważ narzędzia te są skierowane na beneficjentów w celu realizacji długoterminowych inwestycji lub na zapewnienie stabilności działalności rolniczej” –podkreśla wiceminister spraw zagranicznych i sekretarz stanu do spraw europejskich Konrad Szymański. Zwraca też uwagę, że dzięki polityce spójności kraje Europy Środkowo-Wschodniej kupują więcej produktów i usług na rynku wewnętrznym, co przynosi znaczne korzyści gospodarcze dla krajów-płatników netto.

Na Słowacji i w Czechach pierwsze wrażenia zmian w strukturze przyszłych WRF były pozytywne, ponieważ ich rządy dostrzegły w ograniczeniu funduszy spójności szerszy kontekst – traktując je jako dowód ich rozwojowego sukcesu. Jednak w połowie czerwca premier Andrej Babiš oświadczył, że projekt budżetu jest „nie do zaakceptowania”, ponieważ „jest niedoskonały, tak jak ten w obecnym okresie budżetowym”. Republika Czeska będzie dążyć do większej elastyczności, aby posiadać znaczące kompetencje do podejmowania decyzji dotyczących dystrybucji funduszy na poziomie krajowym. W latach 2015-2017 40 proc. wszystkich publicznych inwestycji w Czechach było finansowanych z europejskich funduszy strukturalnych i inwestycyjnych. Głównym wyzwaniem dla Republiki Czeskiej będzie wysoka absorpcja dotacji unijnych tak, aby zaspokoić potrzeby najbardziej niezagospodarowanych regionów – takich jak trzy regiony wydobywcze: Morawy-Śląsk, Ústí i Karlove Vary. Kolejnym wyzwaniem będzie przygotowanie ram budżetowych po 2027 r., kiedy to Republika Czeska może już być płatnikiem netto.

Tymczasem Słowacja nadal sprzeciwia się wprowadzeniu nowych kryteriów przydziału środków do obecnie dominującego wskaźnika (PKB na mieszkańca). „W żadnym wypadku polityka spójności nie może być powiązana ze stopniem solidarności jednego lub drugiego kraju. Moja odpowiedź zawsze pójdzie w przeciwnym kierunku” – powiedział premier Peter Pellegrini podczas szczytu UE. Słowacki rząd opracował już jednak własny plan dotyczący systematycznego pokrywania strat dotacji unijnych. Jak wyjaśnił Richard Raši, słowacki wicepremier ds. inwestycji i informatyzacji. „W klasycznej obudowie spójności chcemy skupić się nie tylko na wyrównywaniu różnic regionalnych, ale także na absorpcji pieniędzy z centralnie zarządzanych programów, na które przeznaczono 178 miliardów euro. Do tej pory widzieliśmy niemal zerową korzyść z tych programów ” – podkreślił. W związku z tym skupienie się na programach finansowania zarządzanych przez Komisję Europejską będzie jednym z priorytetów programu słowackiej prezydencji V4 w przyszłym roku.

V4 chce większego budżetu

Kolejną kwestią jest wielkość ogólnego budżetu po wyjściu Wielkiej Brytanii w 2021 r. Brexit utworzy ogromną dziurę w unijnym budżecie o wartości 10,2 mld EUR. To, że po-brexitowa propozycja Komisji uwzględnia większy budżet dla mniejszej, ambitniejszej Unii może być korzystne dla Wyszehradu. Bruksela dąży bowiem do zwiększenia dotychczasowego pułapu budżetowego w wysokości 1 proc. dochodu narodowego brutto do poziomu 1,144 proc. Ze względu na rosnącą liczbę wspólnych polityk europejskich, kraje V4 uważają, że każde państwo członkowskie powinno wnosić większy wkład do budżetu UE. Trudno będzie do tej propozycji przekonać tzw. oszczędną czwórkę (Austria, Dania, Holandia i Szwecja), ponieważ państwa te podkreślają, że mniejsza UE powinna posiadać mniejszy budżet.

Oficjalne stanowisko rządu słowackiego jest takie, że zwiększenie budżetu UE jest kluczowym warunkiem wstępnym zapewnienia właściwej równowagi między długofalowymi politykami UE a nowymi wyzwaniami. „Logicznym wnioskiem jest to, że jeśli chcemy zachować tradycyjne polityki, takie jak spójność i WPR, wkład państw członkowskich musi być większy” – stwierdził Peter Javorčík, słowacki ambasador przy UE. Podczas gdy Budapeszt oznajmił, że jest gotowy wnieść większy wkład, Praga i Warszawa mają określone wymagania. „Uzgodnienie większego wkładu do budżetu UE będzie warunkowane zapewnieniem sprawiedliwych warunków dla realizacji funduszy przyszłego budżetu UE” – powiedziała minister Alena Schillerová.

Gorący spór o pieniądze

Podziały między Wschodem i Zachodem, a także między beneficjentami netto a płatnikami netto zostaną dodatkowo zaostrzone przez propozycję powiązania płatności UE z praworządnością, co jest jasną odpowiedzią na obawy związane z rozwojem sytuacji politycznej niektórych państw. Wyszehrad uzgodnił już jednolite stanowisko w przypadku, gdyby UE chciała związać wycofanie środków z wymogami związanymi z przepisami prawa. Komisja zmieniła swoją wcześniejszą opinię, że jedynie procedury w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego mogą być stosowane w celu kontrolowania państw członkowskich, a teraz popiera wiązanie z nimi funduszy spójności. Ustęp 322 TFUE jest podstawą do zezwolenia UE na zawieszenie lub obniżenie dotacji unijnych do państwa członkowskiego, gdy ogólne niedociągnięcia w funkcjonowaniu sądownictwa stanowią zagrożenie dla pieniędzy europejskich podatników.

Polska, w związku z wszczętą przeciwko niej procedurą art. 7 w następstwie reformy sądownictwa, jest podobnie krytyczna wobec tej koncepcji. Konrad Szymański powiedział, że Warszawa nie zgodzi się na arbitralny mechanizm, który „przekształci zarządzanie funduszami UE w instrument politycznej presji na państwa członkowskie”. Radek Vondráček, członek partii ANO Babiša i przewodniczący czeskiej Izby Deputowanych również uważa wniosek Komisji Europejskiej za „bardzo problematyczny” pod względem prawnym. Podobnie słowackie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraziło szereg obaw związanych z tym wnioskiem.

Mimo że Budapeszt i Warszawa podkreśliły, że poprawki zaproponowane przez Komisję mogą zostać przyjęte tylko jednomyślnie, wniosek przedłożony przez KE jest w rzeczywistości projektem rezolucji niezależnym od ram budżetowych, jest więc zatwierdzany w zwykłej procedurze ustawodawczej w Radzie przy głosowaniu zwykłą większością. W związku z tym możliwe jest jedynie zablokowanie wniosku, tworząc mniejszość blokującą (co najmniej cztery kraje, 35 proc. populacji UE). Wymóg populacyjny jest trzykrotnie wyższy niż całkowita ludność Grupy Wyszehradzkiej. Pytanie brzmi, jak dokładnie będzie wyglądał proces (tj. rola w nim Komisji) i, co ważniejsze, w jaki sposób będzie on stosowany w praktyce.

Oddzielny budżet strefy euro?

Ważne jest również, aby negocjacje budżetowe i dyskusja na temat reform w strefie euro się pokrywały. Chociaż wiele szczegółów pozostaje nieznanych, Angela Merkel i Emmanuel Macron właśnie przedstawili swój plan ożywienia procesu integracji europejskiej poprzez utworzenie oddzielnego budżetu strefy euro. Węgry są przeciwne ustanawianiu jakichkolwiek wyłączających struktur budżetowych, ponieważ uważają, że może to stworzyć oddzielny poziom członkostwa. „Naszym interesem jest silna i stabilna strefa euro, ale oddzielna zdolność fiskalna w strefie euro może zostać stworzona tylko wtedy, gdy jej ciężar będzie ponoszony wyłącznie przez członków strefy euro, a jej ustanowienie nie wpłynie negatywnie na polityki UE” – uważa Szabolcs Takács.

Również Polska jest przeciwna tworzeniu osobnych mechanizmów finansowych dla strefy euro, które miałyby charakter odrębnego budżetu. Warszawa obawia się szczególnie o to, że mogłoby to oznaczać zmniejszenie wkładu państw strefy euro do budżetu całej UE. „To niepokojąca tendencja, aby tworzyć budżet w budżecie Unii“ – mówiła minister finansów Teresa Czerwińska. Zastrzegała jednak, że na razie jest zbyt mało informacji na temat francusko-niemieckiej koncepcji i trudno je komentować. Również dyrektor gabinetu Prezydenta RP Andrzeja Dudy (i jednocześniego jego główny doradca ds. polityki zagranicznej) Krzysztof Szczerski zastrzegał, że należy poczekać na więcej informacji. Dodał jednak, że sprzeciw Polski nie jest definitywny, bowiem „jeśli będzie to instrument, w którym udziały poszczególnych państw będą niewielkie, który de facto będzie miał charakter symboliczny, będzie rodzajem koła ratunkowego w sytuacjach kryzysowych, z którymi już mieliśmy do czynienia w strefie euro, to będzie miało to zupełnie inny charakter.“

Czesi reprezentują podobny punkt widzenia. Zdaniem sekretarza stanu do spraw europejskich Aleša Chmelařa istnieją już odpowiednie instrumenty, takie jak Eurogrupa lub europejski mechanizm stabilności, więc dalsze uzupełnienia mogą okazać się zbędne. „Na przykład nie jest jasne, jaka jest wartość dodana oddzielnego budżetu strefy euro i czy nie naruszyłby on budżetu UE” – powiedział Chmelař dla EURACTIV.cz.

Ze względu na członkostwo w strefie euro Słowacja znajduje się jednak w innym położeniu niż pozostałe trzy kraje V4: obecny rząd jest od dawna zwolennikiem stabilizacji makroekonomicznej w strefie euro, z uwzględnieniem także budżetu strefy jako jednej z możliwości. Według słowackiego Ministerstwa Finansów, w przypadku przyszłych wstrząsów makroekonomicznych mechanizm stabilizacyjny na poziomie ponadnarodowym powinien zrekompensować brak indywidualnej polityki pieniężnej.

Grupa Wyszehradzka zjednoczona przeciw uchodźcom

W kwestii migracji i uchodźców rządy państw Grupy Wyszehradzkiej mówią jednym głosem: UE powinna porzucić ideę obowiązkowego mechanizmu relokacji. To stanowisko podziela też większość obywateli Czech, Polski, Słowacji i Węgier.
 

Liczby mówią same za siebie. Czechy w ramach mechanizmu relokacji uchodźców …