Chiny i Grupa Wyszehradzka: Współpraca w ramach 16+1, czyli wiele hałasu o nic

Flaga Chin / fot. Max Braun / flickr

Flaga Chin / fot. Max Braun / flickr

Nowy Jedwabny Szlak ma na celu rozszerzenie chińskich wpływów gospodarczych i politycznych w Azji, Europie i Afryce. Format „16+1” to jego regionalny wymiar dla Europy Środkowo-Wschodniej. Póki co jednak poziom wymiany handlowej i wzajemnych inwestycji z krajami regionu pozostaje marginalny.

 

Formuła „16+1” – platforma współpracy między Chinami i Europą Środkowo-Wschodnią – została zainaugurowana w Warszawie w 2012 r. jako przełomowa decyzja ustępującego premiera Chińskiej Republiki Ludowej Wena Jiabao, na zwieńczenie jego dziesięcioletniej kadencji.

16+1 obejmuje 16 krajów regionu*, w tym wszystkie państwa Grupy Wyszehradzkiej (V4) i 11 państw członkowskich UE. Od ogłoszenia przez obecnego prezydenta Xi Jinpinga w 2013 r. inicjatywy Pasa i Szlaku (BRI – Belt and Road Initiative, znana również jako Nowy Jedwabny Szlak), 16+1 miało się skoncentrować głównie na infrastrukturze, aby dopasować ten projekt do globalnej strategii Pekinu.

Głównym celem BRI, z 16+1 jako jednym z jej modułów regionalnych, było „takie przeorientowanie całej gospodarki Afro-Eurazji, by Chiny stały się jej centrum. Jednak nieubłagane statystyki gospodarcze pokazują, że V4 nie ma powodów do ekscytacji BRI. Przy PKB na jednego mieszkańca wynoszącym zaledwie 7000 EUR, Chiny są nadal biedniejsze niż wszystkie cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej, a skromne wydatki na BRI dodatkowo rozmywa fakt, że dzielone są pomiędzy dziesiątki głodnych inwestycji partnerów. Chiny w tym regionie bardzo mało inwestują, niewiele kupują i niewiele sprzedają” – wyjaśnia profesor Salvatore Babones z University of Sydney. „Współpraca w zakresie infrastruktury pozostaje bliska zeru, pomimo intensywnych kontaktów politycznych z Chinami”, ze względu na niezgodność chińskiej oferty z prawem UE (zakładając pomoc państwa i brak przetargów) – wyjaśniają Jakub Jakóbowski i Marcin Kaczmarski z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW).

Biorąc pod uwagę tę rzeczywistość gospodarczą, współpraca z Chinami nie stanowi dziś realnej alternatywy dla V4 w porównaniu z UE. Chociaż koncepcja divide et impera (dziel i rządź) mogła przyjść na myśl strategom z Pekinu, obecnie jej efektywne wdrożenie jest nieprawdopodobne. Tymczasem, „poza Europą Wschodnią format 16+1 jest wciąż tak niejasny, że nie ma nawet angielskiej strony na Wikipedii” – jak zauważa profesor Babones.

Jeżeli jednak nowe wieloletnie ramy finansowe UE ograniczą możliwości finansowania dla krajów V4, w wyniku Brexitu i/czy reorganizacji priorytetów finansowych, „wówczas oferta Chin mogłaby automatycznie stać się bardziej atrakcyjna” – ostrzegają analitycy OSW.

 

CZECHY

BRI jest postrzegana w Czechach jako niejasny koncept. „Nowy Jedwabny Szlak jest jedynie „parasolem” dla chińskich działań w Europie, Azji oraz Afryce, ale stoi za nim niewiele konkretów. Czescy politycy i przedsiębiorcy nie kojarzą obecnie żadnych konkretnych właściwości w ramach tej strategii” – powiedziała EURACTIV Ivana Karásková z praskiego think tanku Stowarzyszenie na rzecz Spraw Międzynarodowych (AMO). Głównym celem inicjatywy jest eksport chińskich nadwyżek produkcyjnych – co do tego analitycy europejscy nie mają wątpliwości.

„Chiny są inicjatorem i siłą napędową całego projektu i nie wiemy jeszcze, jak czeski udział mógłby i powinien wyglądać. Może się okazać, że jest to opłacalny projekt, który otworzy nowe możliwości inwestycyjne dla czeskich firm, ale może również okazać się chimerą”, powiedział EURACTIV czeski eurodeputowany Jiří Pospíšil (Europejska Partia Ludowa).

Czeska Konfederacja Przemysłu oczekuje, że czeskie firmy będą korzystać z projektów w zakresie produkcji, energii, technologii środowiskowych, turystyki i innych dziedzin. Do tej pory w ramach formuły BRI zrealizowano 22 zatwierdzonych projektów współpracy między Republiką Czeską i Chinami.

Jednak faktyczne korzyści z tej inicjatywy są nadal dyskusyjne. „Z geograficznego punktu widzenia, BRI nie będzie przechodzić przez terytorium Republiki Czeskiej, niezależnie od starań czeskiego prezydenta Miloša Zemana. Będzie przechodzić przez Polskę” – wyjaśnia Karásková.

Odnowienie historycznych korytarzy transportowych Wschód-Zachód wzmocni przepływy handlowe z obu stron – mówi eurodeputowany Zahradil. „Jeśli szukamy sposobów na dywersyfikację naszego portfela handlowego i zmniejszenie naszej zależności od rynku europejskiego, może to być więc jedno z rozwiązań”, tłumaczy Zahradil.

Podkreśla również, że Czechy były czwartym co do wielkości inwestorem w Chinach wśród krajów UE w 2016 r. – za Niemcami, Francją i Wielką Brytanią. „Wśród głównych czeskich graczy na rynku chińskim są Škoda Praha, grupa finansowa PPF, firma inżynieryjna TOS Vandsdorf czy firmy transportowe Škoda Transportation i IKENON Group”, wylicza Lukáš Martin, dyrektor ds. stosunków międzynarodowych w Konfederacji Przemysłu.

Mimo to deficyt handlowy z Chinami nie obniżył się. „W 2017 r. wyniósł on około 16 mld euro. To w przybliżeniu o 1 miliard euro więcej niż w 2016 r.” – powiedział Martin. Jego zdaniem konieczne jest, aby czeski rząd nadal wspierał eksport do Azji, na przykład poprzez wizyty biznesowe i uczestnictwo w targach międzynarodowych. Jednak wejście na ogromny rynek chiński, o sukcesie biznesowym nie wspominając to bardzo trudne zadanie, m.in. ze względu na pozataryfowe bariery handlowe i inne obciążenia administracyjne.

Nowy Jedwabny Szlak może nie być tylko szansą dla czeskich przedsiębiorstw. Pekin chce wykorzystać BRI, aby wzmocnić swoje wpływy polityczne w Czechach i innych krajach V4. A głównym na to sposobem jest wymiana handlowa i inwestycje. „Cały ten projekt jest bardziej instrumentem chińskiej propagandy i wzmocnieniem chińskich wpływów na całym świecie. Jeśli jakaś strona odniesie korzyści z tej współpracy, to będą to Chiny i chińskie przedsiębiorstwa”, powiedział eurodeputowany Pospíšil.

Rosnące wpływy chińskie w Czechach są tematem dyskutowanym wśród czeskich interesariuszy i organizacji pozarządowych. Podkreślają oni, że niektórzy politycy wysokiego szczebla – z prezydentem Zemanem na czele – a także urzędnicy i media pomagają chińskiemu rządowi w szerzeniu prochińskiej narracji. „Analizy czeskich mediów pokazują, że niektórzy gracze mający znaczący wpływ na czeski dyskurs o Chinach, używają tej samej terminologii, retoryki i argumentów, co chińska ambasada”, zwraca uwagę Karásková.

“Brakuje też bardziej obszernej dyskusji na temat szerszego wpływu chińskich inwestycji na bezpieczeństwo, zwłaszcza gdy inwestycje koncentrują się na obszarach strategicznych, takich jak linie lotnicze, telekomunikacja, energetyka czy produkcja”, komentuje Petr Lang, dyrektor programowy w Prague Security Studies Institute.

Eurodeputowany Zahradil zwraca uwagę, że BRI ma również bardziej ogólny, geopolityczny wydźwięk. Z jednej strony aktywność chińska stanowi przeciwwagę dla rosyjskich ambicji. Z drugiej strony, “wzmocnienie współpracy między Chinami i krajami europejskimi jest problemem dla Unii Europejskiej, ponieważ wielu członków UE uniemożliwia przyjęcie wspólnego stanowiska wobec Chin, np. w zakresie praw człowieka, kontroli inwestycji czy statusu gospodarki rynkowej”, powiedziała Karásková. Dlatego też format 16+1 może być postrzegany przez niektórych jako problematyczny. Mimo to Zahradil podkreśla, że dotąd nic mu nie wiadomo o jakiejkolwiek wspólnej europejskiej polityce wobec Chin.”

Zahradil radzi, że UE powinna wykorzystać swoją siłę, aby wprowadzić wspólną ochronę antydumpingową. „Jeśli istnieje potrzeba ochrony produkcji krajowej przed konkurencją dumpingową, należy to zrobić wspólnie w ramach UE. Nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy stosowali format 16+1 również bilateralnie”, dodaje.

 

POLSKA

Polska również zdecydowała się skorzystać na nowej globalnej strategii Chin. Wzmocniona współpraca na linii Warszawa-Pekin zaczęła się rozwijać w 2010 r. w związku z Shanghai EXPO. Nasilała się stopniowo dzięki kampaniom promocyjnym wymiany handlowej z Polską wspieranym przez polski rząd, a także dzięki wzajemnym wizytom politycznym na najwyższym szczeblu (Bronisław Komorowski, Wen Jiabao, Xi Jinping, Beata Szydło).

Podobnie jak w przypadku pozostałych państw „szesnastki” Europy Środkowo-Wschodniej Chiny traktują Polskę nie tylko jako nowego partnera handlowego i inwestycyjnego, ale także jako „boczne wejście” na bogatsze rynki Europy Zachodniej. Poprzez współpracę z krajami regionu Pekin zwiększa z jednej strony swój rynek zbytu dla nadwyżek produkcyjnych. Nadwyżki te – ze względu na wielkość tej drugiej największej gospodarki na świecie (WEF) – przekładają się na drastyczne deficyty handlowe po stronie stosunkowo niewielkich rynków V4, spośród których Polska cierpi na największą asymetrię. Jednocześnie Pekin wykorzystuje bliskość V4 z głównymi europejskimi graczami biznesowymi do wprowadzania na unijny rynek własnych marek i zdobycia europejskie certyfikaty w celu zapewnienia swoim firmom obecności na zachodnim rynku.

W Polsce współpraca z Chinami postrzegana jest zarówno jako szansa polityczna i gospodarcza, jak i ryzykowne pole biznesowe. Dlatego też, pomimo intensyfikacji zarówno wymiany gospodarczej, jak i zaangażowania politycznego, Warszawa – ucząc się na przykładach chińskich inwestycji w innych krajach regionu – przyjęła bardziej ostrożne i wyważone podejście do współpracy, twierdzi dr Justyna Szczudlik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).

Premier Mateusz Morawiecki poszedł o krok dalej podczas styczniowego Światowego Forum Gospodarczego w Davos, otwarcie krytykując chińskie podejście do współpracy z innymi państwami – i Polską, twierdząc, że to raczej Pekin zasługuje na surowe słowa w kwestii strategii handlowej niż Waszyngton Trumpa. „Jak widzę nasz bilans handlowy z Chinami i proporcje 1 do 12 na korzyść Chin, a w wielu krajach Europy Środkowej jest podobnie, to się zastanawiam, czy nie stawiamy pewnych kwestii na głowie. Możliwość świadczenia usług przez zagraniczne podmioty praktycznie w Chinach jest niezwykle utrudniona”. Istotnie, przebicie się przez krajową konkurencję, a także już zaadaptowane na chińskim rynku produkty ze znacznie bliższych geograficznie Australii i Nowej Zelandii jest trudne, czasochłonne i wymaga ogromnych inwestycji. Mimo że inne kraje UE napotykają na podobne problemy przy wchodzeniu na chiński rynek, Polska zajmuje dopiero 15 pozycję w całej UE pod względem wielkości eksportu do Chin – wyprzedzają nas także m.in. Czechy i Węgry.

Mimo to Chiny pozostają „największym partnerem handlowym Polski w Azji. Chiny są trzecim największym źródłem polskiego importu (po Niemczech i Rosji), który stanowi około 9 proc. całkowitego importu Polski. W 2015 r. eksport do Chin stanowił 1 proc. całkowitego eksportu Polski, plasując Kraj Środka na 21. miejscu wśród kierunków polskiego eksportu” – jak pokazują prof. Günter Heiduk i dr Agnieszka McCaleb ze Szkoły Głównej Handlowej w artykule „Chińskie inwestycje w Polsce” (2017). Polski eksport do Chin zdominowały maszyny górnicze i miedź. Również „polski sektor spożywczy próbuje wejść na dynamicznie rosnący rynek chiński, na przykład w chińskim kanale e-commerce coraz silniej obecny jest polski sektor mleczarski” – wymienia Jakub Jakóbowski z OSW.

Jak wykazują analitycy, pomimo szybkiego i znaczącego wzrostu chińskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Polsce, również ich wielkość pozostaje względnie nieznaczna. BIZ skoncentrowane są w sektorze budowlanym oraz maszynowym, i nie uwzględniają znaczących projektów infrastrukturalnych. Podobnie jest w innych krajach V4, mimo że formuła 16+1 miała na celu ułatwienie realizacji właśnie takich przedsięwzięć. Jedynym wyjątkiem w Grupie Wyszehradzkiej jest flagowy projekt 336-kilometrowej, nowoczesnej linii kolejowej Belgrad-Budapeszt, wobec którego KE prowadzi postępowanie sprawdzające. PAIH (Polska Agencja Inwestycji i Handlu) zapowiada jednak, że Polska może spodziewać się większych inwestycji za około dwa lata. „Chińskie firmy są głównie zainteresowane fuzjami i przejęciami oraz projektami infrastrukturalnymi, a polski rząd preferuje inwestycje typu greenfield (tworzenie firm od zera), które tworzą miejsca pracy dla polskich obywateli”, dowodzą Heiduk i McCaleb.

Podsumowując, polscy decydenci uważają Pekin za trudnego partnera biznesowego. Jednak ze względu na ogromne chińskie doświadczenie w projektach na dużą skalę i o wysokiej jakości (przynajmniej na poziomie krajowym), a także na siłę gospodarczą Państwa Środka, budowanie silniejszych więzi z Chinami jest również postrzegane jako potencjalnie korzystna.

 

SŁOWACJA

Słowacja jest krajem o najsłabiej rozwiniętych stosunkach z Chinami w Grupie Wyszehradzkiej, uważa Richard Turcsanyi z Instytutu Studiów Azjatyckich w Bratysławie. Na pewno spotkanie słowackiego prezydenta Andreja Kiski w 2015 r. z tybetańskim liderem duchowym Dalajlamą nie mogło doprowadzić do ich intensyfikacji. Doprowadziło natomiast do ostrej krytyki ze strony chińskiej dyplomacji, jak i słowackiego premiera Roberta Fico (który podał się do dymisji 15 marca 2018 r.). „Ruch Kiski wyraźnie zniszczył stosunki słowacko-chińskie” – skomentował Fico.

Nie jest jasne, czy ta sytuacja stanowiła główny impuls dla słowackiego rządu do rozpoczęcia aktywnej naprawy relacji z Pekinem. Jednak to właśnie wtedy słowacki rząd przyjął „Koncepcję rozwoju stosunków gospodarczych z Chinami”. Słowackie ministerstwo gospodarki przedstawiło również nową strategię rozwoju przyszłych stosunków słowacko-chińskich. Oznacza to, że Słowacja jest jedynym krajem V4, który przyjął swoją własną „strategię wobec Chin”.

Naprawa stosunków z Pekinem jest – z punktu widzenia rządu – postrzegana jako narzędzie do osiągnięcia szeregu celów gospodarczych. Chińskie firmy ostatnio aktywnie zainteresowały się możliwościami inwestycyjnymi na Słowacji, powiedział EURACTIV rzecznik słowackiej Agencji Inwestycji i Rozwoju Handlu (SARIO) Richard Dírer. Są to głównie „projekty publiczne o gwarantowanej wydajności, zwłaszcza w dziedzinie energii i infrastruktury” – wymienia słowackie ministerstwo gospodarki. Wcześniej przedsiębiorcy Państwa Środka koncentrowali się w szczególności na kupowaniu udziałów dojrzałych firm, które mają już ugruntowaną pozycję rynkową.

“W ciągu ostatnich lat Chiny złożyły ofertę zakupu dwóch trzecich słowackich elektrowni od włoskiej firmy Enel. W ubiegłym roku Chińczycy wykazali również zainteresowanie największym słowackim producentem stali należącym do firmy US Steel”, powiedział EURACTIV analityk z firmy doradczej Capital Markets Lukáš Lipovský.

W rzeczywistości kwota chińskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych na Słowacji pozostaje bardzo niska w porównaniu do innych krajów europejskich – a podobnie jak w innych krajach V4. W 2012 r. Chiny zainwestowały 39 mln euro na terytorium Słowacji, a w kolejnych latach kwota chińskich inwestycji jeszcze spadła. Według danych Narodowego Banku Słowacji pod koniec 2010 r. chińskie BIZ wyniosły 33 mln euro. „Udział chińskich inwestycji w całkowitym wolumenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych jest mniejszy niż 1 proc.”, tłumaczy Dírer. Wciąż Słowacja oferuje bardzo lukratywne otoczenie biznesowe dla chińskich inwestycji ze względu na strategiczne położenie geograficzne i poziom wzrostu gospodarczego – uważa Lipovský.

Deficyt handlowy w relacjach Chiny-Słowacja ma charakter strukturalny, podobnie jak w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. “Poszukiwanie nowych form współpracy jest nie tylko pożądane, ale też konieczne. Dziś prawie 70 proc. słowackiego eksportu do Chin jest związane z produkcją przemysłu motoryzacyjnego”, planuje słowacki rząd.

W tę strategię wpisuje się udział w BRI, jako że głównym celem chińskich inicjatyw rządowych jest wskrzeszenie euroazjatyckiego korytarza gospodarczego, co daje Słowacji wyjątkową okazję do stania się główną bramą ze wschodu na zachód. Obecnie prawie wszystkie pociągi z Chin wjeżdżają do Europy przez Polskę. Polska ma bowiem kolej szerokotorową przecinającą kraj od granicy wschodniej do zachodniej, podczas gdy słowacka linia szerokotorowa kończy się na wschodzie kraju. Dlatego rząd chce, aby Koszyce – drugie największe słowackie miasto – stało się największym węzłem tranzytowym w Europie Wschodniej.

Projekt ten przyciągnął większą uwagę opinii publicznej w ubiegłym roku, kiedy do Bratysławy dotarł pierwszy wdrożeniowy pociąg z kontenerami z Dalian, największego portu we wschodnich Chinach. Przy tej okazji słowacka sekretarz stanu w ministerstwie finansów odpowiedzialna za BRI Dana Meager określiła projekt jako „jeden z najważniejszych filarów dalszego rozwoju gospodarki narodowej”.

Jednak Turcsanyi ostrzega, że Nowy Jedwabny Szlak – podobnie jak 16+1 – to nie tylko inicjatywa ekonomiczna. Jego zdaniem służy ona przede wszystkim jako narzędzie do rozszerzania chińskich wpływów politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Wręcz jego zdaniem, 16+1 „nie ma wystarczającego uzasadnienia ekonomicznego” dla państw regionu – powiedział Turcsanyi EURACTIV.

Turcsanyi odnosi się do faktu, że koncepcja rządu nie przywiązuje wystarczającej uwagi do ryzyka politycznego, czy zagrożeń wynikających z otwarcia się na chińską obecność na lokalnym rynku. W dokumentach rządowych można znaleźć tylko ogólnikowe odniesienia do kwestii poszanowania praw człowieka i brakuje tam jakiejkolwiek wzmianki o chińskim systemie politycznym. Zdaniem eksperta chińskie inwestycje w strategicznie wrażliwe przedsiębiorstwa jak Slovenské elektrárne i US Steel nie doczekały się tam wystarczająco rzetelnej analizy ryzyka. “Należy wziąć pod uwagę strukturę własności każdej firmy, a także pozycję, jaką państwo odgrywa w tych podmiotach” – zauważa rzecznik ministerstwa gospodarki Maroš Stano.

Turcsanyi podkreśla jednak, że nie należy patrzeń na chińskie inwestycje z czarno-białej perspektywy, ani tym bardziej nie powinny być „demonizowane” tylko dla zasady. „Jeśli na przykład Chiny kupiłyby US Steel i zainwestowałyby w modernizację produkcji, to taka inwestycja może być wręcz bardzo dla Słowacji korzystna”.

Jednocześnie przyznaje, że wzrost wielkości inwestycji może prowadzić do wzmocnienia wpływów politycznych Pekinu na Słowacji. Z tego względu informacja o planach chińskiej grupy energetycznej i inwestycyjnej (CEFC) zakupu TV Markiza, jednej z największych stacji telewizyjnych na Słowacji, wywołała obawy społeczne. CEFC nabyła już 50 proc. udziałów jednej z największych finansowych grup korporacyjnych: J&T Finance Group.

Jednak Turcsanyi uważa, że polityczna destabilizacja lub osłabienie władzy państwowej nie leży w interesie Chin. „Ich głównym celem jest po prostu upewnienie się, że Słowacja nie podniesie krytycznego głosu w stosunku do Pekinu na arenie międzynarodowej i że słowaccy politycy nie spotkają się więcej z Dalajlamą.”

 

WĘGRY

Rząd Orbána był pierwszym, który otworzył szeroko swoje bramy dla Chin w regionie w ramach tak zwanej strategii „Otwarcia Wschodniego” ogłoszonej w 2012 r. Jej celem ekonomicznym jest dywersyfikacja rynków z obecnością węgierską, kierując co najmniej jedną trzecią towarów węgierskich na Wschód, głównie w kierunku Azji. Od czasu przemian demokratycznych kolejne rządy węgierskie dążyły do ​​ustanowienia Węgier jako „przyczółka gospodarczego” dla Chin, ale rządząca partia Fidesz zmieniła swoje podejście do Chin w zakresie ideologicznym. Strategia Otwarcia Wschodniego, która dotychczas nie przyniosła żadnych znaczących rezultatów, przerosła swój wymiar polityki handlowej, ponieważ Viktor Orbán postrzega chiński autorytarny model polityczno-ekonomiczny jako przykład do naśladowania i jako ważną kontrpropozycję wobec zachodnich liberalnych demokracji. Orbán, który regularnie przedstawia Zachód jako schorowane, dekadenckie miejsce i który jest często porównywany z otwarcie autokratycznymi prezydentami Turcji i Rosji, uważa, że BRI „to inicjatywa zbudowana przede wszystkim na wzajemnej akceptacji”.

Przyłączając się do BRI w 2015 roku, Orbán wielokrotnie pokazywał, że jest całkowicie niewzruszony panującym w Chinach systemem politycznym: „Stary model globalizacji się skończył, „Wschód dogonił Zachód”, a duża część świata ma już dość bycia pouczaną na przykład na temat praw człowieka i gospodarki rynkowej przez rozwinięte kraje”. I chociaż Węgry nie odgrywają szczególnej roli w strategii regionalnej Pekinu, jego podejście jest z pewnością doceniane w stolicy Chin. Co więcej, Pekin z pewnością ceni sobie gesty polityczne, takie jak Budapeszt wetujący w 2016 r. wraz z Chorwacją i Grecją unijną rezolucję w sprawie Morza Południowochińskiego czy wielokrotne blokowanie unijnej krytyki wobec sytuacji praw człowieka w Chinach. Do wyrażenia wspólnego stanowiska Unii w sprawach międzynarodowych niezbędny jest konsensus wszystkich 28 państw członkowskich.

Nie bez znaczenia są także chińskie wysiłki na rzecz upowszechniania swojej miękkiej siły (soft power) – w ramach tej strategii powstał na Węgrzech pierwszy chiński think tank w Europie – China-CEE Institute. Jednocześnie Chińczycy (Rosjanie na drugim miejscu) kupili najwięcej tzw. obligacji rezydencyjnych, kontrowersyjnego programu Orbána, w ramach którego obywatel kraju spoza UE mógł (do 31 marca 2017 r.) zakupić zezwolenie na pięcioletnie prawo pobytu w zamian za kupno obligacji rządowych za – początkowo – 250.000 euro.

Jednym z przejawów asymetryczności stosunków chińsko-węgierskich jest to, że duże międzynarodowe firmy działające na Węgrzech odpowiadają za ponad 90 proc. eksportu z Węgier do Chin. Jednocześnie węgierskie małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) nie zdobyły pozycji na rynku chińskim, ponieważ nie produkują towarów, którymi Chiny mogłyby być zainteresowane – uważa Tamás Matura, ekspert ds. Chin i profesor na Uniwersytecie Corvinus w Budapeszcie. Ekspertka pracująca dla Instytutu Gospodarki Światowej Węgierskiej Akademii Nauk (MTA), Ágnes Szunomár zwraca uwagę, że chociaż wydajność węgierskiego eksportu do Chin zasługuje na uznanie, nadal pozostaje nieistotna na tle całej narodowej gospodarki. Fakt, że wielonarodowe firmy na Węgrzech radzą sobie dobrze na chińskim rynku jest mile widzianym postępem, ale nie pomoże to węgierskiemu deficytowi handlowemu z Chinami. Biorąc pod uwagę fakt, że decyzje dotyczące najważniejszych porozumień handlowych zawierane są w odległych centrach wielonarodowych firm, żaden ze współczesnych rządów węgierskich nie ma szans wywrzeć jakiekolwiek wpływu na te procesy.

Ponadto rząd Orbána nie zdołał w przeciągu ostatnich ośmiu lat wnieść żadnych nowych, znaczących chińskich inwestycji na Węgry. Większość znaczących chińskich inwestorów (Huawei, ZTE, Lenovo, Orient Solar) weszła na rynek węgierski przed rokiem 2010. W przypadku firmy Wanhua, transakcja nastąpiła w 2011 r., ale na podstawie porozumienia zawartego jeszcze w roku 2009. Węgierski rząd chwali się porozumieniem w sprawie kolei Belgrad-Budapeszt, realizowanym w ramach porozumienia 16+1, jako spektakularnym sukcesem, mimo że był to projekt motywowany bardziej politycznie niż ekonomicznie. Péter Medgyessy, były węgierski premier, bardziej optymistycznie postrzega wzmożone zainteresowanie Chin regionem Europy Środkowo-WSchodniej: „Nie ulega wątpliwości, że inicjatywa 16+1 zwiększy wpływy chińskie w Europie Środkowo-Wschodniej, ale także stworzy sytuację, w której wszyscy zyskują otwierając nowe możliwości rozwoju regionu”.

Trudno zrozumieć, dlaczego gigantyczna inwestycja jaką jest linia kolejowa Belgrad-Budapeszt, która jednak ma być sfinansowana przez chińską pożyczkę, poparta gwarancją węgierskiego państwa i zrealizowana przez chińskich wykonawców, miałaby jakkolwiek dla Węgier korzystna. Tym bardziej, że trasa nie przechodzi przez żadne znaczące węgierskie miasto. Ponadto węgierski rząd nie opublikował otwartego przetargu na budowę węgierskiego etapu rozwoju kolei, a zamiast tego określił szczegóły realizacji projektu w dwustronnej umowie chińsko-węgierskiej, co skłoniło UE do wszczęcia dochodzenia.

Matura uważa, że ​​współpraca 16+1 sama w sobie nie stanowi zagrożenia dla jedności Unii Europejskiej, ale zwiększa napięcia między Budapesztem a UE. „Stanowczo uważam, że głównym celem działań Chin jest Europa Zachodnia, a nie Europa Środkowa i Wschodnia” – dodała. Według Szunomár, Chiny mają zwiększają swoją obecność gospodarczą w regionie w wyniku inwestycji infrastrukturalnych; nie niesie to jednak ze sobą automatycznie politycznych starań mających na celu zwiększenie ich wpływów. Jej zdaniem ​​polityczne pobudki dominują entuzjazm Węgier względem współpracy, ponieważ Budapeszt uważa, że jeśli pogorszą się stosunki unijno-węgierskie, wtedy Chiny mogą stać się ich nowym sojusznikiem.

 

* Kraje Europy Środkowo-Wschodniej uczestniczące w 16+1: Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Łotwa, Litwa, Macedonia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl, Polska & Wprowadzenie

Lukáš Hendrych, Adéla Denková, EURACTIV.cz, Czechy

Marián Koreň, EURACTIV.sk, Słowacja

Edit Zgut, Political Capital, Węgry

 

 

>Tekst powstał dzięki wsparciu Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego<