Zbyt duże nadzieje w stosunku do Europy Środkowej?

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Protest w Budapeszcie pod budynkiem Parlamentu, źródło: Flickr

Protest w Budapeszcie pod budynkiem Parlamentu, źródło: Flickr [Tax Tamas]

Ostrzeżenie Havla o tym, że naszym najniebezpieczniejszym wrogiem nie są mroczne siły totalitaryzmu, lecz nasze własne złe cechy, zasługuje na jeszcze większą uwagę dzisiaj, ale już od całej Europy – pisze dr Seán Hanley, wykładowca w UCL School of Slavonic and East European Studies (SSEES).

 

W styczniu 1990 r. Václav Havel jako prezydent Czechosłowacji w trakcie jednej z pierwszych wizyt zagranicznych zwrócił się do polskiego parlamentu. Wezwał on kraje Europy Środkowej do zjednoczenia się w to, co później stało się Grupą Wyszehradzką. Havel powiedział, że byłaby to historyczna okazja dla regionu, by się przekształcić, w epoce, w której panują wolność i demokracja. Z wyjątkowym doświadczeniem Europy Środkowej, stwierdził, może ona nawet być źródłem „szybkich i odważnych rozwiązań” dla świata po zimnej wojnie.

Kilka miesięcy po pierwszym szczycie Wyszehradzkim, latem 1991 roku, Havel wyobrażał sobie rodzaj demokracji, która może pojawić się w regionie. Z niecierpliwością oczekiwał na pewne siebie społeczeństwa ze stabilnymi partiami politycznymi, zdecentralizowane instytucje i silne lokalne społeczeństwo obywatelskie, prosperujące gospodarki mieszane, napędzane przez nową klasę lokalnych przedsiębiorców, dobrze utrzymane przestrzenie publiczne, zmodernizowaną infrastrukturę oraz aktywne państwa opiekuńcze, by pomóc mniejszości obywateli dotkniętych bezrobociem lub chorobą. Przyszłość Europy Środkowej, jak przewidywał Havel, byłaby mocno zakorzeniona we Wspólnocie Europejskiej, być może nawet za pomocą wspólnej europejskiej waluty, i służyłaby ona jako pomost do narodów rozpadającego się Związku Radzieckiego.

Wiecznie na uboczu? Pozycja Grupy Wyszehradzkiej w UE po brexicie – OPINIA

Mimo że rola Grupy Wyszehradzkiej (V4) jest w UE – pod względem ekonomicznym, społecznym, a ostatnio również politycznym – raczej drugoplanowa, w obliczu brexitu kraje te dostają szansę na awans – uważa prof. Christian Schweiger, profesor w katedrze Porównawczych Systemów …

Połowicznie zrealizowane nadzieje

Spojrzenie na V4 dziś pokazuje, że nadzieje Havla zostały zrealizowane tylko częściowo. Region ten cieszy się silnym wzrostem gospodarczym, zwłaszcza w Polsce i na Słowacji, choć bezpośrednie inwestycje zagraniczne i sprywatyzowane firmy państwowe przyćmiły lokalnych przedsiębiorców. Społeczne koszty transformacji, zwłaszcza dla najbardziej poszkodowanych grup i regionów, okazały się wyższe niż Havel przewidywał w 1991 roku, i tylko jego ojczysta Republika Czeska wyszła z nich stosunkowo lekko. Państwa V4, w przeciwieństwie do swoich bałtyckich i bałkańskich sąsiadów, utrzymywały razem stosunkowo duże i szerokie państwa opiekuńcze. Poziom nierówności dochodów nie jest wyższy niż poziom powszechny w Europie Zachodniej, podczas gdy Słowacja i Czechy mają niemal skandynawski poziom egalitaryzmu. Jednak poza kwitnącymi stolicami, standardy życia dla grup o średnich dochodach są daleko w tyle za Europą Zachodnią. Nadgonienie i zbliżenie się do poziomów rozwoju Europy Zachodniej, nawet w najbardziej optymistycznych scenariuszach, wciąż jest nadzieją dla kolejnych pokoleń. Poprawiła się infrastruktura obywatelska i transportowa, która od 2004 r. jest ważnym miejscem przeznaczenia funduszy unijnych. W regionie znajdują się świetne, czasem drogie, nowe autostrady. Przestrzeń publiczna zazwyczaj jest czystsza i bardziej ekologiczna. Członkostwo w UE jest potwierdzonym faktem, dzięki któremu towary i ludzie przemieszczają się swobodnie ponad granicami, podobnie jak wspólna waluta, chociaż trzy z czterech państw wyszehradzkich (Słowacja jest wyjątkiem) nie wstąpiły do strefy euro.

Deficyt polityczny

Jednak w polityce deficyt jest największy. Było jasne już na samym początku, że społeczeństwa obywatelskie Europy Środkowej są znacznie słabsze, a ich państwa są o wiele bardziej zbiurokratyzowane i scentralizowane, niż Havel się spodziewał. A partie polityczne, czego on się obawiał, często były zdominowane przez struktury elitarne, robiąc z nich cele dla skorumpowanych własnych interesów.

Dzisiaj spojrzenie na cały region pokazuje jeszcze większe niedomaganie. Niekończący się proces tworzenia rządu w Pradze, głęboko spolaryzowana polityka na Węgrzech i w Polsce, partie populistyczne, rządzące we wszystkich czterech państwach wyszehradzkich; prezydenci i premierzy, za wyjątkiem polskich, którzy są skłonni przystosować się do, a nawet naśladować, autorytarną Rosję; rosnąca eurosceptyczna retoryka obrony suwerenności narodowej przed Brukselą i większymi państwami Europy Zachodniej, która odrzuca Europę Środkową z jej moralną permisywnością i niechcianą migracją; a nawet żywność niższej jakości. W Polsce i na Węgrzech, pomimo protestów prawicowych rządów w Warszawie i Budapeszcie, że nie są oni zrozumiani jako konserwatyści, ma miejsce wykorzystywanie większości parlamentarnej do wycofania niezależności sądów, obsadzenia agencji państwowych swymi ludźmi i tworzenia krajobrazów medialnych, mocno wypaczonych na korzyść partii rządzących, postawiły pytanie o to, jak ci niegdysiejsi demokraci cofają państwa do pół-autorytarnych systemów politycznych, które częściej występują na Bałkanach i w krajach byłego Związku Radzieckiego.

Słowacja: Tysiące osób na wiecu ku pamięci zabitego reportera śledczego

Około 25 tys. osób przyszło w ostatni piątek (4 maja) w Bratysławie na demonstrację upamiętniającą zastrzelonego w lutym dziennikarza, który ujawniał przekręty finansowe biznesmenów i polityków, a w ostatnim czasie pisał o związkach polityków partii rządzącej z włoską mafią. Wiec …

Zniekształcające lustro

Wszystko to zaciera nadzieję Havla na zjednoczoną i demokratyczną Europę opartą na wspólnych wartościach. Ale pod wieloma względami demokratyczne trudności V4 są również dziwnym zniekształcającym lustrem liberalnej wizji Havla.

Politycy z Europy Środkowej z pewnością zaczęli rozwijać śmiałe rozwiązania, bazując na odrębnych doświadczeniach swojego regionu. Ale przybrały one formę antyliberalnego nacjonalizmu, sformułowanego w kategoriach populistycznych i jednostronnej krytyki zachodnioeuropejskich doświadczeń imigracji i wielokulturowości. Powrót regionu do Europy po 1989 roku przekształcił się w islamofobiczną retorykę Europy Środkowej jako bastionu broniącego cywilizację europejską przed rzekomo nieuchronnym tsunami migracji.

Najwyraźniej to widać w przypadku rządzących partii prawicowych na Węgrzech i w Polsce. Premier Węgier Viktor Orbán oferuje swoją własną konfrontacyjną markę „chrześcijańskiej demokracji” opartą na systemie „współpracy krajowej”, w której nie ma miejsca dla liberalizmu kulturowego, własności zagranicznej lub udziału organizacji pozarządowych w życiu publicznym. Program „dobrej zmiany” przyjęty przez polską partię Prawo i Sprawiedliwość od czasu jej wyboru w 2015 r., obejmuje podobne tematy i podobnie definiuje wrogów. Również socjaldemokraci w regionie, tacy jak prezydent Czech Miloš Zeman czy były słowacki premier Robert Fico odrzucają zachodnioeuropejską centrolewicę, którą wcześniej uważali za wzór do naśladowania. Uznają ją obecnie za zbyt „politycznie poprawną” i za bardzo skoncentrowaną na prawach mniejszości seksualnych i etnicznych.

Pomysł, że odnowione społeczeństwo obywatelskie stałoby się fundamentem środkowoeuropejskiej demokracji, również przeobraził się w sposób nieoczekiwany, stając się często rekwizytem populistycznej, a czasami nawet autorytarnej polityki. Premier Republiki Czeskiej miliarder Andrej Babiš, były członek nomenklatury gospodarczej, pogardza obecnie aksamitną rewolucją 1989 roku. A jeszcze w 2011 r., zakładając swoją antykorupcyjną partię, Babiš nie wahał się odwoływać do tradycji ruchów Forum Obywatelskiego z 1989 r. i do tej pory nalega, że ​​jego odgórnie zarządzana partia jest w rzeczywistości obywatelskim nieideologicznim ruchem. Węgierski premier Viktor Orbán prędzej może się pochwalić wzmocnieniem polityki oddolnej, odnawiając w 2002 r. prawicę jako prawdziwy masowy ruch kręgów obywatelskich z prężną lokalną działalnością, począwszy od klubów młodzieżowych kończąc na historycznych upamiętnieniach.  Jednakże jest to konserwatywne, prawicowo nastawione społeczeństwo obywatelskie, od  2010 roku finansowane z funduszy państwowych i posiadające wsparcie rządowe w ramach odgórnego „systemu współpracy narodowej”. „Nieposłuszne”, liberalne organizacje pozarządowe i instytucje zostały odcięte od finansowania lub stłumione za pomocą różnych pretekstów prawnych, podatkowych i dotyczących bezpieczeństwa narodowego.

Węgry: Znów kilkadziesiąt tysięcy osób na antyrządowym proteście w Budapeszcie

Drugą sobotę z rzędu w Budapeszcie odbywały się demonstracje przeciw rządzącej prawicowej partii Fidesz i premierowi Viktorowi Orbanowi. Oskarżali władze o niszczenie niezależnych mediów i utrudnianie działalności organizacjom pozarządowym. Wzywali też partie opozycyjne do połączenia sił.
 
Uczestnicy demonstracji tak jak tydzień …

Obywatele V4 oczywiście wyszli na ulice w bardziej oddolny sposób. Polska i Węgry widziały masowe ruchy przeciwko konserwatywnym rządom atakującym niezależność sądów, ośrodki pozarządowe, takie jak Uniwersytet Środkowoeuropejski oraz przeciwko brakowi dostępu do legalnej aborcji. W ciągu dziesięciolecia Słowacja dwukrotnie widziała masowe ruchy na rzecz przejrzystego rządu. Najpierw w latach 2011-2012 w związku z sieciami korupcyjnymi ujawnionymi przez aferę „Goryla”, a ostatnio w sprawie powiązań między politykami a zorganizowaną przestępczością, uwypukloną  zabójstwem dziennikarza Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej. Takie ruchy pokazują, że mieszkańcy Europy Środkowej nie zawsze są jedynie biernymi widzami lub statystami we własnym dramacie politycznym, lecz przypominają o rozmachu i optymizmie rewolucji z 1989 roku.

Jednakże, choć mogą zablokować rządy lub zmusić ministra, a nawet premiera, do dymisji, ich rzeczywisty wpływ może być ograniczony. Politycy z Europy Środkowej wiedzą, że po szybkim taktycznym wycofaniu się, zazwyczaj są w stanie pokonać masowe protesty w miastach, pod warunkiem, że utrzymają wysokie poparcie na wsi, a ich partie pozostaną głęboko zakorzenione w biznesie i biurokracji. Tutaj polityka obywatelska działa jako sygnał alarmowy i nagły hamulec korupcji i autorytaryzmu, ale niewiele więcej.

Zbyt duże nadzieje

Być może w końcu oczekiwaliśmy zbyt wiele od Europy Środkowej i za dużo myśleliśmy o Europie Zachodniej. Wiele demokratycznych problemów Grupy Wyszehradzkiej można również znaleźć w starszych europejskich demokracjach. Partie populistyczne sprawują rządy w Grecji i we Włoszech, i wydaje się, że uda im się pokonać również tradycyjne partie w Hiszpanii. Eurosceptycyzm trwa, imigracja jest kwestionowana w całej Europie, chociaż w V4 debata jest hipotetyczna, a wiele głównych zachodnioeuropejskich polityków jest gotowych zawrzeć porozumienie z Kremlem. Politolodzy ostrzegają, że nawet ugruntowane zachodnie demokracje mogą być podatne na osłabianie demokracji.

W zakresie polityki Europa Środkowa doganiła Zachód aż nadto. Havel ostrzegał Europę Środkową w Warszawie ponad ćwierć wieku temu, że w demokracji najgroźniejszymi wrogami „nie są już mroczne siły totalitaryzmu z mafiami, wrogami są nasze własne złe cechy”. Jego słowa wciąż zasługują na uwagę dzisiaj, ale już od całej Europy.

 

Dr Seán Hanley jest starszym wykładowcą w UCL School of Slavonic and East European Studies (SSEES). Podstawowym rozważaniem jego badań jest to, w jakim stopniu demokracje w Europie Środkowo-Wschodniej zaczęły przypominać modele znane z Europy Zachodniej, i przeciwnie, możliwość, że płynna, skoncentrowana na elitarności populistyczna polityka Europy Środkowo-Wschodniej może być zwiastunem zjawisk nadchodzących w ustabilizowanych demokracjach.