Wiecznie na uboczu? Pozycja Grupy Wyszehradzkiej w UE po brexicie – OPINIA

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Mimo że rola Grupy Wyszehradzkiej (V4) jest w UE – pod względem ekonomicznym, społecznym, a ostatnio również politycznym – raczej drugoplanowa, w obliczu brexitu kraje te dostają szansę na awans – uważa prof. Christian Schweiger, profesor w katedrze Porównawczych Systemów Rządzenia w Europie na Uniwersytecie Technicznym w Chemnitz*.

 

„Wielki, zły Wyszehrad” – tak w 2016 r. The Economist określił współpracę Czech, Polski, Słowacji i Węgier po kryzysie migracyjnym, który rozpoczął się rok wcześniej w Europie.

Na początku zawiązania współpracy, kraje V4 nie mogły znaleźć wspólnego języka, przede wszystkim przez odmienne interesy strategiczne i wizje polityki wewnętrznej. Przełom nastąpił dopiero, gdy przywódcy państw członkowskich postanowili skumulować siły, by wspólnie przeciwstawić się Niemcom w kwestii przyjęcia imigrantów do Europy.

Zachodnie media od razu okrzyknęły Grupę Wyszehradzką coraz bardziej „nieliberalnym” (illiberal) regionem, który coraz bardziej odchodzi od głównego nurtu politycznego Unii Europejskiej. To określenie wzięło się od Viktora Orbána, który w 2014 r. „nieliberalnymi” nazwał nie tylko Węgry, ale i całą Europę Środkowo-Wschodnią, by odróżnić ją od Zachodu. Według niego właśnie kraje z tego regionu mają swoją indywidualną wizję rozwoju, która nie zakłada przyjmowania wartości liberalnych. Nieco później Orbán określił taktykę Węgier jako „zastąpienie wraku liberalnej demokracji przez chrześcijańską demokrację XXI wieku”. Węgierski premier od lat spełnia rolę „obrońcy narodowej suwerenności”, którą „biurokraci z Brukseli” chcą zburzyć tworząc otwarte społeczeństwo, gdzie granice między państwami znikają, a ich kultury zacierają się.

Początkowo Węgry były odizolowane w swojej ideologii, a kraje Europy Środkowo – Wschodniej podchodziły sceptycznie do poglądów Viktora Orbána. Liberalne i proeuropejskie rządy Platformy Obywatelskiej w Polsce całkowicie różniły się od węgierskiej polityki. Podobnie było w przypadku Słowacji, gdzie socjaldemokratyczny rząd Roberta Fico dbał o dobrą pozycję w strefie euro i UE. Nawet eurosceptyczne Czechy rządzone przez Bohuslava Sobotkę w latach 2014 – 2017 okazywały chęć współpracy z UE.

Sytuacja zmieniła się w obliczu kryzysu migracyjnego i dopiero wówczas kraje Grupy Wyszehradzkiej połączyły siły, by sprzeciwić się coraz bardziej bezkompromisowym rządom Angeli Merkel. Podczas szczytu V4 4 października 2015 r. w Pradze, kraje członkowskie zgodziły się, że kwestia przyjęcia imigrantów przez UE jest nie do zaakceptowania.

Piętrzący się spór z Unią o kwoty imigracyjne wywołał falę sprzeciwu wobec polityki Wspólnoty w krajach Wyszehradu. Pierwszą ofiarą padła Platforma Obywatelska. Ewa Kopacz w 2015 r. ogłosiła, że Polska przyjmie 7 tys. uchodźców do 2017 r., i tego samego roku wraz z PO przegrała wybory parlamentarne na rzecz Prawa i Sprawiedliwości. Nowy rząd pod przewodnictwem najpierw Beaty Szydło, a teraz Mateusza Morawieckiego, zdecydowanie opowiada się po stronie Viktora Orbána w kwestii przyjęcia postawy nieliberalnej i zaostrzenia prawa migracyjnego. W 2016 r. Jarosław Kaczyński dołączył do premiera Węgier w nawoływaniu do kontrrewolucji kulturalnej w UE, wyraził poparcie dla reform konstytucyjnych i jak Orbán wyraził sprzeciw wobec nowej polityce migracyjnej UE.

Natomiast w Czechach w 2017 r. władzę objął miliarder Andrej Babiš ze swoim ugrupowaniem ANO. Swoją kampanię od początku opierał na eurosceptycyźmie i polityce antyemigracyjnej. Przestrzegał wyborców przed niebezpieczeństwami, jakie jego zdaniem wypływają z modelu wielokulturowego społeczeństwa, tak bardzo propagowanego przez Niemcy. Te nawoływania widocznie trafiły do obywateli, bo ANO wygrało wybory zdobywając 29,6 proc. głosów.

Nawet Słowacja pod wpływem kryzysu migracyjnego obrała inny nurt w polityce. Robert Fico podczas kampanii przed wyborami w marcu 2016 r. był całkowicie przeciwny polityce migracyjnej Angeli Merkel. Jego partia SMER działała pod hasłem „chronimy Słowację” odnosząc się w ten sposób do ewentualnych zamachów terrorystycznych, do których mogłoby dojść w efekcie niekontrolowanego napływu imigrantów do UE. Co prawda poparcie dla Fico zmalało i z trudem udało mu się stworzyć nowy rząd, a w 2017 r. podkreślił, że Słowacja pozostanie „jedyną proeuropejską wyspą w coraz bardziej eurosceptycznym regionie”, ale cały czas jednak podtrzymywał swój sceptycyzm w kwestii imigrantów. Fico co prawda podał się do dymisji po skandalu związanym z morderstwem dziennikarza Jana Kuciaka, gdy wyszły na jaw powiązania rządu z włoską organizacją przestępczą. Jego polityka najprawdopodobniej będzie jednak kontynuowana przez jego następcę Petera Pellegriniego.

W ostatnim wspólnym komunikacie nt. przyszłości Europy, kraje V4 podtrzymują swoje stanowisko, by „kontrola państw członkowskich nad procesami politycznymi i legislacyjnymi UE była zgodna z zasadą pomocniczości”. Podkreślają, że działanie zgodnie z tą zasadą zapobiegnie obowiązkowym przydziałom imigrantów do krajów członkowskich. Grupa Wyszehradzka konsekwentnie dąży do przeforsowania swoich racji, by w końcu, po 14 latach od akcesji do Unii, wyjść z cienia. Już nie chce być tylko partnerem drugiej kategorii i walczy z polityką unijną, która w ostatniej dekadzie zmieniła się niemal w niemiecką hegemonię.

Problem współpracy V4 z Unią Europejską jest dwojaki. Po pierwsze, UE oficjalnie nie uznaje żadnych dodatkowych form współpracy między państwami członkowskimi. Według oświadczenia członków Grupy Wyszehradzkiej, współpraca zawęża się tylko do działań w obrębie regionu. Luźny charakter i brak instytucjonalizacji współpracy ogranicza więc potencjał V4 do stawienia czoła i wywarcia znaczącego wpływu na politykę UE. Tak też było w przypadku kampanii prowadzącej do referendum w sprawie brexitu w 2016 r. Wówczas Grupa przeprowadziła debatę nad przyszłością współpracy, podkreśliła jak ważne jest członkostwo Wielkiej Brytanii w UE i zaoferowała nawet pomoc w realizowaniu wyzwań stawianych przez Unię, ale propozycja ta została całkowicie pominięta podczas kampanii. Po drugie, wydaje się jakby kraje Grupy Wyszehradzkiej wręcz zawadzały reszcie członków UE. W ciągu ostatnich lat Grupa przeforsowała dużo ważnych regionalnych współprac w zakresie obrony, bezpieczeństwa i relacji zewnętrznych, ale tylko ze Wschodem. Stosunki z Zachodem natomiast oziębiły się przez problemy z praworządnością w Polsce i na Węgrzech oraz silny opór V4 przeciwko kwotom imigracyjnym. W efekcie, z perspektywy Zachodu, kraje Europy Środkowo-Wschodniej znajdują się nie tylko na marginesie pod względem gospodarczym i społecznym, ale teraz także politycznym.

Mimo to, Berlin i Paryż zdają sobie sprawę, że w kontekście brexitu wznowienie współpracy w ramach Trójkąta Weimarskiego z Polską jest potrzebne, tak samo jak i polepszenie stosunków z V4. Już podjęcie kroków ku reaktywacji spotkań między Francją, Niemcami i Polską sygnalizuje chęć tych krajów do nawiązania bliższej współpracy ze Europą Środkowo-Wschodnią.

Niemiecki Minister Spraw Zagranicznych Heiko Maas podkreślił niedawno, że nie chce, by ostatnie wydarzenia doprowadziły do trwałego podziału między Zachodem a Środkowym Wschodem. W ostatnim wywiadzie dla Der Spiegel przyznał, że „na tym etapie, który jest decydujący dla przyszłości Europy, jest niezwykle ważne dla UE, by utrzymać naszych sąsiadów ze Wschodu w grze. Nie można doprowadzić do tego, by Europa dzieliła się na dwie klasy i jedna z nich została odsunięta i była pomijana”. Grupa Wyszehradzka powinna więc teraz korzystać z tego, że Niemcy są otwarte na dialog z regionem i dołączyć do aktywnych prac nad reformą polityk UE. Ponadto, współpraca w ramach Grupy Wyszehradzkiej staje się ostatnio atrakcyjna dla reszty Europy. Niedawno premier Austrii Sebastian Kurz przyznał, że rozważa przystąpienie do V4.

W efekcie brexitu kraje Europy Środkowo Wschodniej tracą partnera, z którym dzieliły polityczną wizję Unii jako suwerennych państw narodowych oraz były zwolennikami liberalizmu gospodarczego. UE również doznała niemałego uszczerbku – do wystąpienia ze Wspólnoty dochodzi po raz pierwszy w historii.

Niepewna reakcja Angeli Merkel na propozycję Emmanuela Macrona o zwiększeniu integracji politycznej w strefie euro jest dowodem na to, że Berlin nie chce podejmować pochopnych decyzji w sprawie unii politycznej bez szerokiej konsultacji ze wszystkimi członkami UE. Obawy V4 o utratę suwerenności na pewno zostaną wzięte pod uwagę. Poza tym, po brexicie Grupa odgrywać będzie ważną rolę w budowaniu bezpieczeństwa i obronności w UE oraz rozszerzeniu Unii o Bałkany Zachodnie. Szczególna odpowiedzialność może zostać powierzona właśnie Polsce, która miałaby funkcjonować jako mediator pomiędzy Francją i Niemcami oraz krajami Europy Środkowo-Wschodniej, łącząc interesy Trójkąta Weimarskiego i Grupy Wyszehradzkiej.

*Christian Schweiger – profesor Instytutu Nauk Politycznych na Uniwersytecie Technicznym w Chemnitz w Niemczech. Jego badania skupiają się na analizie porównawczej systemów politycznych, gospodarek oraz koncepcji państwa dobrobytu w krajach członkowskich Unii Europejskiej (przede wszystkim Wielkiej Brytanii, Niemiec i krajów Europy Środkowo-Wschodniej po transformacji), polityce gospodarczej jednolitego rynku UE, globalizacji gospodarki i stosunkach transatlantyckich.