Eurosceptycyzm na Węgrzech i w Polsce: podobne melodie, inna orkiestra

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Premierzy Polski i Węgier Mateusz Morawiecki i Viktor Orban, konf. pras. w Budapeszcie, źródło: KPRM

Mimo że w Polsce w ostatnich dniach możemy zaobserwować prounijne sygnały wysyłane przez Prawo i Sprawiedliwość, partie rządzące w Polsce i na Węgrzech nie zmieniły swojego nastawienia do UE. Trudno się temu dziwić – Viktor Orbán i Jarosław Kaczyński – nie od dziś krytycznie odnoszą się do Brukseli i podejmowanych przez nią działań.

 

Niedawna afera billboardowa przeciwko „Brukseli” i jej rzekomych planów migracyjnych – skutkująca zawieszeniem Fideszu w Europejskiej Partii Ludowej (EPL) – nie powstrzymała premiera Viktora Orbana od dalszego krytykowania UE.

Pomimo podkreślania faktu, że Węgrzy zdecydowanie popierają integracje z UE, Orbán przez lata do perfekcji rozwinął silnie eurosceptyczną narrację. Węgierski premier jest eurosceptyczny, ponieważ kwestionuje trajektorię instytucjonalną coraz głębszej integracji oraz opowiada się przeciwko wspólnym strategiom działania UE, zwłaszcza w dziedzinie migracji. Krytyka w wydaniu Orbána jest podszyta populistycznym dyskursem, potencjalnie destrukcyjnym dla Wspólnoty. Innymi słowy, premier przeciwstawia rzekomo skorumpowane brukselskie elity, kontrastując je z „czystymi ludźmi” z Węgier, których wyłącznie on sam może reprezentować.

Grupa Wyszehradzka: Od wzorcowych demokracji do autorytaryzmu?

W tym roku państwa Grupy Wyszehradzkiej świętują 30-lecie upadku komunizmu. Polska i Węgry nie mają jednak wielu powodów do zadowolenia, ciążą nad nimi bowiem unijne procedury dotyczące nieprzestrzegania zasad praworządności. W dodatku ostatnie dane dotyczące stanu demokracji na świecie …

Węgierska machina propagandowa działa wedle logiki walki uczciwego węgierskiego narodu ze skorumpowaną, mającą imperialistyczne zapędy elitą z “Brukseli”. Już w 2011 r., tuż po przyjęciu nowej konstytucji, Orbán sprzeciwił się “niechcianym ingerencjom cudzoziemców” w wewnętrzne sprawy państwa, przyrównując je do działań Sowietów po II wojnie światowej. Z kolei w 2014 r. porównał UE do “imperium biurokratów”, którzy działają wbrew woli obywateli. Cztery lata później węgierski premier stwierdził, że Bruksela próbuje “zastąpić sojusz wolnych narodów imperium europejskim”. Narracja ta nie została zmieniona ani stonowana po niedawnym zawieszeniu Fideszu. W wywiadzie radiowym następującym już po decyzji EPL Orbán podkreślił, że to “Węgrzy, a nie lewicowe partie czy organizacje społeczeństwa obywatelskiego finansowane przez George’a Sorosa, zdecydują co stanie się w ich kraju”. Przywódca oskarżył ponadto europejskie elity o życie w bańce i utracenie kontaktu z rzeczywistością, a także o kolonialne zapędy w stosunku do krajów Europy Środkowej, chcąc je ponadto zmusić do przyjęcia migrantów.

Z kolei w Polsce, w odróżnieniu do Węgier, Jarosław Kaczyński nie pełni funkcji premiera. Mimo tego jest liderem obozu rządzącego. Prezes PiS, podobnie jak Orbán, przez lata doskonalił eurosceptyczny dyskurs, przypominający ten znany z Węgier. Dla Kaczyńskiego europejska elita jest również synonimem bezpodstawnego mieszania się w wewnętrzne sprawy kraju. Już w 2015 r. prezes PiS powiedział, że “nie pozwoli Brukseli wyznaczać drogi, jaką powinna obrać Polska”. Później porównał UE do kolonizatora, atakującego polskie społeczeństwo. Partyjna propaganda gra także na nucie tradycyjnych wartości. W tej narracji Bruksela jest niezdolna do obrony np. rodziny ze względu na polityczną poprawność, na LGBTQ i muzułmanów.

Czy Grupa Wyszehradzka opodatkuje internetowych gigantów?

Choć państwa członkowskie UE nie doszły do porozumienia w sprawie opodatkowania internetowych gigantów, państwa Grupy Wyszehradzkiej intensywnie zastanawiają się nad wprowadzeniem własnych podatków cyfrowych.
 

W trakcie ostatniego szczytu tatrzańskiego na Słowacji, ministrowie finansów Wyszehradzkiej Czwórki podpisali wspólną deklarację. Wyrazili w …

Chociaż Kaczyński i Orbán są często porównywani przez komentatorów politycznych, ich eurosceptyczny populizm wykazuje istotne różnice.

Po pierwsze, narracja Orbána jest o wiele mniej wysublimowana. Częściowo wynika to z politycznej centralizacji na Węgrzech. Kaczyński jest z kolei częścią wieloosobowej sceny politycznej – dzielonej z premierem, ministrem spraw zagranicznych – którzy często występują jako „dobrzy gliniarze”, np. na szczeblu UE. Dosadna retoryka Orbána znajdowała się, jak dotąd, pod parasolem EPL. Tymczasem PiS nie mógł liczyć na taką ochronę z żadnej ze stron, stąd prawdopodobnie bardziej umiarkowany ton lidera partii.

Po drugie, “Bruksela” jest w równym stopniu przedstawiana, jako siła wspierająca krajową opozycję, choć jest to widoczniejsze w Polsce, ze względu na specyfikę systemu partyjnego i rolę odgrywaną w nim partii rządzącej. Po trzecie, portretowanie UE jako imperialistycznego tworu jest obecne w obu krajach. Orbán jednak realizuje swój eurosceptycyzm za pomocą dyskursu antymigracyjnego. Podczas gdy Kaczyński mocniej skupia się na krytyce UE w kontekście mieszenia się „Brukseli” w wewnętrzne sprawy kraju, jak np. w przypadku pogorszenia rządów prawa w Polsce. Ponadto, węgierski premier twierdzi, że każda krytyka rządów prawa jego rządu jest próbą potępienia Węgier ze względu na surowe stanowisko antyimigranckie. Taka zbieżność nie jest oczywista w przypadku Warszawy.

Reforma prawa autorskiego dzieli Grupę Wyszehradzką

Po niemal trzech latach negocjacji reformy prawa autorskiego państwa członkowskie, Parlament Europejski i Komisja Europejska doszły do porozumienia. Spór ogniskował się głównie wokół artykułów 11 i 13 negocjowanej dyrektywy, gdzie stanowiska państw różniły się nieraz diametralnie. Wyszehradzkiej czwórce też nie …

Pomimo różnic, Orbán wciąż podkreśla wagę eurosceptycznego sojuszu między Węgrami a Polską: “Polska zostanie zaatakowana przez Brukselę, atak ten będzie jednocześnie wymierzony przeciwko całej Europie Środkowej i przeciwko nam, Węgrom”. Dla budowniczych europejskiego imperium,, którzy chcą rzucić cień na Europę Środkową, mamy jasny przekaz: zawsze będą musieli liczyć się z silnymi więzami między Warszawą a Budapesztem”. Jak dalece ta szczególna więź zostanie wykorzystana po wyborach do PE? Odpowiedź poznamy już niedługo.

 

Robert Csehi jest politologiem i wykładowcą w Bawarskiej Szkole Polityki Publicznej na Uniwersytecie Technicznym w Monachium.

Edit Zgut jest politologiem. Wykłada gościnnie w Centrum Europejskim Uniwersytetu Warszawskiego.