Wyszehrad o przyszłości UE

Premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej, od lewej: Viktor Orban, Beata Szydło, Bohuslav Sobotka, Robert Fico// Źródło: Kancelaria Premiera RP

W Europie Środkowo-Wschodniej istnieją tendencje do wzmacniania państw członkowskich kosztem Komisji Europejskiej, przy jednoczesnym dbaniu o takie podstawy istnienia UE, jak strefa Schengen i cztery swobody. Część z tutejszych państw nie obawia się zmian traktatowych.

 

Na szczycie w Valettcie, państwa Grupy Wyszehradzkiej (Czechy, Polska, Słowacja i Węgry) zgodziły się stworzyć wspólny wkład do przygotowywanej Deklaracji Rzymskiej. Ten dokument ma zostać opublikowany na koniec unijnego szczytu w Rzymie, z okazji 60-lecia podpisania Traktatów rzymskich. Zawarty ma w nim zostać szkic przyszłości UE.

Pomysły co do tej przyszłości są dopiero na etapie dyskusji: Niemcy i Włochy przedstawiły integrację różnej prędkości jako pomysł na przyszłość UE. Różne prędkości są już w zasadzie faktem, patrząc na strefę euro i resztę Unii. Niemniej jednak, przez lata w państwach Grupy Wyszehradzkiej panowało przekonanie, że lepiej nie zgadzać się na zbyt dużą elastyczność w kwestiach integracji, by nie pozostać na poboczu.

Jasnym jest, że tegoroczne wybory – we Francji, Holandii i Niemczech – zdecydowanie bardziej wpłyną na unijną przyszłość niż jakiekolwiek rzymskie deklaracje. Mimo to, szczyt w Rzymie i przygotowania do niego, będą czasem dyskusji nad unijnymi reformami, a kraje Grupy Wyszehradzkiej chcą być usłyszane. Oto co myślą:

Polska: konieczność reform

W Polsce istnieje szeroki konsensus co do tego, że reformy w Unii Europejskiej są konieczne i nie do uniknięcia. Problematycznym elementem jest natomiast konkretne wskazanie, jakie zmiany są potrzebne, zarówno w celu wzmocnienia samej Unii, jak i pozycji Polski.

Głównym pytaniem jest to, czy Warszawa powinna otworzyć negocjacje nowego traktatu, co zawsze jest długotrwałym i trudnym procesem. Umożliwiłoby to jednak najgłębsze zmiany w UE, jako że teoretycznie umożliwiłoby zmianę każdego elementu funkcjonowania Unii.

Jarosław Kaczyński, przewodniczący rządzącego Prawa i Sprawiedliwości, wspiera pomysł zmian traktatowych. W zeszłym roku (2016 r.) ujawnił, że poprosił już „ważnego prawnika”, by przygotował odpowiednie zmiany w traktatach. Jako że Kaczyński kontroluje de facto rząd, to premier Beata Szydło także już wyraziła swoje poparcie dla zmian traktatowych i obiecała poczynić kroki w tym kierunku. W podobnym tonie wypowiadali się także ministrowie rządu.

Eugeniusz Smolar, ekspert i członek rady Centrum Stosunków Międzynarodowych, zauważył jednak, że „nie ma szans na zmianę traktatów, jako że żaden rząd nie zaryzykuje porażki takiego przedsięwzięcia”. Smolar uważa za dziwne to, że „Kaczyński naciska na zmianę traktatów, jako że w jego kręgu muszą być ludzie, którzy wiedzą, że te plany są niemożliwe do realizacji”. Smolar zgadza się jednak, że „UE potrzebuje reform i adaptacji, co jest jej cechą charakterystyczną od początku jej istnienia”.

Do tej pory w Warszawie nie pojawiły się żadne konkretne plany reform. Biorąc pod uwagę dotychczasową politykę obecnego rządu, rozsądnym jest oczekiwanie, że będzie on dążył do wzmocnienia państw członkowskich i międzyrządowych aspektów UE w celu ograniczenia władzy Brukseli. Szydło wspomniała, że celem reformy UE powinno być zapewnienie, że „UE ma wzmacniać swoich członków […] czego my dzisiaj nie czujemy” oraz „ochrona naszej suwerenności”.

Niemniej jednak „wzmocnienie suwerenności państw członkowskich będzie szkodliwe dla pozycji Polski w Europie” – podkreśliła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, dyrektor programu Otwarta Europa w Fundacji im. Stefana Batorego. Pełczyńska-Nałęcz wyjaśniła, że Polska jest pośród krajów unijnych o słabszych gospodarkach, więc zmniejszenie roli instytucji ponadnarodowych w konsekwencji zmniejszy siłę przetargową Polski.

Mimo że ciężko jeszcze dyskutować o konkretnym kształcie reform, Smolar uważa, że to prawdopodobne, że  obecny wzrost sił eurosceptycznych doprowadzi do pogłębionej integracji na zasadzie dobrowolnego klubu, skupionego na rdzeniu UE. „Co będzie odpowiadać PiS” – dodał, tłumacząc, że partia władzy nie jest chętna pogłębianiu integracji politycznej z resztą Unii.

Rafał Dymek, dyrektor Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana, także dostrzega konieczność przeprowadzania reform jako cechę wrodzoną instytucjonalnego kształtu UE. Przestrzega on jednak przed rozpoczynaniem ich bez konkretnego planu. „Zanim zaczniemy wprowadzać jakiekolwiek zmiany, musimy określić nasze cele: czym UE powinna się zajmować? Na jakie wyzwania powinna odpowiadać w perspektywie 20 lat? Jakie aspekty społeczne powinny leżeć w gestii UE?” – pyta, ostrzegając, że bez odpowiedzi na te pytania, a także bez odpowiedniego zaplecza finansowego i instytucjonalnego, rezultatem będzie chaos.

Pełczyńska-Nałęcz nie widzi jednak szans na szybką reformę. „Dla systemu o takiej złożoności, jak UE, jakakolwiek reforma będzie wymagała wsparcia silnej i licznej grupy interesariuszy. Obecnie nie widzę takiej grupy wokół Polski” – stwierdziła.

Węgry: dwulicowa retoryka

Viktor Orbán od wyborów w 2010 r. walczył o wolność z Brukselą. Uważa on, że Komisja Europejska jest odpowiedzialna za polityczno-gospodarczy kryzys w UE. „Za każdym razem, kiedy szefowie rządów nie mogą osiągnąć konsensusu – jak w przypadku kwot migracyjnych – jest oczywistym, że Komisja implementuje obowiązkowe polityczne wymogi” – stwierdził Orbán w artykule w konserwatywnym portalu „National Review”.

W rzeczywistości „KE działa według sztywnych reguł ustalonych przez Radę UE i Radę Europejską w ramach ‘nowego systemu międzyrządowego’” – twierdzi Róbert Csehi, ekonomista, politolog i badacz na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim. „W większości przypadków wina leży po stronie instytucji międzyrządowych i państw członkowskich. Miedzy rokiem 2010 a 2013 kryzys euro był zarządzany przez Radę Europejską i Radę UE, z jedynie drobnym wpływem Komisji” – podkreślił Csehi. Uważa on, że jeżeli Orbán jest niezadowolony z procesu decyzyjnego UE, to może próbować budować koalicję w ramach Rady Europejskiej, by doprowadzić do zmiany traktatów.

Ale węgierski rząd przez ostatnie lata wysyłał sprzeczne sygnały w tej kwestii. Na początku zeszłego roku (2016 r.), Orbán podkreślał konieczność wprowadzenia zmian w traktatach, ale po Brexicie zmienił swój ton.

„Wysłano sygnał, że jesteśmy gotowi, jeżeli większe państwa także zechcą zmienić traktaty” – stwierdził Botond Feledy, badacz w CEID (Centre for Euro-Atlantic Integration and Democracy). „Bez zmiany traktatów, UE nie może pójść naprzód, choć byłoby to ryzykownym krokiem – zwłaszcza w krajach, gdzie konieczne byłoby referendum” – dodał.

Budapeszt najprawdopodobniej będzie czekał na rozwój wydarzeń. „Zamiast wprowadzać zmiany instytucjonalne, Węgry skupią się na poprawie funkcjonowania UE. Nie pora mówić o formie tych działań, co do której jesteśmy otwarci i elastyczni” – powiedział Political Capital Szabolcs Takács, sekretarz stanu ds. europejskich.

Dla Węgier wyzwaniem będzie znaleźć dla siebie miejsce w Europie dwóch prędkości, w której rdzeń tworzyłyby państwa strefy euro, jako że Węgry nie planują wprowadzać na razie wspólnej waluty.  Takács dodał, że Węgry mogą wesprzeć pogłębioną współpracę gospodarczą w ramach strefy euro, ale tylko w przypadku zachowania jedności wspólnego rynku, z możliwością późniejszego dołączenia do strefy.

Premier Węgier ogłosił 2017 r. rokiem rebelii, zwłaszcza wobec Komisji Europejskiej i europejskich elit. Mimo jego słów, Węgrzy pozytywnie oceniają unijne instytucje. Zgodnie z badaniem Pew Research Center z 2016 r., 61 proc. Węgrów ma dobrą opinię o UE, podczas gdy we Francji jest to tylko 38 proc. Z kolei zeszłoroczny sondaż firmy Medián pokazał, że 77 proc. Węgrów uznaje członkostwo w UE za pozytywny fakt.

Za tym trendem podąża dwulicowość Orbána: wciąż atakuje Brukselę, ale jednocześnie podkreśla gospodarcze korzyści z członkostwa w UE.

„Kontrrewolucja kulturowa Orbána – wspierana przez Jarosława Kaczyńskiego – ma na celu sabotaż UE. Sądzi on, że głównonurtowe, liberalne elity poniosą porażkę w wyborach we Francji, Holandii i Niemczech, dzięki czemu on i inni populiści będą mogli przejąć władzę w Europie” – powiedział István Hegedűs, przewodniczący The Hungarian European Society.

Słowacja: brak odruchu obronnego

Na Słowacji na poziomie politycznym, nie ma zbyt wielu chęci na duże zmiany w UE. Mimo to, istnieje podstawowy konsensus w głównym nurcie, że Unia potrzebuje konsolidacji. Jak to powinno wyglądać – to trudniejsze pytanie, na które jest niewiele odpowiedzi. Doświadczenie z prezydencji w Radzie UE sprawiło, że Słowacja stała się odrobinę bardziej otwarta i chętna rozważać unijną przyszłość, przynajmniej bardziej niż kiedyś.

Gdy Grupa Wyszehradzka przygotowuje swoją deklarację na rocznicę Traktatów rzymskich, premier Robert Fico zdawał się sugerować w Valletcie, że wspólna narracja skupi się na „roli indywidualnych państw członkowskich”.

„Musi się nawzajem szanować w UE, nie może być silniejszych i słabszych państw członkowskich […] Nie chcemy niczego psuć, tylko być odrobinę odważniejszymi, biorąc pod uwagę Brexit i zmiany w Stanach Zjednoczonych” – tłumaczył Fico. Grupa ma wykorzystać tę sytuację, by „wysunąć pomysły, jakich w innych okolicznościach by się po nas nie spodziewano”.

Sekretarz stanu w słowackim Ministerstwie Spraw Zagranicznych Ivan Korčok powiedział, że Grupa skupi się na strzeżeniu „trzech najważniejszych aspektów: strefy euro, strefy Schengen i rynku wewnętrznego”.

Słowacja jest świadoma głosów płynących z państw założycielskich UE, które wzywają do głębokiej reformy w kierunku ściślejszej integracji i „coraz bliższej unii”.

Premier stwierdził, że Słowacja nie widzi potrzeby otwierania negocjacji traktatowych. Nie wynikają one z przyczyn ideologicznych, a raczej z braku skonkretyzowania, o jakie zmiany chodziłoby w takich negocjacjach.

Korčok przyznał, że nawet w ramach Grupy Wyszehradzkiej „możemy nie mieć takiej samej opinii, jeżeli chodzi o głębokie zmiany, jakich chciałaby Polska”. Dodał jednak, że nie oznacza to, że Słowacja ma „odruchy obronne” czy uznaje jakieś tematy za „tabu”. „Musimy jasno powiedzieć, jakie dwie prędkości i w jakim zakresie będą krokiem naprzód. To nie może stać się podstawową zasadą funkcjonowania UE w przyszłości, jako że mogłoby to doprowadzić do rozdrobnienia” – tłumaczył.

Jednocześnie Bratysława jest przekonana, że to państwa członkowskie powinny być siłą przewodnią dyskusji nt. przyszłości UE i potrzeb reformy. Korčok przyznał, że jakkolwiek spodziewa się, że biała księga przygotowana w tej sprawie przez Komisję „będzie wkładem w dyskusję”, to nie spodziewa się, by znalezienie odpowiedzi na pytanie o przyszłość UE „było zadaniem instytucjonalnym”.

Jednak na Słowacji pojawiają się również głosy, które wzywają do dalszej integracji. „Jesteśmy w punkcie, może nawet już za nim, w którym albo zrobimy jakościowy skok naprzód, co bym wolał, albo zaczniemy się rozpadać. Status quo nie jest do utrzymania” – tłumaczył Ivan Lesay, b. sekretarz stanu ds. europejskich w Ministerstwie Finansów, obecnie wciąż pracownik MF i dyrektor w Europejskim Banku Inwestycyjnym. Dla niego strefa euro jest wciąż „niedokończona”, a polityka społeczna, podatkowa, bezpieczeństwa i zagraniczna także mogłyby skorzystać z dalszej integracji – która jednak nie powinna być celem samym w sobie.

„Najbardziej prawdopodobny scenariusz? UE przetrwa, ale jej znaczenie będzie maleć z czasem” – stwierdził Lesay.

Poparcie dla UE jest wciąż relatywnie wysokie na Słowacji, chociaż niedawne badanie daje powody do ostrożności w tym obszarze. „Co nas zaskoczyło, to to, że wielu uczestników, którzy spontanicznie mówili o pozytywnym nastawieniu do UE, później, przy szczegółowych dyskusjach, stawało się bardzo krytycznie nastawionymi” – wyjaśniała Aneta Világi z Uniwersytetu Comeniusa.

„Nie powinniśmy popadać w poczucie bezpieczeństwa z powodu stabilnego poparcia opinii publicznej dla integracji Europejskiej. Jeżeli jakiś ‘Nigel Farage’ zacznie mobilizować te uczucia wewnętrznego niezadowolenia i rozczarowania, to obawiam się, że obecny konsensus nt. korzyści z członkostwa w UE mógłby zniknąć bardzo szybko” – ostrzega Világi.

Czechy: Cztery swobody i bezpieczeństwo

Czechy zawsze były przeciwne zarówno otwieraniu negocjacji traktatowych, jak i integracji dwóch prędkości. Przeważa opinia, że obecne ramy prawne i instrumenty oferują wystarczająco duże pole do manewru przy stawianiu czoła współczesnym wyzwaniom, więc niezależnie od prędkości, UE powinna mieć wspólny cel w sprostaniu oczekiwaniom swoich mieszkańców.

Dyskusje na temat przyszłości UE są obecnie przyćmiewane przez rozmowy o aspektach bezpieczeństwa przyszłej współpracy w Europie.

Premier Czech Bohuslav Sobotka zamierza w tym tygodniu rozmawiać z partiami w parlamencie o Brexicie i przyszłości Europy. Zapowiada, że chce, by były to „narodowe” rozmowy ponad podziałami politycznymi.

Zgodnie z opinią Pavla Fáry z Konfederacji Przemysłu Czech, jednym z problemów w czeskich dyskusjach o przyszłości UE jest to, że tematy europejskie są wykorzystywane przez populistów, by wywołać „burze w szklance wody” i spychać na bok ważne sprawy. „A z drugiej strony, przedstawiciele instytucji europejskich powinni uświadomić sobie, że czasami promują bezużyteczne propozycje, które dzielą UE, a nie rozwiązują obecne problemy” – dodał.

„Nie potrzebujemy ‘więcej Europy’, potrzebujemy ‘mniej Europy’. Potrzebujemy mniej biurokracji, mniej regulacji, więcej powiązań między UE a Stanami Zjednoczonymi i więcej wolnego handlu” – powiedział EurActiv.cz Jan Zahradil, europoseł eurosceptycznej, opozycyjnej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS).

Jedynie trzecia część Czechów (36 proc.) wierzy, że europejska integracja ma przed są przyszłość – zgodnie z sondażem Centrum Badania Opinii Publicznej (CVVM) z kwietnia 2016 r. Ponad połowa z 1063 ankietowanych stwierdziła, że nie ma wiary w integrację europejską. Te wyniki były bardzo zbliżone do wyników poprzedniego badania z 2012 r.

Z kolei zgodnie z jesiennym Eurobarometrem z 2016 r., Czesi za największe wyzwania stojące przed UE uważają imigrację (63 proc.), terroryzm (47 proc.) i stan finansów publicznych (15 proc.).

„Obywatele czują się bezpiecznie tylko jeżeli mieszkają na obszarach, na których zapewniono pełną kontrolę granic zewnętrznych, a odpowiednie organy mają wystarczające narzędzia, by chronić mieszkańców przed zagrożeniami” – powiedział EurActiv.cz sekretarz stanu ds. europejskich Tomáš Prouza. Dodał także, że UE musi być graczem na globalnej scenie, aktywnie odpowiadając na kryzysy zewnętrzne i inne zagrożenia.

Jeżeli chodzi o sprawy gospodarcze i społeczne, które także przejmują Czechów, rząd skupia się na obronie czterech swobód unijnego rynku. „Cztery swobody należy rozwijać równomiernie. Musimy unikać działań zarówno na unijnym, jak i na krajowym poziomie, które ograniczałyby te wolności” – stwierdził w wywiadzie dla Euroskop.cz premier Czech Bohuslav Sobotka, dodając, że najbardziej zagrożona jest obecnie swoboda przepływu osób.

Te zagrożenia wiążą się z negocjacjami Brexitu. „Brytyjska decyzja o opuszczeniu UE jest jednym z najwyższych wyzwań, z jakimi UE musi sobie poradzić” – powiedział EurActiv.cz europoseł Luděk Niedermayer z proeuropejskiej opozycyjnej partii TOP 09.