Produkcja sprzętu medycznego w Polsce – pod górkę i ze zmiennym szczęściem

Polska, pandemia, COVID-19, sprzęt medyczny, maseczki, handlarz bronią, Szumowski, Morawiecki, Niedzielski, respiratory, płyn dezynfekujący, Orlen, Lotos

Premier Mateusz Morawiecki (na zdj. z lewej) w trakcie niedawnej wizyty w Szpitalu Tymczasowym w hali EXPO w Krakowie. Fot: Krystian Maj/KPRM / Foto via flickr [Kancelaria Premiera]

Po wybuchu pandemii COVID-19 sprzęt ochronny i medyczny stał się jednym z najgorętszych towarów na światowych rynkach. Po upływie kilku miesięcy potrzeby wielu unijnych państw są już zaspokajane rodzimą produkcją. W Polsce udało się z produkcją prostszych maseczek medycznych czy płynu do dezynfekcji, ale gorzej ze sprowadzaniem respiratorów czy produkcją bardziej skomplikowanych maseczek. Wiele nadziei budzi za to potencjalna produkcja szczepionek.

 

 

Rok temu wybuch pandemii COVID-19 pokazał, że wielu państwom członkowskim w Unii Europejskiej brakuje odpowiedniej liczby sprzętu medycznego do walki z takim zagrożeniem. Choć scenariusze tego typu sytuacji – zwłaszcza po azjatyckiej epidemii wirusa SARS z lat 2002-2003 – wirusolodzy czy epidemiolodzy kreślili już od wielu lat, to jednak decydenci w nie powątpiewali.

Europa nie poszła śladem władz Tajwanu, które nie tylko stworzyły kilkanaście lat temu system śledzenia kontaktów czy szkoliły personel na wypadek epidemii zakażeń nowym patogenem, ale również zrobiły zapasy odzieży ochronnej czy sprzętu medycznego.

Dlatego początkowa faza pandemii na Starym Kontynencie, a zwłaszcza w najmocniej nią uderzonych północnych Włoszech, doprowadziła do sytuacji, w której brakowało nawet tak podstawowych rzeczy jak maseczki i gumowe rękawiczki dla lekarzy i pielęgniarek.

Wielkim echem odbiła się wówczas nie tylko w Europie historia doktora Marcello Nataliego ze szpitala w lombardzkim miasteczku Codogno. W jednym z wywiadów lekarz opowiadał jak ciężka jest walka z COVID-19 bez sprzętu ochronnego. Apelował o jego natychmiastowe przysłanie. Krótko potem sam zmarł, zakaził się koronawirusem SARS-CoV-2 od jednego z ratowanych pacjentów.

Duńscy naukowcy: Niecały 1 proc. społeczeństwa narażony na ponowne zakażenie koronawirusem

Wyniki badania sugerują, że w najmniejszym stopniu narażeni są ludzie młodzi, jednak ochrona przed powtórną infekcją spada znacząco wśród osób powyżej 65. roku życia.

Maseczki sprowadzali z Chin do Polski wszyscy

Sprzętu ochronnego brakowało wówczas także w Polsce i trzeba go było sprowadzać z zagranicy, głównie z Chin. Za transporty maseczek czy kombinezonów dla polskich medyków płacił nie tylko rząd, ale również spółki z państwowym kapitałem, jak np. paliwowe Orlen i Lotos czy metalurgiczny KGHM.

Transporty te trafiały do Polski m.in. wynajętym specjalnie na tę okazję największym samolotem transportowym świata – ukraińskim An-225 Mrija, co polskie władze wykorzystywały wizerunkowo. Premier Mateusz Morawiecki uroczyście witał Antonowa na lotnisku w Warszawie.

W sprowadzaniu maseczek pomagały także duże organizacje charytatywne, jak Fundacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy Kulczyk Foundation, które jednak wybierały już tańsze i na pewno mniej efektowne usługi transportowe Polskich Linii Lotniczych LOT.  Ale nawet mimo tych działań sprzętu w polskich szpitalach nierzadko brakowało.

Fabryka w Stalowej Woli wciąż nie produkuje maseczek

W kwietniu 2020 r. państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) ogłosiła więc uruchomienie polskiej fabryki maseczek w Stalowej Woli na Podkarpaciu. Miała ruszyć jak najszybciej i wytwarzać 29 mln profesjonalnych maseczek medycznych miesięcznie. I to nie tylko tych chirurgicznych, ale także takich z filtrami FFP2 i FFP3.

W czerwcu – jak zapewniano – fabryka miała być prawie gotowa, a publiczna TVP relacjonowała instalowanie linii produkcyjnych. Trwała jednak wówczas kampania przed wyborami prezydenckimi, a walczący o reelekcję prezydent Andrzej Duda, który parę miesięcy wcześniej przecinał wstęgę na otwarciu hali produkcyjnej w Stalowej Woli, zapowiadał, że to początek całego konglomeratu fabryk sprzętu ochronnego dla medyków w ramach programu #PolskieSzwalnie.

Tyle, że – jak ustaliła telewizja TVN24 – fabryka w Stalowej Woli nie ruszyła do dziś i nie powstała tam jeszcze ani jedna maseczka. Jak tłumaczył rzecznik prasowy ARP Miłosz Marczuk, „zatrudniono już pracowników, a po testach maszyn trwają dalsze prace nad uruchomieniem produkcji i wdrażane są niezbędne procedury”.

Ale według informacji TVN24, nie zaczęła się nawet jeszcze budowa tzw. clean roomu, czyli kluczowej części fabryki, gdzie panują specjalnie warunki pozwalające na wytwarzanie w pełni sterylnych produktów.

Koronawirus: Maseczki FFP2 obowiązkowe w kolejnych krajach UE. Polska chce zaś zakazać przyłbic i półprzyłbic

Zakrywanie ust maseczkami wyposażonymi w filtry FFP2 czy FFP3 lub wykonanymi z nanowłókien staje się obowiązkowe w miejscach publicznych w kolejnych europejskich krajach – Czechach, Niemczech i Austrii. Polskie władze na razie mają plan zakazania stosowania plastikowych zasłon.

 

Od północy z …

Maseczek dziś w Polsce jednak nie brakuje

Polska nie ma jednak dziś problemów z zapasami maseczek, ponieważ lepiej poradziły sobie projekty oparte o prywatny kapitał (choć także ze wsparciem ARP). Stało się tak głównie dlatego, że z powodu przeciwepidemicznych ograniczeń część spółek – na przykład tekstylnych –  postanowiło się przebranżowić. Ale nie tylko one.

W Nadarzynie pod Warszawą działa dziś np. największa fabryka maseczek w Polsce (i jedna z największych w Europie), należąca do spółki Ptak Medical, która jest spółką-córką firmy zarządzającej Ptak Warsaw Expo, czyli największym centrum targowo-kongresowym w Europie Środkowej.

„To lockdown wymusił na nas znalezienie innych źródeł przychodu. Bez tego nie utrzymalibyśmy naszej głównej działalności, której obecnie nie możemy prowadzić” – nie ukrywała marketing manager Ptak Warsaw Expo – Katarzyna Matera.

W Nadarzynie powstawać mogą obecnie aż 4 mln jednorazowych maseczek medycznych dziennie. Trafiają one nie tylko do szpitali czy przychodni, ale także wielu dużych polskich pracodawców, takich jak sieć sklepów LIDL, Poczta Polska, PLL LOT czy Ruch SA. Są także eksportowane do innych krajów UE.

Maseczki produkują dziś także na dużą skalę takie spółki jak TW Plast w Mińsku Mazowieckim, Opharm w Pokrzywnicy w Łódzkiem czy Izimed w Gliwiach. To jednak w większości maseczki chirurgicznie I, II lub III stopnia. Maseczki KN95 i FFP2 robi z nich tylko Opharm.

Zapasy maseczek medycznych są w Polsce już tak duże, że nie ma potrzeby aż takiej produkcji. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w styczniu 2021 r. wszystkie firmy zatrudniające co najmniej 50 pracowników wyprodukowały w Polsce niecałych 5,5 mln maseczek ochronnych stosowanych w medycynie i 13,3 mln innych typów maseczek.

Koronawirus: Polska odsprzeda szczepionki przeciw SARS-CoV-2 Ukrainie?

Z jakiej puli mają pochodzić szczepionki dla Ukrainy?

Największe polskie spółki uruchomiły produkcję płynów do dezynfekcji

Łatwiejszy niż problem maseczek, okazał się do rozwiązania niedobór płynów do dezynfekcji. Te szybko zniknęły co prawda ze sklepowych półek w Polsce, ale wiele firm chemicznych i farmaceutycznych uruchomiło ich produkcję.

Na wielką skalę zrobiły to także Orlen i KGHM, choć po szumnych zapowiedziach szefostwa pierwszej z tych spółek klienci długo bezskutecznie poszukiwali butli z płynem na stacjach benzynowych. Pierwsze partie poszły prosto do szpitali i innych placówek medycznych, a dopiero potem do zwykłej sprzedaży.

Początkowo Orlen produkował nawet 5 mln litrów płynu do dezynfekcji miesięcznie, ale potem – wobec uzupełnienia zapasów – produkcję zmniejszono. KGHM wytwarzał zaś miesięcznie nawet 1 mln litrów płynu do dezynfekcji. Do produkcji zaprzęgnięto także kontrolowaną przez państwo Polfę Tarchomin.

Koronawirus: Od soboty lockdown na terenie całej Polski

„Idą trudne czasy”, podkreślił minister zdrowia.

Respiratory od handlarza bronią

Kolejny deficytowy towar czasów pandemii to respiratory wspomagające pacjentów z zaburzeniami oddechu. Tych wyprodukować nie da się jednak tak łatwo, dlatego państwa europejskie starały się je sprowadzić w jak największej liczbie.

Obecnie w polskich szpitalach dla pacjentów z COVID-19 przeznaczonych jest 2,8 tys. takich urządzeń, choć media alarmują, że w części przypadków jest to tylko tzw. kreatywna księgowość, czyli liczenie jako „covidowego” sprzętu, który po prostu stoi akurat wolny na innych oddziałach szpitalnych.

Z kupnem respiratorów wiąże się też jednak z najgłośniejszych afer epidemii COVID-19 w Polsce. Ministerstwo Zdrowia zawarło bowiem umowę na zakup 1241 takich urządzeń z firmą E&K, której założyciel wcześniej zajmował się… handlem bronią. Cena jaką zgodziło się zapłacić polskie ministerstwo wyniosła aż 44,5 mln euro, czyli grubo powyżej rynkowej średniej. Ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski tłumaczył, że wynikała ona z tego, że ich cena wzrosła w związku z ogromnym popytem.

Firma E&K z umowy się jednak nie wywiązała. Dostarczyła zaledwie 200 urządzeń,  a 418 kolejnych komornik zajął w ubiegłym miesiącu na Lotnisku Chopina w Warszawie na poczet roszczeń ze strony Ministerstwa Zdrowia. Firma „handlarza bronią” zwróciła też kilkanaście milionów euro zaliczki.

Ta sprawa, a także zakup za 5 mln złotych (prawie 1,1 mln euro) maseczek od znajomego instruktora narciarstwa, który wcześniej się takim biznesem nie zajmował czy wątpliwe powiązania ministra Szumowskiego z biotechnologiczną firmą jego brata stały się ostatecznie przyczyną jego odejścia z resortu w sierpniu ubiegłego roku.

Koronawirus: UE zatwierdzi rosyjską szczepionkę i włączy ją w swoją strategię wspólnych zakupów?

Agencja Reutera podała dziś, że Unia Europejska poważnie zastanawia się nad dopuszczeniem na swój rynek rosyjskiej szczepionki na koronawirusa Sputnik V. Miałoby się tak stać w maju.

 

Europejska Agencja Leków (EMA) bada już szczepionkę Sputnik V w procedurze tzw. przyspieszonej oceny. …

Polska wyprodukuje szczepionki na koronawirusa

Obecnie najwięcej jednak mówi się w UE o kwestii szczepionek na koronawirusa. A tych brakuje w niemal każdym państwie członkowskim. O ile dwa koncerny, które opracowały szczepionki oparte o mRNA (Pfizer/BioNTech i Moderna) miały tylko przejściowe trudności w realizacji dostaw, o tyle brytyjsko-szwedzki AstraZeneca I kwartał 2021 r. zamknie realizacją zaledwie 1/3 obiecanych dostaw.

Co do terminowości dostaw preparatu Johnson&Johnson też są wątpliwości, więc część państw członkowskich zaczęła szukać alternatywnych źródeł dostaw w Rosji czy w Chinach. Polska także przyznała się do prowadzenia wstępnych rozmów z Pekinem, ale chce szczepionki na koronawirusa produkować też na własnym terytorium.

Mowa w tym przypadku o będącej tzw. preparatem podjednostkowym szczepionce amerykańskiej firmy Novavax. Nie jest ona jeszcze dopuszczona do użytku w UE, ale po niedawnym zakończeniu III fazy badań klinicznych producent poinformował o osiągnięciu skuteczności na poziomie 96,5 proc.

Jednym z producentów tej szczepionki w Europie ma być polska spółka Mabion. Do końca czerwca ma się zakończyć transfer technologii do produkcji tej szczepionki w zakładzie w Konstantynowie Łódzkim. Polski Fundusz Rozwoju dofinansował ten projekt 40 mln złotych (ponad 8,7 mln euro).

Produkcja szczepionki Novavax w Polsce ma się zacząć po tym jak preparat ten dopuszczą do użytku w UE Europejska Agencja Leków (EMA) oraz Komisja Europejska. Bruksela już prowadzi z amerykańską firmą negocjacje na temat włączenia tej szczepionki do unijnego systemu wspólnych zakupów. Dzięki temu szczepionki wyprodukowane w Polsce mogłyby być podawane w całej UE.