Polska wciąż waha się ws. nowego ambasadora Niemiec. Problemem ojciec dyplomaty?

Nominowany na ambasadora RFN w Warszawie Arndt Freytag von Loringhoven, były zastępca sekretarza generalnego NATO ds. wywiadu i bezpieczeństwa [Facebook, Ackermann-Gemeinde, @AckermannGemeinde]

Nominowany na ambasadora RFN w Warszawie Arndt Freytag von Loringhoven, były zastępca sekretarza generalnego NATO ds. wywiadu i bezpieczeństwa [Facebook, Ackermann-Gemeinde, @AckermannGemeinde]

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, Warszawa nie podjęła jeszcze decyzji odnośnie akceptacji nowego niemieckiego ambasadora – Arndta Freytaga von Loringhovena. Choć nieoficjalnie MSZ jest gotowe zaakceptować kandydaturę, to zdaniem polskich mediów, dla wielu polityków problemem miała być przeszłość rodziny dyplomaty – jego ojciec uczestniczył w hitlerowskich kampaniach.

 

 

Konieczność wyznaczenia nowego ambasadora związana była z przejściem na emeryturę  pełniącego dotychczas tę funkcję Rolfa Nikela.

Na jego następcę Berlin wyznaczył Arndta Freytaga von Loringhovena, byłego ambasadora Niemiec w Czechach, byłego wiceszefa Federalnej Służby Wywiadowczej (BND), a od 2016 r. zastępcy sekretarza generalnego NATO ds. wywiadu i bezpieczeństwa (jako pierwsza osoba na tym stanowisku po jego utworzeniu).

Pomysł dał Heiko Maas

Inicjatywa wyboru Freytaga von Loringhovena na ambasadora RFN w Warszawie (według informacji „Rzeczpospolitej”) miała wyjść od ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa. Obecny szef niemieckiej dyplomacji od początku dał się poznać jako sojusznik Polski i wielki zwolennik współpracy z Warszawą.

Jak wskazuje dziennik, Maas wyszedł z założenia, że osoba z ogromnym doświadczeniem, także w Sojuszu Północnoatlantyckim, w dodatku negatywnie nastawiony wobec „imperialnej polityki Rosji”, będzie właściwą osobą na funkcję najwyższego przedstawiciela dyplomatycznego Niemiec w Polsce.

Kandydatura von Loringhovena została wysunięta już wiosną. Jak wynika z ustaleń „Gazety Wyborczej”, polski MSZ początkowo nie zgłaszał żadnych obiekcji wobec jego osoby. Do Warszawy nowy ambasador miał przyjechać na początku lipca i jeszcze wówczas ówczesny minister Jacek Czaputowicz zapewniał, że „sprawa jest załatwiona”.

Zbigniew Rau ministrem spraw zagranicznych. Kim jest nowy szef polskiej dyplomacji?

Premier Mateusz Morawiecki ogłosił nazwisko nowego ministra spraw zagranicznych. Resort dyplomacji obejmie Zbigniew Rau, szef sejmowej komisji spraw zagranicznych.

Agrément wciąż nie został wydany

Okazuje się jednak, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych wciąż nie wydało kandydatowi tzw. agrément (z fran. aprobata) czyli przewidzianej Konwencją Wiedeńską o Stosunkach Dyplomatycznych z 1961 r. formalnej zgody na przyjęcie w kraju zagranicznego dyplomaty. Dopiero po jej otrzymaniu przyszły ambasador przyjeżdża do danego kraju i na miejscu przygotowuje się do nowej pracy. Formalnie stanowisko obejmuje po złożeniu listów uwierzytelniających u głowy danego państwa.

Opóźnienie w wydaniu zgody budzi zdumienie u naszych zachodnich sąsiadów. O sprawie ambasady w Polsce napisał w poniedziałek (24 sierpnia) dziennik „Süddeutsche Zeitung”. Dziennikarze gazety zwrócili uwagę, że w przypadku „zaprzyjaźnionych krajów” udzielenie agrément nowemu ambasadorami zazwyczaj przebiega szybko.

„Początkowo wydawało się, że zwłokę można wyjaśnić. Z jednej strony koronakryzys spowolnił działania dyplomatyczne, a z drugiej w Warszawie wszystko kręciło się wokół zbliżających się wówczas wyborów prezydenckich. Minęło już jednak sześć tygodni”, napisał niemiecki dziennikarz.

Jak podkreślono, niemieccy dyplomaci kilkukrotnie zwracali się do Warszawy z pytaniem, kiedy nowy ambasador może objąć misję. Za każdym razem uspokajano ich, że „to już nie potrwa długo”. Na pytanie czy jest jakiś problem z akredytacją odpowiadano, że „absolutnie nie”.

„Wniosek strony niemieckiej został przekazany Polsce. Decyzja jest wyłączną kompetencją państwa przyjmującego, w tym przypadku władz Polski”, powiedział w lipcu sekretarz stanu w MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk. Poinformował wtedy, że decyzja w sprawie kandydata na ambasadora jeszcze nie zapadła.

Tym niemniej przedłużający się wakat na stanowisku ambasadora skłania Niemców do zastanowienia, co jest przyczyną opóźnienia w działaniach polskiej dyplomacji, które „nie jest czymś zwyczajnym pomiędzy tak bardzo powiązanymi ze sobą krajami UE i NATO”.

Polska: Kolejna dymisja w rządzie. Szef MSZ Jacek Czaputowicz złożył rezygnację

To już czwarta dymisja w rządzie w ciągu zaledwie trzech dni. Kto zastąpi Czaputowicza na stanowisku szefa polskiej dyplomacji?

Ciemne karty historii rodzinnej kandydata

Jak pisze niemiecki dziennik, początkowo za Odrą podejrzewano, że przyczyna może dotyczyć ostrej krytyki polskich władz ze strony niektórych niemieckich mediów oraz polskich mediów z kapitałem niemieckim w czasie kampanii przed wyborami prezydenckimi.

Dodawano, że nie przypuszcza się, by powodem oporu Warszawy była sama osoba Freytaga von Loringhovena. Jak podkreślano, sprawowana przez niego funkcja koordynatora NATO ds. służb specjalnych została utworzona zgodnie z intencjami Polski, „aby przeciwdziałać rosyjskim wpływom”.

Dziennik wskazuje jednak na inną kwestię, która mogła wywołać niechęć części polskich środowisk. To kwestia związana nie tyle z samym kandydatem na ambasadora, ile z jego rodziną. Niektóre polskie media zwracały bowiem uwagę, że ojciec dyplomaty, Bernd Freytag von Loringhoven, jako żołnierz Wehrmachtu był adiutantem szefa sztabu Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (OKH) Hansa Krebsa. Ojciec dyplomaty znał osobiście Hitlera, a nawet przebywał z nim w ostatnich dniach jego życia. Był on jednym z konsultantów filmu „Upadek”, opowiadającego o ostatnich dniach w bunkrze kancelarii Rzeszy.

Z drugiej jednak strony TVP Info, powołując się na film dokumentalny  BBC, podkreśliło, że ojciec kandydata po wojnie uważał się za przeciwnika Hitlera, którego nazywał „potworem”. Po ucieczce z bunkra Hitlera został aresztowany przez wojska brytyjskie i przez dwa lata był jeńcem wojennym, zaś w 1956 r. wstąpił do Bundeswehry, gdzie otrzymał stopień generała.

5G: Niemcy za współpracą z Chinami? USA krytykują Berlin za "otwartość" wobec Huawei

Co o współpracy z koncernem Huawei myśli kanclerz Niemiec Angela Merkel?

Ojciec dyplomaty główną przeszkodą?

„Rzeczpospolita” przypomina jednak, że niezależnie od poglądów ojca sam kandydat na ambasadora jest zdeklarowanym przeciwnikiem wszelkich form ekstremizmu na tle narodowościowym. „Dla mnie zawsze było jasne: nacjonalizm, faszyzm to najgorsze, co istnieje w polityce. Jestem przekonanym Europejczykiem, absolutnym antynacjonalistą”, mówił o samym sobie w czeskim radiu – jeszcze za czasów pełnienia funkcji ambasadora w Pradze.

W minioną niedzielę, w rocznicę paktu Ribbentrop – Mołotow, napisał natomiast na Twitterze: „Pakt ten otworzył drogę do drugiej wojny światowej i podziału Europy. Polska była pierwszą ofiarą. Nazistowskie Niemcy popełniły zbrodnie o bezprecedensowej brutalności i skali. Niemcom nie wolno tego zapomnieć”.

Jak wskazują media, szef niemieckiego MSZ nie spodziewał się, że przeszłość ojca kandydata będzie stanowić problem. „W Polsce wrażliwość historyczna jest jednak inna, niż myślał Maas”, pisze dziennik.

Z nieoficjalnych informacji MSZ wynika, że dla ministerstwa pochodzenie kandydata nie stanowi problemu, ale w decyzję zaangażowały się inne ośrodki. Według gazety sam Jarosław Kaczyński miał stwierdzić, że objęcie stanowiska ambasadora przez osobę z taką historią „budzi ogromne zastrzeżenia”.

Takim postawieniem sprawy przez niektórych polskich polityków oburzony jest dr hab. Marek Grela, były wiceminister spraw zagranicznych, były ambasador RP przy Unii Europejskiej i pracownik Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych. „To skrajna interpretacja doboru ludzi”, twierdzi. Jak podkreśla, „przedstawicieli dyplomatycznych nie wybiera się nigdy przez pryzmat tego, kim byli ich ojcowie”. Ponadto nasz rozmówca przypomina, że obecność w Wehrmachcie nie była dobrowolna – mężczyzn wcielano do wojska przymusowo.

Dlaczego więc zgody na przyjęcie kandydata nie wyrażono od razu? Dyplomata uważa, że zwłoka mogła być podyktowana obawą partii rządzącej o opinię skrajnej części elektoratu, która zapewne nie zaakceptowałaby takiego kroku ze strony polskich władz w odniesieniu do syna hitlerowca.

Co Niemcy myślą o wycofaniu części wojsk USA z kraju?

Za pozostaniem dotychczasowej liczby amerykańskich żołnierzy w Niemczech jest 28 proc. badanych.

Opóźnienia w wydaniu zgody problemem dla relacji polsko-niemieckich?

„Obecna sytuacja jest dość nietypowa, bo takie zgody w świecie dyplomatycznym wydaje się na ogół stosunkowo szybko. Tak długa zwłoka budzi więc zdziwienie, a nawet zaniepokojenie wśród niemieckich dyplomatów”, mówi dr Agnieszka Łada z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich (DPI) w Darmstadt.

Rozmówczyni EURACTIV.pl uważa, że opóźnienie ze strony MSZ w wydaniu agrément niemieckiemu dyplomacie „to niedobry sygnał płynący z Polski”, który nie powinien mieć miejsca, gdyż nadwyręża dwustronne relacje.

„Zwłoka w przyjęciu ambasadora wpływa na współpracę dyplomatyczną obu krajów, zwłaszcza na szczeblu resortów dyplomacji”, zwraca uwagę ekspertka, tłumacząc, że sprawa nieobsadzonej placówki w Warszawie pozostaje „niewyjaśnioną kwestią”, rzutującą na wzajemnych stosunkach i utrudniającą szczerą, partnerską rozmowę. „Takie sytuacje, z jaką mamy do czynienia w tej chwili, nie mają zwykle miejsca w relacjach państw, uważających się za sojuszników”, konkluduje ekspertka.

Podobnego zdania jest Marek Grela. W rozmowie z EURACTIV.pl wskazuje on, że wydanie agrément przez państwo przyjmujące zagranicznego przedstawiciela zwykle zajmuje kilka do kilkunastu dni, a sześciotygodniowa zwłoka, jaką obserwujemy w tym przypadku, jest czymś zdecydowanie wyjątkowym i jego zdaniem niedopuszczalnym.

Nasz rozmówca podkreśla, że obecność ambasadora w danym kraju jest absolutną koniecznością. Przypomina bowiem, że większość bieżących spraw w relacjach bilateralnych załatwiana jest właśnie poprzez ambasadora, a nie na szczeblu bezpośrednich kontaktów między głowami państw, szefami rządów czy ministrami spraw zagranicznych.

Ponadto, jak wskazuje były wiceminister i ambasador, w tym przypadku chodzi o „kraj politycznie szczególnie bliski Polsce i jej najważniejszy partner gospodarczy” – a więc posiadanie w kraju najwyższego rangą przedstawiciela tego kraju powinno być szczególnie ważne dla polskiej dyplomacji.

Niemiecka prezydencja w Radzie UE: "Niemcy nie idą na skróty" – prof. Artur Nowak-Far

Program niemieckiej prezydencji w Radzie UE przeniknięty jest próbą poszukiwania odpowiedzi na współczesne wyzwania i problemy Europy, mówi prof. dr hab. Artur Nowak-Far z Instytutu Prawa Szkoły Głównej Handlowej.

Czy Polska powinna zaakceptować Freytaga von Loringhovena?

Arndt Freytag von Loringhoven jest wysokiej klasy dyplomatą, wysokim rangą urzędnikiem niemieckim i ekspertem do spraw bezpieczeństwa, mówi Agnieszka Łada. „Fakt, że to jego kandydatura została wysunięta ze strony szefa niemieckiej dyplomacji jest wielkim docenieniem Polski i znaczenia relacji Berlina z naszym krajem”, ocenia.

Nasza rozmówczyni przypomina, że kandydat na ambasadora w Warszawie spędził wcześniej wiele lat na placówkach w Pradze i Moskwie. Dzięki temu bardzo dobrze zna on region i zdaje sobie sprawę z wyzwań przed tym regionem stojących. Według Agnieszki Łady zaproponowanie przez ministra Maasa takiej osoby na ambasadora w Warszawie „jest znakiem ogromnego zaufania i poważnego traktowania stosunków polsko-niemieckich”.

„Plany niemieckiego MSZ są jasne: to budowanie ścisłego partnerstwa z Polską przy wsparciu jednego z najlepszych niemieckich dyplomatów. Tym gorszym znakiem ze strony Warszawy byłby zatem opór wobec tak doświadczonego i wybitnego kandydata”, uważa ekspertka.

Co zrobią Niemcy, jeżeli Polska wciąż będzie zwlekać z decyzją? Marek Grela uważa, że władze RFN wycofają w końcu tę kandydaturę, niekoniecznie natychmiast zastępując ją inną. Byłaby to, jak wskazuje były ambasador, ogromna szkoda dla Polski, która przez dłuższy czas pozostałaby bez najwyższego rangą przedstawiciela dyplomatycznego jednego z naszych najbliższych sojuszników.