Jak uratować wolność mediów w Polsce i na Węgrzech? Debata Reporterów bez Granic

wolność mediów, wolność słowa, cenzura

Debata ekspercka Reporterów bez Granic [Unsplash]

Jak uratować wolność mediów w Polsce i na Węgrzech? Czym różni się sytuacja polskich i węgierskich mediów, w jakich realiach pracują działający w tych krajach dziennikarze i dziennikarki? Na te pytania okazję mieli odpowiedzieć dr Gabor Polyak z Media Mertek Monitor i Karolina Zbytniewska, redaktorka naczelna portalu EURACTIV.pl, w trakcie spotkania zorganizowanego przez niemiecki oddział Reporterów bez Granic.

 

Sytuacja rynku medialnego w Polsce i na Węgrzech od lat stanowi obiekt obserwacji środowisk dziennikarskich i eksperckich zajmujących się wolnością słowa i stanem demokracji. W obu krajach partie rządzące są krytykowane za podporządkowanie sobie znaczącego segmentu rynku mediów celem kształtowania dyskursu publicznego.

W Polsce ostatnim wydarzeniem, które przykuło uwagę opinii publicznej było zakupienie przez publiczną spółkę PKN Orlen konglomeratu medialnego Polska Press na początku grudnia ubiegłego roku. Finalizowane obecnie przejęcie stało się impulsem do debaty na temat przyszłości polskiego rynku mediów lokalnych i regionalnych.

Węgry: Opozycja wystartuje razem w wyborach parlamentarnych. Ma szansę pokonać Viktora Orbana?

Celem zjednoczonej opozycji jest m.in. przywrócenie rządów prawa i wolności prasy.

Czy historia się powtórzy?

„Nie wiemy jeszcze, jak rząd wykorzysta tę sytuację. Wiemy jednak co już się stało z polskim publicznym radiem i polską telewizją, także w ich oddziałach lokalnych, które krok po kroku stawały się narzędziem propagandy rządu, jak to określili Reporterzy bez granic w czasie zeszłorocznej kampanii prezydenckiej. Media państwowe, w skrócie, albo nie mówiły o Rafale Trzaskowskim, albo mówiły o nim źle, jednocześnie dając większość czasu antenowego Andrzejowi Dudzie, prezydentowi wywodzącemu się z obozu władzy” – tłumaczy Karolina Zbytniewska.

„Teraz przejęcie odbywa się nie wprost, a za pośrednictwem największej państwowej firmy, w tym wypadku Orlenu. Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen mówi, że transfer ten ma pozwolić na poszerzenie grona klientów firmy. Transakcja, której przypisuje się wartość 120 mln złotych, dała dostęp do ponad 17 milionów polskich obywateli”. Jak wskazuje Karolina Zbytniewska, podczas gdy prezes Orlenu Daniel Obajtek argumentował, że przełoży się to na dostęp do milionów potencjalnych klientów detalicznych koncernu, warto zwrócić uwagę, że głównymi odbiorcami mediów należących do Polska Press są mieszkańcy małych i średnich miejscowości. I tak tygodnik „The Economist” pisał o tym, że w transakcji właśnie chodzi o umocnienie poparcia rządu w jego grupach docelowych, w konserwatywnym elektoracie. Czy też jednak dojdzie do zwolnień i dziennikarskiej cenzury i autocenzury – o tym dopiero się przekonamy.

Możliwe, że na widoczne efekty ekspansji medialnej PKN Orlen będziemy musieli poczekać. Jak wykazuje raport o sytuacji mediów w Europie Środkowej i Wschodniej autorstwa Karoliny Zbytniewskiej stworzony na zlecenie centrali Fundacji Konrada Adenauera w Berlinie, media przejmowane przez spółki publiczne lub bliskie politykom nie zmieniają swojej linii narracyjnej z dnia na dzień. Zazwyczaj prowadzą one swoją działalność w sposób porównywalny do dotychczasowej, do czasu… Wszystko zmienia się jednak w momencie, kiedy społeczeństwo danego kraju wkracza w okres wyborczy. Wtedy dopiero możemy zauważyć zdecydowane zmiany w dyskursie takich „zależnych” mediów.

„To czego obawia się środowisko medialne w Polsce to wykluczenia mediów nie związanych z rządem z dostępu do państwowych instytucji, reklam i ogłoszeń publicznych pochodzących od spółek skarbu państwa i instytucji publicznych. Właśnie taka polityka wykluczyła niedawno media krytyczne względem działań rządu, w tym m.in. cieszącą się największym zasięgiem wśród nietabloidowych dzienników „Gazetę Wyborczą” z obiegu informacji dotyczących początku pandemii COVID-19 w Polsce. Czytelnicy tych mediów byli wykluczeni z rządowej kampanii informacyjnej na temat koronawirusa, zaś i tak zmagające się z kryzysem finansowym w wyniku pandemii media były pozbawione pieniędzy publicznych, które za takie publikacje przysługują. Tymczasem rząd podobnymi publikacjami wspierał nie tylko większe tytuły, ale też katolickie kanały radiowe czy poradniki pielgrzyma. Powodowane ideologicznie ograniczanie wpływów ze środków publicznych wobec niezależnych gazet regionalnych i lokalnych, jeszcze bardziej osłabia wolność i pluralizm mediów” – dodaje. Wspomina też o tym, że na początku 2016 r. podjęto również próbę ograniczenia obiegu „nieprzyjaznych” tytułów w instytucjach publicznych. Największe w Polsce opiniotwórcze gazety, jak np. „Gazeta Wyborcza”, „Polityka” czy „Newsweeek” wciąż nie znajdują się na liście publikacji dostępnych do prenumeraty przez sądy w Polsce.

Wartości są podobne, afiliacje już nie

Jak wskazuje Polski Instytut Spraw Międzynarodowych najważniejszym źródłem informacji na Węgrzech jest telewizja, z której korzysta prawie 71 proc. ankietowanych osób. Widoczna jest wśród nich przewaga stacji prorządowych. Jednak liderem jest rozrywkowa stacja RTL Klub, niezwiązana ze środowiskami rządowymi. Mniejszy wpływ na funkcjonowanie debaty publicznej ma internet i radio, z których korzysta odpowiednio 35 proc. i 29 proc. ankietowanych. Największą słuchalność mają rządowe stacje radiowe. Co ważne w kontekście porównań polsko-węgierskich gazety wojewódzkie, od 2018 r. należące do firm związanych z rządem, są czytane przez 26 proc. badanych mieszkających poza Budepesztem, w którym nie są one dystrybuowane.

„Media niezależne muszą codziennie walczyć o przetrwanie. Nie posiadamy normalnego rynku prasowego, nie posiadamy również normalnego rynku reklamowego. Nasz rynek działa w oparciu o zasadę polaryzacji. Media rządowe są bardzo widocznie powiązane z Fideszem lub samym Orbanem, są one pod kontrolą przyjaciół i znajomych rządu. Są kontrolowane politycznie. To jest główny problem Węgier. Kaczyński wydaje się z tej perspektywy najlepszym uczniem Orbana” – mówił Gabor Polyak.

Jednak sytuacja na Węgrzech jest według węgierskiego eksperta fundamentalnie różna od tej znanej nam z polskiego rynku medialnego. „Podział przebiegający przez węgierskie media nie jest podziałem dotyczącym wartości. W Polsce różnice między mediami dotykają wartości, liberalnych, katolickich, konserwatywnych i postępowych. Węgierskie media są na polu wartości ze sobą w miarę zbieżne, nie widać tutaj takiej polaryzacji” – powiedział ekspert Media Mertek Monitor.

Iwan Krastew: Integracja europejska to historia imitacji Zachodu – WYWIAD

„Za rządów komunistów zastanawiano się, ile Zachodu jest w Polsce. Dziś pytanie brzmi zupełnie inaczej: ile jest w Polsce Wschodu”, mówi politolog w rozmowie z Karoliną Zbytniewską.

Co może zrobić Unia? A czego robić nie powinna?

„Od 2011 lub 2010 roku wszyscy wiedzieli jak będzie wyglądać przyszłość Węgier, mówił o niej sam Orban w swoich oświadczeniach wspominając o nacjonalizacji mediów, ich powrocie w węgierskie ręce, jak i przedstawiając ogólną wizję kraju. Jego rząd korzystał z europejskich pieniędzy, aby tę zmianę finansować. Robił to od samego początku dzięki unijnym funduszom. Nie miał innego źródła pieniędzy. To, czego na pewno nie potrzebujemy, czego mamy zbyt wiele, to ciągłych europejskich raportów dotyczących stanu mediów czy demokracji. Co nam po kolejnych dokumentach, jeśli nie są wyciągane z nich żadne konsekwencje?! To powinno się zmienić, potrzeba tutaj realnych rozwiązań”.

Karolina Zbytniewska zaproponowała dwojaką perspektywę: z jednej strony uwzględniającą realia mediów niezależnych, jak i ogólną kwestię rozdysponowania unijnych funduszy. „Po pierwsze fundusze europejskie powinny być podzielone – na fundusze rozdysponowywane centralnie oraz te, którymi zarządzać będą miasta. Burmistrzowie i prezydenci miast, samorządowcy są, tak jak krajowe rządy, parlamenty i prezydenci, także przywódcami wybranymi w demokratycznych wyborach. A widzimy ogarniający światowe społeczeństwo rozłam elektoratów – na bardziej ekologicznych, liberalnych i kosmopolitycznych wyborców wielkomiejskich oraz bardziej konserwatywnych wyborców z mniejszych miejscowości. Dlatego środki powinny iść, by służyć obu tym wielkim grupom wyborców.

Jeśli chodzi o wsparcie konkretnie skierowane do mediów, w dobie nieograniczonego dostępu do darmowych treści, jakościowe media potrzebują wsparcia, które pozwoli im zachować niezależność od nacisków politycznych i biznesowych. Wsparcie to nie powinno ograniczać się do konkretnych projektów o odgórnie narzuconej tematyce. W końcu głównym celem wolnych mediów jest informowanie, a nie dostosowywanie się, niezależnie od tego, czy fundatorzy mają dobre zamiary czy nie – bo zależność to zależność. Zatem teraz UE ma wobec nas dobre zamiary, a ma i jest naprawdę pomocna, postuluję wspieranie mediów niezależnych bez narzucania zbyt wielu kryteriów, w tym tematycznych. Bo w tej chwili wspiera nas, ale też częściowo uzależnia, i nie chodzi mi o środki na działalność. To wymusza swoisty klientelizm. Na poziomie krajowym i europejskim powinny istnieć fundusze wspierające wolne media, a bycie wolnym powinno być jedynym wymogiem dostępu. Bo tylko takie media, które nie muszą się naginać, stanowią rzeczywisty fundament demokracji”.