Grupa Wyszehradzka i Bałkany Zachodnie, czyli integracja „miękkiego podbrzusza”

Premierzy Słowacji, Czech, Polski i Węgier w Łazienkach Królewskich w Warszawie, źródło: KPRM. fot. Krystian Maj

Premierzy Słowacji, Czech, Polski i Węgier w Łazienkach Królewskich w Warszawie, źródło: KPRM. fot. Krystian Maj

Stosunek państw Grupy Wyszehradzkiej do Bałkanów Zachodnich jest bardzo pozytywny. Polska, Czechy, Słowacja i Węgry popierają przyszłą akcesję krajów zachodniobałkańskich do Unii Europejskiej. Akcentują przy tym najmocniej hasła związane z bezpieczeństwem Europy.

 

Integracja europejska Bałkanów Zachodnich była jednym z priorytetów czeskiej prezydencji w V4, która poprzedzała polską. We wrześniu 2019 r. Czesi zorganizowali nawet w Pradze szczyt Grupy Wyszehradzkiej oraz państw zachodniobałkańskich, które jeszcze do UE nie należą – Albanii, Macedonii Północnej, Serbii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry oraz Kosowa.

Bałkany Zachodnie „miękkim podbrzuszem” UE

Choć na szczycie omawiano wiele tematów – np. politykę klimatyczno-energetyczną oraz migrację – to jednak głównym wątkiem pozostała dalsza integracja tego regionu z UE. Polski premier Mateusz Morawiecki określił Bałkany Zachodnie jako miejsce kluczowe dla zjednoczonej Europy – jej „miękkie podbrzusze”.

„Mocno potwierdziliśmy konieczność współpracy krajów Bałkanów Zachodnich z UE. To szalenie istotne dla bezpieczeństwa całego kontynentu, na przykład w kwestii imigracji” – stwierdził szef polskiego rządu.

Ale przekonywał również wówczas, że ewentualne przyszła akcesja państw zachodniobałkańskich do UE „stanowi również szansę dla państw Europy Środkowej na rozwój infrastruktury drogowej, kolejowej, energetycznej.”

Podczas tego wrześniowego szczytu przyjęto wspólną deklarację, w której napisano, że „zjednoczenie Europy nie będzie możliwe bez wejścia państw bałkańskich do UE”. Dużą część tamtego dokumentu poświęcono ponaglaniu Rady ds. Ogólnych, aby wydała zgodę na rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Albanią i Macedonią Północną.

„Chcemy wyraźnie wesprzeć kraje Bałkanów Zachodnich w ich dążeniu do członkostwa w UE i zainspirować pozostałe państwa członkowskie do szybszego działania w tej sprawie” – mówił gospodarz szczytu – premier Czech Andrej Babiš.

Zielone światło na tamte negocjacje blokowały wówczas Holandia i Francja. Pierwszy z tych krajów miał zastrzeżenia do Albanii dotyczące walki z korupcją i zorganizowaną przestępczością, drugi domagał się zreformowania systemu negocjacji akcesyjnych. Francuski opór okazał się być w ubiegłym roku nieprzejednany i Paryż odpuścił dopiero….

Deklarację z tamtego szczytu, wobec trwającego jeszcze wówczas francuskiego sprzeciwu wobec rozpoczęcia negocjacji z Albanią i Macedonią Północną, potwierdzili jeszcze w grudniu 2019 r. ministrowie spraw zagranicznych grupy V4.

Grupa Wyszehradzka: Jaka odbudowa gospodarki po pandemii?

Jak kraje Grupy Wyszehradzkiej wyobrażają sobie gospodarczą odbudowę po pandemii i co je różni w tej kwestii z innymi państwami UE?

Pokusa bycia mentorem

Państwa wyszehradzkie często podkreślają, że UE nie może oddać pola w rejonie Bałkanów Zachodnich innym międzynarodowym graczom, a przede wszystkim Rosji, Turcji oraz Chinom, ale także (zwłaszcza w przypadku Bośni i Hercegowiny) państwom z Półwyspu Arabskiego.

Przy tej okazji zwraca się uwagę, że Bałkany Zachodnie to „tylko” 18 milionów obywateli i łączne PKB na poziomie równym Słowacji. Teoretycznie integracja nie powinna stanowić wielkiego wyzwania dla liczącej niemal 500 mln mieszkańców UE.

V4 lubi przy tym grać rolę mentora czy wzoru do naśladowania. „Chcemy dzielić się naszym doświadczeniem zdobytym podczas transformacji systemowej i gospodarczej, a także w trakcie negocjacji akcesyjnych do UE” – mówił niedawno polski minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz.

Kwestia dalszej integracji europejskiej Bałkanów Zachodnich była także bardzo ważnym elementem węgierskiej prezydencji w V4 (która poprzedzała czeską), a także podczas właśnie rozpoczętej polskiej prezydencji (która z kolei następuje po czeskiej).

Podczas piątkowego (3 lipca) szczytu Grupy Wyszehradzkiej w Warszawie, choć główny nacisk postawiono na rozmowy o nowych Wieloletnich Ramach Finansowych UE na lata 2021-2027 oraz na migracji, to jednak znalazł się także czas na omówienie sytuacji wokół Bałkanów Zachodnich.

Polska prezydencja w Grupie Wyszehradzkiej. Priorytetem tylko unijny budżet i Fundusz Odbudowy?

Polska przejmuje od 1 lipca rotacyjną prezydencję w Grupie Wyszehradzkiej. W jakim miejscu jest obecnie V4 w Europie i jakie są obecnie najważniejsze interesy Grupy?

Migracja jednym z kluczowych tematów

Właśnie dzięki strategicznemu położeniu wzdłuż najważniejszej chyba trasy dla uchodźców i migrantów ekonomicznych z Azji i Bliskiego Wschodu, czyli tzw. szlaku bałkańskiego, państwa zachodniobałkańskie stały się dla przeciwnego obowiązkowemu przyjmowaniu uchodźców Wyszehradu jeszcze ważniejsze.

Po tym, gdy w 2015 r. ponad 1 mln osób ruszył z Afganistanu, Iraku, Iranu, Syrii i Turcji przez Grecję, Macedonię Północną, Serbię i Węgry dalej do kolejnych państw UE (głównie do Austrii, Niemiec i państw skandynawskich) nie tylko państwa wyszehradzkie po latach zastoju we wzajemnych relacjach stały się sobie bliższe, ale i Bałkany Zachodnie – jako migracyjna brama do Europy Środkowej – zyskały na znaczeniu.

Ani kraje V4, ani państwa zachodniobałkańskie przybyszów u siebie nie chciały – wszystko jedno czy byli to uchodźcy wojenni czy osoby szukające po prostu szansy na lepsze życie w bogatszej części świata.

Przepychanie uchodźców i migrantów między sobą było dyplomatycznie ryzykowne, ich wypychanie do Niemiec i Austrii też (choć próbowały tak w pewnym stopniu zrobić Węgry) też.

Jedynym skutecznym według władz w Warszawie, Pradze, Bratysławie i Bukareszcie rozwiązaniem było po prostu zablokowanie migracyjnej drogi, co udało się głównie dzięki unijno-tureckiej umowie, ale państwa zachodniobałkańskie też swoją rolę odegrały.

Prezydenci Warszawy, Bratysławy, Budapesztu i Pragi apelują do UE ws. klimatu

Prezydenci Bratysławy, Budapesztu, Pragi i Warszawy napisali wspólny list do Komisji Europejskiej i przywódców państw członkowskich UE. Przed unijnym szczytem apelują w nim m.in. o zwiększenie celów klimatycznych i wsparcie samorządów w walce ze zmianami klimatycznymi.

Różnice co do Kosowa

Z drugiej jednak strony, Wyszehrad – choć ogólne cele deklaruje wspólnie – wcale nie jest taki jednolity w podejściu do Bałkanów Zachodnich, czyli regionu złożonego z aż sześciu nienależących jeszcze do UE państw. W tym jednego, którego państwowość nie jest oczywista dla wszystkich.

Nie ma bowiem nawet wspólnej zgody co do uznania Kosowa za niepodległe państwo. Słowacja dotąd tego jeszcze nie zrobiła, a to z powodu obaw o tendencje separatystyczne wśród słowackich Węgrów.

Pikanterii sprawie dodawał fakt, że jedynym ugrupowaniem, które na Słowacji domagało się uznania kosowskiej państwowości była partia reprezentująca węgierską mniejszość.

Węgry, choć mają wyjątkowo bliskie relacje z Serbią, Kosowo uznały, a nawet otworzyły ambasadę w Prisztinie. Polska takiej placówki w Kosowie nie ma (bo formalnie relacji dyplomatycznych nie nawiązaliśmy) i nasze państwo jest tam konsularnie reprezentowane przez Węgrów.

A to dzięki umowie zawartej jeszcze w czasach rządów PO-PSL, gdy ówczesny minister Radosław Sikorski wraz ze swoimi odpowiednikami z innych krajów wyszehradzkich doprowadził do zawarcia porozumienia m.in. o wzajemnym wsparciu się konsularnym w krajach, gdzie któryś z członków V4 swojego przedstawicielstwa nie ma.

Ale relacje słowacko-węgierskie uległy w ostatnich latach dużej poprawie i kwestie związanie z historią oraz mniejszościami narodowymi nie ciążą już tak mocno nad Bratysławą i Budapesztem.

Na dwa dni przed obchodzoną na początku czerwca 100. rocznicą Traktatu z Trianon (a związana z nim utrata przez Węgry dużej części terytorium na rzecz rodzących się nowych państw środkowoeuropejskich to wciąż duża trauma dla wielu Węgrów) Budapeszt odwiedził szef słowackiej dyplomacji Ivan Korčok.

A kilka dni po tej rocznicy w węgierskiej stolicy był premier Słowacji Igor Matovič, który nazywał w Budapeszcie Węgrów „bliskimi przyjaciółmi” i zapowiadał powstanie wspólnego słowacko-węgierskiego podręcznika do historii.

Grupa Wyszehradzka zgodna ws. Europejskiego Funduszu Odbudowy?

Mimo dotychczasowych rozbieżności udało się wypracować wspólne stanowisko V4 wobec unijnego pakietu ratunkowego dla gospodarki po pandemii COVID-19.

Węgiersko-serbskie zbliżenie

Dla Budapesztu z kolei najważniejsze są relacje z Belgradem (i w drugiej kolejności z Macedonią Północną). Węgry bowiem z Serbią graniczą i są tam gospodarczo zaangażowane. Węgierski premier Viktor Orbán odwiedził Belgrad w marcu, gdy w Europie już szalał koronawirus i wszyscy jak ognia unikali spotkań twarzą w twarz.

Orbán zresztą Serbię odwiedza często i ma bardzo dobre relacje z serbskim prezydentem Aleksandarem Vučiciem, który – tak jak węgierski premier – też podporządkuje sobie i swojej partii całą scenę polityczną, media oraz kolejne obszary państwa. Obu łączy też pozytywny stosunek do Rosji.

Realizowanych jest też sporo wspólnych projektów infrastrukturalnych, w tym – nazywane „Nowym Orient Expressem” – połączenie kolejowe między Budapesztem i Belgradem, za które płacą i które budują Chińczycy.

Dziś podróż kolejną między stolicami Węgier i Serbii trwa 8 godzin, czyli tyle ile w czasach Austro-Węgier, choć to mniej niż 400 kilometrów. Na zmodernizowanej trasie pociągi mają mknąć po 2025 r. z prędkością ponad 200 km/h. Tyle, że chodzi głównie o transport chińskich towarów.

Bliskość Węgier i Serbii pokazało także znoszenie przeciwepidemicznych obostrzeń. Choć Komisja Europejska rekomendowała otwarcie 1 lipca granic zewnętrznych UE przez państwa członkowskie wobec obywateli 15 państw trzecich uznanych za epidemicznie bezpieczne, to jednak Węgry uznały, że nie jest bezpiecznie otwierać te granice dla nikogo i postanowiły wpuszczać do siebie z unijnej listy tylko… Serbów.

Państwa wyszehradzkie oczywiście nie wspierają w Bałkanów Zachodnich w integracji z UE bezkrytycznie. We wspomnianej już wrześniowej deklaracji wezwały też państwa zachodniobałkańskie (a w szczególności Bośnię i Hercegowinę oraz Kosowo) do dalszych reform oraz skuteczniejszej walki z korupcją.

Ale nie da się ukryć, że V4 widzi swój wyraźny interes w dalszym zbliżeniu Bałkanów Zachodnich (a w perspektywie w pełnej akcesji) z UE. Bo oprócz tak akcentowanej migracji, ten region jest także potrzebny w zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego, w tym realizacji i obsłudze Południowego Korytarza Gazowego, który jest w tym rejonie konkurencją dla inwestycji realizowanych bądź współrealizowanych przez rosyjski Gazprom.