Czechy: Porównywany do Václava Havla lider Piratów przekonuje, że jest dobrym materiałem na premiera

ivan-bartos-czechy-andrej-babis-wybory-parlamentarne-pandora-papers-turow-kopalnia-spor-polska-unia-europejska-ano-piraci-grupa-wyszehradzka-orban

Lider Czeskiej Partii Piratów Ivan Bartoš / Zdjęcie: Flickr, CC BY-SA 2.0

Jeszcze pół roku temu wydawało się, że liberalny sojusz Piratów i Burmistrzów może zwyciężyć w październikowych (piątek-sobota; 8-9 X) wyborach w Czechach. Dziś za sprawą zmasowanej kampanii dezinformacyjnej poparcie dla koalicji spadło, a młody, charyzmatyczny lider Piratów (i jego aparycja) nagle stał się dla partii problemem.

 

 

Zaledwie kilka miesięcy temu powstała na potrzeby wyborów Partii Piratów z Burmistrzami i Niezależnymi notowała rekordowe poparcie w sondażach. Na nietypowy sojusz młodych komputerowców ze statecznymi samorządowcami chciało głosować ok. 34 proc. Czechów. W Piratach i samorządowcach widziano szansę na przełamanie rządów pogrążonego przez korupcyjne skandale miliardera Andreja Babiša.

W ostatnich sondażach poparcie dla Piratów i Burmistrzów było niższe od tamtych rekordowych wartości niemal o połowę. Co więcej, sam lider Piratów Ivan Bartoš, który jako charakterystyczna (także wizualnie) postać podnosił rozpoznawalność ugrupowania, teraz zaczął być w pewnym sensie dla partii niewygodny – przynajmniej jeśli chodzi o jej wizerunek wśród „twardego” elektoratu. Problemem okazała się nawet fryzura.

Czechy: Dezinformacja odbierze Piratom szansę na wyborcze zwycięstwo?

Według organizacji walczącej z dezinformacją w ostatnich miesiącach Piraci stali się jednym z głównych celów zmasowanych kampanii dezinformacyjnych, co wpłynęło na ich notowania wśród Czechów.

Czescy Piraci nadzieją na nową polityczną jakość?

W większości europejskich krajów, tam gdzie powstały, pirackie ruchy działają i mają się dobrze. Zazwyczaj nie idzie to jednak w parze z sukcesami politycznymi. Obecnie Piratów–eurodeputowanych mają tylko Czechy, Niemcy i Szwecja, a partie pirackie wchodzą w skład parlamentów krajowych w Czechach, Luksemburgu i Islandii.

Czeska Partia Piratów od lat pozostaje najsilniejszym z pirackich ugrupowań w Europie, choć także zaczynała od zera, z niedużymi zasobami i większością kierownictwa bez doświadczenia w polityce. „Na początku w partii było nas tak mało, że każdy był przewodniczącym lub wiceprzewodniczącym czegoś”, wspomina Ivan Bartoš. „Ale nasze szeregi wciąż rosły, bo bardzo ciężko pracowaliśmy”, podkreśla. W ubiegłym roku partia liczyła ponad tysiąc członków.

Bartoš utrzymuje, że jego ugrupowanie reprezentuje nową jakość w czeskiej polityce, także jeśli chodzi o uczciwość w zarządzaniu partią. „Żadnych oligarchów czy ogromnych sponsorów” i „całkowita przejrzystość”, podkreśla.

W Parlamencie Europejskim Czeska Partia Piratów należy do frakcji Zielonych, choć jej profil polityki klimatycznej różni się od tego reprezentowanego przez typowe partie proekologiczne. Ivan Bartoš jest przekonany, że polityka klimatyczna musi być dobrze zbilansowaną polityką wzrostu. Krytycznie odnosi się do niemieckiej transformacji energetycznej, polegającej na jednoczesnym odchodzeniu od energetyki węglowej i jądrowej.

Czechy: Policja bada zakup przez Andreja Babiša francuskiego zamku

Babiš przyznał, że sposób, w jaki kupił nieruchomość, był niegodny polityka. Zastrzegł jednak, że transakcja miała miejsce w 2009 roku, a więc zanim wszedł do polityki.

Mieli być w rządzie Babiša, a teraz są jego głównym przeciwnikiem

Tegoroczne wybory nie są pierwszą szansą Piratów na wejście do rządu. Przed czterema laty jako trzecia siła w parlamencie zostali oni zaproszeni do współtworzenia gabinetu Andreja Babiša. Postawili jednak twarde warunki, których partia Babiša ANO spełnić nie chciała. Jak tłumaczy Bartoš, chodziło przede wszystkim o to, by w koalicyjnym rządzie nie znaleźli się politycy oskarżeni o przestępstwa i „niekompetentni” ministrowie. „Odrzucili to”, mówi lider Piratów. Nic zresztą dziwnego, biorąc pod uwagę afery liczne afery korupcyjne związane z miliarderem Babišem.

Początkowo Piraci, deklarujący przejrzystość w biurokracji i walkę z korupcją, zyskiwali na aferach Babiša. Dobra passa po pewnym czasie jednak się zakończyła. Premier przystąpił bowiem do ofensywy i zaczął bezpardonowo atakować, a wręcz oczerniać Partię Piratów. Dlaczego akurat Piratów, a nie ich koalicyjnych partnerów Burmistrzów i Niezależnych czy centroprawicowy blok Spolu? Odpowiedź jest prosta: Piraci są łatwiejszym celem do ataku, argumentuje w rozmowie z EURACTIV.pl Břetislav Dančák z Uniwersytetu Masaryka w Brnie.

Andrej Babiš zaczął traktować rywalizację z młodszym o pokolenie Bartošem, między innymi nazywając przywódcę Piratów „neomarksistą” i wyzywając na debatę, „no chyba że się boi”. „Dlaczego pan tu w ogóle jest? Na pana miejscu powinien teraz stać Ivan Bartoš, lider Piratów”, miał zapytać podczas jednej z ostatnich debat Vita Rakušana, przewodzącego Burmistrzom i Niezależnym. Bartoš wyjaśnił, że wraz z liderem koalicyjnych partnerów reprezentują sojusz w debatach na przemian – raz jeden, raz drugi.

Babiš grał na skojarzeniach, jakie u konserwatystów lub starszych wyborców mogli wywoływać Piraci. „Już sama nazwa tej partii implikuje pewną «dzikość», nieprzewidywalność”, zwraca uwagę czeski politolog. Jako młodzi eksperci (w większości informatycy, jak Bartoš, który ma nawet doktorat z tej dziedziny) o wyglądzie rzeczywiście przypominającym współczesną wersję dawnych morskich piratów mieli spore szanse u młodego lub liberalnego elektoratu, ale nie u tradycyjnie nastawionych Czechów”.

Przebiegły premier umiejętnie to wykorzystywał, zarzucając Piratom nie tylko dążenie do „rewolucji kulturowej” i „lewactwo” (co jeszcze miałoby pewne uzasadnienie, zważywszy, że wśród postulatów Piratów są legalizacja marihuany czy małżeństwa jednopłciowe) ale wręcz promowanie neomarksizmu. Pojawiały się też oskarżenia bazujące na dezinformacji. Babiš twierdził na przykład, że Piraci chcą otworzyć granice dla imigrantów i osiedlić ich na działkach letniskowych Czechów.

Czechy: Andrej Babiš traci grunt pod nogami. Premiera pokona koalicja piratów i burmistrzów?

Partia ANO premiera Andreja Babisza ma obecnie najniższy poziom poparcia od poprzednich wyborów parlamentarnych w 2017 r.

Brudna kampania zrujnowała szanse Piratów?

Mowa jest jednak nie tylko o ostrej retoryce politycznego rywala, ale o całej zmasowanej kampanii dezinformacyjnej wymierzonej w Piratów. Jej głównym orężem stały się tzw. łańcuszki, czyli wiadomości wysyłane do wyborców m.in. drogą mailową. Wiadomości te zawierały doniesienia o rzekomych (w rzeczywistości absurdalnych i nieprawdziwych, acz szokujących) zamiarach Piratów, jak na przykład ograniczenia opieki zdrowotnej dla osób najstarszych czy likwidacji emerytur.

Popularny czeski portal Seznam Zprávy odkrył, że za falą fake newsów stoi krąg powiązany nawet nie z ANO, partią Babiša, ale jego obecnych koalicjantów, radykalną partią Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) Tomio Okamury, czesko-japońskiego biznesmena. Badająca zjawisko dezinformacji organizacja Czeskie Elfy wskazuje natomiast na ośrodki związane z Rosją.

Dezinformacja, zarówno ta z ust urzędującego premiera, jak i ta przesyłana w formie łańcuszków, zniechęciła do Piratów część czeskich wyborców i rekordowe wiosną poparcie gwałtownie spadło.

Afera Pandora Papers: Premier Czech obwinia „mafię” za wyciek danych / Briefing z Europy

Codzienny briefing z europejskich stolic – 4 października.

Problemem Bartoš… i jego wygląd

Okazało się, że o ile sama Partia Piratów, nawet ze swoją nazwą, byłaby jeszcze dla wielu konserwatywnych wyborców w miarę akceptowalna, to już jej lider okazał się nie do przełknięcia. Osobowość i wygląd Ivana Bartoša mogły być atutem partii z punktu widzenia jej „widoczności” na czeskiej arenie politycznej, a także dotarcia do młodych wyborców. Dla tych starszych i dla tradycjonalistów nie był już jednak tak wiarygodny.

„Bartoš jest popularny, ale też polaryzujący”, mówił już w 2019 r. Tomislav Delinić, szef biura zagranicznego Fundacji Konrada Adenauera (KAS) w Pradze. Nie chodzi jedynie o poglądy czy luźny styl bycia. „Już sam jego wygląd jest wyzwaniem dla wielu tradycyjnie nastawionych wyborców”, podkreślał.

Peter Just z praskiego Uniwersytetu Metropolitalnego również uważa, że elektorat polaryzuje nawet sama fryzura Bartoša. W podświadomości sporej części wyborców długie dredy mogą kojarzyć się z nieprzewidywalnością, którą Piratom próbuje wmówić Andrej Babiš. Tezę tę potwierdza w komentarzu dla „Gazety Wyborczej” piracki poseł Jan Lipavsky. „Tak, dredy są problemem”, przyznaje.

W pewnym momencie Piraci zaczęli więc stosować strategię „chowania do szafy” Bartoša. Mówi się, że to właśnie dlatego zaczęto na debaty wystawiać mniej kontrowersyjnego, a na pewno mniej kontrowersyjnie wyglądającego Rakušana. Trudno jednak oczekiwać, by taka strategia odniosła efekt w partii, która dotychczas budowana była wokół jednej osoby.

„Z badań wynika, że nasz przewodniczący cieszy się ledwie 30-procentowym poparciem w kraju. Ma bardzo duży elektorat negatywny. A przecież on ma doskonały kontakt z ludźmi, nie sposób go nie polubić przy osobistym poznaniu”, przekonuje Lipavsky.

Czechy: Kampania na ostatniej prostej. Konserwatyści na równi z partią premiera Babisza

Na dwa tygodnie przed wyborami do parlamentu partia ANO premiera Andreja Babiša traci dominującą pozycję w sondażach.

Chłopak z dredami następnym Vaclavem Havlem?

Jeśli jednak przyjrzeć się programowi Piratów, to nie licząc postulatów związanych z marihuaną czy osobami LGBT ich program jest generalnie centrowy. Opowiadają się za większą przejrzystością działań rządu, inwestowaniem w innowacje, ochroną środowiska (tu kłania się europejska przynależność Piratów) i wzmocnieniem pozycji Czech w UE. Są też zwolennikami NATO, choć uważają, że Sojusz nie powinien angażować się militarnie poza swoim terytorium.

Także Ivanowi Bartošowi oprócz wyglądu obiektywnie niewiele można mu zarzucić. Urodzony w Jabloncu nad Nysą absolwent Uniwersytetu Karola to nie tylko doktor filozofii z dyplomem także z informatyki, ale też człowiek o ponadprzeciętnym talencie muzycznym. Nie tylko w przeszłości śpiewał w punkowym zespole i okazjonalnie występuje jako DJ, ale grywa też na akordeonie, a w młodości grał na organach w lokalnym kościele. W przeciwieństwie do zdecydowanej większości Czechów (ok. 80 proc. czeskiego społeczeństwa to ateiści) jest wierzący. Należy do Czechosłowackiego Kościoła Husyckiego.

W ostatnich latach, a szczególnie w minionej kampanii, starał się też zmienić swój polityczny wizerunek i przekonać wyborców, że nie jest młodzieżowym buntownikiem, który nie poradzi sobie z rządzeniem, a odpowiedzialnym, w przeciwieństwie do Babiša, dobrym materiałem na męża stanu. Już teraz bywa porównywany do… Vaclava Havla.

Dziś dawny punk-rockowiec, nie stroniący od używek, jest całkowitym abstynentem (jak mówi, od 7 lat; wciąż jednak jest nałogowym palaczem), ubiera się w garnitury i w polityce mówi trudnym, analitycznym językiem, który pozwala mu wykazać się erudycją i wykształceniem. To jednak mogło również obrócić się przeciwko niemu, zwracają uwagę Piraci. „Może po prostu mówi w telewizji zbyt zawile i ludzie go nie rozumieją”, zastanawia się Lipavsky.

A dredy? Pytany, czy premier może mieć taką fryzurę odpowiada, że ważne jest to, co człowiek ma w głowie, a nie to co na głowie. Tylko czy Czesi uważają tak samo?