Prof. Bogdan Góralczyk: „Prawybory na Węgrzech dodały opozycji skrzydeł. Orban zrobi wszystko, by się rozpadła” [WYWIAD]

Klara Dobrev

Klara Dobrev, kandydatka centrolewicowej Koalicji Demokratycznej [Foto via European Parliament Multimedia Centre]

„Problemem zasadniczym jest to, że Viktor Orbán ma wszystkie możliwe narzędzia władzy – polityczne, ekonomiczne i kadrowe. Ma doświadczenie, jest wytrawnym graczem, wobec tego przed opozycją stoi bardzo trudne zadanie” – mówi w rozmowie z EURACTIV.pl prof. Bogdan Góralczyk, były ambasador, profesor Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego i autor książki „Węgierski syndrom Trianon”.

 

Kinga Wysocka, EURACTIV.pl: Jakie jest znaczenie tych prawyborów – czy pana zdaniem dodadzą opozycji skrzydeł czy może jest ryzyko, że ją osłabią?

Prof. Bogdan Góralczyk: Dodały skrzydeł, zdecydowanie. To jest pierwsza tego typu inicjatywa od 2010 r., od kiedy mamy do czynienia z konsolidującym się reżimem Viktora Orbána. Wreszcie wyciągnięto wnioski z przyjętej przez obecnie rządzących ordynacji wyborczej, która służy tylko wielkim.

Fidesz rządzi od ponad dekady. Dlaczego opozycja zjednoczyła się dopiero teraz?

Sądzili, że poradzą sobie pojedynczo a Orbán okazał się dużo bardziej wyrafinowanym przeciwnikiem. Uznano wreszcie, że innej drogi niż zjednoczenie sił nie ma. Ale od razu chcę zaznaczyć, że nie ma także gwarancji sukcesu.

Przebywałem przez większość wakacji na Węgrzech i obserwowałem zbieranie podpisów pod te prawybory. Widziałem osobiście to, jak zbierano podpisy żeby zarejestrować kandydatów – wymogiem było pozyskanie 20 tys. głosów.

Równocześnie rzekomo jako inicjatywa obywatelska, ale na pewno z poduszczenia władz, pojawiła się rzekomo oddolna inicjatywa i stoiska pod hasłem: „Ani Karácsony, ani Gyurcsány”, czyli ani mer Budapesztu, ani poprzedni premier, ponieważ jednocześnie jedną z kandydatek jest jego małżonka, Klára Dobrev, prowadząca obecnie w prawyborach.

Kandydaci opozycyjni zebrali po ponad 30 tys. podpisów, a „Ani Karácsony, ani Gyurcsány” – po 100 tys. Fidesz jeszcze raz pokazał swoją siłę. Problemem zasadniczym jest to, że Viktor Orbán ma wszystkie możliwe narzędzia władzy – polityczne, ekonomiczne i kadrowe. Ma doświadczenie, jest wytrawnym graczem, wobec tego przed opozycją stoi bardzo trudne zadanie. Orbán już zagroził, że nawet jeśli opozycja wygra w wyborach, to po paru miesiącach rządzenia będzie musiała się poddać.

Jest w tym nieco racji bo w 2012 r. przyjęto nową konsytuację, którą w ciągu roku obudowano blisko dziewięćdziesięcioma tak zwanymi „ustawami okołokonstytucyjnymi”, czyli ściśle związanymi z interpretacją zapisów konstytucji. I nie byłoby może w tym nic dziwnego także w sensie prawnym, natomiast dziwne jest to, że te wszystkie ustawy są obwarowane warunkiem 2/3 głosów czyli kwalifikowanej większości, o którą w demokracji niezwykle trudno.

A więc nawet gdyby ta opozycja wiosną przyszłego roku wybory wygrała, to i tak będzie miała ogromny problem z potężną opozycją w postaci Fideszu.

Czy biorąc pod uwagę to, jak rozległa jest to koalicja i jak różne tworzą ją ugrupowania, obawy o to, że do wyborów się ona rozpadnie są słuszne?

Na razie takich prognoz nie ma, aczkolwiek Orbán zrobi wszystko, żeby ona się rozpadła i na pewno nie będzie szczędził na to środków i wysiłków. Mamy za sobą zbieranie głosów, pierwszą turę prawyborów oraz dwie debaty telewizyjno-internetowe. Jedna dotyczyła tego co łączy, a druga – co dzieli kandydatów. Zostały on dosyć dobrze przyjęte, ale w gruncie rzeczy głównie w kręgach inteligenckich.

Z sześciu partii wyłoniło się trzech kandydatów – Klára Dobrev, Gergely Karácsony i przedstawiciel ruchu społecznego Everybody’s Hungary Movement (Mindenki Magyarországa Mozgalom, MMM), Péter Márki-Zay. Przedstawiciel Jobbiku, Péter Jakab, już z tej rywalizacji wypadł.

Który ze wskazanych przez Pana kandydatów najlepiej sprawdziłby się w roli konkurenta Viktora Orbána?

Takie cechy ma niewątpliwie burmistrz Budapesztu Gergely Karácsony, który pojawił się w Polsce i był widoczny medialnie. Natomiast prawybory wygrywa dotychczas pani Klára Dobrev i ma szanse zostać zwyciężczynią, bo jest wyrazista w swoich poglądach, zdecydowana, popularna i bardzo dużo jeździ po kraju.

Nad Karácsonym ciąży brzemię tego, że jest burmistrzem stolicy. A na Węgrzech jest stolica i jest prowincja, Budapeszt przesłania wszystko, ludzie z innych miast i na prowincji podejrzliwie patrzą na decyzje mera stolicy. Natomiast gdyby Klára Dobrev wygrała, to ma ona aż trzy mankamenty które Orbán rozegra: pierwszy, że jest żoną ciągle źle wspominanego w społeczeństwie premiera Ferenca Gyurcsányego i stąd inicjatywa „Ani Karácsony, ani Gyurcsány”. Drugie, że jej dziadkiem był członek Biura Politycznego w systemie kadarowskim, czyli ma „niewłaściwe pochodzenie polityczne”. Trzeci to nie do końca „właściwe” pochodzenie w sensie etnicznym – ma nie do końca czystą krew węgierską (ojciec był Bułgarem). Ponadto, podczas gdy w Polsce mieliśmy mieli panią premier i to nie jedną, na Węgrzech nigdy nie było premier kobiety. To też jest dosyć istotny element.

Czy z obecnej sytuacji na Węgrzech płyną lekcje dla Polski i polskiej opozycji?

Płyną jak najbardziej i to od dawna: że opozycja powinna się jednoczyć, powinna szukać wspólnych płaszczyzn i porozumienia. Dlatego, że reżimy nieliberalne mają skłonności ku autokracji a czym bardziej sztywny jest system, tym trudniej będzie pokonać go klasycznymi, demokratycznymi metodami, bo oni mają przewagę w mediach, pieniądzach, zasobach i w nakładach. Mogą też przerzucić duże środki finansowe tuż przed wyborami czy na kampanię wyborczą, czy na medialną lub bilbordową, a nawet zmienić ordynację wyborczą, co Orbán już zrobił nawet nie raz.

Warto pamiętać o tym, że tamtejsza ordynacja wyborcza jest bardzo specyficzna – chodzi o to, by wszystkie partie i ruchy społeczne desygnowały jednego swojego przedstawiciela w 106 w jednomandatowych okręgach wyborczych (na 199 miejsc w parlamencie). Może to wpłynąć istotnie na skład parlamentu i być groźniejsze dla Fideszu aniżeli kontrkandydat opozycji na stanowisko premiera. Jeżeli większość w okręgach indywidualnych zdobędzie opozycja, Fidesz rzeczywiście będzie po przyszłorocznych wyborach zagrożony.

Co ciekawe – najstarsza córka Viktora Orbána, Ráhel, której mąż  – István Tiborcz – jest jedną z dziesięciu najbogatszych osób w kraju (a o korupcji związanej z rodziną Orbána stale jest głośno), właśnie ogłosiła, że przeprowadza się z majątkiem do Hiszpanii. Pojawiają się już zatem spekulacje, że może być to ucieczka przed nadchodzącymi wyborami…