Polska energetyka bardziej zdecentralizowana? To możliwe / Elif Gündüzyeli z Climate Action Network

polska-grupa-wyszehradzka-v4-energetyka-transformacja-energetyczna-neutralnosc-klimatyczna-gaz-wegiel-elif-gunduzyeli

Według Elif Gündüzyeli z Climate Action Network państwa członkowskie UE posiadają środki na wsparcie transformacji energetycznej i mogą ją przeprowadzić, jeśli tylko zechcą. [Zdjęcia via visegradinfo.eu]

Gaz nie jest przejściowym źródłem energii. To kolejny ślepy zaułek, który jedynie wydłuża proces transformacji. To, co się dzieje z sektorem węglowym, w pewnym momencie stanie się udziałem sektora gazowego, podkreśla w rozmowie z EURACTIV.cz Elif Gündüzyeli z Climate Action Network.

 

 

Kraje Grupy Wyszehradzkiej nie są zbyt ambitne w zakresie ochrony i działań na rzecz klimatu. Dlaczego?

W kwestii ochrony klimatu nie wszyscy członkowie Grupy Wyszehradzkiej działają tak samo. Oczywiście to blok polityczny i państwa te w wielu przypadkach wspierają się nawzajem, ale jednocześnie każde z nich ma inny potencjał. Na przykład do niedawna na Węgrzech popularny był sceptycyzm klimatyczny. Obecnie jednak kraj ten staje się bardziej postępowy w kwestii ekologii.

W całej V4 istnieje historyczne przekonanie, zgodnie z którym to państwo jest jedynym strażnikiem wszelkiej władzy, w tym energii elektrycznej. Nawet obecnie we wszystkich czterech krajach produkcja i dystrybucja energii elektrycznej oraz kwestia ogrzewania gospodarstw domowych znajduje się w rękach rządów lub spółek od niego zależnych.

A przecież wszystkie państwa V4 są uzależnione od paliw kopalnych. Właśnie dlatego brakuje ambicji, jeśli chodzi o działania na rzecz klimatu. Oznaczałoby to pozostawienie za sobą całej infrastruktury paliw kopalnych i przejście do bardziej zdecentralizowanej dystrybucji i produkcji energii elektrycznej oraz cieplnej. Działania te różniłyby się znacznie od tego, co jrst rzeczywistością „tu i teraz”.

Systemy energetyczne w krajach V4 są scentralizowane, podczas gdy w całej Europie obserwujemy rozkwit energetyki wspólnotowej. Czy uważa Pani, że decentralizacja i rozwój tego rodzaju energetyki może mieć miejsce również w krajach Grupy Wyszehradzkiej? Czy jesteśmy gotowi na taką zmianę?

W krajowych planach energetyczno-klimatycznych istnieje kilka przypadków wspólnotowych projektów energetycznych. Polska np. realizuje program „Czyste powietrze”, którego celem jest zapewnienie dotacji publicznych na wymianę starych źródeł ciepła na fotowoltaikę. Baterie słoneczne na dachach zwiększają udział prosumentów w produkcji energii, co może być wzorowym przykładem dla innych państw V4.

Oczywiście Polsce i innym krajom trudno jest zdecentralizować systemy produkcji energii, ponieważ energetyka jest tam w dużym stopniu zależna od węgla. Jednak obecnie istnieje ogromna szansa na zmianę.

W grę wchodzą duże kwoty z funduszy unijnych, a państwa członkowskie Wspólnoty opracowują obecnie plany ich wykorzystania. Mogą wykorzystać je właśnie do modernizacji infrastruktury energetycznej.

Czechy i Polska są dość sceptyczne, jeśli chodzi o transformację energetyczną. Czy w Europie są  inne kraje o jeszcze bardziej nieufnym nastawieniu? Czy istnieje podział na państwa Zachodu i Wschodu?

Nie nazwałabym tego sceptycyzmem. Odkąd rozpoczęła się debata na temat nowego budżetu UE na lata 2021-2027, dyskusja dotyczy przede wszystkim kosztów transformacji. Powiedziałabym raczej, że kraje o niskich dochodach wolniej przechodzą transformację i starają się uzyskać więcej funduszy z UE, aby wyjść poza tradycyjne sposoby produkcji energii. Istnieją też przykłady krajów zachodnich, które niechętnie odnoszą się do zielonej transformacji.

Czechy i Polska były przeciwne ambitniejszym celom klimatycznym UE gdy wybuchła pandemia COVID-19. Ich stanowisko jest teraz nieco łagodniejsze. Co sądzi Pani o podejściu tych państw do celów klimatycznych Unii?

Sytuacja jest dynamiczna. UE zdołała umieścić Europejski Zielony Ład w centrum Funduszu Odbudowy UE – środków przeznaczonych na gospodarcze ożywienie po pandemii. Opinie pojawiające się w Polsce i w Czechach na temat celów neutralności klimatycznej dotyczą raczej tego, czy wystarczy na nie funduszy. 

Zatem w ciągu ostatnich kilku lat debata na temat klimatu ewoluowała bardzo szybko, nawet w krajach zależnych od paliw kopalnych, takich jak Polska czy Czechy. Tocząca się dyskusja na temat działań w dziedzinie klimatu nie dotyczy tego „czy”, ale „jak” i „kiedy”.

Ambicje są wysokie, ale sama transformacja jest możliwa do przeprowadzenia. Państwa członkowskie UE mają ku temu odpowiednie możliwości. Posiadają środki na wsparcie transformacji i mogą ją przeprowadzić, jeśli tylko zechcą. 

Mamy budżet UE, Fundusz Odbudowy oraz inne programy. Istnieje  też wsparcie ze strony Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Wszystko zależy od planowania. Rządy krajowe muszą przemyśleć swoje strategiczne inwestycje.

Planowanie jest integralną częścią procesu dekarbonizacji. Tymczasem rządy krajowe przygotowały już swoje Krajowe Plany Energetyczno-Klimatyczne (NECP), ale spotkały się one z krytyką Komisji Europejskiej. Myśli Pani, że istnieje szansa na poprawę sytuacji?

Krajowe Plany Energetyczno-Klimatyczne, które zostały przedłożone Komisji Europejskiej, są już nieaktualne – zostały opracowane trzy lata temu. Teraz mamy do czynienia z pandemią, która zmienił podejściu do wielu spraw – również ekologii. Nastąpiły też zmiany na rynku – odnawialne źródła energii są obecnie znacznie tańsze niż paliwa kopalne, a węgiel staje się niezwykle drogi. 

Tak czy inaczej, przygotowanie takich planów było dobrym ćwiczeniem dla państw członkowskich, zwłaszcza dla tych z mniejszą wiedzą na temat polityki energetycznej i klimatycznej.

Skłoniło to je do zastanowienia się nad swoimi możliwościami, ewentualnymi brakami i pracy nad procesem planowania. Poszczególne rządy zyskały też motywację do włączania różnych interesariuszy w procesy decyzyjne oraz do dyskusji ze związkami zawodowymi, organizacjami społeczeństwa obywatelskiego itd.

W Czechach, w rejonach wydobycia węgla, możemy zaobserwować rosnącą krytykę ze strony burmistrzów i innych władz regionalnych. Twierdzą oni, że rząd nie bierze pod uwagę ich pomysłów.

To tylko czeska specyfika czy problem dotyczy też reszty Europy Środkowo-Wschodniej lub nawet całej kontynentu?

To bardzo ogólne zagadnienie. Organizacje ekologiczne wysłały list do Komisji Europejskiej, w którym stwierdziły, że zasada partnerstwa nie jest wdrażana w planach odbudowy. Oczywiście, sytuacja nie jest taka sama w każdym kraju UE.

Ale tak jak Pani zauważyła, otrzymaliśmy wiele uwag od organizacji społeczeństwa obywatelskiego czy związków zawodowych, w których obywatele skarżą się na brak właściwego przeprowadzania przez rządy konsultacji społecznych,

Zasada partnerstwa musi zostać wdrożona przy planowaniu wszystkich aktów prawnych dotyczących funduszy UE. Oznacza to, że państwa członkowskie Unii powinny konsultować się ze wszystkimi zainteresowanymi stronami.

Kluczowa jest także kwestia regionów, które muszą brać udział w planowaniu. Nie chodzi tylko o fundusze przeznaczane na odbudowę gospodarczą, ale także o plany sprawiedliwej transformacji energetycznej. Niestety, coraz częściej słyszymy, że prace te odbywają się za zamkniętymi drzwiami.

Rozmawialiśmy o węglu i jego stopniowym wycofywaniu. W Czechach powinien to być rok 2033 lub 2038 – rząd jeszcze nie podjął decyzji. Jaka powinna być decyzja władz w Polsce?

Dyskusja w Polsce ma przede wszystkim charakter polityczny, a rząd musi stawiać czoła naciskom ze strony związków zawodowych. Póki co mówi się o roku 2049, ale to zbyt długa perspektywa.

Przypuszczam, że stanie się to dużo wcześniej. Gospodarki oparte na węglu nie mają przed sobą dobrych perspektyw. Ceny węgla są coraz wyższe i wpływa to na funkcjonowanie wielu sektorów gospodarki. To po prostu nieopłacalne.

Lokalne społeczności domagają się zamknięcia elektrowni węglowych. Przykładowo Wielkopolska Wschodnia zobowiązała się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2040 r., wycofując się z węgla do 2030 r. To jeden ze znaczących przykładów ukazujących proces zmian, przed którymi stoi Polska. 

Era węgla dobiega końca, a rządy chcą go zastąpić gazem ziemnym. Czy to właściwa droga?

Gaz nie jest przejściowym źródłem energii. To kolejny ślepy zaułek, który jedynie wydłuża proces transformacji. To, co się dzieje z sektorem węglowym, w pewnym momencie stanie się udziałem sektora gazowego

Państwa Grupy Wyszehradzkiej znajdują się w czołówce beneficjentów funduszy unijnych. Czy uważa Pani, że suma środków finansowych, które UE chce przeznaczyć na zieloną transformację, jest wystarczająca do osiągnięcia celów dekarbonizacji?

To około 1 bln euro. Choć to bardzo dużo pieniędzy, nie powinniśmy zapominać, że wsparcie z budżetu Unii jest głównie furtką do inwestycji z sektora prywatnego.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej od wielu lat korzystają z funduszy polityki spójności, przeznaczając je na infrastrukturę.

Obecnie chodzi raczej o ustalenie priorytetów. Jeśli nowe inwestycje trafią do tych samych beneficjentów, co w przeszłości, może się okazać, że nie przyniesie to potrzebnych rezultatów.