Niemcom zależy na silnej Grupie Wyszehradzkiej – WYWIAD

Angela Merkel i Mateusz Morawiecki, źródło: KPRM, fot. W.Kompała

Angela Merkel i Mateusz Morawiecki, źródło: KPRM, fot. W.Kompała

Grupa Wyszehradzka to jedna z najlepiej funkcjonujących grup wewnątrz Unii Europejskiej. Berlin to dostrzega, ale stoi jednocześnie na straży jedności UE. W wielu obszarach Niemcom i V4 dużo dziś jednak do siebie bliżej niż Niemcom i Francji – przekonuje w rozmowie z EURACTIV dr Kai-Olaf Lang, politolog i ekspert ds. Europy Środkowej i Wschodniej w berlińskiej Fundacji Nauka i Polityka (Stiftung Wissenschatf und Politik).

 

Michał Strzałkowski: Jakie jest miejsce regionu wyszehradzkiego w polityce zagranicznej Niemiec? Berlin ciągnął te kraje ku integracji europejskiej w latach 90. XX wieku. Dziś są one członkami UE, ale nierzadko się z Berlinem spierają.

Kai-Olaf Lang: Niemcom od początku przemian po 1989 r. zależało na tym, aby Europa Środkowo-Wschodnia, czyli bezpośrednie sąsiedztwo zjednoczonych Niemiec, była regionem stabilnym, przewidywalnym, prosperującym oraz zakotwiczonym w strukturach Zachodu. Dlatego nie było zaskoczeniem, że Berlin stał się motorem ich europejskiej integracji. Te cztery kraje były i wciąż są w pewnym sensie sercem rozszerzenia UE w kierunku wschodnim. Członkostwo państw wyszehradzkich w Unii (i w NATO) oznacza też, że Niemcy są nie tylko geograficznie, ale też politycznie w centrum Europy. Niemcy oczywiście musiały się oswoić z tym, że kraje te mogą czasem powiedzieć im: „Nie!”, czego byliśmy świadkami już na etapie przedakcesyjnym, a potem się to nie zmieniło. Można tu przypomnieć choćby podejście do drugiej wojny w Iraku, spory wokół polityki prowadzonej przez Rosję czy kontrowersje wokół reformy unijnych traktatów i wprowadzenia metody głosowania podwójną większością. W ostatnich latach asertywność krajów środkowoeuropejskich jeszcze wzrosła, co doprowadzało do sytuacji, gdy mieliśmy do czynienia z klasycznym kryzysem wzajemnych oczekiwań. Tym niemniej Niemcom jako sile napędowej Europy zależy na tym, aby te cztery kraje nie były marginalizowane. Niemcy nie po to orędowały za rozszerzeniem UE, aby teraz powstawały nowe podziały.

Po ostatnim szczycie UE Grupa Wyszehradzka przekonuje, że UE zaczyna mówić na temat migracji tym samym językiem, co V4 już dwa lata temu. Zgodzi się Pan z tą opinią?

Na pewno mamy do czynienia z zasadniczą zmianą tonu oraz głównych celów europejskiej polityki migracyjnej. Obecnie priorytetami są ochrona granic zewnętrznych i współpraca z krajami trzecimi. Co więcej, pomysł przeforsowania obowiązkowych kwot relokacji uchodźców nie cieszy się już popularnością wśród większości krajów członkowskich. Co do meritum sprawy w kontekście migracji, na pewno UE ewoluowała w kierunku tego, czego domagały się kraje V4, choć – przynajmniej pro forma – język mówienia o tych kwestiach jest jeszcze w wielu państwach trochę inny.

A gdzie są Pana zdaniem najważniejsze wspólne interesy Niemiec i Wyszehradu? Kiedyś było to utrzymywanie w UE niskiego deficytu finansów publicznych. A dziś?

Niewątpliwie kwestia utrzymania jedności Unii Europejskiej w formacie UE-27 należy dziś do najważniejszych wspólnych interesów. Mimo że Berlin akceptuje konieczność pewnej naprawy unii walutowej oraz uznaje, że czasami trzeba zainicjować projekt, w którym nie będą uczestniczyć wszystkie kraje członkowskie, to jednak są w tym wszystkim raczej wstrzemięźliwe. Widać wyraźnie, jak trudne jest znalezienie wspólnego mianownika między Francją i Niemcami, jeżeli chodzi o przyszłość strefy euro. Poza tym koncepcja „Europy dwóch albo więcej prędkości” lub też jakiegoś „przekształcenia” Unii to dla Francji ciekawe pomysły na zdynamizowanie integracji europejskiej. Tymczasem Niemcy widzą takie działania jako mniejsze zło i tak naprawdę wolą konsolidację Unii jako całości. Przykładem różnic w podejściu Paryża i Francji są losy obronnego projektu PESCO: Niemcy chciały, aby był to projekt „włączający” – co się w końcu wydarzyło. Francja – w pewnym sensie – odpowiedziała nowym wojskowym projektem Europejskiej Inicjatywy Interwencyjnej, który wynika z zupełnie innej filozofii, czyli akcentowania współpracy tylko w zawężonym gronie.
Ponieważ ma to związek z zabezpieczeniem jedności i spójności Unii, wzmocnienie wspólnego rynku jest dla Niemiec centralnym tematem. Mimo że i tu są pewne różnice (np. wokół dyrektywy o pracownikach delegowanych), wydaje mi się, że z powodu wielu wspólnych interesów i ściśle skonsolidowanych struktur gospodarczych, Niemcy i kraje V4 mają wspólne podejście.
Nie zapominajmy tez o sąsiedztwie UE. Co prawda, generalnie kraje wyszehradzkie opowiadają się za bardziej otwartą polityką wobec Bałkanów Zachodnich czy wschodnich partnerów niż Niemcy, które nie chcą słyszeć o kolejnych rozszerzeniach, to jednak Niemcy i kraje V4 mają wspólny interes w tym, aby Unia nie zapomniała o tych krajach.

Grupa Wyszehradzka zjednoczona przeciw uchodźcom

W kwestii migracji i uchodźców rządy państw Grupy Wyszehradzkiej mówią jednym głosem: UE powinna porzucić ideę obowiązkowego mechanizmu relokacji. To stanowisko podziela też większość obywateli Czech, Polski, Słowacji i Węgier.
 

Liczby mówią same za siebie. Czechy w ramach mechanizmu relokacji uchodźców …

Państwa V4 (np. Polska) stopniowo rozluźniają swoją politykę fiskalną i przeznaczają więcej pieniędzy na wydatki społeczne. Polska uruchamia wielkie programy socjalne, np. 500+, premier Czech obiecuje w expose podwyżki emerytur i płac w budżetówce. Czy to dla Berlina problem, biorąc pod uwagę promowaną przez Niemcy zrównoważoną politykę finansów publicznych?

Moim zdaniem nie obserwujemy odwrotu krajów wyszehradzkich od zdyscyplinowanej polityki finansowej i fiskalnej, która zapewnia pierwszeństwo przed luźną polityką wydatków. Ale to prawda, że obecny polski rząd podkreśla wymiar socjalny, co wiąże się z pewnymi kosztami. Jednak Polska już wcześniej, w czasie rządów Platformy Obywatelskiej niezupełnie zgadzała się z niemieckim podejściem do kryzysu finansowego. Wtedy obecny był pogląd zwrócony w kierunku anglosaskiej filozofii w polityce monetarnej, np. jeżeli chodzi o pozycję banku narodowego. Prawdziwym testem okaże się następny okres dekoniunktury, jeśli przypadnie on na moment, w którym budżety publiczne będą w obecnym stanie. Wtedy się okaże, czy rząd dopasuje kurs do oczekiwań społecznych, czego oczywiście nie można wykluczyć. Z drugiej strony w innych krajach wyszehradzkich nie widzę tego zwrotu w ogóle – Czechy, Słowacja i Węgry nadal prowadzą rygorystyczną politykę fiskalną i są w tym co najmniej tak konsekwentne jak Niemcy, jeżeli nawet nie bardziej konsekwentnie. Pod tym względem są i będą więc w dalszym ciągu sojusznikami Niemiec i nie staną się krajami „finansowego Południa”.

Grupa Wyszehradzka – traktowana łącznie – to dziś dla Niemiec ważniejszy partner handlowy niż Chiny pod względem wolumenu wymiany handlowej. Jak to wpływa na relacje w regionie?

Rzeczywiście wymiana handlowa, ale też inne kontakty gospodarcze Niemiec i krajów Grupy Wyszehradzkiej są bardzo intensywne, popatrzmy np. na inwestycje albo łańcuchy produkcyjne. Te silne powiązania stabilizują współpracę między Niemcami i krajami regionu, która w dziedzinie politycznej w ostatnim czasie była lekko napięta. Powodują też, że w wielu ważnych sprawach europejskich interesy są zbliżone, co np. widzimy w związku z amerykańsko-europejskimi sporami handlowymi. Tu można powiedzieć, że Niemcy i V4 są bliżej niż Niemcy i Francja. I wygląda na to, że to jest sytuacja dość stabilna. Natomiast powinniśmy patrzeć w przyszłość. Na przykład digitalizacja ma ogromny wpływ zwłaszcza na gospodarki, które są silnie uprzemysłowione, jak właśnie gospodarki Niemiec i krajów wyszehradzkich. Co będzie, jeżeli znikną miejsca pracy w przemyśle? Jak zachowają się wtedy inwestorzy (np. niemieccy) w tych krajach? Trzeba się teraz uważniej niż dotąd tym wyzwaniom przyglądać, a także temu co mogą one znaczyć politycznie.

Państwa Grupy Wyszehradzkiej skutecznie zbliżyła ostatnio kwestia sprzeciwu wobec dotychczasowej polityki migracyjnej UE. Ale w przeszłości często więcej te państwa dzieliło niż łączyło, na przykład stosunek do Rosji. Jak spoistość Grupy Wyszehradzkiej wygląda z perspektywy Berlina?

Wiadomo, że Grupa Wyszehradzka nie jest monolitem. Polityka wschodnia, stosunki z Rosją, postrzeganie zagrożeń czy też stosunek do Niemiec różnią te cztery kraje. Patrząc na Wyszehrad bardziej abstrakcyjnie, historia i geografia łączy te cztery kraje, ale jednocześnie to historia i geografia je szczególnie dzieli. Mamy więc zmieniające się konstelacje: nie zawsze jest V4, ale też bywa V2+2 albo V4-Minus. Jednak mimo tych różnic Grupa Wyszehradzka jest jedną z najlepiej funkcjonujących grup wewnątrz UE, która w wielu sprawach zabiera swój głos i w niektórych sprawach trzeba się z nią liczyć.

Grupie Wyszehradzkiej brakuje rąk do pracy

Niedobór pracowników w niektórych branżach i specjalizacjach wymusza na rządach państw Grupy Wyszehradzkiej, zwykle nieprzychylnie nastawionych do migrantów, złagodzenie restrykcyjnych procedur administracyjnych związanych z zatrudnianiem cudzoziemców. Równolegle próbuje się przyciągnąć tych, którzy wyjechali na studia lub w poszukiwaniu pracy do …

Spodziewa się Pan, że gdy wreszcie UE uda się ustalić jasne zasady dla polityki azylowej, to współpraca wyszehradzka znów może osłabnąć?

Jest oczywiste, że polityka migracyjna była i jest silnym spoiwem dla Grupy Wyszehradzkiej. Zakładam, że na razie nie będzie nowych założeń polityki migracyjnej, ale jakiś niedoskonały kompromis. Temat migracji jeszcze przez długi czas będzie więc wysoko na agendzie europejskiej. Ale dopóki nie dojdzie do kolejnej silnej fali migracji, nie będzie to już temat wywołujący takie emocje jak dotychczas. I siłą rzeczy też nie będzie się już tak mocno przyczyniać do wzajemnego zbliżania państw Grupy Wyszehradzkiej. Ale to nie znaczy, że współpraca V4 się rozluźni. Bo istnieje szereg kwestii, które nadal te kraje łączą, od debaty o przyszłości Unii Europejskiej, przez krytyczną postawę wobec Komisji Europejskiej, po dalsze losy czterech swobód.

Tymczasem rozpoczynają się negocjacje nad budżetem UE na lata 2021-2027. Państwom Grupy Wyszehradzkiej nie podobają się ani cięcia w polityce spójności, której są wielkimi beneficjentami, ani przeniesienie części europejskich funduszy do krajów Południa UE. Jak do tych pomysłów podchodzi Berlin?

Berlin jest w niełatwej sytuacji. Z jednej strony chce jako płatnik netto ograniczyć swoje wpłaty do unijnego budżetu. Z drugiej, Niemcy odczuwają odpowiedzialność wobec całej UE, nie będą więc mieć tak twardego stanowiska wobec Wieloletnich Ram Finansowych jak np. Holandia. Berlin jest natomiast zainteresowany ograniczeniem dodatkowych płatności do wspólnego budżetu i lekką modyfikacją polityki spójności. Na przykład w taki sposób, aby w ramach polityki regionalnej finansowane były projekty integracji uchodźców. To by też wiązało się z reorientacją środków. Ale w sumie taki efekt będzie chyba ograniczony.

Dużo mówi się obecnie o reformach w strefie euro. Niemcy – choć wciąż przeciwne tworzeniu odrębnego budżetu strefy – zaczynają powoli porozumiewać się w tej kwestii z Francją. Z krajów V4 tylko Słowacja należy do unii walutowej. Pozostałe nawet się o to nie starają. Czy to może wywołać rozbieżności między Niemcami a V4 podczas negocjacji nad wieloletnim budżetem UE?

To akurat zależy od tego, jak dokładnie ma wyglądać ten budżet strefy euro, czyli jak wysoki miałby być i jakie mają być konkretne źródła jego dochodów, a więc na ile miałby on powstać kosztem ogólnego budżetu UE – czy może nie wpłynie na niego w ogóle. Wydaje mi się, że główne osie sporu zarysują się przede wszystkim w ramach samej strefy euro, a więc między grupą państw unijnej Północy z jednej strony a Francją i krajami Południa z drugiej.

Grupa Wyszehradzka ma problem z odpadami komunalnymi

Mimo postępu w realizacji założeń gospodarki o obiegu zamkniętym wciąż pozostaje wiele kwestii, z którymi kraje Grupy Wyszehradzkiej (V4) muszą się zmierzyć. To przede wszystkim nieefektywne zarządzenie odpadami biodegradowalnymi, legalne i nielegalne składowanie odpadów, zagrożenia związane ze spalaniem odpadów i …