Nord Stream 2: Rosja wykorzystuje podziały w UE na swoją korzyść [WYWIAD]

aleksiej-nawalny-rosja-ue-moskwa-unia-europa-relacje-nord-stream-2-sankcje

Relacje unijno-rosyjskie są coraz trudniejsze, źródło: Flickr/Bohan Shen (CC BY-NC-SA 2.0)

Budowa gazociągu Nord Stream 2 skłóciła ze sobą państwa członkowskie UE, i ten brak zaufania wewnątrz Wspólnoty wykorzystywany jest przez rosyjskie władze, przekonuje w rozmowie z EURACTIV.cz Kristina Berzina, z German Marshall Fund w Brukseli.  

 

 

Kateřina Zichová, EURACTIV.cz: Unia Europejska chce osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 r., a budowa gazociągu Nord Stream 2 nadal trwa. Czy te dwie rzeczy ze sobą współgrają?

Kristina Berzina, German Marshall Fund: Można na to spojrzeć z dwóch różnych perspektyw. Nord Stream 2 ma ułatwić dostęp do gazu i przyczynić się do osłabienia roli węgla w energetyce. Z drugiej strony, oznacza to dalszą ekspansję paliw kopalnych na rynek europejski.

Wykorzystanie Nord Stream 2 do wycofywania się z węgla, tak jak próbują to zrobić Niemcy, jak najbardziej umożliwia osiągnięcie krótkoterminowej poprawy w redukcji emisji zanieczyszczeń. 

Jednak problemem jest fakt, że UE chce osiągnąć całkowitą neutralność klimatyczną do 2050 r., co przez długi czas wydawało się bardzo odległym terminem. Okazuje się jednak, że to dość bliska perspektywa. Do 2050 r. pozostały tylko trzy dekady.

Jak długo będzie działać gazociąg, który dopiero zaczyna funkcjonować, a przecież jego budowa powinna się jakoś zwrócić? Inwestowanie dużych środków w gazociąg wiąże się z zamiarem używania go przez długi czas.

Budowa NS 2 oznacza gwarancję, że Niemcy i Europa Środkowa będą spalać gaz ziemny jeszcze przez wiele lat. Dostępne alternatywy są skomplikowane, ale myślę, że teraz mamy większą świadomość ich istnienia.

Kraje Europy są podzielone, jeśli chodzi o Nord Stream 2. To samo dotyczy Grupy Wyszehradzkiej?

Jestem bardzo zaniepokojona geopolitycznym i politycznym wymiarem Nord Stream 2. Projekt skłócił ze sobą państwa członkowskie UE. Zagraniczne, a w szczególności rosyjskie służby, świetnie wykorzystały ten brak zaufania wewnątrz Wspólnoty na swoją korzyść.

Sam fakt, że UE przyznaje, że zdania państw członkowskich na ten temat są podzielone, pokazuje Rosjanom, że ten mały, demokratyczny “bałagan”, jakim jest europejska forma rządów, nie działa.

W Grupie Wyszehradzkiej również nie ma spójności. Relacje państw V4 z Rosją mają znaczenie w kontekście polityki energetycznej. Węgry chcą budować elektrownie jądrową z Rosjanami.

W Czechach panują mieszane opinie w kwestii współpracy z Moskwą, a Polska silnie sprzeciwia się Nord Stream 2. Rząd w Warszawie woli budować nowe gazociągi LNG oraz używać już tych istniejących.

Gaz uważany jest za paliwo przejściowe na drodze do wprowadzania odnawialnych źródeł energii i osiągnięcia neutralności węglowej. Jednocześnie nieoczywista pozostaje przyszłość wykorzystania energetyki jądrowej. Kraje V4 raczej wspierają rozwój energii atomowej. Czy są w tym osamotnione w UE?

Kraje, które posiadały elektrownie jądrowe już wcześniej, są bardziej skłonne do ich budowy. Na przykład Francja ma bardzo dobrze zorganizowany system energetyki jądrowej, dzięki czemu znaczną część miksu energetycznego stanowi właśnie atom.

Z kolei w Niemczech, gdzie kolejne katastrofy elektrowni: w Czarnobylu i Fukushimie zainicjowały powstanie silnego ruchu antynuklearnego, zrezygnowano ze stosowania takiego źródła energii.

Wydarzenia te nie miały identycznego oddźwięku w Europie Środkowej. Interesująca jest kwestia kultury politycznej i wyboru źródeł energii, które prawdopodobnie są tam ze sobą powiązane.

Tempo transformacji energetycznej kraju może też odzwierciedlać tempo zachodzenia (lub nie) innych przemian np. politycznych. Decyzje o tym jakie źródła energii przyjąć, a które odrzucić, mają związek z tym czy państwo jest gotowe zaakceptować odrobinę organizacyjnego nieporządku. Energia jądrowa staje się lepszym wyborem dla sektora energetycznego, jeśli dany rząd skłania się ku systemowi gospodarczemu lub politycznemu, który jest zarządzany odgórnie.

Polska chce wybudować nową elektrownie jądrową. Czechy planują budowę nowego reaktora w elektrowni w Dukowanach. Czy to dobra strategia w procesie transformacji energetycznej?

Podobnie jak w przypadku Nord Stream 2, ryzykowne jest podejmowanie nowych, wielkich inwestycji infrastrukturalnych w trakcie transformacji energetycznej, które potrzebują wiele czasu, by stać się opłacalnymi.

Ciągle mamy nierozwiązany problem ze składowaniem i przetwarzaniem zużytego paliwa jądrowego. Używajmy więc przestarzałej infrastruktury tak długo, jak jest to bezpieczne i dopóki nie opracujemy lepszego systemu.

Powiedziała Pani wcześniej, że „alternatywne opcje są skomplikowane”. Czy możliwe jest wprowadzenie ich od razu, pomijając zastosowanie gazu i energii nuklearnej na drodze do transformacji energetycznej?

Alternatywy są skomplikowane, ale myślę, że szczególnie w tej dekadzie mamy już większą świadomość tego, w jaki sposób inny system mógłby wyglądać. Przypomina to Ubera czy aplikacje do zamawiania jedzenia na dowóz.

Zbudowanie wielkich farm z systemami energii słonecznej, o działaniu równym tradycyjnym elektrowniom, nie byłoby tak stabilnym rozwiązaniem, jak same elektrownie. Możemy skupiać się na indywidualnych klientach i producentach oraz na tym jak nowe systemy energetyczne funkcjonują w społeczeństwie. Dlaczego więc nie zainwestować w bardziej lokalną, niezależną i pozbawioną geopolitycznego ryzyka, zieloną przyszłość?  

Jednakże odmówienie wszystkim przedstawicielom sektora przemysłu, którzy oczekują, że system będzie zorganizowany tak, jak był do tej pory, wymagałoby ambicji politycznych i wyobraźni.

Potrzebna byłaby fundamentalna zmiana sposobu myślenia o tym, jak funkcjonuje sektor energetyczny. Cały świat zmaga się z pandemią, więc nie ma teraz możliwości, aby ktoś pomyślał o wprowadzaniu wielkich, strukturalnych reform.

Poza transformacją energetyczną, państwa UE mierzą się też z wyzwaniami cyfrowymi. Kraje Grupy Wyszehradzkiej nie są jednak prymusami w tej dziedzinie. Co będzie dla nich największym wyzwaniem w tym zakresie?

Kraje V4 powinny być bardziej ambitne. Fakt, że są to małe państwa, które dawniej należały do bloku wschodniego, nie ma znaczenia. Estonia i pozostałe kraje bałtyckie posiadają potężną infrastrukturę cyfrową.

Cyfryzacja w każdym z państw V4 stanowi duży potencjał rozwojowy, który może przyczynić się do podniesienia standardów gospodarczych wschodniej części UE do poziomu, który jest w państwach zachodnich. 

Są oczywiście różnice między wielkimi miastami a prowincją. Państwa powinny więc skupić na wykluczonych cyfrowo regionach i zbudować tam odpowiednią infrastrukturę.

Grupa Wyszehradzka powinna wzorować się na krajach bałtyckich, gdzie poziom życia oraz infrastruktura są na niższym poziomie niż w krajach Europy Zachodniej, a mimo to radzą sobie z tym dobrze. V4 musi wyciągnąć wnioski z ich osiągnięć. Nie postrzegam tego jako problemu, a raczej jako kwestię decyzji politycznej.