Czy fundusze UE powinny być powiązane z praworządnością? – WYWIAD

Jens Geier, fot. Parlament Europejski [https://www.europarl.europa.eu/resources/library/images/20161019PHT47733/20161019PHT47733_original.jpg]

Jens Geier, fot. Parlament Europejski [http://www.europarl.europa.eu/resources/library/images/20161019PHT47733/20161019PHT47733_original.jpg]

W rozmowie z EURACTIV.pl Jens Geier, niemiecki poseł do Parlamentu Europejskiego i wiceprzewodniczący komisji ds. budżetowych PE, mówi o tym dlaczego tak małe są szanse na zwiększenie unijnego budżetu, jaki wpływ na Wspólnotę ma brexit i czy środki ze wspólnego budżetu można powiązać z przestrzeganiem rządów prawa.

 

 

Karolina Zbytniewska: Parlament Europejski chce zwiększyć unijne wydatki w ramach kolejnego 7-letniego budżetu. Obecnie jest to 1 proc. dochodu narodowego państw UE, mówi się o podniesieniu tego progu do 1,3 proc. W efekcie Europa nie tylko mogłaby wspierać wspólną politykę rolną i politykę spójności, ale też odpowiadać na nowe wyzwania, takie jak sprawiedliwa transformacja energetyczna, migracja czy współpraca obronna.

Jens Geier: W rzeczy samej, jest taki pomysł. Chcemy podwyżki, ale nie jestem tu optymistą i nie sądzę, żeby budżet na lata 2021-2027 choćby zbliżył się do poziomu 1,3 proc. Taka podwyżka naprawdę dużym stopniu pozwoliłaby nam usprawnić działania w najważniejszych sektorach z punktu widzenia Wspólnoty. Ale o niczym to nie przesądza, bowiem mimo że teoretycznie poziom 1,3 proc. nie przekracza naszych możliwości, państwa członkowskie nie potrafią dojść do porozumienia jeżeli chodzi o konkretne liczby. A my w Parlamencie Europejskim nie możemy podejmować za nie tych decyzji. Wolimy więc trzymać się ziemi.

Czy to znaczy, że będzie mniej pieniędzy na niektóre polityki? Cięcia dotkną wszystkich sektorów, czy tylko wybranych?

Cięć możemy się spodziewać w przypadku tych polityk, o których w swojej propozycji budżetu wspominała już Komisja Europejska. Jeżeli nie chcemy przeciążać państw członkowskich nowymi obowiązkami, np. polityką bezpieczeństwa i obrony, ochroną granic, usprawnieniem polityki innowacyjności itd., musimy dostosowywać nasz wkład w największe polityki, czyli rolnictwo i spójność.

A jak na przyszły 7-letni budżert unijny wpłynie zamieszanie wokół brexitu?

Jeżeli sprawa zakończy się podpisaniem umowy brexitowej, wszystko będzie w porządku. Jeżeli natomiast umowy nie będzie, pozostaje pytanie, czy rząd w Londynie jest gotów respektować swoje zobowiązania w ramach obecnych Wieloletnich Ram Finansowych, tj. do 2020 r.

Po brexicie będziemy w zupełnie nowej rzeczywistości politycznej. Średnie PKB Unii spadnie, a niektórzy beneficjenci staną się płatnikami netto – na przykład Litwa. Niemniej Brytyjczycy nadal będą stroną niektórych przedsięwzięć politycznych UE, na przykład wspólnej polityki badawczej. Będą też członkiem Europolu, a brytyjski minister ds. brexitu Lord Martin Callanan powiedział mi, że “tak, jesteśmy gotowi te przedsięwzięcia finansować”. Nadal jednak nie wiemy jak w przyszłości będą wyglądały nasze relacje. Jest możliwe, że skończy się na rozwiązaniu porównywalnym z tym, które obowiązuje w naszych stosunkach z Norwegią. To znaczy wolny dostęp do wspólnego rynku, za co Oslo przekazuje pieniądze do Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Ale nie wiadomo. Dziś trudno coś powiedzieć.

I w końcu rzecz najważniejsza z punktu widzenia państw Grupy Wyszehradzkiej: powiązanie unijnego budżetu z zasadami praworządności. Czy jest pan za przyjęciem takiego rozwiązania? A jeżeli tak, to czy można wytyczyć obiektywne kryteria, które pozwolą ocenić, czy państwo członkowskie przekroczyło wyznaczoną linię?

Byłoby to dobre rozwiązanie z punktu widzenia europejskich podatników. Podam przykład. W trakcie mojej pierwszej kadencji w PE z ramienia mojej frakcji byłem koordynatorem w komisji ds. budżetowych. Z rządem hiszpańskim walczyliśmy o ponad 1,3 miliarda euro, które zostały niewłaściwie wydane. Nie zniknęły, nie zostały przywłaszczone. Po prostu pojawiły się zasadnicze błędy w realizacji projektów, na które te pieniądze zostały przeznaczone. Ludzie, którzy na tym skorzystali nie byli do tego uprawnieni, przetargi były przeprowadzane niezgodnie z przepisami, itd. W efekcie doszło do tego, że Komisja Europejska musiała walczyć z hiszpański władzami lokalnymi i centralnymi na drodze sądowej. Ale co by było, gdyby Komisja nie mogła być pewna, że te sądy będą niezależne, że nie zostaną poddane innej władzy – zwłaszcza tej, która dopuściła się błędów w wydawaniu pieniędzy? Wtedy nigdy więcej byśmy tych pieniędzy nie zobaczyli.

Nie chodzi więc o niechęć wobec któregoś z państw członkowskich, tylko o niezależność i bezstronność wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli tak jest – dobrze, jeżeli nie… to niedobrze. Jeżeli władza polityczna może w jakimś państwie wpływać na działania wymiaru sprawiedliwości, to jak wytłumaczymy europejskim podatnikom, że przekazujemy tam pieniądze, wiedząc, że mogą być źle wydawane i nie dysponujemy mechanizmem, aby je odzyskać?