Wielka Brytania zawarła pierwszą po brexicie umowę handlową

Finał brytyjsko-japońskich negocjacji nad umową o wolnym handlu, źródło: Twitter/Liz Truss (@trussliz)

Finał brytyjsko-japońskich negocjacji nad umową o wolnym handlu, źródło: Twitter/Liz Truss (@trussliz)

Zawarła ją jednak nie z Unią Europejską, a z Japonią. Wielka Brytania musi bowiem zawrzeć nowe porozumienia ze wszystkimi krajami, z którym prowadziła dotąd wolny handel na zasadach unijnych.

 

Brytyjczycy i Japończycy już wynegocjowali kształt przyszłej umowy handlowej, ale porozumienie musi jeszcze zostać zatwierdzone przez parlamenty w obu krajach. Powinno się to jednak odbyć jeszcze w tym roku, o czym zapewniał japoński minister spraw zagranicznych Toshimitsu Motegi.

Dzięki temu umowa mogłaby obowiązywać od początku stycznia 2021 r., czyli od chwili gdy skończy się okres przejściowy po brexicie i przestaną być w mocy dotychczasowe relacja handlowe z UE.

Rząd Wielkiej Brytanii traktuje porozumienie z Japonią jako historyczny moment. „To początek nowej ery” – stwierdziła nawet brytyjska sekretarz ds. handlu międzynarodowego Liz Truss. Dzięki umowie nawet 99 proc. handlu między obydwoma krajami będzie zwolniona z ceł.

Ma to przyczynić się do wzrostu wzajemnej wymiany handlowej o ponad 15 mld funtów rocznie. „Udało nam się wynegocjować umowę szerszą niż ta, którą z Japonią zawarła Unia Europejska. Skorzysta na tym wiele brytyjskich biznesów, a przede wszystkim dla naszych fabryk, w tym tych produkujących żywność i napoje oraz nowe technologie” – mówiła Truss.

Dodała, że udało się także zabezpieczyć interesy brytyjskich wytwórców „od fabryk samochodowych w Walii po wytwórnie obuwia w północnej Anglii”. Zapowiedziała, że to także wstęp do brytyjskiej akcesji do Partnerstwa Transpacyficznego (TPP), co „umieści Wielką Brytanię w sercu światowego wolnego handlu”.

Na umowie skorzystają także japońscy producenci samochodów czy sprzętu elektronicznego. Swoje fabryki na terenie Wielkiej Brytanii mają m.in. takie koncerny jak Nissan czy Hitachi. Teraz będą mogły do nich sprowadzać z Japonii części i podzespoły dużo taniej.

Ale rządowe analizy pokazują, że umowa z Japonią nie będzie mieć wielkiego wpływu na brytyjskie PKB. W najlepszym wariancie urośnie ono dzięki temu tylko o 0,7 proc. To o wiele mniej niż strata, jaka wynikłaby z braku zawarcia umowy handlowej z UE, która też powinna obowiązywać od przyszłego roku.

Na razie jednak negocjacje brytyjsko-unijne toczą się bardzo powoli i mimo aż ośmiu rund negocjacyjnych do porozumienia jest jeszcze daleko. Osią sporu jest nawet to czego ma dotyczyć ta umowa. Bruksela chciałaby szerokiego, pokrywającego wiele branż porozumienia. Londyn woli prostszą umowę, którą chce potem wypełniać dodatkowymi porozumieniami.

Tymczasem, aby brytyjsko-unijna umowa mogła wejście w życie od początku przyszłego roku, powinna zostać wynegocjowana do końca października, aby dać czas na jej ratyfikację Izbie Gmin i Parlamentowi Europejskiemu.

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson zapowiedział już, że negocjacje będzie toczył tylko do 15 października, a jeśli do tego czasu się to nie uda, zrezygnuje z nich. Z kolei UE jest zaniepokojona przygotowywaną w Londynie ustawą o spójności handlowej Zjednoczonego Królestwa, która złamie zapisy zawartej już umowy rozwodowej dotyczące statusu handlowego Irlandii Północnej.

Dlatego duża część brytyjskiego biznesu, choć cieszy się z zawarcia umowy z Japonią, apeluje, aby nie blokować rozmów z UE. „Choć świętujemy porozumienie z Japonią, to zawarcie umowy o wolnym handlu z UE jest kluczowe dla brytyjskiej gospodarki. Wzywamy naszych ministrów, aby podwoili wysiłki na rzecz uczciwego porozumienia z naszym najważniejszym partnerem handlowym” – powiedział dyrektor generalny Brytyjskiej Izby Handlu Adam Marshall.

Dużym wyzwaniem dla Londynu pozostaje także wynegocjowanie umowy handlowej z USA. Premier Johnson wielokrotnie podkreślał, że to właśnie członkostwo Wielkiej Brytanii w UE uniemożliwia zawarcie dobrego porozumienia z Waszyngtonem. Ale USA okazały się twardym partnerem w rozmowach z Londynem i do tego porozumienia też jest jeszcze daleko.

O ile w przypadku braku porozumienia z USA dla Wielkiej Brytanii niewiele się zmieni, bo UE też nie ma dużej umowy handlowej z Waszyngtonem, o tyle brak umowy z Brukselą będzie dużym problemem.

Jeśli nie doszłoby do przedłużenia okresu przejściowego (a wyklucza to premier Johnson), to Wielka Brytania i UE przejdą od 1 stycznia 2021 r. na handlowanie według ogólnych zasad Światowej Organizacji Handlu (WTO), co byłoby dla obu stron o wiele mniej korzystne niż wciąż obowiązujące reguły.