W 2019 r. wzrost gospodarczy Polski ma być jeszcze wyższy

Szef KE Jean-Claude Juncker, źródło: PE

Szef KE Jean-Claude Juncker, źródło: PE

Komisja Europejska podwyższyła prognozy wzrostu dla Polski. Jeśli się spełnią, pod tym względem będziemy na drugim miejscu w całej Unii Europejskiej.

 

Według Komisji Europejskiej w tym roku nasz wzrost gospodarczy osiągnie 4,4 proc. To o 0,6 pkt proc. mniej niż w roku ubiegłym, ale o 0,2 pkt proc. więcej niż w ostatniej prognozie Brukseli. W 2020 r. nasz wzrost gospodarczy spadnie z kolei do 3,6 proc.

Według Komisji Europejskiej w tym roku nasz wzrost gospodarczy osiągnie 4,4 proc. To o 0,6 pkt proc. mniej niż w roku ubiegłym, ale o 0,2 pkt proc. więcej niż w ostatniej prognozie Brukseli. W 2020 r. nasz wzrost gospodarczy spadnie z kolei do 3,6 proc.J

Jeśli prognozy KE na 2019 r. się potwierdzą, będzie to oznaczało, że Polska ex aequo z Węgrami będzie na drugim miejscu we Wspólnocie pod względem wzrostu gospodarczego. Liderem jest Malta, która według europejskich urzędników będzie się rozwijać w tempie 5,3 proc.

Kiepsko wyglądają za to prognozy dla strefy euro. W tym roku gospodarka krajów eurozony urośnie o 1,2 proc. Nieco lepiej będzie w przyszłym roku, bo wskaźnik wzrostu PKB osiągnie wtedy 1,4 proc. Na szarym końcu klasyfikacji krajów znajdują się Włochy z dynamiką rzędu 0,1 proc. oraz, co dla nas ważniejsze, Niemcy, których gospodarka w 2019 r. urośnie tylko o 0,5 proc.

Polska wciąż nie chce euro

Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin uważa, że wejście do strefy euro jest obecnie dla Polski niekorzystne, bo – jak argumentował wczoraj – przyniosłoby to gwałtowny wzrost cen.

Kiedy wzrost gospodarczy spowolni

Prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, zwraca uwagę, że średnia wzrostu Polski w ostatnich 28 latach to 3,4 proc. Jeżeli więc prognoza KE by się urzeczywistniła, to mówilibyśmy o wzroście powyżej długofalowego trendu, podobnie zresztą jak w ubiegłym roku. – Mam wrażenie, że w świetle tego, co się dzieje w Niemczech i gdzie indziej, np. w Chinach, to prognoza lekko optymistyczna – komentuje.

Niemniej nie wyklucza, że może się ona spełnić. Pytanie tylko, jakim kosztem. – Polityka fiskalna rządu jest bardzo ekspansywna. Piątka Kaczyńskiego zwiększyła popyt konsumpcyjny, ale to nakręcenie koniunktury na krótką metę – twierdzi ekspert. – Jednocześnie bowiem zmniejszają się możliwości inwestycyjne. W dodatku w perspektywie spadającego wzrostu w 2020 r. zwiększa się ryzyko deficytu w sektorze finansów publicznych, który może skończyć się nawet wejściem w procedurę nadmiernego deficytu po roku 2020 – uważa. Według niego podtrzymywanie wzrostu za pomocą instrumentów, które wykorzystuje rząd, to podtrzymywanie dobrego samopoczucia wyborców na krótką metę. W średnim okresie niosą zaś ryzyko dla gospodarki.

Tym bardziej że już w 2020 r. nasz wzrost według KE ma mocno wyhamować – aż o 0,8 pkt proc. A PKB rosnące w tempie 3,6 proc. to już bardzo blisko naszej średniej z ostatnich 28 lat. – A w dalszym ciągu będziemy mieli trudną sytuację na rynku pracy oraz niepewność związaną z kondycją globalnej gospodarki – analizuje Gomułka. – W rezultacie nasz wzrost po 2020 r. może być poniżej średniej – zauważa.

A wtedy budżet, już napięty do granic możliwości, może być jeszcze trudniej utrzymać w ryzach.