Strategia lizbońska nie musi się stać ofiarą kryzysu związanego z eurotraktatem

Pomimo widocznego postępu, Watson uważa za mało prawdopodobne, iż  Unia Europejska osiągnie swój cel – przekształcenie się w najbardziej konkurencyjny rynek ekonomiczny do 2010.  „Ten termin końcowy, obrany  na 2010 rok jest  piękny, lecz brakuje nam pośrednich terminów, na  przykład, dotyczących pomysłu, by 3 proc. przychodu  krajowego brutto zostało przekazanych na rzecz badań i rozwoju.  Jednakże niedociągnięcia nie powinny być powodem do poddania się,  lecz podwojenia wysiłków.”

„Musimy się upewnić, że nawet jeśli nie uda nam się osiągnąć zamierzonego celu do roku 2010, jesteśmy przynajmniej na dobrej drodze”. Europoseł podkreślił dwa największe „niebezpieczeństwa”, które obecnie zagrażają UE. Po pierwsze państwa członkowskie mogą się  pogrążyć w debacie nad Traktatem Lizbońskim i unijnymi strukturami  instytucyjnymi,  tracąc z oczu ekonomiczne wyzwania stojące przed unią. 

Drugim zagrożeniem według Watsona jest możliwy  wysoki wzrost cen  ropy oraz żywności, który zapoczątkuje przyjmowanie na unijnym szczeblu „panicznych środków, które nie  mieszczą się w naszej strategii”.

Watson odmawiając w   tej sytuacji ‚doszukiwania się winnych’, pomimo wszystko wskazuje na zbyt wolne działanie Komisji Europejskiej, chociaż  pochwala jej ostatnie wysiłki w  sprawach Dyrektywy o Usługach  Socjalnych i – w szczególności – Akcie o Małych Przedsiębiorstwach.

Jednakże uważa on, że równy podział winny powinien obciążyć wszystkie państwa członkowskie.  „Myślę, że trudno jest oskarżać  kogokolwiek” oświadczył, dodając że „istnieją  z pewnością rządy,  którym zdarzało się zatrzymywać lub opóźniać zgodę na liberalizację  rynków.”

Watson namawiał wszystkich zaangażowanych do wspólnej pracy, mówiąc, że brak „poczucia konieczności politycznego działania” po  stronie rządów jest główną przeszkodą na drodze dalszego postępu.