Parler: Nowy serwis społecznościowy przyciąga prawicowych polityków

Parler obiecuje brak cenzury, ale na razie popularny staje się wśród zwolenników teorii spiskowych i skrajnej prawicy, źródło: Twitter/Parler (@parler_app)

Parler obiecuje brak cenzury, ale na razie popularny staje się wśród zwolenników teorii spiskowych i skrajnej prawicy, źródło: Twitter/Parler (@parler_app)

Założona w 2018 r. platforma mikroblogowa ma być konkurencją przede wszystkim dla Twittera, ale także dla Facebooka. Jej twórcy zachwalają ją jako „pozbawioną jakiejkolwiek cenzury”. Dlatego przyciąga głównie prawicowych i skrajnie prawicowych polityków oraz działaczy, którzy mają na pieńku z cyfrowymi gigantami.

 

Parler powstał w sierpniu 2018 r. Serwis założyli dwaj przedsiębiorcy – John Matze i Jared Thomson. Platforma szybko uzyskała jednak finansowe wsparcie od inwestorów znanych z konserwatywnych poglądów, a najważniejszym z nich jest Rebekah Mercer, uważana za jedną z najważniejszych postaci (i najważniejszą kobietę) działających za kulisami Partii Republikańskiej.

Mercer wspierała w 2012 r. kampanię prezydencką Mitta Romneya, a w 2016 r. starania o prezydencką nominację republikańskiego senatora Teda Cruza. Współpracowała też niegdyś z bliskim doradcą Donalda Trumpa i ikoną alt-prawicowych mediów Stevem Bannonem, oskarżanym o wytwarzanie wielu politycznych fake newsów.

Ojcem konserwatywnej inwestorki jest miliarder i także prominentny sponsor Republikanów Robert Mercer. Średnia z jego trzech córek zainwestowała w serwis Parler, ponieważ przedstawia się on jako „broniący pełnej wolności słowa” i „niedopuszczający żadnej cenzury”. Tymczasem amerykańska prawica ma coraz mocniej na pieńku z internetowymi gigantami.

Polska chce mieć siedzibę nowej unijnej agencji ds. cyberbezpieczeństwa

Rywalami są Niemcy, Hiszpania, Litwa, Belgia, Rumunia i Bukareszt.

Serwisy społecznościowe walczą z dezinformacją

Serwisy takie jak Twitter czy Facebook – po fali krytyki, jaka spadła na nie w ostatnich latach – wzięły się ostrzej za moderowanie publikowanych w nich treści. Stworzone przez takie serwisy algorytmy promowały bowiem zwykle skrajne poglądy lub fake newsy, bo okazywało się to być dla tych spółek dochodowe.

Sytuację taką wykorzystywali nie tylko internetowi aktywiści czy politycy alt-prawicy lub skrajnej lewicy, ale także np. Rosja, która w kampaniach wyborczych w USA i kilku innych krajach wykorzystywała armie tzw. trolli.

Twitter wciąż ma też problem z sieciami tzw. botów, czyli automatycznych kont powielających daną treść sztucznie windujących ją na liście najpopularniejszych tematów. W ostatnich miesiącach serwis usunął kilkaset tysięcy takich kont-botów.

Z kolei w Facebooka uderzył afera związana ze spółką Cambridge Analytica, która wyłudziła dane milionów użytkowników tego serwisu, a potem pomagała tworzyć wyspecjalizowaną narrację wyborczą sztabowi Trumpa w USA czy zwolennikom brexitu w Wielkiej Brytanii.

Ale przede wszystkim Twitter czy Facebook zaczęły pilniej usuwać treści będące nawoływaniem do nienawiści na tle rasowym, etnicznym, społecznym, religijnym czy płciowym, piętnować homofobię, mizoginię czy wulgaryzmy oraz walczyć z fake newsami i teoriami spiskowymi, których wysyp nastąpił po wybuchu pandemii COVID-19.

Sztuczna inteligencja: Polska nie zgadza się na gender w unijnym prawie

Polska zablokowała unijny dokument regulujący kwestię sztucznej inteligencji?

Twitter oznacza posty Trumpa

Głośnym echem odbiło się też ostatnio oznaczanie wielu tweetów Donalda Trumpa (w czasie kampanii oraz już po wyborach) jako budzących wątpliwości czy wręcz niezgodnych ze stanem faktycznym. Dotyczyło ta na przykład ostatnio wrzucanych przez amerykańskiego prezydenta oskarżeń o wyborcze fałszerstwa czy kategorycznych stwierdzeń, że wygrał on wybory, choć wszystko wskazuje na bardzo wyraźną wygraną Joe Bidena.

Telewizja CNN policzyła nawet, że średnio co trzeci tweet Trumpa z ostatnich tygodni został jakoś przez Twittera oznaczony, a część z nich można było odczytać dopiero po zapoznaniu się z zastrzeżeniem, że mogą one być dezinformacją. To wywołało furię konserwatywnego skrzydła Republikanów.

Jeszcze niedawno szefowie Facebooka i Twittera Mark Zuckerberg i Jack Dorsey tłumaczyli się w Kongresie z braku wystarczających działań ograniczających dezinformację, propagandę i mowę nienawiści. We wtorek (17 listopada) podczas kolejnego wysłuchania w Senacie byli ostro atakowani przez Republikanów za „cenzurę”.

Pierwsze skrzypce podczas tego wysłuchania grali republikańscy senatorowie Ted Cruz i Mike Lee. Ten pierwszy zapowiedział nawet przygotowanie przepisów, które dokładnie uregulują co wolno mediom społecznościowym usuwać, blokować lub oznaczać dodatkowymi zastrzeżeniami.

UE nakłada sankcje za rosyjski cyberatak na niemiecki parlament

Do hakerskiego ataku na Bundestag doszło w maju 2015 r. Cyberwłamywaczom udało się dostać wówczas do wewnętrznej sieci informatycznej federalnego niemieckiego parlamentu i przejąć nad nią kontrolę. Wykradziono wówczas maile wielu posłów do niemieckiego parlamentu.

 

Unijne sankcje zostały nałożone na dwóch …

Kto namawia ludzi na Parlera?

Senator Cruz, jako blisko związany z Rebeką Mercer, należy jednak także do tych polityków, którzy promują sobą nowy serwis społecznościowy, czyli Parlera. Wśród osób zachęcających innych do obserwowania ich w nowym serwisie jest też córka i doradczyni Trumpa – Ivanka Trump.

Jedne z największych gwiazd Parlera to obecnie prezenterka konserwatywnej telewizji „Fox News” Maria Bartimoro oraz alt-prawicowa blogerka, dumnie nazywająca siebie samą „islamofobką” i znana z promowania teorii spiskowych Laura Loomer. Obie panie mają już ponad 700 tys. obserwujących.

Cała powyższa czwórka zapowiada też opuszczenie w najbliższym czasie Twittera. Każde z nich oskarża największy serwis mikroblogowy świata o cenzurę. Tymczasem Parler także w swoim regulaminie dopuszcza usuwanie, blokowanie lub oznaczanie treści, ale szefowie tego serwisu przekonują, że będą to robić tylko w przypadku spamu lub nawoływania do przestępstw.

Parler kusi też potencjalnych użytkowników tym, że ma nie stosować żadnych algorytmów ustawiających kolejność wyświetlania się postów. Twitter i Facebook robią to natomiast na podstawie wcześniejszych zainteresowań danego użytkownika.

W ten sposób łatwiej jest im kierować do nich reklamy, ale sprawia to również, że użytkownicy widzą głównie treści zgodne ze swoimi poglądami (a nie im przeciwne), co utwierdza ludzi, że wszyscy myślą tak jak oni, nawet jeśli są to mocno radykalne poglądy.

Tymczasem Parler – przynajmniej na razie – nie stosuje żadnych algorytmów. Treści są wyświetlane w porządku chronologicznym, poczynając od najnowszych. Ponadto można pisać posty długie na 1 tys. znaków, a nie jak na Twitterze tylko na 280. To sprawia, że Parler uważany jest też za konkurenta Facebooka.

USA zakazują chińskich aplikacji – TikToka i WeChata

Administracja prezydenta Donalda Trumpa spełniła swoją groźbę i wydała zakaz dla najpopularniejszych chińskich aplikacji – TikToka i WeChata. Amerykańscy użytkownicy nie będą już niedługo mogli pobrać ich legalnie.

 

Amerykańska administracja już od kilku tygodni groziła wydaniem zakazu dla funkcjonowania w USA …

Wątpliwości wokół Parlera

Ale Parler budzi jednak w branży wątpliwości. Po pierwsze zauważono już, że w serwisie tym pojawiają się treści w dużej mierze wyrugowane już z Facebook czy Twittera, a więc wpisy antysemickie, homofobiczne, negujące Holocaust czy rasistowskie. Jednym z popularniejszych użytkowników jest też przywódca Ku Klux Klanu David Duke.

Dodatkowo na Parlerze promowane są teorie spiskowe – antyszczepionkowe, antycovidowe czy najsłynniejsze obecnie amerykańskie teorie spiskowe – QAnon i Pizzagate. W myśl pierwszej Trump prowadzi tajną wojnę przeciw tzw. głębokiemu państwu, czyli wielkiemu układowi polityków, biznesmenów, wojskowych i naukowców, druga zaś głosi, że USA rządzi pedofilska siatka porywająca dzieci, a jej kierownictwo to prominentni politycy Partii Demokratycznej.

Na Parlerze w najlepsze też trwa oskarżanie wszystkich dookoła o sfałszowanie wyników wyborów prezydenckich w USA i kradzież Trumpowi wyborczego zwycięstwa. Ale wczytanie się w regulamin Parlera pokazuje, że sprawa „wolności” na tym serwisie wcale nie jest taka prosta.

Okazuje się bowiem, że serwis także może podejmować współpracę z różnymi chcącymi się reklamować podmiotami i oferować im promocję treści. Co więcej, zapisy o usuwaniu treści nie są bynajmniej sformułowane w sposób zamknięty, a więc pozostawiają spore pole do interpretacji co jest treścią niewłaściwą, a co nie. Zdecyduje więc o tym sam serwis, o ile będzie oczywiście chciał.

Najwięcej kontrowersji budzi jednak osoba Rebekah Mercer, a właściwie jej ojca – Roberta. Perłą w jego imperium biznesowym jest bowiem spółka Renaissance Technologies, która jest funduszem hedgingowym wykorzystującym w działaniu m.in. modelowanie matematyczne.

A stąd nie jest już daleko do obracania danymi użytkowników. Zwłaszcza, że inną spółką, w której duży pakiet udziałów miał Robert Mercer była… Cambridge Analytica, która po słynnej aferze przestała już istnieć.

USA: Sąd wstrzymał blokadę wobec WeChata

Są w San Francisco wstrzymał wydaną przez Departament Handlu decyzję o zablokowaniu na terenie USA chińskiej aplikacji WeChat. Doszło do tego zaledwie kilka godzin przed tym jak zakaz miał zacząć obowiązywać.

Parler niezwykle popularny po wyborach w USA

Parler cieszy się jednak ostatnio wielkim powodzeniem. Serwis na początku listopada, po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborczych w USA i prognozowanym zwycięstwie Bidena, zanotował nawet 20-krotny wzrost liczby użytkowników. Obecnie jest w serwisie już 10 mln kont, a 4 mln z nich to tzw. aktywni użytkownicy.

Tylko 9 listopada mobilną wersję aplikacji Parler pobrano 500 tys. razy. Im częściej powyborcze wpisy Trumpa były pełne oskarżeń o fałszerstwa, a Twitter chętniej je oznaczał jako dezinformację, tym więcej osób pobierało Parlera.

W serwisie są też już użytkownicy z Polski. Do zakładania tam profili namawiała m.in. posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Maria Siarkowska. „Wolność słowa jest dziś zagrożona przez cenzurę wprowadzaną na FB i TT. Dlatego oficjalne instytucje państwowe powinny zlikwidować konta na serwisach społecznościowych łamiących wolność wypowiedzi i przenieść je na platformy szanujące #FreeSpeech. Takie jak @parler_app” – napisała na… Twitterze.

Pierwszą polską partią polityczną głównego nurtu, która założyła oficjalny profil na Parlerze jest natomiast Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. Być może z serwisu skorzysta też jeden z liderów Konfederacji Janusz Korwin-Mikke, któremu Facebook usunął tydzień temu oficjalne konto obserwowane przez 780 tys. osób, co czyniło go najpopularniejszym w tym serwisie polskim politykiem.

Korwin-Mikke dalej jednak bez przeszkód prowadzi swój profil na Twitterze, a także jest aktywny w serwisie YouTube.