„Paradise Papers”, czyli kolejny wyciek danych o klientach rajów podatkowych

źródło Pixabay

źródło Pixabay

13 mln dokumentów ukazujących kulisy funkcjonowania rajów podatkowych na głównie egzotycznych wyspach zdobyli reporterzy niemieckiego dziennika „Süddeutsche Zeitung”. Dzięki współpracy Międzynarodowego Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych oraz prawie 100 innych redakcji z całego świata ustalono, że z usług kancelarii ułatwiających ukrywanie dochodów korzystali m.in. członkowie gabinetu prezydenta USA, doradca premiera Kanady, gwiazdy pop, prominentni politycy brytyjskich torysów, czy wreszcie – pośrednio – … brytyjska królowa.

 

Afera „Paradise Papers”, czyli „Rajskich papierów”, zawdzięcza swoją nazwę temu, że kancelaria prawna, której archiwa stały się źródłem wycieku, posiada swoją główną siedzibę na Bermudach, a lokalne biura m.in. na kilku egzotycznych wyspach na Karaibach oraz Oceanie Indyjskim. Dziennikarze „Süddeutsche Zeitung” weszli w posiadanie 1,4 terabajta danych, jakie tajemniczy informator wydostał z archiwów kancelarii Appleby. Dla porównania, w przypadku afery „Panama Papers”, która wybuchła w kwietniu 2016 r., chodziło o wyciek z zarejestrowanej w Panamie kancelarii Mossack Fonseca aż 2,6 terabajta dokumentów. Wtedy jednak oznaczało to ok. 11,5 mln dokumentów, teraz dziennikarze analizują ich o prawie 2 mln więcej (13,4 mln). Nowe dokumenty dotyczą lat 1950-2016.

W sumie uzyskano dokumenty głównie z trzech instytucji. Oprócz ww. kancelarii Appleby, także z agencji pośredniczącej w zawieraniu transakcji Estera (która do ubiegłego roku była częścią Appleby) oraz pośrednika korporacyjnego Asiaciti Trust z Singapuru. Prawie połowa dokumentów pochodzi jednak z 19 mniejszych instytucji zarejestrowanych m.in. na Bermudach, Kajmanach, Brytyjskich Wyspach Dziewiczych oraz kilku innych karaibskich wyspach. W sumie uzyskane dokumenty analizowało 95 redakcji, czyli ponad 380 dziennikarzy z 70 krajów świata.

Kto wśród klientów rajów podatkowych?

Większość klientów kancelarii Appleby to Amerykanie. Ponad 31 tysięcy osób zarejestrowanych w jej bazie posiadało adresy na terenie USA. Na drugim miejscu znaleźli się Brytyjczycy, których było w bazie 14 tys. Co ciekawe, aż 12 tys. klientów miało status rezydentów na Bermudach. To brytyjskie terytorium zależne zamieszkałe jest na co dzień przez niecałe 65 tys. osób.

Wśród osób, które były klientami kancelarii i agencji pomagających ukryć dochody przed krajowymi organami podatkowymi znalazło się aż 120 polityków z 50 krajów świata. 14 z nich to bliscy doradcy, sponsorzy lub wręcz członkowie obecnej administracji prezydenta USA Donalda Trumpa. W dokumentach pojawiają się m.in. nazwiska sekretarza stanu Rexa Tillersona (przez 10 lat prezesa i dyrektora generalnego paliwowego giganta ExxonMobil), sekretarza skarbu Stevena Mnuchina (wcześniej bankiera m.in. w Goldman Sachs) czy głównego doradcy ekonomicznego Trumpa Gary’ego Crohna.

Najpoważniej wygląda jednak wątek sekretarza skarbu Wilbura Rossa. Ross, przez lata inwestor giełdowy i bankier, robił bowiem wiele prywatnych interesów z firmami należącymi do rosyjskich biznesmenów blisko związanych z Kremlem, w tym z zięciem Władimira PutinaKiryłłem Szamałowem. Część partnerów biznesowych amerykańskiego sekretarza handlu to osoby objęte amerykańskimi sankcjami. Ross wszedł za pośrednictwem szeregu wirtualnych spółek-skrzynek pocztowych (tzw. letterbox companies) w posiadanie udziałów w firmie Navigator, która świadczy usługi transportowe dla rosyjskiego koncernu petrochemicznego Sibur, którego trzech udziałowców objętych jest sankcjami. Jednym z nich jest właśnie Szamałow. Wilbur Ross zaprzeczył już, jakoby jego inwestycje miały wpływ na to jak sprawuje swój urząd.

Premier Kanady pod lupą

Wśród gorących nazwisk na liście klientów kancelarii Appleby jest także Stephen Bronfman, bliski współpracownik i doradca kanadyjskiego premiera Justina Trudeau. Bronfman, który był także jednym z głównym sponsorów kampanii wyborczej Trudeau, za pośrednictwem sieci rodzinnych spółek miał ukrywać swoje dochody przed poborcami podatkowymi nie tylko w Kanadzie, ale także w USA.

To o tyle kompromitujące dla samego Trudeau (choć kanadyjski premier nie ma bezpośredniego związku z interesami Bronfmana), że nowy rząd Kanady za jeden z głównych celów postawił sobie właśnie walkę z unikaniem płacenia podatków.

Malta: Politycy nie wpuszczeni na pogrzeb zamordowanej dziennikarki

Kilka tysięcy osób wzięło udział w pogrzebie zamordowanej w zamachu bombowym maltańskiej dziennikarki śledczej Daphne Caruany Galizii. Reporterka znana była z wielu tekstów zarzucających korupcję i finansowe przekręty politykom najwyższego szczebla, także obecnemu premierowi. Rodzina zabroniła przywódcom Malty wzięcia udziału …

Dwór królewski w Wielkiej Brytanii ukrywał dochody?

Kolejne niejasności dotyczą brytyjskiego dworu królewskiego. Okazało się bowiem, że około 10 milionów funtów z prywatnego funduszu królowej Elżbiety II zostało zainwestowanych w spółkach na Kajmanach i Bermudach. To pieniądze będące w gestii Księstwa Lancaster, a więc zbioru dóbr i majątków należących bezpośrednio do brytyjskich monarchów. To właśnie z dochodów Księstwa Lancaster pochodzą osobiste fundusze królowej.

Co więcej, część owych inwestycji trafiła do firmy BrightHouse, która zajmowała się sprzedażą sprzętu elektronicznego i AGD. Problem w tym, że spółka ta jest obiektem wielkiej krytyki, ponieważ chętnie sprzedawała swoje nie najlepszej jakość produkty osobom biednym i możliwie  słabo wykształconym, a nawet upośledzonym czy chorym psychicznie. Sprzedawcy BrightHouse mieli przy tym oferować swoim „klientom” bardzo wysoko oprocentowane kredyty. W efekcie wielu skarg, firma ta musiała wypłacić blisko 250 tys. osób prawie 15 mln funtów w odszkodowaniach.

Rzeczniczka prasowa Księstwa Lancaster tłumaczyła agencji AFP, że wszystkie inwestycje z funduszy królewskich podlegają bardzo ścisłemu nadzorowi i audytowi, a wszystko odbywa się w zgodzie z brytyjskim prawem. Inwestycja w BrightHouse miała zostać poczyniona przez pośrednika i stanowić zaledwie 0,0006 proc. wartości Księstwa. Dwór prawdopodobnie inwestował jednak nie tylko w podejrzany handel elektroniką, ale także w sieć sklepów z alkoholem, która znajduje się obecnie w stanie upadłości.

Po ujawnieniu afery „Paradise Papers” gęsto tłumaczy się również Lord Micheal Ashcroft, jeden z najważniejszych sponsorów Partii Konserwatywnej oraz jej były wiceprzewodniczący. Polityk i arystokrata wielokrotnie zapewniał, że uczciwie płacił wszystkie swoje podatki na terenie Wielkiej Brytanii. Ujawnione dokumenty sugerują jednak, iż czynił tak tylko w przypadku części dochodów. Reszta miała być bardzo nisko opodatkowana na terenie południowoamerykańskiego Belize, którego Lord Ashcroft był przez jakiś czas rezydentem.

Facebook i Twitter a „Paradise Papers”

Ujawnione przez „Süddeutsche Zeitung” dokumenty pokazują także, iż rosyjskie związki biznesowe z otoczeniem Donalda Trumpa nie kończyły się na sekretarzu Wilburze Rossie. Okazało się bowiem, że dwie wielkie rosyjskie spółki – bank VTB oraz gigant gazowy Gazprom, kupiły za pośrednictwem kilku spółek udziały w internetowych firmach Facebook i Twitter. Miały tego dokonać z pomocą firm powiązanych z bliskim doradcą, a prywatnie zięciem Trumpa Jaredem Kushnerem. Zakupu akcji FB i TT miał dokonać rosyjski potentat technologicznych Jurij Milner, który ma także udziały w spółkach Kushnera.

Transakcje te przeprowadzono tak sprawnie i tak cicho, że – jak dowodzą dziennikarze, który ujawnili aferę „Paradise Papers” – same Facebook i Twitter nie miały dotąd pojęcia, że w części należą już do Rosjan. Zakupu akcji Facebooka za kwotę ponad miliarda dolarów dokonano w 2011 r. Analiza szeregu spółek, które mają udziały jedna w drugiej doprowadziły analityków do spółki Gazprom Investholding. W Twittera zainwestowano o wiele mniej – około 191 mln dolarów. Zakup akcji został przeprowadzony zupełnie legalnie poprzez transakcje giełdowe.

Facebook i Twitter bronią się, że skład akcjonariatu nie ma wpływu na działalność tych mediów społecznościowych, ale cała sprawa budzi kontrowersje, bowiem FBI prowadzi obecnie dochodzenie w sprawie rosyjskich ingerencji w ubiegłoroczną amerykańską kampanię wyborczą. Ważnym elementem śledztwa jest badanie aktywności rosyjskich trolli, którzy prowadzili dezinformację w serwisach społecznościowych.

Celebryci i piłka nożna

Na liście klientów kancelarii i agencji pomagających inwestować w rajach podatkowych znalazły się też gwiazdy popu. Lider zespołu U2 Bono Vox, który w latach 2006-2014 miał być akcjonariuszem zarejestrowanej na Malcie (także służącej za raj podatkowy) spółki, która posiada m.in. centrum handlowe na Litwie. Rzeczniczka prasowa Bono podała, że rzeczona spółka funkcjonowała do 2015 r. i jej działanie było zgodne ze wszystkimi przepisami handlowymi UE.

Z kolei Madonna miała według dokumentów „Paradise Papers” w latach 1997-2013 był udziałowcem zarejestrowanej na Bermudach spółki handlującej tam medycznym zaopatrzeniem.

Afera ma bardzo wiele wątków. Ujawnione dokumenty pokazują nie tylko to jak ukrywano dochody, unikano podatków czy kupowano udziały w spółkach bez wiedzy ich zarządów, ale także odsłaniają kulisy finansowe brytyjskiej ligi piłkarskiej Premiership. Dopiero analiza setek dokumentów pokazała kto może być prawdziwym właścicielem klubów piłkarskich Everton FC i Arsenal Londyn. Tym razem tropy znów wiodą do Rosji oraz tamtejszego oligarchy Aliszera Usmanowa.

Wicepremier Morawiecki ostro o aferze

Polski wicepremier i minister finansów Mateusz Morawiecki ostro skomentował ujawnienia afery „Paradise Papers”. Jego zdaniem ukazanie skali działania takich kancelarii jak np. Appleby może stać się „wstrząsem sejsmicznym, który zmieni globalną percepcję rajów podatkowych”. Według Morawieckiego sprawą powinny jak najszybciej zająć się Komisja Europejska, Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej. Poszkodowane bowiem w wyniku stosowania tego typu form unikania płacenia podatków są także budżety państw członkowskich UE.

„Raje podatkowe skutkują niezbudowanymi drogami i szpitalami w Polsce, na Słowacji, we Włoszech czy Hiszpanii. To co jest rajem dla nielicznych, dla 99 proc. społeczeństw oznacza spadek poziomu życia” – powiedział Mateusz Morawiecki.