Niemcy: Były szef Audi oskarżony o spalinowe manipulacje

Rupert Stadler, fot. ITU Pictures [Flickr]

Rupert Stadler, fot. ITU Pictures [Flickr]

Niemiecka prokuratura oskarżyła byłego szefa Audi Ruperta Stadlera o nadużycia w związku ze spalinową aferą Volkswagena. Teoretycznie grozi mu do 15 lat więzienia.

 

Prokuratura w Monachium postawiła formalne oskarżenie o oszustwo związane ze spalinową aferą Volkswagena Rupertowi Stadlerowi (56 lat), który do października zeszłego roku przez 11 lat był szefem Audi, producenta luksusowych aut z grupy Volkswagena. Takie same zarzuty postawiono też trzem innym pracownikom Audi, których tożsamości nie ujawniono. Byli oni zaangażowani w konstrukcję nielegalnego oprogramowania do fałszowania testów emisji spalin, instalowanego w silnikach Diesla montowanych w autach marek Audi, Porsche i Volkswagen.

Wiedział, nie reagował

Według niemieckiej prokuratury Stadler co najmniej od końca września 2015 r. wiedział o fałszerskim oprogramowaniu w silnikach Diesla. Mimo to nie wstrzymał sprzedaży aut z takimi silnikami i nie wstrzymał reklam podających nieprawdziwe informacje o tych silnikach. W efekcie sprzedano ponad 250 tys. zmanipulowanych aut Audi, 71,6 tys. aut marki Volkswagen oraz 112 tys. aut Porsche.

Pod koniec września 2015 r. amerykańska rządowa Agencja Ochrony Środowiska (EPA) ogłosiła, że koncern Volkswagena od końca zeszłej dekady sprzedał w USA prawie 0,5 mln aut z silnikami Diesla 2.0 TDI, w których zamontowano wyrafinowane oprogramowanie do zaniżania zawartości toksycznych tlenków azotu w spalinach. A Volkswagen przyznał, że w Europie sprzedał ponad 8 mln aut ze zmanipulowanym silnikiem Diesla.

Porsche zapłaci 535 mln euro grzywny

Prokuratura w Stuttgarcie nałożyła 535 mln euro kary na spółkę Porsche AG w związku z manipulacjami spalinami z silników diesla koncernu Volkswagen, spółki-matki Porsche.
 
We wtorek prokuratura w Stuttgarcie wydała decyzję o nałożeniu na spółkę Porsche AG kary finansowej za zaniedbanie …

Kilka tygodni później EPA ogłosiła, że Volkswagen stosował nielegalne oprogramowanie w silnikach Diesla 3.0 TDI montowanych w luksusowych autach Audi, Porsche i Volkswagena. Niemiecki koncern przyznał się do winy w USA, ale w Europie twierdził, iż nie złamał prawa.

Czy dojdzie do procesu?

Niemieccy śledczy o podejrzeniach wobec Stadlera ogłosili w połowie zeszłego roku. A teraz przedstawili menedżerowi akt oskarżenia, który według magazynu „Automobilwoche” liczy 400 stron plus 7000 stron aneksów.

Adwokaci byłego szefa Audi zapowiedzieli, że będzie on zdecydowanie bronić się przeciw zarzutom.

Według „Automobilwoche” zarzuty postawione Stadlerowi są zagrożone karą do 15 lat więzienia. Ale tak surowego wyroku nikt się nie spodziewa. Nie ma nawet pewności, czy dojdzie do procesu byłego szefa Audi, a decyzja w tej sprawie zapadnie dopiero za kilka miesięcy.

Na ostateczne sformułowanie przez prokuraturę w Brunszwiku czeka też akt oskarżenia za spalinowe manipulacje wobec byłego szefa Volkswagena Martina Winterkorna. Został on oskarżony o spalinowe manipulacje przez rząd USA, ale prawdopodobnie nie będzie nigdy sądzony w Stanach Zjednoczonych, bo konstytucja Niemiec nie zezwala na ekstradycję obywateli tego państwa poza UE.