Mimo programu „500+” skrajne ubóstwo w Polsce wzrosło

Premier Mateusz Morawiecki podczas podsumowania pierwszych 2 lat programu Rodzina 500+, źródło: Kancelaria Premiera, fot. Waldemar Kompała (CC0 Public Domain)

Państwowy program świadczeń „Rodzina 500+” działa od 3,5 roku. Jednym z jego celów było zmniejszenie w Polsce skali skrajnego ubóstwa. O ile w pierwszych dwóch latach działania programu wskaźnik ten spadał, o tyle w ubiegłym roku wzrósł.

 

Dane na temat poziomu skrajnego ubóstwa w Polsce podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). Według wyliczeń urzędu w nędzę wpadło w 2018 r. 5,4 proc. Polaków, czyli ok. 400 tys. osób. Oznacza to wzrost tego wskaźnika aż prawie 1/4, czyli o 1,1 punktu procentowego. To pierwszy taki przypadek odkąd w 2015 r. władzę w Polsce objęła prawicowa koalicja ugrupowań zbudowana wokół Prawa i Sprawiedliwości (PiS).

Polacy nie stali się aktywniejsi na rynku pracy

GUS definiuje skrajne ubóstwo jako dochody poniżej tzw. minimum egzystencji. W 2018 r. taki poziom dochodów wynosił dla osoby samotnej maksimum 595 zł miesięcznie, zaś w przypadku czteroosobowej rodziny – maksimum 1606 zł.

Tymczasem funkcjonujący od 1 kwietnia 2016 r. program „Rodzina 500+”, w ramach którego na każde drugie dziecko (a od 1 lipca 2019 r. także na pierwsze dziecko bez względu na poziom dochodów rodziny) można było otrzymać świadczenie w wysokości 500 zł. miał za zadanie zmniejszyć poziom ubóstwa w Polsce. Przez pierwsze 2 lata obowiązywania programu ten cel udawało się osiągać, ale w trzecim roku już nie.

Informacje na ten temat znalazły się też w rządowym sprawozdaniu na temat realizacji program „Rodzina 500+”, które przesłano do Sejmu. Do treści dokumentu dotarł dziennik „Rzeczpospolita”. Gazeta zwróciła także uwagę, że polski rząd chętniej posługuje się w przypadku mówienia o efektach „500+” statystykami z lat 2016-2017 niż statystykami uwzględniającymi także ubiegły rok, co stawia efekty programu w lepszym świetle.

Co więcej, choć rządowy program kosztuje miliardy złotych  – 17 mld zł w 2016 r. i 23 mld zł w 2017 r. – analizy GUS pokazują, że są wątpliwości co do tego czy program spełnia także dwa inne swoje podstawowe cele. Miał on także w założeniu zachęcić kobiety do szukania pracy oraz zwiększyć dzietność. Według raportu GUS, badającego cyklicznie aktywność ekonomiczną Polaków, aż 95,1 proc. Polaków stwierdziło w styczniu 2019 r., że w efekcie programu „Rodzina 500+” nie podejmowało żadnych działań, aby poprawić swoją sytuację na rynku pracy. Takie działania zadeklarowało natomiast tylko 3 proc. badanych.

Co do poziomu dzietności, także 2018 r. wskaźnik ten spadł, choć jeszcze w latach 2016-2017 rósł. Według GUS w ubiegłym roku urodziło się w Polsce 388 tys. dzieci, czyli ok 14 tys. mniej niż rok wcześniej. Główny Urząd Statystyczny zauważa jednak, że urodzeń było w 2018 r. wciąż więcej niż w 2015 r., a więc zanim wprowadzono program „Rodzina 500+”.

Emerytury: 67 to za dużo?

Chorwaci (przynajmniej) na razie unikną dłuższej pracy. Francuzi opowiadają się przeciwko zmianom w systemie emerytalnym, a niemieccy emeryci są zagrożeni ubóstwem. To informacje z kilku ostatnich dni w kluczowej dla UE kwestii, jaką jest konstrukcja systemu emerytalnego.
 

 

Presja ma sens, o …

Ekspert: Zamiast „500+” lepiej otwierać żłobki i przedszkola

Zdaniem byłego wiceministra finansów, a obecnie głównego ekonomisty Business Center Club prof. Stanisława Gomułki, efekty programów świadczeń rodzinnych takie jak „500+” mają krótkoterminowy efekt i w dłuższej perspektywie tracą swój pozytywny wpływ na gospodarstwa domowe. „Zdecydowanie lepszy efekt daje wspieranie rodzin poprzez umożliwianie kobietom podejmowania zatrudnienia. W tym kontekście lepiej przeznaczać środki budżetowe na budowę żłobków czy przedszkoli. Nie można oczekiwać, że liczbę urodzeń podniesie tylko rozdawanie pieniędzy. Przykłady ze świata tego nie potwierdzają” – mówi ekonomista w rozmowie z EURACTIV.pl.

Według prof. Gomułki, dziś to nie poziom dochodów decyduje o tym, czy ktoś ma dziecko czy nie. Ekspert zwraca uwagę, że więcej dzieci rodzi się tam, gdzie średnia dochodów jest niższa. Tymczasem tam, gdzie zarabia się więcej, dzieci rodzi się statystycznie mniej, ponieważ potencjalni rodzice nie czują się na rynku pracy do końca bezpiecznie. „Sądzę, że kobiety, zwłaszcza te w miastach, są dziś zainteresowane zwiększaniem swojej niezależności finansowej. Trzeba im więc też pomagać na rynku pracy, aby mogły znaleźć stabilne zatrudnienie z dobrym wynagrodzeniem. Wtedy chętniej będą one rodzić dzieci, a poziom zamożności się podniesie. Dlatego żłobki i przedszkola czy też inna infrastruktura wspomagająca rodzinę są ważniejsze moim zdaniem niż świadczenia socjalne. Poza tym chętniej zakłada się rodzinę gdy ma się stabilną pracę, a nie śmieciową, niepewną umowę” – mówi prof. Gomułka.

Bezwarunkowy dochód podstawowy: Czy się stoi, czy się leży, godne życie się należy – Guy Standing

99 proc. ludzi chce poprawiać swoje życie. I z minimalnym dochodem bezwarunkowym nie przestaną tego chcieć – mówi prof. Guy Standing, brytyjski ekonomista, główny międzynarodowy ideolog bezwarunkowego dochodu podstawowego i twórca pojęcia „prekariat”.
 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Bezwarunkowy dochód podstawowy (BDP) to …

Rząd: Statystyki trzeba umieszczać w kontekście

Rząd jednak broni skuteczności programu „Rodzina 500+” i przekonuje, że nie można go podważać na podstawie danych za zaledwie 1 rok. Zdaniem minister rodziny, pracy i polityki społecznej Bożeny Borys-Szopy, statystyki GUS należy także umieścić w szerszym kontekście. „Ubóstwo mierzone jest na podstawie wydatków gospodarstwa domowego w porównaniu z całą grupą badanych gospodarstw, zatem w przypadku zwiększenia oszczędności, które wcześnie mogły wcale nie występować wśród najbiedniejszych, może się okazać, że teoretycznie poziom ubóstwa wzrósł. Jest to jednak tylko wynik statystyczny, bo rzeczywisty poziom zasobów i dostępności do dóbr tego gospodarstwa domowego wzrósł” – przekonuje minister.

Według niej nie ma także problemu ze spadkiem dzietności, ponieważ wskaźnik ten zależny jest także od liczby kobiet w wieku rozrodczym, a odsetek ten był o 65,3 tys. niższy w 2018 r. niż w 2017 r. GUS definiuje bowiem wiek rozrodczy kobiet w przedziale 15-49 lat. „Mamy więc bardzo dobry wynik w kontekście spadającej liczby kobiet w wieku rozrodczym. Nasze dane pokazują, że Polacy chętniej decydują się też na drugie i kolejne dziecko. Pragnę tutaj podkreślić, że skutki demograficzne realizacji programu >>Rodzina 500+<< są pod względem liczby urodzeń wyższe niż zakładane na etapie wprowadzania programu, czyli powyżej najbardziej optymistycznego wariantu liczby urodzeń prognozowanego przez GUS” – powiedziała minister Borys-Szopa.

Jednak, jeśli spojrzeć na dane GUS z lata 2016-2017 to okazuje się, że liczba kobiet w wieku rozrodczym także w tym okresie spadała w porównaniu z latami ubiegłymi, a jednak liczba urodzeń rosła. Nie jest także pewne, czy trend wzrostu ubóstwa uda się wyhamować dzięki tegorocznemu rozszerzeniu programu „Rodzina 500+” także na każde pierwsze dziecko. Najuboższe rodziny otrzymują świadczenia na każde z dzieci od początku funkcjonowania tego programu, więc w ich sytuacji nic się praktycznie pod tym względem nie zmieni.

Prof. Gomułka przekonuje, że największy wpływ na sytuację ekonomiczną gospodarstw domowych mają czynniki o bardziej ogólnym charakterze, jak poziom cen żywności, poziom zarobków czy ogólne koniunktura gospodarcza w kraju. A ta zdaniem eksperta zależna jest od bardzo wielu czynników, w tym od sytuacji międzynarodowej. Jego zdaniem pod tym względem będzie w najbliższym czasie trudniej. „Bardzo niepokojące są dane gospodarcze z Niemiec, który są naszym najważniejszym partnerem gospodarczym. Rośnie także niepewność w związku z brexitem czy gospodarczą rywalizacją USA i Chin. Rząd powinien brać więc pod uwagę bardzo dużą liczbę różnych czynników” – podkreśla prof. Gomułka.

Najnowsza “piątka” PiS w ostatnich dniach kampanii przedwyborczej

Tzw. mały ZUS, czyli 500+ dla przedsiębiorców, 13. i 14. emerytura dla seniorów, pakiet kontrolnych badań profilaktycznych dla czterdziestolatków, program budowy 100 obwodnic i plan na rzecz wyrównania dopłat dla polskich rolników, to ostatnie przedwyborcze obietnice PiS.