Kryzys zaufania i brak przejrzystości. Jaka jest przyszłość cyfrowej debaty publicznej?

facebook, media społecznościowe, debata publiczna, facebook

Konta Donalda Trumpa zablokowano w mediach społecznościowych zablokowano. Mark Zuckerberg osobiście ogłosił tę decyzję za pośrednictwem Facebooka, wskazując na łamanie wewnętrznych zasad portalu. / Foto via flickr (CC BY-SA 2.0) [Christoph Scholz]

Usunięcie kont Donalda Trumpa przez portale Facebook i Twitter uruchomiło globalną dyskusję poświęconą władzy mediów społecznościowych. Decyzję korporacji krytykują praktycznie wszyscy. Wątpliwości zgłaszają przedstawiciele Komisji Europejskiej, Mateusz Morawiecki czy Angela Merkel. Jakie granice ma dziś wolność słowa w internecie? Czy istnieje alternatywa wobec „fejsokracji”?

 

 

Konta Donalda Trumpa zablokowano nie bez powodu. Krytycy prezydenta USA, w szczególności jego zachowań poprzedzających tzw. szturm na Kapitol z 6 stycznia br. wskazują, że to właśnie jego działalność w mediach społecznościowych stoi w głównej mierze za tymi wydarzeniami. Pomimo prób obejścia blokad ze strony prezydenta USA, administracja platform pozostała nieugięta.

Věra Jourová: Po odejściu Trumpa będziemy musieli walczyć o odbudowę demokracji

Musimy uświadomić sobie, że Trump jest nie tylko przyczyną, ale przede wszystkim objawem, podkreśla wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová.

Washington Post: Trump nałogowym kłamcą. Hipokryzja portalu Facebook?

Trump już od dawna korzystał ze swych kont w mediach społecznościowych do siania dezinformacji. „Washington Post” policzył, że od początku prezydentury do 5 listopada 2020 r. polityk złożył ponad 29,5 tys. fałszywych oświadczeń. Znaczną część z nich za pomocą mediów społecznościowych.

Fenomen Trumpa był wielokrotnie komentowany. Odchodzący prezydent przyzwyczaił do komunikacji zachodzącej na poziomie mediów społecznościowych. Jeśli chcieliśmy poznać jego zdanie, lub najnowsze wektory polityki Białego Domu, sięgaliśmy po Twittera i Facebooka. Jednak jego retoryka nie pozostawała bez odpowiedzi. Trump od dłuższego czasu dostawał bardzo dużo sygnałów ze strony właścicieli platform społecznościowych.

Posty i tweety prezydenta USA stopniowo ograniczano na różne sposoby. Właściciele platform zmniejszali ich zasięgi, po jakimś czasie zaczęły towarzyszyć im informacje od administratorów mówiące o tym, że sieją one dezinformacje. Następnie nie można ich było udostępniać. Już w trakcie kampanii wyborczej Facebook oficjalnie blokował niektóre spoty wyborcze Donalda Trumpa.

Wydarzenia na Kapitolu i pięć ofiar śmiertelnych przeważyły czarę goryczy. Konta Donalda Trumpa zablokowano. Mark Zuckerberg osobiście ogłosił tę decyzję za pośrednictwem Facebooka, wskazując na łamanie wewnętrznych zasad portalu. W posunięciu Zuckerberga pobrzmiewają echa afery związanej z ludobójstwem Rohingów, kiedy to administracja Facebooka nie zrobiła nic, by powstrzymać fake newsy, zaogniające sytuację w Birmie.

Cyfrowi giganci kontra prawa pracownicze. W Google powstanie związek zawodowy

Alphabet Workers Union – tak nazywa się pierwszy związek zawodowy, powołany przez pracowników Google w USA.

Politycy i Komisja Europejska przeciwko działaniom platform cyfrowych

Jednak czy autorytatywne zablokowanie kont prezydenta USA – jak podkreślają eksperci i politycy z całego świata – nie ogranicza esencji polityki i demokracji, a więc wolności słowa poprzez uzależnienie granic debaty publicznej od decyzji monopolistycznych graczy cyfrowych?

Komisja Europejska stwierdziła, że ​​”jest nie do przyjęcia”, aby giganci mediów społecznościowych samodzielnie podejmowali kluczowe decyzje dotyczące usuwania treści online.

Przemawiając w poniedziałek (11 stycznia) Prabhat Agarwal, urzędnik kierujący działem eCommerce w Dyrekcji Generalnej ds. Sieci Komunikacyjnych, Treści i Technologii w ramach Komisji Europejskiej (DG Connect), zwrócił uwagę na to, że zbliżająca się ustawa wykonawcza UE o usługach cyfrowych [Kodeks Usług Cyfrowych – red.] spróbuje wyrównać równowagę między skutecznym usuwaniem treści, a zachowaniem wolności wypowiedzi online.

„Naszym zdaniem jest nie do przyjęcia, aby platformy same podejmowały niektóre kluczowe decyzje, bez żadnego nadzoru, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności i dialogu w zakresie podejmowanych decyzji”, powiedział Agarwal. „Wolność wypowiedzi jest w tym kontekście naprawdę kluczową wartością”, podkreślił pracownik KE w trakcie spotkania Komisji Rynku Wewnętrznego Parlamentu Europejskiego.

W podobnym tonie wypowiedziała się za pośrednictwem swego rzecznika prasowego kanclerz Angela Merkel. Steffen Seibert powiedział, że szefowa rządu RFN uznała posunięcie Facebooka i Twittera za niepokojące. „Prawo do wolności opinii ma fundamentalne znaczenie. Wobec tego kanclerz uważa za problematyczne, że konta społecznościowe prezydenta zostały trwale zawieszone” – ogłosił, wskazując jednocześnie, że wcześniejsze metody, ograniczania i oflagowywania postów Donalda Trumpa wydawały się bardziej zasadne.

Do sytuacji odniósł się również premier Mateusz Morawiecki. „Właściciele portali społecznościowych nie mogą działać ponad prawem. Dlatego zrobimy wszystko, by określić ramy funkcjonowania Facebooka, Twittera, Instagrama i innych podobnych platform”, zadeklarował polityk za pośrednictwem Facebooka.

2021: Co wydarzy się w Nowym Roku w Europie i na świecie?

Oto 10 rzeczy, które zdaniem redakcji EURACTIV.pl przyniesienie nam 2021 r.

Sprzeciw wobec działań platform cyfrowych wspólną sprawą

Już od dawna cyfrowi giganci znajdują się na kolizyjnym kursie, z często bardzo różnych powodów, z politykami wszelkich opcji politycznych.

Giganci unikają opodatkowania i regulacji finansowych, operują ogromnymi danymi dotyczącymi prywatności każdego z nas, łamią prawa pracownicze, tworząc nową przestrzeń debaty publicznej, nad którą tylko oni mają kontrolę.

„Fakt, że platformy takie jak Twitter i Facebook decydują o tym, kto może swobodnie mówić, jest niebezpieczny. Przez lata platformy czerpały korzyści z szerzenia dezinformacji i nienawiści na dużą skalę, co doprowadziło do ataku na Kapitol… Musimy przejąć władzę nad wolnością wypowiedzi z rąk prywatnych firm i oddać ją z powrotem w ręce instytucji demokratycznych”, przekonuje europarlamentarzystka z Holandii, Kim van Sparrentak należąca do frakcji Zielonych.

W podobnym tonie wypowiedział się również będący po innej stronie politycznego spektrum Sławomir Metzen, ekspert ds. gospodarczych Konfederacji. Stwierdził on, że – „FB i TT (Facebook i Twitter – red.) banem na Trumpa szkodzą sobie. Najważniejsi politycy nie mogą pozwolić na to, by ich kontakt z wyborcami zależał od anonimowych pracowników tych firm. FB i TT zostaną w przyszłości uregulowane lub znacjonalizowane. Tak jak koleje w XIX w. stały się zbyt ważne”.

Publicysta Dziennika Gazety Prawnej Jakub Dymek napisał o „dojrzałej fejsokracji”, odnosząc się do rzeczywistości w jakiej się znaleźliśmy. „Na jednym biegunie jest tolerancja dla zagranicznej propagandy i fejk newsów. Na drugim cenzurowanie kampanii wyborczych i wypowiedzi polityków bez oglądania się na komisje wyborcze, trybunały i sądy. Witajcie w Fejsokracji” – pisze.

Publicysta wskazał, że paradoksalnie zablokowanie Trumpa w mediach społecznościowych i debata mająca miejsce wokół tego wydarzenia, wzmacnia rolę cyfrowych potęg. Dostają one  bowiem do ręki potężne narzędzie, które pozwala im wskazywać, kto mówi prawdę a kto nie. Odczuł to niedawno ubiegający się o reelekcję prezydent Ugandy Yoweri Museveni. Facebook zablokował konta znacznej części członków jego rządu.

USA: Kolejny pozew o praktyki monopolistyczne wobec cyfrowego giganta. Teraz 35 stanów pozywa Google

Do sądu w Waszyngtonie trafił wniosek podpisany przez prokuratorów generalnych 35 stanów, stołecznego Dystryktu Kolumbii oraz dwóch amerykańskich terytoriów zależnych – Guam i Portoryko. Zarzucają oni Google stosowanie praktyk monopolistycznych ze szkodą dla klientów.

 

Głównymi inicjatorami pozwu są prokuratorzy generalni z …

Czy istnieje alternatywa wobec „fejsokracji”?

„Jako użytkownicy powinniśmy mieć większy wgląd w regulaminy i algorytmy działania platform społecznościowych. Oczywiście Donald Trump powinien zostać wykluczony z dyskusji na Facebooku. Dostawał przecież sygnały od administracji serwisów, z których korzystał. Wiedział jak jego działania są odbierane. Jednak tacy politycy jak Nicolas Maduro, czy przedstawiciele Iranu kreują swoją działalność w mediach społecznościowych i nikt ich nie pociąga do odpowiedzialności”, mówi w rozmowie z EURACTIV.pl dr Maciej Kawecki, dziekan warszawskiej Wyższej Szkoły Bankowej.

„Powinniśmy wypracować skuteczne, stopniowe rozwiązania zwalczające problem fake newsów i mowy nienawiści. Na przykład tworząc algorytmy, które gradacyjnie ocenią prawdomówność danego posta, stosując wobec niego różne formy ograniczeń, od usuwania, po oflagowanie go informacją głoszącą, że budzi on wątpliwości w świetle dostępnych powszechnie informacji”, proponuje ekspert.

„Możliwe, że powinniśmy brać przykład z grup zakładanych przez użytkowników platform społecznościowych, takich jak Facebook, gdzie to ludzie sami obsługują te wspólnotowe kanały komunikacyjne i mają kontrolę nad przebiegiem debaty. Czemu nie mielibyśmy stworzyć instytucji cyfrowych ławników, którzy staraliby się bezstronnie kierować dyskusją w internecie, dbając o jej przejrzystość i standardy”? – sugeruje inny z naszych rozmówców, Jan Zygmuntowski z Akademii Leona Koźmińskiego.

Wydaje się – jak przekonuje Věra Jourová, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej odpowiedzialna za wartości i przejrzystość – że najważniejsze jest dziś pobudzenie merytorycznej dyskusji nad rozwiązaniami mogącymi uregulować działania platform społecznościowych, która doprowadzi nas wszystkich w kierunku praktycznych zmian ich funkcjonowania.

Jeśli nie podejmiemy się tego zadania – jednego z kilku, które przed nami stoją – alternatywa jest tylko jedna: będziemy żyć w świecie, w którym debata publiczna ulegnie stopniowo kompletnej dekompozycji, a największa zdobycz internetu, czyli wolna i zdemokratyzowana debata publiczna, stanie się na naszych oczach narzędziem brutalnej i nieprzewidywalnej polityki, będącej pod kontrolą cyfrowych monopoli.